Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Relacje z gór całego świata, niepasujące do pozostałych działów.
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6740
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: sprocket73 » 2026-05-01, 11:56

Majówkę czas zacząć stwierdziłem, że trzeba jechać za granicę, bo u nas szaro, brzydko, zimno...
Padło na Maníny w Sulowskich Wierchach, a zaczynamy w Plevník-Drienové, aby zajść Małego od tylca.

Część I - Veterná Bašta zmusiła nas do odwrotu

Ruszamy, Mały Manin przed nami, widoczna formacja skalna Veterná Bašta (Wietrzny Bastion)

Obrazek

Lasy na Słowacji są bardziej zielone.

Obrazek

Podchodzimy pod skały. Robią wrażenie.

Obrazek

Razem ze mną pojawiła się grupa wspinaczy.

Obrazek

Oni maja swoje plany, a ja swoje... a Tobek też coś knuje ;)

Obrazek

Ruszamy osypiskiem wzdłuż skał.

Obrazek

Wciąż robią wrażenie. Mam zamiar iść wzdłuż, a potem wyjść jak człowiek kulturalnie, a nie męczyć się jak wspinacze co nie potrafią pomyśleć.

Obrazek

Ale Tobi ma parcie. Tam gdzie robi się prościej idzie w górę i patrzy na mnie wymownie.

Obrazek

Mam do niego pełne zaufanie, skoro idzie, to znaczy że da się.

Obrazek

Robi się coraz stromiej, ale walczy jak lwica, aby pokazać, że nie pomylił się i na pewno da się.

Obrazek

Utknęliśmy. Szkoda, bo jesteśmy już wysoko i nie uśmiecha mi się schodzić. Z tego miejsca były 2 warianty w górę. Pierwszy bardzo stromy, a drugi nie wiadomo, bo nie widać za zakrętem, a żeby zobaczyć, trzeba przejść nad przepaścią.

Obrazek

Ruszamy stromym, po paru metrach trudne miejsce. Wypcham Tobiego w górę. Chowam aparat. Sam mam plan jakoś wyjść za nim, ale po 15 minutach kombinowania poddaje się. Liczyłem na chwyt krzaka dzikiej róży, ale czuję, że wyrywam ją z korzeniami i nie odważyłem się podciągnąć. Ale dupaka. Nie dość, ze odniosłem porażkę, to jeszcze cały się pocharowałem. Pytanie czy Tobi da radę się wycofać, czy zaufa i spadnie mi w ręce, a ja go złapię i nie spadniemy. Daliśmy radę. Zeszliśmy te parę metrów i spróbowaliśmy wariantem niewiadomym. Tobi musiał się przełamać, żeby przejść nad przepaścią.

Obrazek

Okazało się, że to była właściwa droga, a szczyt grzebienia skalnego był już blisko.

Obrazek

Teraz schodzimy wzdłuż grzebienia. Wyszliśmy na niego od lewej.

Obrazek

A to miejsce które nas pokonało. Dokładnie środkiem próbowaliśmy, jak widać to był już prawie szczyt, z dołu nie było tego widać. Właściwie to mnie pokonało, Tobi by wyszedł. No ale jesteśmy zespołem.

Obrazek

Końca nie widać. Po podejściu do krawędzi odsłaniają się kolejne poziomy.

Obrazek

Przestrzeń coraz bardziej się otwiera.

Obrazek

Tobi już nie jest taki mądry, panika w oczach.

Obrazek

Ale trzeba iść, jeszcze ten jeden poziom.

Obrazek

Koniec. Spotykam wspinaczy. Jakby tak jeszcze stanąć na tym wysuniętym cypuliku pośrodku, to mógłbym poczuć się w pełni usatysfakcjnowany.

Obrazek

Stoję na cypuliku jestem w pełni usatysajcjonowany i posrany. Wspinacze coś do mnie mówią, ale w obcym języku. Nie wiem o co im chodzi. Może o to, że nie mam kasku?

Obrazek

Okolica jest piękna. Plevník-Drienové gdzie parkuję, pośrodku droga z której zrobiłem pierwsze zdjęcie w relacji.

Obrazek

Widok na drugą stronę.

Obrazek

Zbliżenie na Sulowskie Skały.

Obrazek

Tobek Bobek.

Obrazek

Przyroda.

Obrazek

Veterná Bašta (Wietrzny Bastion) - cudowne miejsce! :)
Pora wracać w górę.

Obrazek

Zawsze zastanawiam się co Tobi widzi w patrzeniu się w przepaść.

Obrazek

Ja też patrzę ;)

Obrazek

Koniec grzebienia skalnego. Pora ruszać ku następnym przygodom.

Obrazek

Chociaż tak po prawdzie, to wrażeń jak na jeden dzień już było wystarczająco ;)

C.D.N.
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7164
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: Sebastian » 2026-05-01, 13:56

Ostatnie twoje relacje z "nie ważnie gdzie, ważne z kim", jakieś takie spokojne były, bez pazura, takie jakby odpowiednie do "73" w nicku, a tu proszę bardzo, dramatyzm jak za dawnych dobrych czasów, choć na ile bezpieczny, to nie mnie oceniać.
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6740
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: sprocket73 » 2026-05-01, 16:13

Ostatnie podrygi ;)
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7164
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: Sebastian » 2026-05-01, 16:32

sprocket73 pisze:Ostatnie podrygi ;)

Chcesz "umrzeć w boju"?
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6934
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: buba » 2026-05-03, 18:39

Stoję na cypuliku jestem w pełni usatysajcjonowany i posrany. Wspinacze coś do mnie mówią, ale w obcym języku. Nie wiem o co im chodzi. Może o to, że nie mam kasku?


Nie wiem czemu ten moment - "ty z Tobim kontra spinacze w kaskach" bardzo mi przypomnialy pewien filmik. Filmik był o tym jak świetnie wyekwipowana ekipa w wypaśnej terenówce wjeżdża wyboistą drogą na jakąś wysoką przełęcz w Kirgizji czy Tadżykistanie. Dzielni zdobywcy wysiadają z auta, ocierają pot z czoła, gratulują sobie, że dali radę, opowiadają coś o rozrzedzonym powietrzu i swoich najnowszych oponach i o tym, że to była najtrudniejsza droga ich życia - i w tej chwili w tle pojawia się łada żiguli, z której wysiada lokals w klapkach, opiera się o drzwi i zapala fajkę :lol
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6740
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: sprocket73 » 2026-05-03, 18:53

Nie no, nie ma co porównywać, oni naprawdę po pionowym wyłażą. A ja z pieskiem to radosna amatorszczyzna ;)
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6740
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: sprocket73 » 2026-05-04, 11:14

Cześć II - Direttissima Małego Manina

Po bliższym zapoznaniu się z Wietrznym Bastionem jesteśmy już dość wysoko na Małym Maninie. Wypłaszcza się robi się spokojnie. Kierujemy się w górę.

Obrazek

Dochodzimy do punktu widokowego z krzyżem.

Obrazek

Widoczki.

Obrazek

Następnie idziemy dalej łagodnym grzbietem.

Obrazek

Na zalesiony szczyt Małego Manina.

Obrazek

Między drzewami coś tam z niego widać w kierunku północnym.

Obrazek

Pora schodzić w kierunku Wąwozu Manińskiego. Zejście nie jest już takie łagodne (widok wstecz).

Obrazek

Kolejny punkt widokowy. Wielki Manin a w dole Manínska tiesňava, czyli wąwóz.

Obrazek

Schodzimy dalej, w terenie lekko trudnym (widok wstecz). W 2017 roku schodziliśmy tędy z Ukochaną. Wtedy była to walka o życie, teraz jest całkiem spoko.

Obrazek

Takie niekończące się skały w lesie.

Obrazek

Dochodzimy do kolejnego punktu widokowego z krzyżem. Tu Ukochana też była. Pamiętam radość, że udało się tu dojść. Panikę, czy przeżyjemy. Ukochaną grożącą rozwodem. Wtedy od krzyża zrobiliśmy odwrót i zeszliśmy do Záskalie ścieżką, którą udało się znaleźć. Teraz myślałem, że też zejdę tą scieżką.

Obrazek

Veľký Manín już całkiem blisko. Dna wąwozu nie widać.

Obrazek

Tobi kontroluje sytuację. Schodzimy w dół ile się uda po skałach, na bezpieczną ścieżkę zawsze będzie można się wrócić.

Obrazek

Widok na stronę zachodnią.

Obrazek

Na wschodnią.

Obrazek

Widok wstecz. Pośrodku zalesiony szczyt Małego Manina. Na prawo te pierwsze wysoki skałki, na lewo krzyż.

Obrazek

W końcu widać dno wąwozu. Tobi zastanawia się, czy tam można zejść będąc pieskiem.

Obrazek

Podchodzę do tego miejsca i wygląda, że może dałoby się spróbować. Nie że na sam dół, ale trochę jeszcze by się zeszło, krawędzią skały.

Obrazek

Idziemy tam gdzie puszcza. Po drodze atrakcje, jaskinia.

Obrazek

Widok wstecz, tam na czubku byliśmy.

Obrazek

Pośrodku Kostolecká tiesňava - tam też się chciałem wybrać tego dnia. Szczególnie kusił mnie okap skalny Kostolecký dóm. Widać też skałę Bosmany.

Obrazek

Szersze ujęcie. Przede mną kolejne skały, którymi można próbować schodzić. Jeszcze kawałek powinno się udać.

Obrazek

Widok wstecz, to już za nami.

Obrazek

A to przed nami. Nie wygląda najlepiej, ale widać drogę asfaltową na dnie wąwozu. Tutaj pierwszy raz pomyślałem, że może udać się zejść na sam dół, choć brałem pod uwagę, że może się nie udać.

Obrazek

W każdym razie przepięknie tu. Kwiatki są.

Obrazek

Widoczki są.

Obrazek

Tylko stromo...

Obrazek

Wygląda to kosmicznie. Pionowe skały nad wąwozem. Raczej się nie uda zejść, ale może jak się podejdzie bliżej to jakaś droga się objawi.

Obrazek

Tobi radzi sobie całkiem dobrze.

Obrazek

No i chyba jest szansa, tym zboczem po lewej. Żeby tylko zejść do drzew...

Obrazek

Tu już wiedziałem, że się udało.

Obrazek

Zeszliśmy idealnie do środka wąwozu. Direttissima - trudne słowo. Planując wycieczkę nawet nie brałem tego pod uwagę. Dzień cudów! Jest moc!!! :)

C.D.N.
Ostatnio zmieniony 2026-05-04, 11:49 przez sprocket73, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1383
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: _laynn » 2026-05-04, 11:30

Kur...a oglądając tą część, to słowo kilka razy mi się wyrwało. Na żywo idąc z Tobą bym chyba wrócił z brązowymi gaciami, choć zdaję sobie sprawę z magii UWA.
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7164
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: Sebastian » 2026-05-04, 13:43

Pojebało was doszczętnie :)
Awatar użytkownika
Tępy dyszel
Posty: 3033
Rejestracja: 2013-07-07, 16:49
Lokalizacja: Tychy

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: Tępy dyszel » 2026-05-04, 15:19

Obstawiam, że z tym osobnikiem będzie już tylko gorzej. Relacje z sielskich rejonów Jaworzna i Jury to tak na zmyłkę.
Awatar użytkownika
Wiolcia
Posty: 3943
Rejestracja: 2013-07-13, 19:14
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: Wiolcia » 2026-05-04, 15:32

Ja już się pogubiłam w tych Twoich majówkach. 1 maja był spacer regeneracyjny w Jaworznie i Sulovskie? Chyba że majówka była kwietniówką albo w kwiecie wieku masz taką moc, że możesz być wszędzie.
Szkoda,.że Tobi nie umie robić zdjęć. Dla kontrastu chętniie bym zobaczyła Ciebie na tych skałach.
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6740
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: sprocket73 » 2026-05-04, 15:51

Wziąłem urlop w czwartek. Więc ta relacja jest z 30 kwietnia. Spacery regeneracyjne z 1 i 3 maja są w "nie ważne z kim".
Mam nadzieję, że wszystko już wiadome :)
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6740
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach

Postautor: sprocket73 » 2026-05-06, 10:43

Część III - Brutalny trawers Wielkiego Manina

A więc zeszliśmy z Małego Manina wprost do środka wąwozu. Dokładnie w miejsce, gdzie zaczyna się zielony szlak na punkt widokowy. W żyłach płynęła czysta adrenalina. Znajduje się tu cmentarz symboliczny.

Obrazek

Trochę powyżej można dostać się na rewelacyjny punkt widokowy. Dokładnie po tych skałach schodziliśmy parę minut temu.

Obrazek

Dalej ścieżka prowadzi do jaskini.

Obrazek

Obok której jest kolejny punkt widokowy, skąd można spojrzeć na te skały lekko z boku.

Obrazek

Jak do tej pory dzień wypełniony atrakcjami. Jednak to jeszcze nie koniec, bo główny punt programu to miało być wyjście bezpośrednio z wąwozu na Wielki Manin. Tym oto żlebem/dolinką. Zdjęcie w ogólnie nie oddaje stromizny.

Obrazek

Idziemy. Trudność polega na tym, że idzie się po ruchomych kamieniach przysypanych liśćmi. W zasadzie każdy kamień jest niezwiązany, a nie można nic zobaczyć, jak postawić nogę. Mordęga. Maksymalny wysiłek, przy minimalnym efekcie.

Obrazek

Nachylenie wciąż lekko rośnie, szerokość dolinki się zmniejsza, ilość liści się zwiększa. W pewnym momencie myślałem, że mi się Tobi utopi. Ja już też miałem szczerze dość.

Obrazek

Odbiłem więc na skały, z planem dojścia do grzbietu. Paskudne dojście. Nachylenie za duże żeby iść, podłoże niezwiązane, więc nie ma się czego chwycić. Już nawet myślałem o powrocie do dolinki.

Obrazek

Jakoś udało się wyjść na skalny zalesiony grzbiet. Widok na Mały Manin. Tam niedawno schodziłem.

Obrazek

Widok w bok, na grzbiet po przeciwnej stronie dolinki. Jeżeli mój grzbiet będzie taki sam, to nie dam rady, ale przecież wcale nie musi.

Obrazek

Mój wyglądał tak. Ogólnie spoko, ale cały czas miałem na uwadze, ze może pojawić się miejsce, którego nie pokonam na wprost, a obejść bokiem może się nie udać.

Obrazek

Widok wstecz. Najgorsze było to, że pokonywałem kolejne metry w górę, kolejne trudne miejsca i wydawało mi się, że to się nigdy nie skończy, a im byłem wyżej, tym bardziej myśl o odwrocie przerażała.

Obrazek

Jednak wszystko ma swój koniec, tu również zaczęło się w pewnym momencie wypłaszczać. Paradoksalnie te ostatnie metry były najtrudniejsze. Znów pojawiało się niezwiązane podłoże, niepewność kolejnych kroków. Zaczęły łapać mnie skurcze w stopach. W każdym palcu osobno, w śródstopiu. Jakby organizm odmawiał posłuszeństwa. No ale psychikę to ja mam silną, jak Psikutas bez 's' ;)

Obrazek

Doszedłem do chatki, czyli udało się osiągnąć kolejny sukces. Chwila odpoczynku. Pierwszy raz usiadłem na moment od rana. Wcześniej jakoś nie było okazji.

Obrazek

Tobi zwiedza. Fajna chatka z pięterkiem. Strasznie mała.

Obrazek

Eksploruję tereny położone nad wąwozem. Jest tu mnóstwo pozaszlakowych punktów widokowych. Najlepszy widok na Mały Manin.

Obrazek

Skałki, którymi schodziłem. Krzyż jest u samej góry pośrodku. Zejście w prawo w dół, dokładnie linią na granicy słońca i cienia. Im niżej tym stromiej.

Obrazek

Teraz schodzę podobnie, skałami w dół. Tu jest całkiem przyjemnie, łagodnie, z dobrym podłożem.

Obrazek

Są atrakcje, okno skalne.

Obrazek

Zbliżenie na Sulowskie Skały.

Obrazek

Szerokie ujęcie właściwego szczytu Wielkiego Manina.

Obrazek

Tu jest naprawdę przyjemnie. Podoba mi się.

Obrazek

Zwiedzamy jaskinię. W środku unosi się dym, ale nie ma ogniska. Ciekawe.

Obrazek

Kostolecký dóm. Od kiedy go zobaczyłem wiele lat temu, planuję go zobaczyć z bliska. Nie udało się. Zawsze powodem była Ukochana, która uznawała, że nie ma czasu. Teraz nie ma Ukochanej, a znowu nie ma czasu. I tak już jestem spóźniony. Ale kiedyś go jeszcze dorwę!

Obrazek

Tymczasem czeka mnie jeszcze długie dojście łączkami do auta. Będę szedł dokładnie tam na wprost.

Obrazek

Spokojna końcówka dnia na wyciszenie.

Obrazek

Słońce zachodzi za Małym Maninem.

Obrazek

Ostatnie spojrzenie na Wielki Manin.

Obrazek

Wracając zacząłem zdawać sobie sprawę, że znowu przekroczyłem jakieś tam granice i byłem zadowolony.
Następnego dnia, nie mogłem zejść po schodach do piwnicy.

THE END

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 19 gości