Ponownie zawitałem na Jurę. Tym razem miałem tajną misję, którą otrzymałem od Admina Forum. Moim zadaniem było uratować Jurę przed zbydlęceniem Zdobywców. Zacząłem od zdobycia Grodziska, gdzie mieliśmy się spotkać.

Miałem nadzieję, że może nie dojadą, ale niestety... przybyli w licznej grupie.

Od razu jakieś niepotrzebne popisy na skałkach.

A potem idziemy do Doliny Będkowskiej. Obrałem pozycją na tyłach, gdzie podejmowałem heroiczne próby zmniejszenia zbydlęcenia poprzez pozbawienie Zdobywców dostępu do alkoholu. Czyli wypijałem co tam mieli. W międzyczasie grupa się zgubiła. To już widać tu na zdjęciu. Już tu czoło grupy zgubiło niebieski szlak, który szedł spokojnie dnem doliny. Reszta poszła za czołem, a ja za resztą. Ale to tylko dlatego, że priorytetem była walka ze zbydlęceniem.

Sesja zdjęciowa na pieńku. Tylko Tobi stoi dobrze. Pozostałe modelki bały się wejść na środek.

A potem zorientowałem się, że się zgubiliśmy, ale inni myśleli że żartuję. Błagałem, żeby zadzwonili do przewodnika, ale woleli pić i się kłócić. W końcu okazało się, że nie wiadomo gdzie jesteśmy, nie wiadomo gdzie jest reszta grupy. Teren zrobił się stromy. Wizja śmierci.

A tu znaleźliśmy szlak i dziewczyny wpadły w szał radości. Niestety radość trwała krótko, bo nie było wiadomo, czy grupa zasadnicza jest z przodu, czy z tyłu. Kazali czekać. Zasięg się stracił. Utrata łączności i wizja, że zostaniemy tu już na zawsze.

Na szczęście jakoś się odnaleźliśmy przy Dupie Słonia.

Potem pognaliśmy, bo okazało się, że jest obsuwa czasowa.

Nikt nie miał czasu na podziwianie przylaszczek.

Przy Sokolicy zatrzymaliśmy się tylko na chwilkę aby kupić piwo na wynos, a miało być zdobywanie tej pięknej 80-metrowej skały... no ale obsuwa czasowa.

Za to w Będkowicach przy sklepie popas, bo znowu skończyło się piwo.

Krokusy! Bardziej wypasione niż na Podhalu


Potem bieg do Kobylańskiej. Grupa się rozciągnęła. Tym razem byłem w przodzie, a tył podobno się znowu zgubił.

Pokazałem Zdobywcom groźną skałę i zażartowałem, że mogę chętnych tam poprowadzić. Przewodnik zaznaczył, że "na własną odpowiedzialność" i tylko trzeźwe osoby, bo ubezpieczenie tego nie obejmuje. O dziwo było wielu chętnych.

Obstawiałem, że przy kapliczce kiedy zaczyna się zabawa większość zrezygnuje. Myliłem się. Poszli wszyscy w górę. Założyłbym się o dużo monet, że wymiękną wyżej przy skale, gdzie kończą się żarty.

Znów bym przegrał. Kompletnie nieodpowiedzialna grupa. Poleźli na górę. Wszyscy!

Na koniec byłem pewny, że będzie jakiś wypadek chociaż. Niekoniecznie śmiertelny, ale przynajmniej poważny. Też nic.

A to przykład totalnego zbydlęcenia. Osobnik, którego dane jeszcze ustalam, próbował wyrwać krzyż i kopał tych, którzy próbowali go bronić. Jeżeli ktoś go rozpoznaje, proszę zgłaszać bezpośrednio Adminowi lub na policję.

Na tym zdjęciu widać radość tych co zdobyli i przeżyli. Tak zupełnie na poważnie, to pełen szacunek ode mnie.

A w dole reszta grupy. Nie wiem co robią, ale pewnie piją alkohol.

Idziemy dalej. Żaba.

Przewodnikowi padła komórka z nawigacją, w związku z tym przejąłem kontrolę i wprowadziłem Zdobywców na małe chaszczowanko.

Dolina Bolechowicka.

Tutaj też są niezłe skałki.

Na koniec odłączyłem się od Zdobywców i udałem się w długą drogę powrotną do samochodu.

Taka to była wycieczka. Straszna jak zawsze ze Zdobywcami

A najgorszy osobnik, to ten co atakował krzyż. Przypominam, że kto go zna powinien zgłosić. To obywatelski obowiązek!