Dwa lata temu (bez trzech dni) poszedłem na przedwiosenno - krokusową wycieczkę w pasmo Gubałówki. Tym razem powtarzam tę trasę z moją koleżanką - tatromaniaczką. Szlak dokładnie ten sam, dokładnie go opisałem w relacji dwa lata temi, więc teraz spróbuję opisać wycieczkę skrótowo-sproketowo. Może się uda.
Przyjeżdżamy na dziki parking przed 8 rano. Już tam mocno wieje, dziś ma wiać przed południem, potem ma nieco zelżeć. Idziemy w wysokich butach licząc się z możliwym błotkiem po drodze. Koleżanka wzięła kijki i raczki, ja odpuściłem. Wg mnie raczki nie będą potrzebne, a co do kijków to wycieczka jest łatwa i ma jedno strome, acz krótkie podejście nad Płazówkę, na większości trasy kijki będą nam tylko przeszkadzać, choćby w fotografowaniu.
W drodze na Płazówkę jest trochę błotka, są miejsca z lodem na ścieżce, na szczęście krótkie i niezbyt strome. Na Płazówce pierwsze widoki na ośnieżone Tatry. Minęły dwa lata, a ten dziwny i mały domek jak stał obłożony niebieską folią, tak dalej stoi i zaśmieca krajobraz. Zdjęcie sprzed dwóch lat, nic się nie zmieniło:
Na Płazówce.
Rozległe widoki z górnej części Płazówki.
I detale.
Przed nami leśny odcinek szlaku w drodze na Mietłówkę. Leśne przedwiośnie: trochę śniegu, trochę lodu, na szczęście bardzo mało błotka. Po drodze napotykamy ślady łap misia.
Dwa lata temu hala pod Mietłówką była z jednej strony bardziej zielona, a z drugiej lekko przyprószona śniegiem. Dziś hala prezentuje się w żółtych kolorach zeszłorocznej traw, zleżałej całą zimę pod warstwami śniegu. Są chatki, są widoki na Tatry, są krokusy, jest ładna hala przypominająca te gorczańskie. Jest dobrze.
Następna polana to Butorów. Tu spotykamy pierwszych turystów w liczbie ok. 10 osób. Sprzyja temu bliskość parkingu pod Butorowym Wierchem.
Robimy sobie tu dłuższy leżing i krokusing. Robi się cieplej, wiatr nie jest już tak dokuczliwy.
Z poprzedniego wyjazdu pamiętam rozczarowanie widokami z Butorowego Wierchu, ale w sumie nie jest daleko, koleżanka chce iść, więc idziemy.
Z Butorowa schodzimy na zielonym szlakiem pod kapliczkę na Prędówce. Po drodze kolejne krokusy.
Koleżanka pokazuje, jak robić zdjęcia krokusom.
Na Prędówce najlepsze dziś widoki na Tatry i druga grupka spotkanych dziś turystów, chyba cztery osoby. Poza tym pustka ludzka. Krokusy bardzo skromne, odpuszczamy.
Spod Prędówki robimy pozaścieżkowy skrót do Staszelówki. Bardzo ładne łąki, szpaler modrzewi, kolejne widoki na Tatry i kolejne krokusy.
Na Staszelówce mnóstwo wybudowanych w ostatnich kilkunastu latach apartamentów wakacyjnych, a między nimi kolejne pola krokusów. Nawet jedno ładne drzewo, tak dla odmiany.
Zamykamy pętlę, wracamy na parking. Zdjęcie w lustrze i ostatnie widoki na Tatry.
Jeszcze tylko obiad w karczmie Uboc i na tym koniec wycieczki. Koleżance się podobało.
Opisałem dość skrótowo, ale i tak wyszło chyba dłużej niż u Sprocketa. Co cieszy, to trzeci weekend pod rząd w terenie i bardzo ładne krokusowe zdjęcia, które dedykuję w szczególności Dobromiłowi i Tępemu. Przez cały dzień spotkaliśmy ok. 15 osób, pełna kultura. Pustkę na szlaku dedykuję również Dobromiłowi. Nie chcę nawet myśleć, co się tego dnia działo w Dolinie Chochołowskiej.
