Start z Kowańca - za radą Sebastiana.
Zakładamy raczki - ślisko jest. Pierwszy raz w sumie (poza krótkim podejściem na Luboń W. dekadę temu).
Zimno - mgliście. Pierwsze przebłyski


Pojawia się błękit.

Ale i tak jest pięknie. Drzewa, przewody oblepione na biało, gdy tymczasem w mieście jest szaro i ponuro, po śniegu nie ma żadnego śladu. Docieramy do rozdroża pod Bukowiną Waksmundzką i tu mamy krótki prześwit widokowy. Widać skrawek Długiej Hali pod Turbaczem, gdy okoliczne góry giną pod warstwą waty:



Ruszamy dalej

Znów:



Mieliśmy nadzieję, że już będziemy iść bardziej po płaskim, ale niestety znowu trzeba się powspinać. Śmiejąc się z tego, klniemy na góry. Cóż wychodzi kilku miesięczna przerwa od gór...
Docieramy do polany Długie Młaki, gdzie dołącza żółty szlak, a my po chwili schodzimy ze szlaku i podchodzimy na szczyt Turbacza. Mgła, kikuty drzew i ostre podejście. Fajnie!

Na szczycie dalej otacza nas mgła, więc kilka zdjęć i ruszamy ku schronisku...


O ile nad nami znów jest błękit, to widoków dalej brak - wszystko zakrywają chmury. Nieco zmęczeni, ruszamy do schroniska. Jest przed dziesiątą, więc stwierdzamy, że chwile przeczekamy te chmury, bo prognozy przecież mówiły, że ok południa ma być samo słońce!
Wszystkie stoły są zajęte, poza jednym - przy oknie, który zajmujemy. Oglądamy menu i stwierdzamy, że jednak jest za wcześnie na coś do jedzenia. Ale na piwo w górach zawsze pora jest dobra, więc popijamy je czekając na przejaśnienia. Dla mnie to pierwszy alkohol w 2026 roku.

Po dwóch godzinach ubieram się pierwszy i wychodzę przed schronisko i...




ruszamy na Długą Halę.


A tam - ładnie!












Idziemy pod Metysówkę

Wracamy




Schodzimy szlakiem.
A potem wchodzimy w chmurę.

Był Turbacz i trochę widoków:
https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.c ... kazay.html
