W sobotę rozpoczynamy od spotkania...ale nie na naszej stacji benzynowej w Katowicach a innej - inny kierunek nas dziś czeka. Tradycyjnie kupuję kawę i ruszamy - mijamy rozkopany Olkusz, Kraków z korkiem na wylocie na zakopiance, zakorkowany Nowy Targ i przejeżdżamy Szczawnicę. Naszą bazą będą Jaworki. Zostawiamy auta na kwaterach i ruszamy w góry.
Od razu następuje zmiana planów i ruszamy przez Rezerwat Białej Wody w Jaworkach ku Przełęczy Rozdziela.
Mijamy domostwa, nowe domki modułowe pod wynajem, mostki pod Czubatą oraz żeremie bobrów na potoku. Spore - z dwa metry wysokości ma tama!
Żeremie:
Następnie mijamy kapliczkę i wodospad obok niej:
A potem przechodzimy przed potok:
i rozpoczynamy podejście. W bacówce kupujemy serki - baca pogania bo musi iść wydoić, więc po nas kolejni turyści już mogą się obejść smakiem. A serki, choć nie z owczego mleka, to są przepyszne. No to ruszamy wyżej - dla mnie to będzie coś nowego, bo mimo, iż w Białej Wody jestem trzeci raz, to raz tylko doszliśmy do tejże bacówki, więc wszystko ponad nią, to nowe. Choć to co najpiękniejsze - widoki, już tu się pojawiają za nami. Natomiast wyżej, na tle błękitnego nieba widzimy pasące się stado krów:
Znajdujemy fajną miejscówkę, gdzie zasiadamy na dłuższą chwilę. Podziwiamy widoki, robimy zdjęcia, zjadamy kanapki, popijamy piwo. Sielanka!
Trzy Korony, które wyparłem, bo wydawało mi się, że stąd ich nie powinno być widać, za to Radziejową rozpoznaję:
(o idzie jesień)
Nasza odpoczywająca grupa na tle Smolegowej Skały:
Trzy Korony i Babia Góra na horyzoncie:
Cisza, ciepło od słonecznych promieni i okrzyki kruków. Błogo nam...
Po jakiejś tam chwili ruszamy do góry, gdzie odbijamy ku przełęczy. Wow! Przepięknie tu jest!
Nasza grupa na przełęczy:
Tu spotykamy zimowity (zawilce jak to powiedziałem
Moją uwagę ściągają góry po słowackiej stronie:
To Góry Lewockie, Hrča i Siminy (chyba). Fajnie to wygląda!
Postanawiamy wracać. Jesteśmy nieco głodni, więc w drodze w dół następuje głosowanie - czy robimy grilla, czy też schodzimy do karczmy niżej od kwatery.
Idziemy łąkami, które pokryte są norami, zapewne nornic. Jedna z nich szybko znika, ale poza szarą smugą nic więcej nie dostrzegam. Za to jest Lubań w Gorcach:
Chwila na rozgoszczenie się na kwaterach i idziemy na obiad, a po nim odpalamy grilla. I saunę. I amerykańską wołowinę z colą
Kolejnego dnia umówieni jesteśmy o 8.
