Trzy godziny później, odzywa się Marcin ('dobrze to wygląda"), a zaraz po nim Marek pyta o której ma podjechać. Ha!
Po tym rejonie wielokrotnie wędrowałem, ale palcem po mapie. A to nie umiałem stworzyć pętli, a to mi pogoda nie siadała, a w ogóle to było dość daleko czasowo i ciągle odwlekałem na zaś. Wymyśliłem sobie, że chcę przyjechać tu, gdy śnieg będzie na szczytach tatrzańskich a ja go będę mógł z daleka obserwować. Na pewno odległość (głównie czasowa) też mnie nieco zniechęcała. (w między czasie byli tu na pewno Sebastian i zapewne Sprocket). Ale od niedawna ruch na południe zaczyna być coraz lepszy, a to przez oddane nowe fragmenty S1, które pomagają sporo czasu zaoszczędzić, w porównaniu do jazdy DK1.
Pierwotny plan na tę niedzielę był wykreślony w okolicy Orawki. Ale po kilku dniach wracam do okolic Zuberca i zaczynam znowu planować. Potem wrzucam go jako alternatywę i koniec, końców to jego właśnie wybieram. Pozostała pobudka.
Oczywiście poranna kawa na "naszej" stacji. A potem ruszamy w drogę, bo czeka nas dziś kupa widoków. Pierwsze są już po drodze, czyli nowa droga, choć bez odcinka Oświęcim - Bielsko, bo się zagadaliśmy i pojechaliśmy starą jedynką, ale już dla drugiego nowego kawałka specjalnie nadkładamy parę minut jazdy. Zamiast na Korbielów jedziemy przejechać nad Węgierską Górką. Podziwiamy widoki z nowej trasy i kierujemy się na Słowację. A tam chłopaki podziwiają wpierw Orawskie Beskidy, potem szczyty Orawy Magurskiej, z charakterystyczną wieżą na szczycie Magura. Rzucam pomysł, by może jeszcze obejrzeć Zamek Orawski i doliną Hruštínki przez przełęcz Prislop jedziemy do wsi Orawskie Podzamcze. Już widok ośnieżonego Wielkiego Chocza z serpentyn robi wrażenie, a co dopiero zamek, który siedzi na wysokiej skale nad wsią!
W końcu wycieczka krajoznawcza dobiega końca i parkujemy na końcu wsi. Wieś Zuberec leży na Orawie w dolinie Zuberskiej, między Tatrami Zachodnimi a Skoruszyńskimi Wierchami i to one właśnie nas interesują. Tatry bo je będziemy podziwiać, a Sokruszyńskie Wierchy bo po nich będziemy wędrować.
Jest ciepło, więc kurtki od razu lądują w plecakach i ruszamy. Już po kilku minutach otwierają się widoki na Tatry:
Widok na szczyty Tatr mamy pod słońce, ale są one całe białe - tak jak sobie to wymyśliłem. A nad nimi błękit nieba. Czad!
Jest tak ciepło, że zdejmuje polara i praktycznie do zejścia w samej koszulce będę wędrował. Efekt to spalona szyja
Pierwotnie planowałem powrót w tą stronę, ale prognozy wskazywały, że popołudniu ma nadejść zachmurzenie, więc odwróciłem kierunek, by skorzystać z pogody i na początek mieć najlepsze widoki, choć wiedziałem, że będą one pod słońce.
Przy drodze pojawiają się krokusy. Pierwsze takie jakieś wybiedzone, w grupkach po parę sztuk. Ale im wyżej, tym jest ich coraz więcej. Przy pierwszej ławce robimy postój. Tu widać kto ma jakie tempo - oczywiście ja najwolniejsze, a chłopaki na mnie czekają:
Chłopaki grzecznie czekają, bo mam witaminy wiśniowe
Robi się coraz piękniej, pojawiają się również i ładniejsze krokusy:
Wzrok przyciąga trasa przed nami. Ja robię zdjęcia, nagrywam filmiki ( https://www.instagram.com/reels/DWCy47JDMhv/ ) a chłopaki prą do przodu. Mijamy krzyż pod brzozą, potem wielką ławkę i zaczynamy podejście do góry. Pojawia się to, co uwielbiam w górach - przestrzeń!
A im wyżej, tym robi się bardziej przestrzennie:
Zanim wejdziemy w krótki odcinek lasu podziwiamy, to co za nami, choć tym razem nieco bardziej szczegółowo, fajnie się prezentuje droga, którą szliśmy:
Potem przechodzimy las i mijając łany krokusów:
Zaczynamy się wdrapywać na grzbiet. Oj dawno się po górach nie chodziło, bo krótkie podejście daje nam popalić. Na szczęście można się zatrzymać i podziwiać widoki:
Blisko grzbietu dostrzegamy zza Tatrami kolejne Tatry. To Niżne Tatry - całe jeszcze na biało. Póki co ledwo co kukają za grani Holicy.
Docieramy na grzbiet, a potem na przełęcz Prieková, skąd podziwiamy widoki. Szerzej - skraj Tatr - od Osobitej do Babky:
i z bliższa:
Grzbiet Zuberca, z lewej Brestova, centralnie Salatyn a z prawej Pachoľa
Mijamy przełęcz i ruszamy na szczyt Machy, chłopaki polecieli jak szaleni, a ja sobie na spokojnie podziwiam widoki. Za plecami coraz bardziej widać Niżne Tatry:
A z lewej coś kuka zza grzbietu Kopca. Wpierw nieśmiało wygląda Wielki Chocz, którego mylę oczywiście z Wielkim Rozsutcem, ale potem wychodzi więcej czubków Małej Fatry (Marcin od rana na jej wspomnienie pluje "a tfu" - to (https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.c ... -2015.html ) to po naszej pierwszej wizycie w tym paśmie
:ja, podczas fotografowania widoków, zdjęcie Michała na tle MF
Po chwili wiem, że to Wielki Chocz (Veľký Choč)
a po drugiej stronie między Osobitą a granią Skrajnego Salatyna wygląda Ciemniak z Krzesanicą i Małołączniakiem:
Docieramy do wieży widokowej, która stoi nieco poniżej szczytu Machy (dla nas za szczytem):
Machy - 1202 m.
Wieża składa się z wiaty, która ma ściany z trzech stron i w razie potrzeby zmieści się tam kilka osób, obok stoją ławy, jest betonowy okrąg, służący do palenia ogniska i są też...śmieci wokół. Czyli to nie tylko polska przypadłość - wniosłeś cięższą butelkę/puszkę a pusta już ciąży o wiele bardziej. Ech...
Zostawiamy plecaki i wdrapujemy się na górę.
Wieża ma dwa piętra oraz wieżyczkę niczym czołg. Na wyższej platformie są panoramy z opisem widocznych gór, natomiast wieżyczka jest na jedną osobę. Przy wchodzeniu warto uważać, ja przywaliłem głową w jakąś dechę...
Co widać z wieży? Praktycznie to samo, co z poziomu ziemi. No dobra Pilsko z Magurą nie są zasłonięte krzaczorami:
Babia widoczna między drzewami. Za to Tatry można obejrzeć nad drzewami. Ciemniak przyciąga całą uwagę, zza niego wyłania się Krzesanica, na lewo widoczny ośnieżony Małołączniak, natomiast z lewej wystaje Kominiarski Wierch.
Brestova, Salatyn, Pachola.
Następnie następuje przerwa. Na jedzenie i...wystawianie pysków na słońce. Jest niezwykle przyjemnie.
Po prawie godzinie ruszamy dalej. W między czasie jeszcze dronem chwilę polatałem, przyszli pierwsi turyści. My ruszamy ku kolejnemu szczytowi - Kopec 1252 m. Dziś to będzie najwyższy punkt na naszej trasie. Ale nie on sam w sobie jest naszym celem. Zanim jednak dojdziemy, mamy możliwość obejrzenia Gór Choczańskich z całkiem fajnie prezentującą się górą Prosieczne (Prosečné):
Podglądam też z bliższa dolinę Kwaczańską. Idąc grzbietem spotykamy małe kupki śniegu. W końcu docieramy do Útulňi pod Kopcem.
Útulňa to na nasze chatka, bezobsługowa, w której można bezpłatnie nocować na szlaku.
Spotykamy tu Słowaka, witamy się i chwilę oglądam obiekt, oraz otoczenie. Útulňa ma zamykanie, w salce są ławy, na których leżą materace, jest stół. Drabiną można wejść na poddasze, gdzie leżą kolejne materace i tam również można się przekimać. Obok chatki jest kibelek (dla buby)
a strzałka wskazuje, że woda za 800m. To brzmi jak plan!
Widok spod chatki jest, jak każdy dziś, całkiem, całkiem - widać, że nad Tatrami zaczyna się chmurzyć. Ruszamy dalej i robię zdjęcie spod lasu na widok:
Szczyt jest zalesiony. Na szczycie doganiają nas quadowcy, na szczęście śmierdziele szybko zjeżdżają, pozostawiając po sobie tylko, poza smrodem spalin, coraz słabiej słyszalny dźwięk silnika...na szczycie jest krzyż, z kamienia, stylizowany na stary, oraz kapliczka.
Rozpoczynamy schodzenie. Droga cały czas wiedzie lasem, do śniegu dołącza błoto. Widoków jest mało i czasem między drzewami a to kuknie Mała Fatra (a tfu słychać Marcina), a to Babia Góra:
Otwierają się widoki na Małą Fatrę (Marcin z przodu jest więc nie słyszałem plucia
Tu zaczynam zerkać na zegarek i mapę. Zaczynam analizować zaplanowaną trasę. Gdy do tego dodaje czas powrotu, zaczyna mi wychodzić, że chyba się nie wyrobimy. No cóż, widoki na pierwszym podejściu, posiedzenie pod wieżą swoje robią. Rozmawiamy o tym chwilę i rzucam propozycję - albo wracamy drogą, albo wchodzimy z powrotem na Machy i schodzimy do auta. No bo wejście na Osly nie ma sensu. Wspominam też o przerwę na coś ciepłego, bo nie po to brałem kuchenke? Pada, jak będzie wiata to siadamy i cyk - po pięciu minutach wychodzimy na nią:
Wiatka wypas. Zasiadamy w niej i odpalam swoją maszynerię:
radycja - jest maszynka - jest zdjęcie
Ja tradycyjnie zalewam kubek z sosem bolońskim, a Michał kubek ze światłowodami. Ponoć dość ostre wyszły
Tu pada decyzja - schodzimy do wsi i wracamy wzdłuż drogi. Po zjedzeniu, zabieramy się do dalszego marszu. Po chwili wychodzimy na polanę nad wsią Orawski Biały Potok (Oravský Biely Potok):
Ładnie oświetlone polany na Mnicha - tam wiedzie szlak, którym można by wrócić (gdyby nie czterysta metrów podejścia):
Fajnie się prezentuje droga na Podbiel (nią tu dotarliśmy i będziemy wracać):
We wsi rozglądamy się za otwartymi potravinami, ale niestety te obok kościoła są zamknięte, więc zaglądamy na jedno piwo do jakiejś knajpki. Po wypiciu ruszamy wzdłuż drogi, by potem zejść na ścieżkę biegnącą wzdłuż potoku.
O dziwo jeżdżący na niej rowerzyści witają się z nami z uśmiechem, jakaż to różnica od "naszych" cyklistów, którzy by nas zapewne chcieli rozjechać.
Ze wsi mamy ponad 7km do przejścia, ale im bliżej Zuberca jesteśmy, to coraz śmielej pokazują się Tatry. Więc idzie się całkiem przyjemnie.
Na opłotkach Habovki musimy zrobić przerwę (mam spadek cukru), gdzie się rozdzielamy. Ja muszę odpocząć, a chłopaki idą i mnie zgarną po drodze. Ja po paru minutach też ruszam, ponieważ w cieniu robi mi się zimno. Idę sobie powoli i dzięki temu mogę na spokojnie kadrować zdjęcia.
Mijam kościół w Zubercu:
i docieram do skrzyżowania. Nad placem zabaw górują spore, pięknie oświetlone Tatry Zachodnie:
Tu postanawiam zakupić piwo do domu dla każdego i czekam na podwózkę, która po paru minutach dociera i mnie zgarnia.

Powrotną drogę wybieramy już najszybszą. Twardosin - Námestovo - Rabča - Korbielów - S1 pod Oświęcim i dalej do domu. Nowa eska ekstra - doczekać się nie możemy całej S1. Ech to dopiero za rok...
Nasza trasa dziś wyniosła ok 21km/19km. I była niesamowicie widokowa. Do tego udało się trafić tu, prawie idealnie, bo na dole wczesna wiosna, a w Tatrach jak to w marcu to środek zimy.
Okazało się, że dwa lata temu robiliśmy z Markiem równie widokową trasę - na Magurę Witowską co oznacza, że chyba znalazłem sposób na (nielubiany przeze mnie) marzec.
Na koniec nasza szydercza czwórka - również tradycja:
Chłopaki to był świetny wypad. Co widać po naszych uśmiechniętych gębach.
Fajnie, że przekonałem Marcina, mam nadzieję, że już pluć na słowackie góry nie będzie. Fajnie, że w końcu pojechała czwórka.
No i mam nadzieję, że następnym razem nie będzie już wątpliwości, czy jechać...
aaa Tatry z drona:
