śpiewać połoninom wśród rzek i polnych traw,
Kiedy z cichą jutrzenką wyruszymy w drogę,
rozpal w sercach wędrowców żywy, jasny ogień,
a Ty, co z nieba spoglądasz, stopy nasze prowadź,
kroki miej w opiece, od złego nas zachowaj..."
Gdy od kilku dni znów rano leci z yt nagranie - to znak, że głód gór u mnie jest coraz mocniejszy!
Wiosna się kończy a mnie jeszcze się nie udało zabiwakować w górach. Ani w kwietniu... Ani w maju, więc w czerwcu czuję górski głód. Wobec tego gdy zbliża się dłuższy weekend po prostu się pakuję i...ruszam.
W obecnym roku (2026) liczę, że uda mi się dokończyć mój projekt (odwiedzenia każdego z górskich pasm), ale przeglądając wiosną swój wpis dotyczący tejże sprawy, stwierdziłem, że poza dwoma 'pasmami', w które muszę jeszcze pojechać, są też dwa, które kolokwialnie mówiąc tylko ledwo liznąłem. W wiosennym planowaniu pierwszego biwaku stwierdzam, że pojadę właśnie w jedno z nich, a przesunięty wyjazd decyduję, że będą to Góry Orlickie.
Najwyższe pasmo Sudetów Środkowych pierwszy i jedyny raz odwiedziłem podczas rodzinnego urlopu w 2019 roku (część sudecka - https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.c ... udety.html ). Odwiedziliśmy wtedy Góry Stołowe, Bystrzyckie oraz właśnie Orlickie. W nich to nawet spaliśmy - w Zieleńcu, skąd ruszaliśmy na wycieczki. Same góry to był krótki spacer od kolejki w stronę szczytu Šerlich, oraz do Masarykovej Chaty. Niby tylko może to z kilometr spaceru, ale jednak po grzbiecie pochodziliśmy.
Zarówno Zieleniec jak i ten grzbiet nas jakoś nie ujął, więc myślałem, że nigdy tu nie wrócę, ale z czasem stwierdziłem, że to trochę mało aby móc ująć - byłem w Górach Orlickich. Więc zacząłem próbować stworzyć sobie plan na te tereny.
Góry Orlickie to najwyższe pasmo Sudetów Środkowych (wchodzę w nie - Góry Wałbrzyskie, Kamienne, Stołowe, Bystrzyckie, Bardzkie), ale zarazem najmniejsze z nich wszystkich. Najmniejsze pod względem powierzchni na terenie naszego kraju. Zaraz wraz z Górami Opawskimi to (chyba) najmniejsze obszarowo pasma górskie Polski (Góry Orlickie to ok 36 km2, Góry Opawskie 34,2 km2). Pasmo leżące na zachód od Gór Bystrzyckich, od północy graniczące z Górami Stołowymi. Ich dużo większa część leży w Czechach.
W piątek rano załatwiam jeszcze parę spraw i w końcu ok 13 ruszam w drogę. Jest spory upał, ale liczę, że spełnią się prognozy z poprzednich dni - mówiące o ok 25 stopniach, bez opadów, z burzami późno w niedzielę, kiedy ja już zamierzam być w domu. Choć jest to chyba optymizm oparty na radości z wyjazdu...
Tradycyjnie zatrzymuję się w miejscu, w którym zawsze stajemy, zza Nysą. I idę zrobić zdjęcie (dolne lewe):
Potem ruszam i po jakiejś niecałej godzinie dojeżdżam do Duszników-Zdrój. Zostawiam auto na parkingu i ruszam...na Rynek. Ładnie tu. Kolorowe kamienice, błękitne niebo i piękne białe chmury - istna sielanka.
Miasto trochę zwiedzaliśmy podczas wspominanego urlopu, byliśmy min w Muzeum Papiernictwa i pochodziliśmy po uliczkach. Podoba mi się ten klimat sudeckich miast, ale dziś nie zamierzam zwiedzać.
Chcę zacząć od piwa na początek trzydniowej wędrówki - a że jest prawie 30 stopni więc stwierdzam, że tym bardziej warto się schłodzić zimnym napojem.
Wędrówkę czas zacząć!
Ruszam ok 17tej. Późno ale na dziś mam tylko ok 10 kilometrów do celu, ok 4 godzin. Początkowo zmierzam GSS, którym nad miasto wychodzę obok cmentarza. Uff ale ciepło, więc wejście w las to spora ulga. W nim jest dość mroczno. Za mną cichną odgłosy z szosy, a rozpoczyna się wrzask. Wokół w lesie aż wrze od ptactwa.
Idzie się bardzo dobrze. Po chwili wychodzę na łąki. Pastwiska, w oddali widzę konie, oraz mój cel:
To tam będę za jakiś czas:
Im dłużej tu idę, tym uważam, że jest tu przepięknie. A gdy po chwili się odwracam, to jakbym dostał po twarzy - aż mnie wryło w miejscu!
Przepięknie!
Pogoda dopisała, ciepło też, czego chcieć więcej?
Mijam kilka domostw i docieram do coraz głośnejszej szosy Duszniki-Zdrój-Kudowa-Zdrój.
Przekraczam ją i wtaczam się w las, czas rozpocząć podejście. Jest tu dziko, ścieżka nie jest za bardzo zdeptana. Co kilka kroków płoszę ptaki - widać, że mało kto tu chodzi. Aż w myślach nazywam te Góry- Górami Ptasimi. No dobra nazwa średnia...niech będą Orlickie - czyżby nazwa od Orła? No nie, ale pomarzyć można?
Docieram na grzbiet. Pierwsze widoki są ale między drzewami!
Hmm jakieś płaskie te góry w oddali...takie płaskie jak stół?
Zostawiam rozważania czy ta płaszczyzna zwie się od stołu i ruszam dalej. Bo właśnie się pokapowałem, że zapomniałem dokupić baterię do czołówki, więc warto dotrzeć do celu za dnia, aby jeszcze uzbierać z lasu drewno na ognisko, a chodzić z latarką w telefonie to wolę pozostawić na ostateczność.
Idę. Cisza wokół. Płoszę ptaka. Cisza. Płoszę stado gołębi...i tak cały czas. No czasem słyszę motory, pomykające drogą na Zieleniec. Ale pięknie tu jest!
Schodzę obok strzelnicy (Nie wchodzić - grozi śmiercią), a to oznacza, że zbliżam się do szosy. Tu następuje najgorsza chwila dnia - marsz po asfalcie. Ryk motocykli. Co jakiś czas auto.
Mijam odbicie ku Czeskiemu schronisku (Horská bouda Čihalka), niby to 400m ale nie mam czasu. Dziś patrząc na zdjęcia trochę żałuje - ale! Będzie powód do powrotu!
Docieram w końcu w pobliże parkingu, oznaczonego na mapie jako miejsce widokowe - choć widoki pierwsze są nieco wcześniej. Na Duszniki-Zdrój:
oraz na Góry Stołowe - a jednak to one
Panorama od Gór Sowich aż po Bardzkie:
Stado krów:
Na parkingu zrzucam na chwilę plecak, piję wodę i zjadam bułki śniadaniowe. Wprawdzie bliżej jest kolacji, ale chyba nic się nie stanie?
Podziwiam również widok Szczelińca Wielkiego (choć musiałem w obróbce nieco zdjąć zamglenia, bo na żywo skał nie było widać):
Czas ruszać, aby dotrzeć przed zmrokiem. Wrzucając plecak czuję jaki on ciężki. Czyżby mi ktoś coś dorzucił jak tu siedziałem???
No ale ruszam i po chwili...czyż tu nie jest pięknie?
No dobra, ale podziwiając to ja za daleko nie zajdę. Ruszam. Teraz trochę pod górę, lasem i w końcu
opędzając się przed muchami widzę nad drzewami mój cel:
Dotarłem na Orlicę. 1084 m npm. Plus wieża 25m.
W teorii najwyższy Polski szczyt Gór Orlickich. Tiaaa, wieża to może i stoi po polskiej stronie, ale sam szczyt leży 40m w linii prostej po stronie czeskiej - pójdę tam jutro.
Rozglądam się. Pod wieżą są ławki, po obu stronach schodów, oraz pomieszczenie. Zaglądam do niego, słysząc głosy a tam czeska para się rozkłada. I szybko się wycofuje. Pani w samej bieliźnie...no to rozglądam się i wybieram ławkę obok muru. Poniżej widzę dogasające się ognisko, więc zrzucam (z ulgą) plecak i z samym aparatem wdrapuję się kolejne 25m - na więżę:
Raz, że jest przed zachodem słońca, a dwa...dla tego widoku:
Panorama Gór Orlickich biegnących grzbietem na wprost ku Wielkiej Desztnej, najwyższego szczytu pasma, z lewej lasy Gór Bystrzycki, a za nimi Masyw Śnieżnika. Podobne zdjęcie, ujrzane kiedyś powoli drążyło i z czasem to właśnie ten widok spowodował, że postanowiłem tu wrócić (a później tylko szukałem powodu).
To jest to co kocham w górach!
Zachodu nie będzie - Karkonosze z prawej chowają się w ciemności i mimo, że słońce jest dość wysoko, to raczej nie zanosi się na rozpogodzenie:
Schodzę. Dorzucam do żaru i szukam patyka na kiełbasę. Pyszna była. Popijam piwo siedząc. W między czasie przewija się trochę turystów. Po chwili większość znika. Pozostaje ta para Czechów, którzy spać będą jednak w namiocie (to się okażę późnym wieczorem), oraz kolejna rodzina czeska, ojciec z trzema chyba córkami. Postanawiam wleźć raz jeszcze na wieżę - a może jednak rozpogodziło się?
No nie.
Stołowe wraz Kamiennymi i Wałbrzyskimi w ponurym mroku, zresztą światła nie ma, więc nie ma sensu pokazywać widoków we wschodnią stronę:
Niestety jest i mała łyżka dziegciu - na zachód od wieży góry się szybko kończą i widać płaskość (no aż tak to nie, ale to Przedgórze Orlickie (Podorlicka pahorkatina) leżące w Czechach. Zaciekawiło mnie jezioro. W domu sprawdzam to Jezioro Rozkoš, sztuczny zbiornik. Ładnie się prezentuje w świetle zachodzącego dnia:
Szukając Karkonoszy wypatrzyłem Jesteda - to 105 km. Oglądaliśmy go w tym roku podczas zimowych feriach w Gór Izerskich:
Schodzę. Rozkładam się na ławie - tu będę dziś spał:
Siedzę jeszcze chwilę słuchając koncertu ptactwa. Robi się ciemno. Rodzina się przenosi z ław do tego pomieszczenia, szeleszcząc jeszcze długą chwilę. Ja również włażę do śpiwora i powoli usypiam...
https://www.youtube.com/shorts/Adkltmf3gsc
Noc była średnia. Dość długo wokół było słychać w oddali grzmoty, ale nic się u nas nie działo. Czasem zrywał się wiatr. Jak zwykle co jakiś czas się budzę. A to pić mi się chcę, a to wiatr mnie budzi. O 3,30 wyłączam budzik - wschodu zapewne nie będzie, więc zamierzam dospać. Jednak po 4 budzę się i nie mogąc usnąć, stwierdzam - a pójdę na ten wschód. Wyłażę ze śpiwora, ubieram się. Słyszę głosy - to para turystów dobiega z Zieleńca i od razu wbiegają na wieżę. Ja docieram po chwili, a za chwilę zjawiają się na górze pozostali nocujący tu Czesi. Czas rozpocząć nowy dzień.
Ale to w kolejnym wpisie. Tymczasem mapa mojej trasy - https://mapy.com/s/jesepujogu . 10,5km ale prawie 550 metrów podejść.
Szlaki mnie prowadziły czerwony (GSS), niebieski, żółty i zielony.
