Szczerze nie spodziewałem się, że już na początku jesieni tego roku będę jechał zdobyć ostatnie szczyty do odznaki Sudeckiego Włóczykija.
W dodatku spakowałem rower na wyjazd mając w głowie ciekawą trasę.
Całość rozpocząłem w miejscowości Benecko.
https://mapa-turystyczna.pl/route/1ku7g
Zdjęcie z motywem ostatniej wycieczki. Mamy tutaj Jested oraz Kozakov.
Po tej stronie Karkonoszy nigdy nie byłem, pusto i spokojnie. Inna perspektywa na znane szczyty.
Wielki Szyszak na środku
Szczyt Zadní Žalý całkowicie zalesiony, nie ma tutaj nawet tabliczki. Parę skałek w okolicach szczytu. Atrakcją tego miejsca jest wieża widokowa na pobliskim szczycie Přední Žalý (1019 m n.p.m.) Wieża widokowa Žalý ma 18 metrów wysokości została zbudowana w 1890 roku.
Nie wiem czemu, ale wstęp mi policzyli jak za studenta
Widok na Śnieżkę.
Cerna Hora mój ostatni szczyt do zdobycia.
W centrum Kozakov
Byłem zadowolony z widoków. Ogólnie cały wyjazd stał pod znakiem zapytania, bo miało padać, a okazało się, że trafiłem na niezłą pogodę.
Czas na rower, długo nie mogłem znaleźć optymalnej trasy. Chciałem wykorzystać to, że Czeskie góry są w dużej mierze pokryte asfaltowymi drogami. Drogie parkingi też nie ułatwiały sprawy. W końcu znalazłem super opcje z darmowym parkingiem.
https://mapa-turystyczna.pl/route/1kcrm
Zawsze mnie interesowało, gdy stałem gdzieś wysoko w Karkonoszach co to jest za zbiornik tam na dole. Co to za miasteczko.
Wertując mapę okazało się, że to Zapora Labská na wjeżdzie do Špindlerův Mlýna. Jest tutaj darmowy parking i punkt widokowy. Można nawet zjechać na tyrolce za kilkadziesiąt złotych.
Trasa na rower zajebista, choć od początku trzeba było mocno kręcić pod górę.
Łaba w centrum Špindlerův Mlýna.
To mój główny jesienny wyjazd w tym roku, takich kolorków już więcej nie złapie.
Dałem radę wspinać się rowerem pod górkę 7km. Potem się zaczęła ściana ponad 20% nachylenia, więc pozostało tylko pchać rower do góry. Cały czas po asfaltowej drodze, więc nie było tak źle. Skupiałem się nad tym, że ten dodatkowy wysiłek zostanie uhonorowany na zjeździe.
Po drodze natrafiałem na domki mieszkalne czy na jakiś hotel i restauracje. Tutaj np. Davidovy bouda.
Nareszcie wyjechałem wyżej i pokazały się góry. Po prawo Železný vrch
W pewnym momencie asfalt się urwał, na szczęście do grani nie było już tak daleko. Powoli zacząłem wchodzić w chmury, jak to zwykle bywa w Karkonoszach
Miło było podejść do Petrovki, najwyższy punkt dzisiejszego dnia. Chyba też najwyższa wysokość na której znalazłem się rowerem 1283m n.p.m
To miejsce przywołuje mi wspomnienia moich zimowych wypraw, gdy w dużym mrozie odwiedzałem to miejsce
W chmurach ukrywa się Špindlerova bouda przy której już za chwilę byłem. Nareszcie mogłem sobie poszaleć na rowerze.
Zawsze mnie bardziej ciągnie do Polski, wolę tak jakoś przebywać u siebie, więc korzystając z okazji podjechałem pod Schronisko Odrodzenie. Niestety bardzo szybko stamtąd odjechałem. Na wejściu przy schodach dmucha wentylator z kuchni i śmierdzi fryturą. Objechałem z drugiej strony budynku, a tam kanalizacją śmierdziało. W środku kolejka na 20 osób, a ceny wiadomo jakie. W Czechach to znacznie lepiej wyglądało.
Czas na punkt programu na który czekałem najdłużej. Z Przełęczy Karkonoskiej na rowerze na sam dół do podnóża miasta. 7km w 11 minut. Ale to była frajda, ponad 50km/h w takich okolicznościach przyrody. Chyba przez to, że tak się tak człowiek namęczył pod górę ten zjazd tak dobrze smakował. W Bieszczadach miałem podobną sytuację, którą bardzo przyjemnie wspominam. (Brzegi Górne - Dwernik)
Wróciłem do auta, podjechałem jeszcze raz nad tamę i ruszyłem na parking by tam przenocować sobie w namiocie. Sobota wieczór, a ja już po 20 w namiocie
Koniec części 1
