Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Wzgórza Strzelińskie

Autor Wiadomość
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 6126
Skąd: Oława
Wysłany: 2015-11-07, 17:48   

Piotrek napisał/a:
Przede wszystkim fajnie, że tak spędzacie czas. Maluszk się dotleni a i rodzice mają coś z życia :-)


Zawsze wydawalo mi sie naturalne ze majac dziecko zyje sie dalej normalnie i robi to co robilo sie go nie majac. Moze sa jakies roznice w sensie ze jakis czas nie moge sie uzlopac nalewki, trzeba niesc wiecej bagazu czy skrocic trase bo jeden z uczestnikow ma krotsze nozki. Jest dla mnie dziwne ze niektorzy ludzie z powodu malucha na stanie zaczynaja spedzac czas zupelnie inaczej. No chyba ze szukaja prostej wymowki dla swojego lenistwa :P
Nie wiem jak maja inne dzieci ale kabaczek bardzo lubi przebywac na powietrzu.

Basia Z. napisał/a:

Czy te skałki i jaskinie to naturalne, czy były tam jakieś kamieniołomy ?


Skalki Stoleckie to dawny kamieniolom wapienia a jaskinie to sztolnie. Ale chyba nieczynny juz od baaardzo dawna bo rezerwat utworzono tam w 1965 roku
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2015-11-07, 17:56, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wiolcia 


Dołączyła: 13 Lip 2013
Posty: 3458
Wysłany: 2015-11-07, 17:48   

Coraz bardziej mglisto i późnojesiennie się u Ciebie robi. Obejrzałam dokładniej trzy zaległe relacje i w tej pierwszej aż biło żółcią po oczach! A dymne mgły przebijające się w promieniach słońca to majstersztyk!
Tę czapę wikingową z tego wyjazdu masz z ciuchów czy wydzierganą przez kogoś?
Zdjęcie ze skodusią, która jedzie własną drogą pasuje jak ulał do Was - też chodzicie swoimi drogami, nie tam, gdzie wszyscy :) .
Mgła z ostatniego wyjazdu bardzo klimatyczna.
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 6126
Skąd: Oława
Wysłany: 2015-11-07, 18:00   

Wiolcia napisał/a:

Tę czapę wikingową z tego wyjazdu masz z ciuchów czy wydzierganą przez kogoś?


Mama mi kupila na ciuchach w Bytomiu. Oprocz kanadyjskiego kapelusza z nausznikami (tez z ciuchow) to teraz moja druga ulubiona czapka!!

Wiolcia napisał/a:

Zdjęcie ze skodusią, która jedzie własną drogą pasuje jak ulał do Was - też chodzicie swoimi drogami, nie tam, gdzie wszyscy :) .


ta droga wydala mi sie bardzo symboliczna :lol

Cytat:

Coraz bardziej mglisto i późnojesiennie się u Ciebie robi.


no niestety... bardzo nad tym boleje.. acz mam nadzieje ze krajobraz osiagnie skrajnie poznojesienny stan, ktory utrzyma sie stabilnie kilka miesiecy a potem wszystko zacznie sie zielenic :P
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Piotrek 


Wiek: 49
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 10896
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2015-11-07, 21:11   

buba napisał/a:

Zawsze wydawalo mi sie naturalne ze majac dziecko zyje sie dalej normalnie i robi to co robilo sie go nie majac...

To nie jest takie oczywiste :-) . Tobie czy mnie pojawienie się dzieciaka (a nawet dwóch w moim przypadku) wiele pod kątem turystyki nie zmieniło, w teren się chodziło i chodzi dalej, tyle że póki dzieciaki małe to i trasy pod nich się bardziej robi (długość itp) . Jednak jak widzę po ludziach, nie jest to norma, różnie z tym bywa-co oczywiście od ludzi zależy.
 
 
Basia Z. 


Dołączyła: 06 Wrz 2013
Posty: 3550
Skąd: Chorzów
Wysłany: 2015-11-08, 01:10   

Piotrek napisał/a:
buba napisał/a:

Zawsze wydawalo mi sie naturalne ze majac dziecko zyje sie dalej normalnie i robi to co robilo sie go nie majac...

To nie jest takie oczywiste :-) . Tobie czy mnie pojawienie się dzieciaka (a nawet dwóch w moim przypadku) wiele pod kątem turystyki nie zmieniło, w teren się chodziło i chodzi dalej, tyle że póki dzieciaki małe to i trasy pod nich się bardziej robi (długość itp) . .


U mnie było to samo, jeszcze jedno co dla mnie było bardzo cenne.

Chodząc z dziećmi wybierałam takie trasy, gdzie zapewne sama bym nie poszła bo "za krótkie", "za blisko" a tymczasem idąc gdzieś blisko i krótko odkryliśmy całkiem nowe kapitalne miejsca. Np. chodziłam z dziećmi po cmentarzach wojennych na Pogórzu Wiśnickim, gdzieś w okolicach Muchówki czy Łąkty Górnej.

Buby to nie dotyczy, bo ona i tak zawsze chodziła w takie miejsca, gdzie ktoś inny nie widzi niczego ciekawego :)
_________________
http://www.pilot-przewodnik.org/
Ostatnio zmieniony przez Basia Z. 2015-11-08, 01:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 6126
Skąd: Oława
Wysłany: 2015-11-08, 23:23   

Kolejny wypad planujemy nieprzypadkowo- niedziela i to jeszcze swieto. Termin kiedy jest najwieksza nadzieja ze w kamieniolomie nie beda strzelac. Planujemy zajrzec w wielka dziure- "Strzelińskie kamieniołomy granitu położone na zboczach wzgórza Gołka to największe wyrobisko kamienia nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Głębokość głównego wyrobiska sięga 120 metrów, jego długość to 650 a szerokość - 300 metrów". Gdzies kiedys slyszalam/czytalam ze najlepiej uderzac tam z ul. Kamiennej. Idac tamtedy natrafiamy na glowne wejscie, brame i stroza.



Ale przynajmniej sa ladne lokomotywy!



Probujemy wiec obejsc lasem ale zagladajac tu i owdzie wciaz brak dogodnych wejsc. No coz w takim razie toperz z kabaczkiem zostaja u plota, a ja przesadzam kolczaste zasieki, potem jakas halde, skad zjezdzam na tylku na zwirze i miedzy dzwigami podchodze na skraj kamiennego urwiska. Rzeczywiscie robi wrazenie!













Dzis jest jakas moda zeby samoloty malowaly za soba gwiazdy ;)



A potem uderzamy w rejon Gesinca, gdzie sobie lazimy polami. Dzis jest straszny wiatr ktory zrzuca z drzew kolorowe liscie calymi setkami i co chwile robi kurzawe z wyschnietej ziemi zaoranych pol.

















W pobliskim kamieniolomie w lipcu jeszcze sie kapalismy (choc woda juz plytka i dosyc niemilo woniejaca). Teraz woda w wyrobisku wyschla na tyle ze mozna prawie sucha stopa przejsc na drugi brzeg. Ale za to stracila nieprzyjemny zapach.



Na jednej z przestronnych trawiastych polek rozpalamy ognicho , wygrzewamy sie do slonca i cieszymy oczy cieplymi popoludniowymi promieniami osiadajacymi na okolicznych skalach



















Pierwszy raz natrafiam tez na takie piwo- niedrogie a nienajgorsze.

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 6126
Skąd: Oława
Wysłany: 2015-11-11, 00:14   

Dziwny ten listopadowy dzien. 17 stopni i wiatr jak z pieca. Nie zeby mi sie sie to nie podobalo, bo lubie jak jest cieplo. Ale jakos tak dziwnie. Gdy wyjezdzamy swieci ostre slonce. Gdzies za Strzelinem goni nas ciemna chmura ktora przypomina mi ze nie wzielam kurtek od deszczu… Gdzies dalej chmura rozbija sie na male bardzo ciemne obloczki na tle blekitu.





Momentami krajobraz robi wrazenie jak pomalowany kredka.Zolte jest cale pole zeslchlych roslinek. Nie wiem czy one tak same z siebie czy cos im pomoglo? przygruntowy mroz albo opylenie jakims swinstwem?



Widocznosc dzis jest swietna, wiec chyba bedzie lac ale dopiero jutro..







W Piotrkowku jest palac i zruinowane zabudowania przy nim.





Pasie sie tez kilka koni ktore bardziej ochoczo skubia tasmy ogrodzenia niz zwal siana rzuconego na pole. Nie wiem czy smak lepszy czy to objaw ciagaty ku wolnosci?



Jest tu tez ruina wiezy cisnien. Tak mi przynajmniej powiedzial po powrocie internet. W zyciu bym na to nie wpadla. Wygladalo nam bardziej na kaplice, albo cokolwiek innego. Ale wieza cisnien? wmurowana w plot i takiego nikczemnego wzrostu?



Okolice spowija won gnijacych jablek. Muchy i osy nie poszly jeszcze spac- uwijaja sie stadami nad tym rarytasem. Maja niedlugo zdechnac to chociaz sie podpasa jeszcze za zycia i uzyja sobie… Zawsze w takich momentach czuje zal- tyle dobrego jedzenia sie marnotrawi wdeptanego w ziemie.. a mogloby byc dzemem, skladnikiem szarlotki albo ulubionym soczkiem kabaczka..



Kawalek za wielkimi zabudowaniami okolopalacowymi przycupnela malenka chalupka.



Taka o wielkosci ktora wrecz dziwi na Dolnym Slasku gdzie kazde domostwo trąci chutorem, kamienica czy palacem. W domku juz nikt nie mieszka. Klodka na drzwiach pokryla sie rdza, sprzety wewnatrz rozrzucone. Ze szpar wylazi na swiat zapach zatechlej piwnicy. Wilgoc wgryziona w dziesiatki starych szmat. Pod oknami drewniana laweczka. Nad nia wmurowana w sciane plaskorzezba. Domoroslym sposobem zasmarowna zaprawa czy innymi gipsem w cegly. Zapewne siadywala tu niegdys jakas babuszka. Wybitnie wyglada na babuszkowe miejsce z ktorego takowe obserwuja swiat. Wilgoc ze zmoczonego wczoraj drewna wgryza sie w kuper ale jakas niewidzialna sila trzyma mnie na tej lawce. Przede mna wiruja tylko suche liscie przerzucane wiatrem. Za plotem pogryzly sie konie. Nie spotkalismy w tej wsi zadnego czlowieka. Nawet z daleka.





Idziemy w gore. Przez sady przegladaja gdzieniegdzie stare ploty albo jakies domostwa ktorych nie bylo widac z drogi. Wszystko spowite jakas jesienna nostalgia.







Gdzieniegdzie jeszcze plona zbocza lagodnych wzgorz.











Wczorajszy deszcz nie nawilzyl zbyt gleby. Dalej sucho jak diabli. Na tyle sucho ze nawet nie rozpalamy ogniska na szczycie. Zwlaszcza przy dzisiejszym wietrze. Wspomnienie deszczu zachowalo sie jedynie na niektorych lisciach. Zwlaszcza te debowe chciwie trzymaja dorodne krople.







Po drodze samotne gospodarstwo.



No moze nie do konca samotne bo naprzeciw stoi mysliwska koliba. Jednak tak pozamykana i odrutowana wogol szczelnym plotem ze raczej to poteguje poczucie samotnosci…

Droga na Ostra Gore prowadzi zacisznymi wawozami. Slychac stad jak wiatr wyje na polach a tu nie drgnie ni jeden listek. Sciagam chustke z szyi. Goraco jak latem!





Szczyt Ostrej Gory robi dobre wrazenie. Po pierwsze wciaz stoi wieza o ktorej slyszelismy z roznych opowiadan. Wieza mozna powiedziec ze jest wyzwaniem. Dla odwaznych, zrecznych lub pozbawionych instynktu samozachowawczego. Dochodze do szostego schodka i rezygnuje. Nawet nie jest powodem to ze osmy jest urwany. Raczej to ze piaty do mnie przemowil. Tepym zgrzytem polaczonym z wibracja. Nie lubie gdy opuszczone miejsca ze mna rozmawiaja. Chyba do konca zycia zapamietam lekcje z papierni w Kaletach. I opowiesc trzeciego pietra. Chyba raz na zawsze zmienilo to moje podejscie do zwiedzania ruin i miejsc opuszczonych. Zatem wieze podziwiamy od podnoza. Wejsc na gore by sie dalo. Wprawdzie brakuje wielu stopni ale po kątownikach mozna by wpelznac. Im wyzej tym wiecej zachowanych elementow. Zlomiarze tez maja lek wysokosci. Siedzimy na szczycie chyba z godzine. Przychodzi para ktora na wiezy dociera dwa razy wyzej niz ja. Schodza jak niepyszni tlumaczac sie zbyt silnym wiatrem.









Pozniej gdzies z krzakow wylazi wedrowiec w srednim wieku. Mowi ze jest z Niemczy i zawsze jak ma wolny dzien to robi obchod okolicy. Opowiada jak “za łepka” wylazili na wieze i trzesli nia az sie rozhustala. Potrafila miec takie odchyly ze mniej odwazni lub ci co mniej wypili robili w pory. Jakos potem schodzi na tematy mysliwych. Syn naszego nowego znajomego byl takowym. Juz nie jest, bo zdrowie nie pozwala. 5 lat temu postrzelili go francuscy dewizowcy. Naganial im zwierzyne, wodki bylo za duzo i bach! bez namyslu. Sprawe “wypadku” zrzucono na jelenia. On ponoc poturbowal poszkodowanego. Wyniki tomografii mozgu i pierwszych przeswietlen oraz dokumentacja operacji gdzies dziwnym trafem zaginely. Sprawe prokurator z Zabkowic oddelegowal do Wroclawia. Dewizowcy wrocili do Francji. W sądzie ciagnie sie do teraz. Poszkodowany zyje ale do pelnego zdrowia nie wrocil. Ponoc to nie jeden wypadek taki w okolicy. Jakis czas temu jeden z mysliwych zastrzelil wlasna zone. Tak na amen. Szla do niego na ambone w ksiezycowa noc wiec bez latarki. Czy to przypadek? Ludzie z Niemczy gadaja roznie… Jedno jest pewne- ja durna boje sie karabachskich pol minowych a tu wychodzi ze nocne spacery po Wzgorzach Strzelinskich niekoniecznie sa bezpieczniejsze ;) A pare lat temu sunelismy po zmroku do Przeworna polem kukurydzy usianym ambonami. Kilka osob, bez latarek… brrrrrrrrr.. Nasz rozmowca po pol godzinie dostrzega wiszacego w nosidle kabaka i nie moze sie nadziwic i nazachwycac. Czy to naprawde takie dziwne ze niemowle przez pol godziny spi i nie wyje? :)

Na Ostrej Gorze nie trzeba wylazic na wieze. Las zostal na tyle wyrzniety ze widoki rozposcieraja sie na wszystkie strony.













Niemcza



Kamieniolom sjenitu za Guminem



Odwiedzamy jeszcze Żelowice i tamtejszy palacyk. Na froncie bez zmian. Nadal mieszka tu jedna rodzina opierajaca sie wysiedleniom.





W rejonie przechadzaja sie spasione i sfutrzale na zime koty.



Wdaje sie w pogawedke z babcia zamieszkujaca dawne czworaki. O tym co niegdys bywalo i co bedzie dalej. O polityce, pogodzie i praniu dywanow w listopadowe popoludnie.

Ognisko zapodajemy w rybackich klimatach pod czujnym okiem mieszkancow grobowca w Cieplowodach. Ogniskowy grill i slonce zachodzace gdzies za gorami, za jeziorami.



Dziwilam sie czemu nie ma tu rybakow. Juz wiem czemu. Susza, spadek wody w stawach. Probowali ratowac, plywali lodkami, napowietrzali. Wszystkie ryby szlag trafil. Jezioro jest puste. Dopalaja sie suche badyle snujac dym po calej okolicy. Spalona kielbaska chrzesci w zębach. Kabak chłepta ostatnie łyki jablkowego soczku. Z koscielnej wiezy nad Cieplowodami wygrywaja jakies melodyjki piesni poboznych. Nie wiem jakie, ale napewno kiedys babcia mi to spiewala. Nad ruinami folwarku zapada zmrok. Na nas tez juz czas.. I tylko nasłupne plakaty sa zapowiedzia kolejnej naszej wycieczki w te strony...

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
laynn
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-11, 16:26   

buba napisał/a:
Chyba do konca zycia zapamietam lekcje z papierni w Kaletach. I opowiesc trzeciego pietra

Buba nie bądź taka i opowiedz!

buba napisał/a:
Gdzieniegdzie jeszcze plona zbocza lagodnych wzgorz.

Te zdjęcia i z tego wzgórza, z wieżą, a szczególnie te pofalowane pola...bajka palce lizać!
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 6126
Skąd: Oława
Wysłany: 2015-11-11, 16:56   

laynn napisał/a:
buba napisał/a:
Chyba do konca zycia zapamietam lekcje z papierni w Kaletach. I opowiesc trzeciego pietra

Buba nie bądź taka i opowiedz!


Kiedys wlazilam do wszystkich opuszczonych miejsc nie patrzac na ich stan. No bo skoro stoja i staly to dlaczego maja sie zawalic akurat wtedy kiedy ja tam jestem? Dodatkowo jestem osoba chyba calkowicie pozbawiona lęku wysokosci- wrecz lubie widziec pod nogami przestrzen, jakies takie poczucie wolnosci to we mnie wyzwala. Wiec zawsze lazlam w rozne miejsce.. I takim sposobem kiedys zawedrowalismy do Kalet.
Trafilismy tam zupelnym przypadkiem wracajac z biwaku forum eksploratorow... Bylismy juz w zyciu w sporej ilosci opuszczonych miejsc ale to zrobilo na nas piorunujace wrazenie. Z jednej strony wielka fascynacja i zachwyt, bo miejsce wyglada nieziemsko jak po jakiejs katastrofie, wojnie, jak z innego swiata.. Z drugiej strony jednak dziwny strach ze zaraz skonczymy pod zawalona sciana, w kupce kamieni i nawet nikt sie nigdy nie dowie ze tam bylismy.. (chyba ze ci sprytni co nas znaja i znajda niedaleko skodusie ;) Jakos od poczatku dziwnie sie tam balam.. Ale chec poznawcza wziela gore i wlezlismy - chyba do celulozowni. Dotarlismy na trzecie pietro- choc wiszace wszedzie kawalki zelbetu powodowaly troche miekkosc w nogach.. I mam mocne poczucie ze poszlismy o jedno pietro za daleko... Wlasnie rozwazalam czy da rade wejsc na kolejne pietro troche krzywymi schodami...bo trzeba by przejsc przez plyte ktorej pol bylo juz zapadniete i podwiniete pod spod...
W pewnym momencie uslyszalam w podlodze dziwne, cholernie niepokojace , głuche chrupniecie... Jakby sciszony grzmot burzy rozlegajacy sie echem po gorach.. Wczesniej nigdy nie slyszalam takiego dzwieku i mam nadzieje ze juz nigdy nigdy go nie uslysze.. Dzwiek byl polaczony z odczuwalna wibracja w podlodze.. Niesamowite jest ile mysli moze przeleciec przez glowe w ciagu kilku sekund.. Podloga sie nie zapadla .. Jeszcze nie tym razem.. Zupelnie jakby budynek groznym pomrukiem dal nam znac "i tak poszliscie za daleko". Oglosilismy odwrot. Toperz przechodzac nad jedna z dziur lekko przytrzymal sie sciany.. Sciana zaczela sie kruszyc, spoiwo miedzy ceglami rozpadalo sie w palcach, a cegly polecialy kilka pieter w dol i rozbily sie z trzaskiem o beton.. Staralismy sie wracac dokladnie ta sama droga..

Jesli Anioł Stróż istnieje to powinnam mu postawic piwo...

Zachęceni moim opisem znajomi pojechali tam pare dni pozniej... W czasie zwiedzania runela im sciana, nie taka zwykla sciana ale taka przez trzy pietra.. Na szczescie byla to sciana po przeciwleglej czesci budynku a nie ta pod ktora stali...

Bylo to kilka lat temu.. Dzien ktory diametralnie zmienil moje podejscie do zwiedzania miejsc opuszczonych.. Ot taka lekcja ktorej sie nie zapomina.. Nie zebym wogole juz do ruin nie wchodzila, co to to nie.. Ale nie wlaze do 3/4 , a dawniej lazlam gdziebadz...

Gdybym trafila na ta wieze na Ostrej Gorze przed sierpniem 2012 to na bank bym na nia wlazla a przynajmniej bym probowala...

Tu pare zdjec, zdjecia niestety dzwiekow i drgan nie oddaja ;)
https://picasaweb.google....apiernia_Kalety
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2015-11-11, 16:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Vlado 


Wiek: 48
Dołączył: 15 Mar 2015
Posty: 1641
Skąd: Wega XXI
Wysłany: 2015-11-11, 18:14   

buba napisał/a:
W pewnym momencie uslyszalam w podlodze dziwne, cholernie niepokojace , głuche chrupniecie... Jakby sciszony grzmot burzy rozlegajacy sie echem po gorach..

Jak dźwięk lawiny ;)

buba napisał/a:
Pozniej gdzies z krzakow wylazi wedrowiec w srednim wieku. Mowi ze jest z Niemczy i zawsze jak ma wolny dzien to robi obchod okolicy. Opowiada jak “za łepka” wylazili na wieze i trzesli nia az sie rozhustala. Potrafila miec takie odchyly ze mniej odwazni lub ci co mniej wypili robili w pory.

Przypomniałaś mi historię z dzieciństwa;)
Na placu zabaw mieliśmy taką rozhuśtaną dość wysoką zjeżdżalnię.
W coś tam się bawiliśmy, stałem do niej tyłem i nie zauważyłem jak na mnie leci.
Jacyś ludzie pomagali mi się spod niej wyczołgać a potem przyleciał ktoś mądrzejszy i zabronił mnie ruszać.
Najśmieszniejsze były dziewczyny. Tzn teraz to jest śmieszne, bo mojej mamie nie było do śmiechu;) Pobiegły do naszego mieszkania, pukają i krzyczą: "Proszę pani, proszę pani, Tomek nie żyje!" :D
Oberwałem w kręgosłup i w głowę. Kręgosłup był cały, ale przez obrzęki kilka dni nie mogłem chodzić.
Pielęgniarka albo raczej salowa kazała mi zejść z łóżka, chciała zmienić pościel. Jak jej powiedziałem, że nie mogę, to zdjęła mnie razem z prześcieradłem. Zreflektowała się dopiero gdy zobaczyła, że nie mogę wstać z podłogi.
Ot takie fajne czasy głębokiej komuny.
Jak wróciłem ze szpitala, plac zabaw był już wyremontowany :D
Jako, że dostałem też w potylicę, to głupota mi została do dzisiaj;)
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 6126
Skąd: Oława
Wysłany: 2015-11-11, 19:41   

Vlado napisał/a:
Najśmieszniejsze były dziewczyny. Tzn teraz to jest śmieszne, bo mojej mamie nie było do śmiechu;) Pobiegły do naszego mieszkania, pukają i krzyczą: "Proszę pani, proszę pani, Tomek nie żyje!" :D


Za takie zarty to tylko spuscic wpierdziel zeby zapamietaly do konca zycia. :zly Pamietam jak kiedys kolega z liceum powiedzial drugiemu na prymaaprilis ze jego mame potracila ciezarowka na pasach. Ostatecznie dowcipnis pozegnal sie z czterema zebami- i wszyscy temu kibicowali!

Vlado napisał/a:

Na placu zabaw mieliśmy taką rozhuśtaną dość wysoką zjeżdżalnię.


U nas na podworku byly dwa wypadki- na hustawce, takiej co sie krecila dookola byly skoki, kolega skoczyl w zlej fazie i wskoczyl do jednego z mieszkan na parterze- przez zamkniete okno.. A inni wykopali z ziemi drabinke, chcieli ja przestawic w inne miejce, podniesli do gory ale byla cholernie ciezka i puscili, prosto na noge jednego z nich...

Teraz place zabaw sa bezpieczne ale do zabawy sie srednio nadaja... :rol
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Vlado 


Wiek: 48
Dołączył: 15 Mar 2015
Posty: 1641
Skąd: Wega XXI
Wysłany: 2015-11-11, 20:31   

buba napisał/a:
Za takie zarty to tylko spuscic wpierdziel zeby zapamietaly do konca zycia.

Nie, one serio tak myślały. Pobiegły po moją mamę przerażone. Mieliśmy po 7,8 lat;)
 
 
laynn
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-11, 20:58   

Buba dzięki za opowieść. Nieźle, dużo szczęścia. No na zdjęciach nie wygląda to strasznie, choć po przeczytaniu wpierw opowieści i tak inaczej je oglądałem.

Co do huśtawki, to pamiętam jak brat oberwał w bodajże skroń, dawno to było bo miał z 5 lat (ja o dwa lata starszy jestem) i wiem, że niewiele brakowało. Ja to w każdym razie mocno przeżyłem...
 
 
Cisy2 

Wiek: 63
Dołączył: 21 Gru 2013
Posty: 735
Skąd: Świebodzice
Wysłany: 2015-11-11, 21:27   

buba1 napisał/a:


Okolice spowija won gnijacych jablek. Muchy i osy nie poszly jeszcze spac- uwijaja sie stadami nad tym rarytasem. Maja niedlugo zdechnac to chociaz sie podpasa jeszcze za zycia i uzyja sobie… Zawsze w takich momentach czuje zal- tyle dobrego jedzenia sie marnotrawi wdeptanego w ziemie.. a mogloby byc dzemem, skladnikiem szarlotki albo ulubionym soczkiem kabaczka..






Nie zawsze są tu tylko opadłe i gnijące jabłka. Nieraz w pobliżu Niemczy można natknąć się na pamiątki z jesieni jeszcze na wiosnę. Na przykład jak tu - w podniemczańskim Gilowie...




buba1 napisał/a:

Wieza mozna powiedziec ze jest wyzwaniem. Dla odwaznych, zrecznych lub pozbawionych instynktu samozachowawczego. Dochodze do szostego schodka i rezygnuje. Nawet nie jest powodem to ze osmy jest urwany. Raczej to ze piaty do mnie przemowil. Tepym zgrzytem polaczonym z wibracja. Nie lubie gdy opuszczone miejsca ze mna rozmawiaja. Chyba do konca zycia zapamietam lekcje z papierni w Kaletach. I opowiesc trzeciego pietra. Chyba raz na zawsze zmienilo to moje podejscie do zwiedzania ruin i miejsc opuszczonych. Zatem wieze podziwiamy od podnoza. Wejsc na gore by sie dalo. Wprawdzie brakuje wielu stopni ale po kątownikach mozna by wpelznac. Im wyzej tym wiecej zachowanych elementow. Zlomiarze tez maja lek wysokosci. Siedzimy na szczycie chyba z godzine. Przychodzi para ktora na wiezy dociera dwa razy wyzej niz ja. Schodza jak niepyszni tlumaczac sie zbyt silnym wiatrem.





Jeszcze dziesięć lat temu było lepiej. Ale tylko nieznacznie... Schodków nie liczyliśmy...



Natomiast tak bez problemu to wchodziliśmy na wieżę ostatni raz w 1993 r. Pamiętam dokładnie moment wejścia, pobytu i zejścia, bo takiego ataku latających mrówek, jaki nas spotkał na szczycie wieży - i tylko tam, bo już na schodkach było spokojnie - w życiu nie przeżyłem.

buba1 napisał/a:

Jedno jest pewne- ja durna boje sie karabachskich pol minowych a tu wychodzi ze nocne spacery po Wzgorzach Strzelinskich niekoniecznie sa bezpieczniejsze ;) A pare lat temu sunelismy po zmroku do Przeworna polem kukurydzy usianym ambonami. Kilka osob, bez latarek… brrrrrrrrr...


Czy masz na myśli to rozpoczęte na Gromniku nasze lipcowe AD 2013 plątanie się po poplątanych podgromnickich drogach i przez pola Romanowa, Dobroszowa oraz Pogrody i już późnowieczorne przejście na ognisko do kamieniołomu w Przewornie? Latarek rzeczywiście nie mieliśmy, ale było chyba bezpiecznie - nasza grupka do zbyt cichych na pewno nie należała...













buba1 napisał/a:

Na nas tez juz czas.. I tylko nasłupne plakaty sa zapowiedzia kolejnej naszej wycieczki w te strony...




Och te podniemczańskie gminne i wiejskie imprezy!!! Kiedyś zaproszono mnie na uroczystości 60-lecia Ochotniczej Straży Pożarnej w Gilowie koło Niemczy. Zaczęło się oficjalnie...



... później wiadomo...



... ale apogeum imprezy miało mieć miejsce tu





I miało! Może ograniczę się tylko do jednego zdjęcia?



Często też gminne niemczańskie imprezy organizowano w pałacu w Goli Dzierżoniowskiej...









I ja tam byłem, miód (???) i wino piłem...




laynn napisał/a:


buba napisał/a:
Gdzieniegdzie jeszcze plona zbocza lagodnych wzgorz.

Te zdjęcia i z tego wzgórza, z wieżą, a szczególnie te pofalowane pola...bajka palce lizać!


Bo takie pofalowane pola do znak rozpoznawczy Wzgórz Niemczańsko-Strzelińskich... A jeszcze gdzieś za tymi polami jakieś Jesioniki, jakieś Góry Sowie...



 
 
laynn
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-11, 21:36   

Cisy2 napisał/a:
Bo takie pofalowane pola do znak rozpoznawczy Wzgórz Niemczańsko-Strzelińskich... A jeszcze gdzieś za tymi polami jakieś Jesioniki, jakieś Góry Sowie...

Coraz bardziej kuszony na Sudety i inne góry na zachód ode mnie, zaczynam nad nimi myśleć w kontekście przyszłego roku.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang