A co do ferraty - ludzie tam z pieskami chodzą
Drugie rumuńskie wakacje
- sprocket73
- Posty: 6888
- Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
- Kontakt:
Re: Drugie rumuńskie wakacje
Kolejne piękne miejsce. Ja tam połaziłem trochę inaczej, żałuję, że za mało. Ukochana mi się zbuntowała z tego co pamiętam.
A co do ferraty - ludzie tam z pieskami chodzą
A co do ferraty - ludzie tam z pieskami chodzą
SPROCKET
viewtopic.php?f=17&t=1876
viewtopic.php?f=17&t=1876
Re: Drugie rumuńskie wakacje
cz. 11 - Na płaskowyżu masywu Bedeleu

Masyw Bedeleu to grupa szczytów w rumuńskich górach Trascau położona ok. 8 km na zachód od Skały Szeklersklej, chyba najbardziej charakterystycznego szczytu tych gór.
Same góry Trascau oferują zróżnicowany i urokliwy krajobraz: dużo skał, wąwozów i przewyższeń. Choć nie są to góry przesadnie wysokie jak na rumuńskie realia (najwyższy szczyt pasma - Poienita liczy 1437 metrów n.p.m.), to ich stromizny i przewyższenia potrafią wytyczyć wymagającą trasę wycieczki, przy zachowaniu wysokich walorów widokowych.
Masyw Bedeleu to potoczna nazwa łącząca kilka szczytów, z najwyższym Bedeleu (1227 metrów n.p.m.), między którymi rozciąga się płaskowyż wyglądający z mapy na tereny łąkowo-pasterskie. Od wschodniej strony masyw opada względnie łagodnymi zboczami do wsi lzvoaerle i Coltesti, natomiast od zachodniej kończy się prawie 300 metrowymi urwiskami skalnymi opadającymi pod wieś i monastyr Sub Piatra.
Te urwiska i monastyr już oglądaliśmy, wszystko jest zamieszczone w poprzedniej relacji, dziś idziemy od tej łagodniejszej strony. To nasza ostatnia górska wycieczka podczas wakacji w Górach Trascau, na koniec chcemy przejść coś łatwiejszego.
mapa: https://mapy.com/s/maculakehu
Jedziemy samochodem do miejscowości lzvoaerle. Nie ma tam parkingu, jedyne miejsce, gdzie można zostawić bezpiecznie samochód to bardzo niewielki placyk przy tamtejszej cerkwi. Tam też go zostawiamy, z aprobatą miejscowej babuleńki, dla której widok turystów tutaj jest wielkim rarytasem. Idziemy pośród łąk czerwonym szlakiem.

Przed nami Wąwóz Plai (Cheile Plaiului). To głęboko wcięty kanion pomiędzy dwoma szczytami masywu tj. Plesii i Varful Cornului. Ścieżka prowadzi lasem, miejscami przez rumowiska skalne lub po kamieniach bezpośrednio przy potoku. Na szlaku można znaleźć kilka powalonych drzew, które jednakże nie utrudniają istotnie wędrówki. Pozwolę sobie zacytować fragment opinii Google z tego miejsca, bo dobrze oddaje ona istotę tutejszych szlaków: „Szlak jest dobrze oznakowany, ale niezbyt uczęszczany, podobnie jak wiele innych pięknych szlaków w Trascau i okolicach". Amen.







Z wąwozu wychodzimy na łąki płaskowyżu. O ile jeszcze w lzvoaerle mieliśmy dużo słońca, to tu jest więcej chmur i to dość nisko zawieszonych, zachodzących nawet na zbocza gór. W połączeniu z bujną wiosenną roślinnością tworzy to lekko tropikalny pejzaż, który przypomina mi odwiedzoną w 2019 roku Maderę.





Nie mamy jasno określonej koncepcji spaceru po płaskowyżu po tej części płaskowyżu, zdajemy się na spontaniczność. Na razie idziemy czerwonym szlakiem w północnym kierunku. Spontaniczność naszych działań ograniczają liczne ogrodzenia pastwisk. Co dziwne, mimo początku czerwca, obfitości zieleni oraz już wysokich temperatur nie widzimy tu w wiele pasących się zwierząt, choć się zdarzają. Działalność pasterska ma tu miejsce, o czym świadczy kilka rozstawionych na łąkach starych przyczep kempingowych, zapewne służących pasterzom za mieszkania.


Z okolic znajdującego się poniżej niebieskiego szlaku dobiegają nas odgłosy stada owiec i szczekanie pilnujących je psów. Odpuszczamy ten szlak, wracamy tą samą drogą na skrzyżowanie ścieżek.
Widać mocno zniszczone i dawno nie odnawiane drogowskazy turystyczne. Chyba nie ma tu potrzeby dbania o nie.

Idziemy bezszlakowo na Pleiscoare. Pogoda jest mocno zmienna i dynamiczna, choć w tym przypadku atrakcyjność tego dynamizmu będzie spadać w miarę kolejnych przebytych kilometrów.





Pleiscoare to góra licząca 1225 metrów wysokości, najwyżej osiągnięty punkt zarówno dzisiaj, jak i na całych wakacjach w górach Trascau. Sam jej wierzchołek jest zalesiony, ale na zachodnich zboczach jest spora łąka, na której zasiadamy na odpoczynek i podziwianie widoków.

Plesii (1250m n.p.m.)
W okolicy znajdują się dwie góry o nazwie Plesii. Jedna o wysokości 1250 metrów położona nad Wąwozem Ramet i tę właśnie widać na zdjęcu powyżej, oraz druga, o wysokości 1131 metrów w bezpośrednim sąsiedztwie naszego dzisiejszego szlaku.

na horyzoncie Muntele Mare


Plesii (1131m n.p.m.)
Na łagodnych zboczach tej drugiej Piesii widać liczne kręgi na trawie, których pochodzenie jest mi nieznane. Wyglądają intrygująco.



Z góry dochodzimy do żółtego szlaku.

Dealu Mare i Prislop
Przy skrzyżowaniu ścieżek stoi tajemniczy krzyż z napisami na cokole. Napisy są równie tajemnicze.

Przyjemne tereny łączkowe zejścia płynnie przechodzą w kolejny wąwóz - Cheile Bedeleului. Nie jest on jakiś spektakularny, jest taki sobie - idziemy szeroką gruntową drogą miedzy jego zboczami, a na jego końcu przechodzimy takim krótkim „korytarzem” pomiędzy skałkami.



Rozpościerają się stąd szerokie widoki na okolicę, zwłaszcza na położone po drugiej stronie pasmo od Skały Szeklerskiej po szczyty Data i Rachis.



Rachis

Data


zbocza Varful Cornului

Wszystko to oglądamy schodząc jednocześnie łagodnie łąkami w dół. Bardzo lubię takie niespieszne, łatwe zejścia pozwalające cieszyć się krajobrazem. Wielokrotnie miałem przyjemność takiego kończenia wycieczki w Beskidach.


wieś Izvoaerle

Piatra Secuiului (Skała Szeklerska)

Na koniec wycieczki możemy się napić wody ze źródełka używając kubka z motywem religijnym.

Z pewnością była to najłatwiejsza wycieczka z pięciu odbytych przez nas w Górach Trascau i jednocześnie taka najmniej nasycona krajobrazową „rumuńskością", jeśli wiecie co mam na myśli. Mam nadzieję, że tak.
Ale mimo tego warto się tam było wybrać, ponieważ nawet przeciętna górska wycieczka w Rumunii potrafi być interesująca, a ta taka była. Szkoda jedynie, że było tak mało słońca.
Na drugi dzień wróciliśmy do Krakowa.
PODSUMOWANIE:
1. Drugie rumuńskie wakacje uważam za równie udane co pierwsze, na których byliśmy trzy lata temu i za jedne z lepszych wakacji w moim życiu.
2. Logistycznie tak się nam ułożyło, że najpierw była część miejsko-zabytkowa, a potem górska.
3. W pierwszej części najbardziej podobało mi się zwiedzanie kościołów warownych w okolicach Medias, w drugiej Skała Szeklerska.
4. Trzy miejsca noclegowe: Oradea (dwa noclegi), Medias (trzy noclegi), Poiana Aiudului (dziewięć noclegów).
5. Pojechaliśmy w trójkę z Renią i naszą koleżanką, z którą jeżdżę czasem w Tatry. Dzięki temu spora część kosztów (winiety, paliwo, niektóre noclegi) rozłożyła się na więcej osób.
6. W Rumunii nadal jest tanio. Od naszego ostatniego pobytu trzy lata temu kurs lei do złotówki spadł o 15%.
7. Koszt naszego pobytu (ja + Renia) to nieco ponad 6000 zł. Przelicznikowi cena / jakość skala wybiła bardzo mocno do góry.
8. W Rumunii nadal trudno mówić o dużym ruchu turystycznym. Nadal jest cicho i pusto. Sporo turystów było jedynie w Oradei (ale trafiliśmy tam akurat na Noc Muzeów) i w Wąwozie Turda, ale już na szlakach nad tym wąwozem pojedynczy turyści.
9. Plon fotograficzny z tych wakacji to 1176 zdjęć, z czego 653 trafiło do relacji.
10. Wakacje te stały się definitywnym rozstaniem z lustrzanką, w której padła mi migawka na początku przedostatniej wycieczki. Po przyjeździe do Polski zakupiłem bezlusterkowca, nadal będąc wiernym firmie Nikon.
11. Chodzi mi po głowie kolejny wyjazd do Rumunii, tym razem pomysłem są góry Apuseni oraz rejon Bukowina / Maramuresz / Alpy Rodniańskie. Może kiedyś, na pewno nie w przyszłym roku, na który mamy już inne plany. Chętnie bym też odwiedził Góry Trascau ponownie podczas apogeum cudownych jesiennych kolorków.
Zacytuję jeszcze dwie wypowiedzi koleżanki, z którą byliśmy, a która udziela się w Internecie na Instagramie, na temat tych wakacji:
1. To była podróż do miejsc, które giną w gąszczu spektakularnych miejscówek. Jak to dobrze, że jednak w naszej Europie można znaleźć spokój, ciszę, naturę, przyrodę nieskażoną fejmem.
2. Ten czas, gdy zaczyna się lato, pełne śpiewu ptaków, zapachu kwiatów jaśminu, akacji i macierzanki, do tego rześkie poranki i wieczory, upalne i duszne popołudnie (komentarz mój: tej duchoty nie zauważyłem), dotyk traw i kłujących krzewów, przemoczone spodnie od kropli rosy strącanych w gąszczu na szlaku, który zarasta, bo nikt prawie tamtędy nie chodzi.
Koniec.
Masyw Bedeleu to grupa szczytów w rumuńskich górach Trascau położona ok. 8 km na zachód od Skały Szeklersklej, chyba najbardziej charakterystycznego szczytu tych gór.
Same góry Trascau oferują zróżnicowany i urokliwy krajobraz: dużo skał, wąwozów i przewyższeń. Choć nie są to góry przesadnie wysokie jak na rumuńskie realia (najwyższy szczyt pasma - Poienita liczy 1437 metrów n.p.m.), to ich stromizny i przewyższenia potrafią wytyczyć wymagającą trasę wycieczki, przy zachowaniu wysokich walorów widokowych.
Masyw Bedeleu to potoczna nazwa łącząca kilka szczytów, z najwyższym Bedeleu (1227 metrów n.p.m.), między którymi rozciąga się płaskowyż wyglądający z mapy na tereny łąkowo-pasterskie. Od wschodniej strony masyw opada względnie łagodnymi zboczami do wsi lzvoaerle i Coltesti, natomiast od zachodniej kończy się prawie 300 metrowymi urwiskami skalnymi opadającymi pod wieś i monastyr Sub Piatra.
Te urwiska i monastyr już oglądaliśmy, wszystko jest zamieszczone w poprzedniej relacji, dziś idziemy od tej łagodniejszej strony. To nasza ostatnia górska wycieczka podczas wakacji w Górach Trascau, na koniec chcemy przejść coś łatwiejszego.
mapa: https://mapy.com/s/maculakehu
Jedziemy samochodem do miejscowości lzvoaerle. Nie ma tam parkingu, jedyne miejsce, gdzie można zostawić bezpiecznie samochód to bardzo niewielki placyk przy tamtejszej cerkwi. Tam też go zostawiamy, z aprobatą miejscowej babuleńki, dla której widok turystów tutaj jest wielkim rarytasem. Idziemy pośród łąk czerwonym szlakiem.
Przed nami Wąwóz Plai (Cheile Plaiului). To głęboko wcięty kanion pomiędzy dwoma szczytami masywu tj. Plesii i Varful Cornului. Ścieżka prowadzi lasem, miejscami przez rumowiska skalne lub po kamieniach bezpośrednio przy potoku. Na szlaku można znaleźć kilka powalonych drzew, które jednakże nie utrudniają istotnie wędrówki. Pozwolę sobie zacytować fragment opinii Google z tego miejsca, bo dobrze oddaje ona istotę tutejszych szlaków: „Szlak jest dobrze oznakowany, ale niezbyt uczęszczany, podobnie jak wiele innych pięknych szlaków w Trascau i okolicach". Amen.
Z wąwozu wychodzimy na łąki płaskowyżu. O ile jeszcze w lzvoaerle mieliśmy dużo słońca, to tu jest więcej chmur i to dość nisko zawieszonych, zachodzących nawet na zbocza gór. W połączeniu z bujną wiosenną roślinnością tworzy to lekko tropikalny pejzaż, który przypomina mi odwiedzoną w 2019 roku Maderę.
Nie mamy jasno określonej koncepcji spaceru po płaskowyżu po tej części płaskowyżu, zdajemy się na spontaniczność. Na razie idziemy czerwonym szlakiem w północnym kierunku. Spontaniczność naszych działań ograniczają liczne ogrodzenia pastwisk. Co dziwne, mimo początku czerwca, obfitości zieleni oraz już wysokich temperatur nie widzimy tu w wiele pasących się zwierząt, choć się zdarzają. Działalność pasterska ma tu miejsce, o czym świadczy kilka rozstawionych na łąkach starych przyczep kempingowych, zapewne służących pasterzom za mieszkania.
Z okolic znajdującego się poniżej niebieskiego szlaku dobiegają nas odgłosy stada owiec i szczekanie pilnujących je psów. Odpuszczamy ten szlak, wracamy tą samą drogą na skrzyżowanie ścieżek.
Widać mocno zniszczone i dawno nie odnawiane drogowskazy turystyczne. Chyba nie ma tu potrzeby dbania o nie.
Idziemy bezszlakowo na Pleiscoare. Pogoda jest mocno zmienna i dynamiczna, choć w tym przypadku atrakcyjność tego dynamizmu będzie spadać w miarę kolejnych przebytych kilometrów.
Pleiscoare to góra licząca 1225 metrów wysokości, najwyżej osiągnięty punkt zarówno dzisiaj, jak i na całych wakacjach w górach Trascau. Sam jej wierzchołek jest zalesiony, ale na zachodnich zboczach jest spora łąka, na której zasiadamy na odpoczynek i podziwianie widoków.
Plesii (1250m n.p.m.)
W okolicy znajdują się dwie góry o nazwie Plesii. Jedna o wysokości 1250 metrów położona nad Wąwozem Ramet i tę właśnie widać na zdjęcu powyżej, oraz druga, o wysokości 1131 metrów w bezpośrednim sąsiedztwie naszego dzisiejszego szlaku.
na horyzoncie Muntele Mare
Plesii (1131m n.p.m.)
Na łagodnych zboczach tej drugiej Piesii widać liczne kręgi na trawie, których pochodzenie jest mi nieznane. Wyglądają intrygująco.
Z góry dochodzimy do żółtego szlaku.
Dealu Mare i Prislop
Przy skrzyżowaniu ścieżek stoi tajemniczy krzyż z napisami na cokole. Napisy są równie tajemnicze.
Przyjemne tereny łączkowe zejścia płynnie przechodzą w kolejny wąwóz - Cheile Bedeleului. Nie jest on jakiś spektakularny, jest taki sobie - idziemy szeroką gruntową drogą miedzy jego zboczami, a na jego końcu przechodzimy takim krótkim „korytarzem” pomiędzy skałkami.
Rozpościerają się stąd szerokie widoki na okolicę, zwłaszcza na położone po drugiej stronie pasmo od Skały Szeklerskiej po szczyty Data i Rachis.
Rachis
Data
zbocza Varful Cornului
Wszystko to oglądamy schodząc jednocześnie łagodnie łąkami w dół. Bardzo lubię takie niespieszne, łatwe zejścia pozwalające cieszyć się krajobrazem. Wielokrotnie miałem przyjemność takiego kończenia wycieczki w Beskidach.
wieś Izvoaerle
Piatra Secuiului (Skała Szeklerska)
Na koniec wycieczki możemy się napić wody ze źródełka używając kubka z motywem religijnym.
Z pewnością była to najłatwiejsza wycieczka z pięciu odbytych przez nas w Górach Trascau i jednocześnie taka najmniej nasycona krajobrazową „rumuńskością", jeśli wiecie co mam na myśli. Mam nadzieję, że tak.
Ale mimo tego warto się tam było wybrać, ponieważ nawet przeciętna górska wycieczka w Rumunii potrafi być interesująca, a ta taka była. Szkoda jedynie, że było tak mało słońca.
Na drugi dzień wróciliśmy do Krakowa.
PODSUMOWANIE:
1. Drugie rumuńskie wakacje uważam za równie udane co pierwsze, na których byliśmy trzy lata temu i za jedne z lepszych wakacji w moim życiu.
2. Logistycznie tak się nam ułożyło, że najpierw była część miejsko-zabytkowa, a potem górska.
3. W pierwszej części najbardziej podobało mi się zwiedzanie kościołów warownych w okolicach Medias, w drugiej Skała Szeklerska.
4. Trzy miejsca noclegowe: Oradea (dwa noclegi), Medias (trzy noclegi), Poiana Aiudului (dziewięć noclegów).
5. Pojechaliśmy w trójkę z Renią i naszą koleżanką, z którą jeżdżę czasem w Tatry. Dzięki temu spora część kosztów (winiety, paliwo, niektóre noclegi) rozłożyła się na więcej osób.
6. W Rumunii nadal jest tanio. Od naszego ostatniego pobytu trzy lata temu kurs lei do złotówki spadł o 15%.
7. Koszt naszego pobytu (ja + Renia) to nieco ponad 6000 zł. Przelicznikowi cena / jakość skala wybiła bardzo mocno do góry.
8. W Rumunii nadal trudno mówić o dużym ruchu turystycznym. Nadal jest cicho i pusto. Sporo turystów było jedynie w Oradei (ale trafiliśmy tam akurat na Noc Muzeów) i w Wąwozie Turda, ale już na szlakach nad tym wąwozem pojedynczy turyści.
9. Plon fotograficzny z tych wakacji to 1176 zdjęć, z czego 653 trafiło do relacji.
10. Wakacje te stały się definitywnym rozstaniem z lustrzanką, w której padła mi migawka na początku przedostatniej wycieczki. Po przyjeździe do Polski zakupiłem bezlusterkowca, nadal będąc wiernym firmie Nikon.
11. Chodzi mi po głowie kolejny wyjazd do Rumunii, tym razem pomysłem są góry Apuseni oraz rejon Bukowina / Maramuresz / Alpy Rodniańskie. Może kiedyś, na pewno nie w przyszłym roku, na który mamy już inne plany. Chętnie bym też odwiedził Góry Trascau ponownie podczas apogeum cudownych jesiennych kolorków.
Zacytuję jeszcze dwie wypowiedzi koleżanki, z którą byliśmy, a która udziela się w Internecie na Instagramie, na temat tych wakacji:
1. To była podróż do miejsc, które giną w gąszczu spektakularnych miejscówek. Jak to dobrze, że jednak w naszej Europie można znaleźć spokój, ciszę, naturę, przyrodę nieskażoną fejmem.
2. Ten czas, gdy zaczyna się lato, pełne śpiewu ptaków, zapachu kwiatów jaśminu, akacji i macierzanki, do tego rześkie poranki i wieczory, upalne i duszne popołudnie (komentarz mój: tej duchoty nie zauważyłem), dotyk traw i kłujących krzewów, przemoczone spodnie od kropli rosy strącanych w gąszczu na szlaku, który zarasta, bo nikt prawie tamtędy nie chodzi.
Koniec.
mój blog: http://sebastianslota.blogspot.com/
Re: Drugie rumuńskie wakacje
Bardzo fajny, ciekawy urlop.
Z ostatnich wycieczek bardzo spodobały mi się chaty pasterskie w górach, z tymi ciekawymi dachami.
Piękne wąwozy. Z ostatniej mnie najbardziej przypadła do gustu część "leśna", ale ja lubię lasy i wodne cieki, więc to może dlatego.
No i nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, w końcu zmiana na nowszy sprzęt fotograficzny
U mnie upadek spowodował zmianę z entry level na semi pro, więc awarie czasem są dobre 
Z ostatnich wycieczek bardzo spodobały mi się chaty pasterskie w górach, z tymi ciekawymi dachami.
Piękne wąwozy. Z ostatniej mnie najbardziej przypadła do gustu część "leśna", ale ja lubię lasy i wodne cieki, więc to może dlatego.
No i nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, w końcu zmiana na nowszy sprzęt fotograficzny
- sprocket73
- Posty: 6888
- Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
- Kontakt:
Re: Drugie rumuńskie wakacje
Na koniec pampasy 
Widzę były robione zdjęcia jak tylko słońce przyświeciło
Dzięki relacji przypomniałem sobie tamte strony. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wrócę do Rumunii.
Widzę były robione zdjęcia jak tylko słońce przyświeciło
Dzięki relacji przypomniałem sobie tamte strony. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wrócę do Rumunii.
SPROCKET
viewtopic.php?f=17&t=1876
viewtopic.php?f=17&t=1876
Re: Drugie rumuńskie wakacje
Świetny urlop.
Dużo osób mi mówiło o tej Rumunii, dzięki Tobie mogłem trochę pooglądać
Dużo osób mi mówiło o tej Rumunii, dzięki Tobie mogłem trochę pooglądać
Świat gór! Aby go nazwać swoim, trzeba zainwestować znacznie więcej niż krótkotrwałą radość oczu. I może dlatego właśnie człowiek naprawdę kochający góry chce znosić trudy, wyrzeczenia i niebezpieczeństwa na ich skalnych szlakach
Re: Drugie rumuńskie wakacje
Na tym zdjeciu z prawej strony jest serio taka szpiczata góra, o kształcie innym niż wszystkie inne w okolicy - czy mi cos w oczy i mam zwidy? Dziwnie to wyglada!
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"
na wiecznych wagarach od życia..
na wiecznych wagarach od życia..
Re: Drugie rumuńskie wakacje
Nie masz zwidów, to taka faktycznie szpiczasta góra. Pewności nie mam, ale wychodzi mi, że to Piatra Butanului: https://mapy.com/pl/turisticka?source=o ... 77776&z=16
mój blog: http://sebastianslota.blogspot.com/
Re: Drugie rumuńskie wakacje
Sebastian pisze:Nie masz zwidów, to taka faktycznie szpiczasta góra. Pewności nie mam, ale wychodzi mi, że to Piatra Butanului: https://mapy.com/pl/turisticka?source=o ... 77776&z=16
Dzieki!
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"
na wiecznych wagarach od życia..
na wiecznych wagarach od życia..
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości
