Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Relacje z Beskidów od bieszczadzkich połonin po Beskid Śląsko-Morawski.
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6931
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: buba » 2026-03-19, 13:29

Prawie 20 lat temu...

Zbliża się majówka roku 2006. 9 dni wędrówki przed nami. Wiosna się budzi - pierwszy namiotowy wyjazd w roku. Po zimowej, wymuszonej odsiadce radość więc wylewa się uszami :)

Zazwyczaj w tamte lata dawałam znać o szykującym się wyjeździe wszystkim znajomym. Potem i tak jechała garstka - w porywach 5-6 osób. Zwłaszcza na wyjazdy dłuższe niż weekendowe. Bo temu nie pasowało, ten nie mógł, a ów miał już inne plany. Nieraz i ci co się zdeklarowali - rezygnowali w ostatniej chwili. I kończyło się tak, że mimo szerokiego odzewu, jechaliśmy tylko we dwójkę z toperzem.

Tym razem jednak było inaczej. Prawie wszyscy, którym dałam znać o wycieczce - zakrzyknęli: "Tak jadę". I co więcej - nie tyle, że nie zrezygnowali w ostatniej chwili, ale zabrali jeszcze ze sobą rodzinę i znajomych! O skali problemu przekonujemy się dopiero na dworcu w Sanoku. Ja pierrdziuuuu! Tego jeszcze nie grali - zebrał się naprawdę spory tłumek! Jak to mówią - "klęska urodzaju" albo "przeniosło górą". Sporo osób z ekipy widzę po raz pierwszy. I te nerwowe spojrzenia i pytania znajomych: "buba - a oni wszyscy są z nami????"

Z jednej strony fajnie, wesoło, pozna się nowych, zapewne ciekawych ludzi. Ale jak my taką bandą będziemy wędrować, zwłaszcza w terenach, gdzie w ogóle nas nie powinno być? Jak my się zmieścimy do chatek?? I czy oni w ogóle zdają sobie sprawę na jaki rodzaj wyjazdu pojechali? Różne wątpliwości targają mną na ten moment...

W sumie było nas około 20 osób. Nie mam niestety żadnego zdjęcia, gdzie byłby komplet. Pewnie głównie dlatego, że nie miałam wówczas aparatu z samowyzwalaczem. Poza tym tej wielkości grupa, nie będąca harcerzami w dwuszeregu - ma niesamowitą zdolność do rozpełzania się. To chyba dwa zdjęcia zawierające największą część zgromadzonego pogłowia.

Obrazek

Obrazek

Zdjęcia w relacji pochodzą z aparatów różnych osób i w większości już nie pamiętam, które są czyje, bo potem się wymienialiśmy kliszami. Najłatwiej będzie odróżnić te, które pochodzą z nowiutkiej cyfrówki toperza - ich nie musiałam fotografować w albumie i walczyć z odbijającą się w ich powietrzni szafą czy oknem ;)

Podróż pociągami do Sanoka w okresie okołomajówkowym zazwyczaj wygląda podobnie - w korytarzu jak w puszce ze śledziami!

Obrazek

Akuku!! Długo się jedzie, więc trzeba wyciągnąć karimatki i wygodnie się ułożyć.

Obrazek

Obrazek

Najwygodniej to ma chyba kociołek! A na pewno ma największą przestrzeń!

Obrazek

W którymś z pociągów (było ileś przesiadek) udało się usadowić w przedziale. Koleś w środku (o dziwo! ;) ) nie jest z naszej ekipy - jedzie na wyjazd służbowy. Właśnie się poznaliśmy. Pamiętam, że częstował nas pyszną kiełbasą ze słoika, domowa produkcja jego żony. Na zdjęcie załapał się też mój pierwszy, zielony chlebak. Taki w deszczyk. To był mój ulubiony, ale bardzo szybko się podarł.

Obrazek

Obiad zjadamy gdzieś przy drodze w Sanoku, a wiosna otacza nas wszędzie wokół! :)

Obrazek

Obrazek

Z autobusu wysiadamy w Smolniku i stąd zaczynamy pieszą wycieczkę. Pod cerkwią mamy punkt zborny, gdzie dołącza jeszcze kilka osób (które jechały stopem czy innym PKSem)

Obrazek

Obrazek

Wielka rozkmina nad mapą. Gdzie by tu dziś uderzać na nocleg?? Gdzie będziemy szli jutro? Gdzie jest najbliższy sklep?

Obrazek

Ostatecznie wychodzi na to, że musimy sforsować San, w miejscu gdzie nie ma mostu. W tym momencie chyba co niektórzy z ekipy po raz pierwszy się zorientowali, że wycieczka, na którą się wybrali, niekoniecznie będzie wyglądać tak, jak sobie ją wyobrażali ;) A na odwrót i zmianę decyzji jest już trochę za późno ;)

Kuba przeciera nam drogę, sprawdza brody, gdzie jest najpłycej. Dzielny Kuba!

Obrazek

Obrazek

Rzeka nie jest tu jakoś bardzo głęboka, ale nie jest też bardzo płytka ;) Prąd w większości miejsc nie jest bardzo silny - ale to właśnie jest najgorsze. To usypia czujność. Bo idziesz sobie spokojnie, a tu nagle podcina ci nogi... Nie wiem czy to wiry czy może mocniejszy przepływ jest nieraz przy dnie? W sumie w całej akcji najgorsze jest to, że do tej rzeki w ogóle trzeba wejść. A woda jest upiornie zimna! No nic nie poradzisz - kwiecień dopiero mamy. Ostatecznie chyba nikt się nie skąpał, nie było strat ani w ludziach ani w plecakach. Acz ilość posiadanych zdjęć z rzecznego fragmentu sugeruje, że był to istotny, emocjonujący i pamiętny odcinek naszej wędrówki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Płytowe drogi prowadzą gdzieś w dal.

Obrazek

Odchodzimy kawałek od Smolnika. Na nocleg rozbijamy się na łące. Początkowo nic nie wróży kłopotów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest dosyć mokro, więc długo rozpalamy ognisko. Więcej daje dymu niż ciepła, a gdy przestajemy dmuchać - natychmiast gaśnie. Tak to bywa z tymi bieszczadzkimi ogniskami, na drewnie liściastym, w wiecznej wilgoci.

Obrazek

Obrazek

Udaje się jednak ugotować ryż czy tam inną kaszę, będącą podkładem dania wieczoru. Bo na kolację oczywiście pulpa :) Wyniknął jednak mały problem - mamy jeden kociołek, niewielkich rozmiarów i 20 gęb do nakarmienia. Wydaje się, że nie ma opcji na powodzenie przedsięwzięcia - nasz kocioł to jest w porywach żarcie dla kilku osób. A co z resztą? Kto będzie jadł? Losować? Czy kto pierwszy ten lepszy? Głupio jakby w pierwszy dzień wyszły jakieś niesnaski pt. "buba, gdzie ty nas zabrałaś! - najpierw kąpiel w lodowatej rzece a potem nie ma nawet żarcia". A tą pulpę to chyba wszystkim reklamowałam, że będzie pierwszego wieczoru - ale podejrzewając, że będzie nas góra 6 osób, jak zwykle ;) Jednak jak to mawiają: "nigdy nie mów nigdy". Maciek, będąc chyba jeszcze większym niż ja miłośnikiem pulp wszelakich, ochoczo uczestniczy w przygotowaniu posiłku. I wsypuje do pulpy dużo ostrej papryki. BARDZO DUŻO O S T R E J PAPRYKI. Pulpa wyszła pyszna, ale pali żywym ogniem. Każdy zjada po kilka łyżek i ma dość. Magia! :) Wszyscy się najedli!

Obrazek

Obrazek

Niektórzy dojadają marchewkami :)

Obrazek

Noc mija spokojnie, choć niektórzy bali się niedźwiedzi bo cały wieczór się nawzajem nimi straszyliśmy. Chłopaki nawet próbowali ryczeć przed namiotami dziewcząt, ale jak jedna z koleżanek podsumowała: "brzmiało to raczej jak wściekłe kojoty" ;)

Rano nie palimy już ogniska. Gotujemy na butlach i nieśpiesznie się zbieramy w sielankowej atmosferze cichej łąki wśród pustych, łagodnie pofalowanych wzgórz. Nagle słyszymy ryk silnika, który szybko się zbliża. Rozpędzona terenówka wpada na łąkę. Wyskakują z niej myśliwi i zaczynają drzeć japę. Że rozbiliśmy się w niedozwolonym miejscu, że popamiętamy. Że to najgorsze miejsce jakie mogliśmy wybrać, bo tu rośnie topinambur i na nim się karmi zwierzyna, a my jesteśmy wandale i niszczyciele przyrody, bo tu żyją endemiczne żuczki. Że złamaliśmy serce niedźwiedziom, które przez nas padną z głodu i w ogóle cała fauna Bieszczadów przestanie istnieć. Ale spotka nas zasłużona i dotkliwa kara, bo już zaraz przyjadą służby - leśne, graniczne, policja, 10 wozów bojowych antyterrorystów i egzorcyści zapewne też. On już wszystkim dał znać i teraz po nich jedzie! I nie mamy co uciekać, bo i tak nas złapią, zwiążą, aresztują, zastrzelą, a nasze truchła pewnie wystawią przy pętli obwodnicy celem postrachu dla innych niepraworządnych turystów. Po czym odjeżdża z piskiem opon i z zasłoną dymno-kurzową, ryjąc kolejny ślad na świętej łące...

Uciekać nie zamierzamy - ekipą tej wielkości nie schowamy się raczej za drzewem, a skoro oni mają auta terenowe, więc nas i tak dogonią gdziekolwiek pójdziemy. Składamy więc dalej nasze obozowisko - tak jak mieliśmy w planie. Może jedynie dokładniej przykładamy się do zamaskowania miejsca po ognisku, którego nasz kochany myśliwy szczęśliwie nie zauważył, choć może szkoda, bo wtedy już na bank by dostał apopleksji i był święty spokój. Chwilę później znów wtacza się na łąkę jego auto (ryjąc kolejny, trzeci już ślad). Z terenówki wysiada leśniczy, który jest w nastroju zdecydowanie mniej bojowym. Mówi, że tak, racja, nie wolno tu biwakować i musi nam wypisać mandat. Pyta kto jest szefem grupy i tu zaczyna toczyć wzrokiem głównie po facetach i to tych solidniejszej budowy ciała. Kuba jakoś stał najbliżej - "pan jest szefem grupy?". I jak to potem Kuba powtarzał: "I tak zostałem szefem grupy przez aklamację" ;) Mandat więc zostaje wypisany na Kubę. Chyba to było 100 zł (czyli do podziału na 20 osób). Już nie pamiętam czy myśliwy przy tym był, czy raczej odjechał z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku (ryjąc czwarty ślad na świętej łące). Chyba jednak odjechał, bo jakby był - to pewnie by jednak owej apopleksji dostał ;)

Co najciekawsze - kilka lat później znajomy mi opowiadał, że tą łąkę ktoś kupił. Wjechały na nią buldożery, zryły teren i powstały domki jednorodzinne, pensjonat czy inna tam zabudowa. I już nie ma topinamburu i endemicznych żuczków. Wszystko w majestacie prawa i pewnie miłośnicy Bieszczadów biją brawo, że region się tak pięknie rozwija. Było takie stare, smutne przysłowie : "Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie".. Tyle w temacie...

A my tymczasem tuptamy dalej. Pojawiły się raz i drugi w ekipie nieśmiałe pytania w stylu: "kiedy będą góry?" albo "na którą połoninę pierwszą wejdziemy?". Z kilkoma osobami, z którymi znamy się od dawna jak łyse konie i często razem jeździmy, zamieniamy tylko nerwowe spojrzenia ;) Bo trzeba coś odpowiedzieć. Najlepiej prawdę. Tylko trzeba się jakoś wznieść na wyżyny swojej elokwencji, aby frazę: "takich gór o jakich myślicie to raczej nie będzie wcale" - ująć w sposób delikatny i przystępny ;)

Póki co tuptamy stokówkami, wijącymi się przez łąki i zagajniki. Gdzieś tu mijamy tereny dawnych wiosek Połonińskie i Czerenna. Przynajmniej tak mówi moja mapa. Bo jakichkolwiek pozostałości raczej nie napotykamy. Nawet drzewek owocowych za dużo tu nie ma.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Te góry, których temat się przewijał, gdzieś tam są. W jakimś stopniu (dla niektórych zbyt niewielkim) wciąż nam towarzyszą. A to białe, co tam leży na szczytach, jakoś nie wygląda zachęcająco...

Obrazek

Po drodze czają się różne niebezpieczeństwa, np. panowie odziani w zieleń wyłaniający się z krzaków. Nie muszę chyba wspominać ile trwa spisywanie 20 osób? Szczęśliwie przy takiej ilości jest na tyle duży rozgardiasz, że osobę, która zapomniała dokumentów udaje się na czas ulokować w krzakach ;)

Obrazek

Jedno jest pewne - dzika zwierzyna raczej będzie nas omijać z daleka i nie szukać kontaktu. No chyba że lokalne niedźwiedzie cierpią na bulimię? ;)

Obrazek

Ktoś narzekał na stokówki. No to jak na życzenie - skończyły się! Przed nami autentyczne, niepodrabiane bieszczadzkie błoto. Dla prawdziwych koneserów gatunku.

Obrazek

Niespiesznie acz konsekwentnie zbliżamy się do Dydiowej. Moim zdaniem jednej z piękniejszych dolin. Stepowe, płowe łąki, otoczone pętlą Sanu, który stanowi tu granicę. Teren leżący na półwyspie wcinającym się w Ukrainę, co dodaje mu atmosfery dzikości, tajemniczości i poczucia "końca świata".

Obrazek

Ostatni postój na którejś z widokowych łąk. Pamietam, że ktoś z ekipy poruszył temat dzwonu z Dydiowej. Bo przed wysiedleniami miejscowa ludność zdjęła i zakopała cerkiewny dzwon. Gdzie - nie wiadomo. Ponoć nie został już nigdy odnaleziony. No i teraz ktoś zauważył, że w jednym miejscu łąki dudni jakoś inaczej, bardziej głucho. Wszyscy więc kolejno podchodzą i tupią. Faktycznie! Jak nad bunkrem. Siedzimy więc i rozkminiamy czy tam przypadkiem nie ma dzwonu, jak głęboko go zakopali i czy w chatce nie ma przypadkiem łopaty ;)

Obrazek

Obrazek

Naszym głównym celem nie jest sama dolina - a coś co w niej stoi. Chatka!!!! :) Jest to bacówka, pozostałość po prowadzonym tu niegdyś wypasie. Jedno z bardziej urokliwych miejsc w polskich górach, jakie udało mi się napotkać. Jest to już niestety melodia przeszłości - chatka spłonęła w 2018 roku. Różne krążą pogłoski na ten temat - od zaprószenia ognia przez nierozważnych turystów, po celowe podpalenie przez nowego właściciela terenu, który chciał się pozbyć miejsca, gdzie przychodzą wędrowcy. No ale póki co mamy rok 2006 i możemy się tym miejscem cieszyć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A wokół wybuch wiosny! Wśród płowych, zeszłorocznych traw wiją się wilgotne młaczki pełne kaczeńców i zawilców! Jak to pachnie - ziemią, świeżością i radosną perspektywą! Bo to oznacza, że kolejną parszywą zimę udało się przetrwać! I wszystko przed nami! Pół roku radości! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Hitem imprezy okazuje się fajka! Kto ją przywiózł - już nie pamiętam. Fajka chodzi w kółko i jej aromat na zawsze będzie mi się kojarzył z Dydiówką i cudną atmosferą tamtego wiosennego popołudnia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A wieczór znów mija przy ogniu...

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1375
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: _laynn » 2026-03-19, 17:37

Nieźle :D 20 osób!
Zanim pewnie dotrzecie dalej, spałaś w worku Bieszczadzkim?
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6931
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: buba » 2026-03-19, 17:54

_laynn pisze:Nieźle :D 20 osób!


To chyba tylko raz nam tak wyszło z przytupem :lol Nie licząc zlotów, wyjazdów weekendowych do chatki czy na jeden wspólny biwak, bo to jednak zupełnie co innego


_laynn pisze:Zanim pewnie dotrzecie dalej, spałaś w worku Bieszczadzkim?


Rozumiem że "worek" to za Tarnawą? To na tym wyjezdzie nie. Kilka lat wcześniej spałam w Beniowej (w bacówce), w Bukowcu (w aucie) i w takim jakby drewnianym schronisku nie-schronisku zwanym Negrylow. Ale nie mam niestety żadnych zdjęć z tamtych wyjazdów :(
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1375
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: _laynn » 2026-03-19, 18:09

Rozumiem, ja jakoś dwa lata temu doczytałem o jakimś budynku, bacówce niedaleko Kiczery Beniowskiej i myślałem, że może coś o tym miejscu powiesz. Na PW idzie dokładna lokalizacja.
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6931
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: buba » 2026-03-19, 19:06

_laynn pisze:Rozumiem, ja jakoś dwa lata temu doczytałem o jakimś budynku, bacówce niedaleko Kiczery Beniowskiej i myślałem, że może coś o tym miejscu powiesz. Na PW idzie dokładna lokalizacja.


To jest to miejsce, które ja nazywałam "Negrylowem", bo tam przepływa potok o tej nazwie. Kiedyś to należało do Bieszczadzkiego PN i mozna było się jakoś dogadać na nocleg - jak to nie wiem bo mysmy tam trochę na krzywy ryj wbili, zaproszeni przez ekipę, która się dogadywała. Ale w sumie to teraz i tak nie ma znaczenia bo to był koniec lat 90 tych. W srodku były łóżka piętrowe, mini kuchnia, kibel ponoc był, ale nikt go nie znalazł, wiec chodzilismy do lasu ;) Budynek stał w gęstym lesie - teraz na tej polanie wygląda zupełnie inaczej, nie poznałam go. Chyba go tez otynkowali? Nie byłam tam już nigdy od tego czasu. Ciekawe że teraz jest opuszczony?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7159
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: Sebastian » 2026-03-19, 21:00

Ech, były czasy... Żadnych smartfonów, tylko ludzie cieszący się życiem :) Pierwszą cyfrówkę kupiłem w 2004 roku, czyli podobnie jak Toperz.
Jak się ma publikacja tych zdjęć do RODO? Masz zgody na upublicznienie wizerunku? ;)
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6931
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: buba » 2026-03-19, 21:21

Sebastian pisze:Ech, były czasy... Żadnych smartfonów, tylko ludzie cieszący się życiem :) Pierwszą cyfrówkę kupiłem w 2004 roku, czyli podobnie jak Toperz.
Jak się ma publikacja tych zdjęć do RODO? Masz zgody na upublicznienie wizerunku? ;)


Myślisz że ze zdjęć o tej ostrosci można kogos rozpoznać? :lol

Wtedy to mielismy tylko jednego kolegę, który uciekał przed aparatem, zasłaniał się czy chował głowę do plecaka - czyli ogolnie mówiac wyprzedzał swoją epokę :lol Na tym wyjezdzie go nie było.
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Wiolcia
Posty: 3939
Rejestracja: 2013-07-13, 19:14
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: Wiolcia » 2026-03-19, 21:40

A ten schron nad Negrylowem jeszcze istnieje? Bo zdawało mi się, że go nie ma, jak Dydiówki.
Świetna wędrówka z dawnych lat, aż łezka się w oku zakręciła... Też się tak kiedyś wędrowało, ale jednak w bardziej okrojonym składzie :) Z iloma z tamtej grupy masz jeszcze kontakt?
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6931
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: buba » 2026-03-19, 23:01

Wiolcia pisze:A ten schron nad Negrylowem jeszcze istnieje? Bo zdawało mi się, że go nie ma, jak Dydiówki.


No własnie nie mam do konca pewności czy to ten sam. Na googlemaps jest opisany tak jak mówiono o tamtym: "Schron BPN nad Negrylowem". Chyba niemozliwe zeby były dwa?

https://www.google.com/maps/@49.0459629 ... FQAw%3D%3D

Acz w pamięci został mi budynek chyba w całości drewniany, położony w gęstym lesie. Jednak pamięc moze byc zawodna - zwłaszcza ze byłam tylko raz i nie mam żadnego zdjecia aby sobie obraz utrwalać w czasie oglądania.

Wiolcia pisze: Z iloma z tamtej grupy masz jeszcze kontakt?


Z toperzem i jego bratem ;) Poza tym 3 osoby z ekipy mam w znajomych na fejsbuku i czasem coś do siebie napiszemy, ale nie widzielismy się na żywo juz z kilkanascie lat. Z resztą nie mam pojecia co sie dzieje czy w ogole jeszcze żyja ;)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Wiolcia
Posty: 3939
Rejestracja: 2013-07-13, 19:14
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: Wiolcia » 2026-03-20, 18:25

Gdzieś czytałam, że ten drewniany schron rozebrano. Więc może potem powstał ten murowany budynek?
Awatar użytkownika
opawski1
Posty: 1214
Rejestracja: 2016-02-21, 09:15
Lokalizacja: Prudnik
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: opawski1 » 2026-03-20, 19:25

Ale klimat wędrówek sprzed lat! Raczej już nie do powtórzenia I taką ekipę sformować! Super!
W 2006 roku to już dawno... wtedy szedłem do 2 klasy i jeszcze nie chodziłem po górach ;)

Wędrowaliście tak, albo opisujesz tak, że totalnie nie potrafię odtworzyć Waszej trasy ;)
Ciekawy jestem tej łąki gdzie biwakowaliście, jak ona faktycznie teraz wygląda i czy została zabudowana. Mandat 100 zł na 20 osób kosztował niewiele ;)
Chatka Dydiówka spłonęła parę lat temu, wtedy o niej się dowiedziałem, że istniała.
Z tym ukryciem dzwonu to w bieszczadzkich dolinach częstsze zjawisko. Kilka lat temu w jednej ze wsi okolicy znaleziono dzwon po niemal 80 latach: https://polskieradio24.pl/artykul/3277990,dzwon-ze-zniszczonej-cerkwi-nie-bil-od-80-lat-teraz-wyciagnieto-go-spod-ziemi Więc może i z Dydiowej kiedyś się znajdzie?
MOJA STRONA O GÓRACH OPAWSKICH: http://www.goryopawskie.eu/
Awatar użytkownika
maurycy
Posty: 1041
Rejestracja: 2013-11-17, 09:25
Lokalizacja: Bielsko okolice

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: maurycy » 2026-03-20, 20:11

Ło żesz, więcej was matka nie miała :lol
Ta historia z mandatem od leśniczego burzy krew..
Awatar użytkownika
Coldman
Posty: 1837
Rejestracja: 2020-05-19, 22:34
Lokalizacja: Wysoczyzna Kaliska
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: Coldman » 2026-03-22, 17:18

Zajebista wyprawa. Taki klimacik, dzikość i ekipa. Chciałoby się tak zaszaleć chociaż raz :D
Świat gór! Aby go nazwać swoim, trzeba zainwestować znacznie więcej niż krótkotrwałą radość oczu. I może dlatego właśnie człowiek naprawdę kochający góry chce znosić trudy, wyrzeczenia i niebezpieczeństwa na ich skalnych szlakach
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6931
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: buba » 2026-03-22, 18:18

Gdzieś czytałam, że ten drewniany schron rozebrano. Więc może potem powstał ten murowany budynek?


Być może? To byłoba odpowiedz czemu miejsce się zgadza a ja nie moge rozpoznac tego budynku.

Ale klimat wędrówek sprzed lat! Raczej już nie do powtórzenia I taką ekipę sformować! Super!


Teraz bym na bank takiej ekipy nie zebrała! Choc kto wie? Wtedy też mi się wydawało, że to niemozliwe ;)

Wędrowaliście tak, albo opisujesz tak, że totalnie nie potrafię odtworzyć Waszej trasy ;) Ciekawy jestem tej łąki gdzie biwakowaliście, jak ona faktycznie teraz wygląda i czy została zabudowana.


Na mapie trasę bym mniej wiecej pokazała, ale tej łaki tez nie potrafię odnaleźć. Próbowałam na satelitarnych mapach wyczaić gdzie dokładnie przekraczalismy San i gdzie ten nocleg, ale jakos to mi wszystko w ogole inaczej wygląda i nie pasuje.
Sama jestem ciekawa co tam zbudowali - a mam tylko tą informację od kolegi, który tam jechał na rowerze rok czy dwa pozniej i przysłał mi smsa, ze była tam duża budowa. O ile miejsca nie pomylił ;) A tez juz od lat nie mam z nim żadnego kontaktu, wiec nie mam jak dopytać.

Z tym ukryciem dzwonu to w bieszczadzkich dolinach częstsze zjawisko. Kilka lat temu w jednej ze wsi okolicy znaleziono dzwon po niemal 80 latach: https://polskieradio24.pl/artykul/32779 ... spod-ziemi Więc może i z Dydiowej kiedyś się znajdzie?


Oooo! Ale akcja!

Może ten spokojnie czeka na swoje dni? Fajnie jakby go znaleźli. Może leży tam gdzie żeśmy tupali? (acz tej łąki też na pewno nie wskażę na mapie ;)

Ło żesz, więcej was matka nie miała :lol


Dokładnie takie były moje pierwsze myśli w Sanoku jak zobaczyłam co się święci! :lol :lol

Zajebista wyprawa. Taki klimacik, dzikość i ekipa. Chciałoby się tak zaszaleć chociaż raz :D


Ja też bym się chętnie wybrała na ten wyjazd jeszcze raz! :)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6931
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Bieszczadzki Gigant Rajd (2006)

Postautor: buba » 2026-03-23, 11:54

Poranek w Dydiowej wstaje pogodny. Bieszczady + słońce - rzadkie to połączenie, więc jeśli akurat nastąpi, to dusza raduje się niepomiernie.

Obrazek

Zbieramy się i ruszamy w kierunku Mucznego.

Obrazek

Mijamy wypał. Spójność krajobrazu jest zachowana - gryf gitary sterczy do góry podobnie jak kominy :)

Obrazek

W tamte lata, gdy człowiek nie miał aparatu z dużym zoomem, wydawałoby się, że podglądactwo jest trudniejsze. Ale jednoczesnie ludziska były jakoś mniej płochliwe i okazywali nieporównywalnie mniej agresji dla osób robiących zdjęcia. Jegomoście smolarze mają oględnie mówiąc na wszystko wyrąbane.

Obrazek

Obrazek

Czy to nie jest piękne, że człowiek nawet jak zgasi ognisko i od niego odejdzie - wciąż czuje ten wspaniały aromat? :) Retorty smolarzy - to jest dla mnie główny symbol Bieszczadów, a nie jakieś tam połoniny.

Obrazek

Dokładnego przebiegu dalszej trasy nie jestem w stanie odtworzyć. Prowadził nas kolega, Tomek, miejscowy znający te lasy jak własną kieszeń. Wiem tyle, że odbijaliśmy z drogi asfaltowej pomiędzy Mucznym a Tarnawą, gdzieś w zanikające ścieżki. Przechodziliśmy jakoś w rejonie Grandysowej Czuby, ale czy przez szczyt czy tylko zboczami - nie wiem. Zresztą czy ma to jakieś znaczenie? W pamięci zostały głównie mroczne, bukowe lasy, gęsto porastające mijane pagóry.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oddali majaczą połoninne szczyty, pokryte jeszcze licznymi łachami śniegu. Ciągnie stamtąd chłodem. Tak jak na Dydiowej i w innych dolinach było już mocno czuć wiosnę - to tutaj to wrażenie przepada, znika i rozpływa się w mgle. A z owej mgły wieje lodem.

Obrazek

Obrazek

Ale bardzo źle nie jest - oznaki wiosny spotykamy na każdym kroku! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tymczasem między drzewami zaczyna coś przezierać :)

Obrazek

Od bardzo dawna się tu wybierałam i dotrzeć nie mogłam, jakoś zawsze coś stanęło na przeszkodzie. Aż dziś nadszedł właściwy dzień! :) Chatka pod Obnogą przed nami! :)

Obrazek

Obrazek

Wnętrza jest dość trudno sfotografować, ponieważ wszystko jest przysłonięte ludźmi. Majówka, sam samiuśki środek majówki - noc z 1 na 2 maja. Więc chatynka pusta nie jest - i tu bęc! zwala się nasza banda. Poniżej kilka fotek z sali kominkowej. Śpiewy, degustacje, opowieści - fajnie było! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Herbata i żarcia podgrzewają się w kominku :)

Obrazek

Najbardziej utkwiły mi w pamięci 3 opowieści. Jedna o smolarzu z któregoś z bieszczadzkich wypałów, który by wygrać zakład z kumplami dał sobie odciąć ucho, a potem wszystkim opowiadał, że to efekt spotkania z niedźwiedziem.

Drugą opowieść snuł Maciek, z naszej ekipy. O wąskotorówkach z gorgańskich dolin, których sieć była niegdyś ogromna i rozgałęziona. Kolejki woziły głównie drewno, ale również i turystów, którzy wracali z górskich wędrówek albo po prostu chcieli w ten sposób powłóczyć się po dzikich dolinach, gdzie nieraz i dróg nie było. Wąskotorówki zniknęły w roku 1998, zmyte przez wielką powódź, która tamtego roku nawiedziła Karpaty. Na tyle zostały uszkodzone mosty i torowiska, że nie opłacało się już tego naprawiać. Pewien etap karpackich podróży przeszedł bezpowrotnie do historii - bez mojego udziału :( Do teraz pamiętam ten żal w duszy, że nie udało mi się ich zobaczyć i przejechać się, choć raz... A wiedząc jak to klimatycznie jest jechać gruzawikiem przez taką utopioną w błocie i ociekajacą deszczem karpacką dolinę - mogę sobie tylko wyobrazić jak to musiało wyglądać z dodatkiem całej malowniczości atmosfery kolejowej.

Trzecia historia była w pewnym stopniu związana z drugą, bo też w tematyce kolejowo-karpackiej, acz osadzonej w realiach rumuńskich. Opowiadał koleś poznany w chatce:
"Budzę się z twarzą w piasku. Po chwili dochodzę do wniosku, że to nie piasek tylko pył pomiędzy belami podłogi. Jakiś stary, ciemny budynek. Gdzie mój plecak? Gdzie moje rzeczy? Leżą obok, jest prawie wszystko. Tylko kurtka gdzieś przepadła i już nigdy nie została odnaleziona. Zbieram się i wychodzę na zewnątrz, próbując pozbierać myśli. Co widzę? Stacyjka. Torowisko. Wszędzie wokół góry. Nikogusieńko. Okazuje się, że to jedna z bardziej odległych stacji kolejki doliny Wazeru. Długo siedzę sam i próbuję na nowo poskładać rzeczywistość z postrzępionych urywków. Pociąg przyjeżdża dopiero za kilka godzin. Moje ostatnie wspomnienia to jak piłem palinkę z miejscowymi, pod sklepem w miasteczku, prawie 70 kilometrów stąd, 17 godzin temu..."
Opowieść jest z roku 2003. Koleś (którego imienia nie pamiętam) w ogóle pół wieczoru opowiadał o swoich rumuńskich wojażach, ale jakoś ten fragment najbardziej zapadł mi w pamięć ;)

Atmosferę chatki chyba najbardziej można poczuć ze zdjęć, gdzie źródłem światła jest tylko ciepły blask kominka, świec czy lamp naftowych. To chyba pierwsze moje pierwsze spotkanie z aparatem mającym coś takiego jak długi czas naświetlania. Nocne zdjęcie bez lampy? Co za czarodziejski wynalazek!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A poniższe zdjęcie początkowo uważałam za zupełnie nieudane - rozmazane, poruszone, no w ogóle do d... Ale w czasie wspólnego oglądania jeden z kolegów stwierdził, że to jest fotka najlepiej oddająca tzw. magię chwili - "Buba! Ja właśnie tak pamiętam tą imprezę, tak to wyglądało po 6 piwach!"
I coś w tym jest - wystarczy spoglądając na to zdjęcie zmrużyc mocno oczy... Od razu słychać chatkowy gwar, brzęk gitary, dudnienie kroków na strychu. Czuć zapach dymu, wędzonki i starego drewna. Czuć radość, że udało się tu dotrzeć i zmęczenie po udanym dniu :)

Obrazek

Noc jest zimna, las wokół wilgotny, korzeniasty i pełen niedźwiedzi, więc raczej nikt nie ma ochoty spać w namiocie. Chatka okazuje się być niesamowicie pojemna! Wszyscy się zmieścili!

Obrazek

Obrazek

Myśmy namierzyli najbardziej komfortową miejscówkę - pod schodami! :)

Obrazek

Tej chatki też już nie ma. Przestała istnieć w listopadzie 2007. Rzekomo "się spaliła", acz stwierdzenie to budzi ogromne kontrowersje, nieporównywalnie większe od pożaru Dydiówki. Jesli kogoś interesuje ten temat - TUTAJ: https://www.twojebieszczady.net/aktualnosci/obnoga.php jest dokładnie opisany przez bywalców chatki.


Rano pogoda jest nieszczególna. Jest zimno, mocno wieje i powietrze jest jakieś takie mokre... Niby nie pada, ale wisi lepka, wilgotna mgła, która na wszystkim osiada. Mimo wszystko decydujemy się iść przez Bukowe Berdo. No bo skoro już tu jesteśmy?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niby wszyscy chcieli połonin, ale jak się na nie wybieramy - to idziemy w cztery sztuki: ja, toperz, Maciek i Julek.

Obrazek

Obrazek

Reszta schodzi w doliny. Szuka sklepu i spotkamy się z nimi w Widełkach albo już na noclegu. A w ogóle 1/3 ekipy wraca już do domu, bo sama majówka właśnie się kończy i nie wszyscy mają możliwość sobie ją jeszcze trochę przedłużyć. Nasza ekipa przestaje już więc być taka gigantyczna. Cóż, smutno trochę... Już się człowiek przyzwyczaił. I w sumie nie było wcale źle wędrować w takim składzie. Niepotrzebnie się martwiłam zawczasu.

Śniegu na szczytach leży jeszcze całkiem sporo, ale szczęśliwie płowych traw i skałek jest więcej i można się skupić na chodzeniu po nich, a białe placki omijać szerokim łukiem. Trawy falują, wiatr duje i co najważniejsze - nie ma nikogo oprócz nas. Totalna pustka! Jak nie w polskich górach. Idziemy, idziemy, siedzimy - i nikogusieńko jak okiem sięgnąć! Śmiejemy się nawet czy myśmy przypadkiem gdzieś granicy we mgle nie przekroczyli i nie dojdziemy na Pikuj jak mocniej będziemy wyciągać nogi ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 22 gości