Tatry - Wierzbówki czas

Relacje z Tatr polskich i słowackich.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1582
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: _laynn » 2026-08-18, 08:33

Tatry, najwyższe góry w Polsce. Jedyne góry w naszym kraju o charakterze alpejskim. Potrafią zachwycić. Są jak magnes. Latem zatłoczone niemiłosiernie. Mają swych wielbicieli.
Mnie już tak dziś nie kręcą, co nie oznacza, że wzdrygam się na myśl o wyjeździe w nie. Ale co za dużo to niezdrowo, więc od kilku lat jeżdżę w nie co kilka lat.
Choć kiedyś bywałem w nich kilka razy w roku, a nawet co dwa tygodnie. Też się nimi zachwycałem. Dziś, to góry, które chętnie oglądam ale z oddali, zgodnie z moją dewizą, że wysokie góry się fajnie ogląda z niższych. Tak są naprawdę ładne.
Jednak od jakiegoś czasu ten oglądany motyw Tatr był coraz częstszy. Co roku byliśmy coraz bliżej nich. Każdy ich widok powodował, że dostawałem pytanie - to kiedy jedziemy w Tatry?
No to czas na realizację, czas na spełnianie marzeń.

W końcu...
Obrazek

Pytanie zadawał mój kolega, którego wciągnąłem w chadzanie po górach. Zaczęliśmy je od wspólnych wycieczek z naszymi rodzinami, w Beskidy. Gdy na jednym z takich wyjazdów ze Skrzycznego omawiałem widoczną panoramę, pokazałem Markowi min Babią Górę. Ta zaczęła mu się marzyć, więc niedługo później to na nią pojechaliśmy pierwszy raz sami.
To było w październiku 2022 roku - https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.c ... -gory.html
U mnie to właśnie dawno temu na Diablaku rozpoczęło się marzenie wycieczek w Tatry, które to oglądałem w książkach jakie miałem w domu. Więc nic dziwnego, że i Marka dopadła ta górska choroba. Po Babiej powiedział, że chciałby wejść kiedyś na jakiś tatrzański szczyt.
Kolejne miesiące, wspólne wyjazdy w góry, co rusz je oglądaliśmy, będąc coraz bliżej nich. Po każdej takiej wycieczce Marek się pytał - to kiedy Tatry?
Ja sobie wymyśliłem, że wezmę go, gdy będą odpowiednie warunki. Piękna pogoda, ciepło i zielono. Lub jesienią, jak będzie w nich kolorowo. Oczywiście jak ja coś planuję, to pewne jest, że będzie mi ciężko trafić w to co sobie ułożyłem w głowie. Tak było właśnie z nimi, mijały kolejne miesiące, kolejne wiosny; trzy lata, trzy jesienie i ciągle coś powodowało, że je odkładaliśmy. Dlatego to rok 2026 miał być tym, w którym ja wrócę w Tatry, zabierając przy okazji w końce Marka w nie.
Plan (czyli pewność - nie wyjdzie) był na czerwiec, bądź jesień. W czerwcu...oczywiście nie wyszło. To pozostało czekać na wrzesień i liczyć, że uda się zdążyć przed pierwszymi śniegami.
Jednak gdy przyszedł sierpień, nastąpiła zmiana planów w drugą stronę. Zamiast planowanego biwaku, bądź wyjazdu w jedno z dwóch pasm, w których jeszcze nie byłem, podczas grzebania na mapach w poszukiwaniu idealnej trasy, wyskoczyło mi w przeglądarce zdjęcie wierzbówki na Hali Gąsienicowej. Z informacją, że już się pojawiła.

Przerwałem jeżdżenie palcem (kursorem) po mapie. Jedna, druga, trzecia trasa i coś mi nie pasuje. Zamyśliłem się...a może...a może by tak...?
Gdy spotykamy się na dwa dni przed weekendem, rzucam - Marek, a może by tak w weekend Tatry?
Chwila zastanowienia się i słyszę - no może by w Tatry!

Sprawdzamy pogodę - w sobotę mają być chmury, a w niedzielę więcej słońca - decyzja pada - jedziemy w niedzielę (ponoś w sobotę widoki były średnie)
Pobudka po 3, wyjazd przed 4. Świt przed Krakowem na A4ce. Na Pogórzu Wielickim witają nas pierwsze mgiełkami w dolinach, te będą jeszcze pod Tatrami.
Tatry pierwszy raz dostrzegamy za tunelem pod Małym Lubaniem.
Obrazek

Do Nowego Targu droga idzie sprawnie, później już nieco wolniej, ale obywa się bez korków. Do Zakopanego dojeżdżamy ok 6 a kwadrans później parkujemy pod skocznią. Autobus nam odjeżdża sprzed nosa, a trzy kolejne busy się nie zatrzymują - są pełne, więc ruszamy do Kuźnic piechotą. W całkiem wartkiej grupie turystów.
W Kuźnicach kupujemy bilety do TPNu i ruszamy niebieskim szlakiem.
Obrazek
tatrzański las oglądany z mostka nad Bystrą, w Kuźnicach, w kolejce do kasy TPN

Wybieram wyjście przez Boczań, zostawiając Dolinę Jaworzynki na zejście.
Pierwsze widoki mamy na zakolu pod Boczaniem.
Obrazek

Kolejne są po wyjściu z lasu. Jest piękna, bezchmurna pogoda.
Nad Jeziorem Czorsztyńskim widać mgły, zza których widoczne są Gorce, Pieniny. Na pierwszym planie mamy Mały i Wielki Kopieniec:
Obrazek

Wyżej nieco schodząc ze ścieżki na grzbiet Skupniowgo Upłazu otwiera się widok ku wyższym partiom Tatr, jest Giewont z Kopą Kondradzką i Małołączniakiem:
Obrazek

Później pojawia się też Kasprowy, do którego dojeżdża właśnie kolejka.
Obrazek

Pierwszą przerwę robimy na Przełęczy między Kopami.
Tu otwierają się widoki na Żółtą Turnię oraz grzbiet Koszystej. Są też Granaty, oraz Kozi Wierch. Ja dorzucam do nich jeszcze Wołoszyn - przez lata zatarł się pamięć...(choć rzeczywiście jego skraj jest widoczny, choć ledwo ledwo).
Obrazek

Ruszamy dalej. Mijamy pierwsze łany wierzbówki na Królowej Rówień. Powoli docieramy do naszego pierwszego celu. Do Hali Gąsienicowej.
Jeszcze przed wyjściem z lasu pojawiają się pierwsze widoki na nasz główny cel.
Obrazek

A w dole widzimy róż. To łany wierzbówki, oraz...łany, to znaczy tłumy ludzi.
Obrazek

Wychodzimy na Halę Gąsienicową i...rozpoczyna się podziwianie. Zarówno wierzbówki pięknie kwitnącej, pięknie to wygląda, choć nie tak spektakularnie jak w świetle porannego, czy zachodzącego słońca.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oglądamy przyrodę, oraz...różne rodzaje nagrań na media społecznościowe. Różne pozy pod zdjęcia, miny. Są nawet akrobacje:
Obrazek

Tu postanawiamy, że omijamy Murowaniec, spod którego słychać gwar. Nie ma sensu tam iść, stracimy te kilka metrów podejść, a w kolejce po zakupy stracimy pewnie sporo czasu. Postanawiamy wracając zajść tam na obiad. Ruszamy więc od razu ku Czarnemu Stawu Gąsienicowemu.
Oczywiście podziwiamy to co nas będzie czekać:
Obrazek

Obrazek

Oraz inne widoki, na góry wokół:
Obrazek

To jednak Polski Matterhorn przyciąga nasz wzrok:
Obrazek

Odbijamy jak i większość ludzkiej rzeki ku Czarnemu Stawowi Gąsienicowemu. Po chwili zaczynają się coraz piękniejsze widoki - na Czarną Dolinę Gąsienicową.
Obrazek

Przypominam sobie, kiedy tu ostatni raz szedłem...to było w 14 lat temu! To kupa lat temu! Byłem tu wtedy dwukrotnie, latem z chłopakami szliśmy do Piątki przez Zawrat, a we wrześniu, już idąc po śniegu z żoną.
Pamiętam, że z chłopakami zaczynały mnie tu łapać skurcze...i ta myśl jakby przyciąga problemy, bo nogi, mięśnie też na tym ostatnim podejściu pod staw zaczynają sztywnieć. Muszę się zatrzymać i i rozbić zawczasu ból. Przynajmniej widok ma ekstra:
Obrazek

Pięknie! Ale jakże jeszcze wysoko...Ruszam, powoli docieram na...tatrzańską plażę:
Obrazek

plaża jak w Mielnie a to Czarny Staw Gąsienicowy

Jest pięknie i nawet tłumy mi dziś nie przeszkadzają.
Na wielkim kamcorze robimy drugą dziś przerwę. Zjadam ze smakiem kanapki podziwiając okolicę... Pięknie. Pytam Marka - zadowolony? Uśmiech na całą twarz mówi sam za siebie. Zanim ruszymy dalej zakładam dłuższy teleobiektyw na aparat i robię kilka ujęć wokół stawu. Oto dwa ujęcia. Na Kościelec, na którym widać turystów (fajne wrażenie), oraz na Wierch pod Fajki (a nie Skrajnego Granata - dzięki sokole) - nie kojarzę w ogóle sylwetek Granatów, więc spoglądam z ciekawością w ich stronę:
Obrazek

Obrazek

Spoglądam też na Przełęcz Karb i na myśl o podejściu tam robi mi się słabo. Pamiętam to podejście...dawało popalić, a te kilkanaście kilo temu miałem dużo lepszą formę i brak cukrzycy. Ale od myślenia nie przybiera odległości, więc czas wyruszyć. Zanim jednak rozpoczniemy podejście po kamiennych schodach wrzucam w siebie odpowiedni zapas energii w postaci węgli (cola, batony i kanapka). I to za chwilę da o sobie znać.
Obrazek

I tak jak pamiętałem, zaczyna się zabawa. Krok za krokiem i ze zdziwieniem widzimy, że wysokości szybko przybywa.
Nogi znów się odzywają, więc mówię Markowi, że spotykamy się na przełęczy, wyżej, niech rusza szybciej a ja znów rozbijam skurcze. Robię kilka kroków, kilka metrów w górę i przerwa. Raz ja mijam innych ludzi, by za chwilę to oni mnie wyprzedzili. Po czym ja ich za chwilę doganiam, by znów się zatrzymać, a wtedy oni mnie wyprzedzają...i tak cały czas to wygląda.
Co zawijas to robię zdjęcie na staw, raz, że pięknie się on prezentuje, a dwa to dobry manewr. Można udawać, że to nie odpoczynek jest głównym celem postoju :lol :
Obrazek

Obrazek

Obrazek

W pewnym momencie zmęczenie, upał, oraz niski cukier i zarazem zjedzone słodycze mnie dopada. Dopadają mnie mdłości. Robi mi się słabo. Myślę, że po prostu nie dam dziś rady. Że przeholowałem, za późno zacząłem szykować formę przed wyjazdem. Na myśl, że jeszcze trzeba pokonać z przełęczy, tam wyżej kolejne 300 metrów w górę powoduje, że ogarniają mnie wątpliwości. Ba, zwątpienie. Mam nawet w pewnym momencie myśli, aby nie trzeba było wzywać pomocy. Jednak kolejne cykle - parę metrów w górę i odpoczynek, znów parę metrów i w końcu docieram na Mały Kościelec. Czeka na mnie z wielkim zadowoleniem i radością w oczach Marek. Widzę przy okazji, że część osób dociera nawet po mnie. A tu jest pięknie!!!
Obrazek
na Małym Kościelcu

Obrazek
Dolina Zielona Gąsienicowa

Obrazek
ościelec, Świnica i Pośrednia Turnia

Robimy kolejną przerwę. Odpoczywam, zjadam, nawadniam się. Dzięki tej przerwie wracam do żywych. Uświadamiam Marka, że właśnie pobił swój rekord wysokości (wcześniejszy to Babia Góra) - Mały Kościelec ma 1866m.
Ja wspominam swoje, jak na razie jedyne wyjście na nasz cel, na Kościelec, z 2002go roku. Gdy na praktykach kazano nam się zjawić nad stawem i tam powiedziano nam, że mamy czas wolny, a ja patrząc wtedy z zachwytem na tą piramidę, stwierdziłem - idę tam. Kit, że cała paczka znajomych szła w kierunku Giewontu, celem odnalezienia jaskini. Postanowiłem, że ich dogonię. Czy ja miałem jakąś wodę w plecaku? Chyba tak.
Z samego szczytu niewiele wtedy pamiętam bo ten był w chmurach. Pamiętam jakąś płytę skalną.
Dokańczając wątek - tak dogoniłem ekipę. Na Kasprowym pożegnałem Marcina, który prawie umierając czekał na kolejkę w dół. Zza Kasprowym zatrzymali mnie Wopiści i wypytywali gdzie podążam, patrząc na godzinę; było przed 17 - pod koniec czerwca, więc stwierdzili, że dam radę zejść za dnia (czy ja miałem latarkę? Oczywiście, że nie). Ekipę dogoniłem pod Kondracką Kopą. Pozdro dla Was:
Obrazek
gdzieś na grzbiecie nad jedną z dolin - mieliśmy pozwolenie od TPN na chodzenie poza szlakiem, skserowane od psorów, z czego wtedy mocno korzystaliśmy - ten z okularami na głowie to ja

U góry, na szlaku widzimy mały zator. Oglądając to postanawiamy ruszyć.
Marek mnie dopinguje, mówi - pójdziemy powoli.
Dość szybko docieramy do tej małej rynny, gdzie wcześniej widzieliśmy kolejkę, a teraz jak na złość zrobiło się tu luźno. A mieliśmy niecny plan, że odpoczniemy czekając na swoją kolej :lol
Obrazek

Ja i tak dycham chwilę. Oglądamy tu coraz szersze widoki. Gdy po chwili ruszamy, to okazuje się, że z góry zeszło trochę osób i tam się zrobiła kolejka. Kolejne osoby powoli schodzą a my stoimy, więc po chwili za nami też dochodzą kolejni ludzie i tu też się tworzy korek. Więc po chwili ktoś rzuca - ej przechodźmy to miejsce po cztery osoby w każdą stronę. Działa. Dzięki temu po chwili ruszamy.
Mijamy pierwszą małą płytę skalną:
Obrazek

I gdy tylko zaczęła się skała, nagle nogi przestały mi przeszkadzać. Zmęczenie? Skurcze? Jakie zmęczenie, jakie skurcze! Im wyżej tym idzie mi się lżej. Teraz to ja idę z przodu i czekam na Marka.
Obrazek

Obrazek

Podziwiam co rusz okolicę. Rozpoznaję Żleb Drège’a, o którym tyle się człowiek naczytał, gdy przeszedłem Orlą. Chciałem go mieć na zdjęciu i oto jest (ta rysa idąca lekko lewo):
Obrazek

Również w drugą stronę widoki są coraz lepsze. Na Zieloną Dolinę Gąsienicową, oraz wyłaniające się Tatry Zachodnie w oddali:
Obrazek

Obrazek

Na szlaku spotykamy kolejną płytę skalną, kolejne małe zatory, ale mimo to cały czas posuwamy się do przodu (a raczej w górę). Ja w kilku miejscach omijam zatory idąc bokiem. Pod samym szczytem jest więcej skały, a na samym końcu, w małej rynnie mijamy schodzące zakonnice:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Omijam je bokiem i w końcu jestem! Na szczycie!
Obrazek
Kościelec - 2155 m npm
Obrazek

Po chwili dociera Marek. Robimy wspólne zdjęcie:
Obrazek

Jest radocha! Dla mnie, bo mam w końcu widoki, przypomniałem sobie mój pierwszy dwutysięcznik jaki zdobyłem. Nie ukrywam, że pokonanie swoich dzisiejszych słabości też mi sprawiło frajdę. Czuję się świetnie, o wiele lepiej jak na Małym Kościelcu. Marek bo jest na pierwszym Tatrzańskim szczycie! Jest w końcu w Tatrach!
Czas teraz znaleźć wygodnego kamienia by usiąść i odpocząć. A nie jest łatwo - sporo ludziów tu jest. Więc część dyskusji dotyczy tego, aby tylko nie spaść. A za nami jest gdzie polecieć...
Kolejna przerwa i odpoczynek. I podziwianie widoków wokół.
Próbuje sobie przypomnieć co wokół widać. Na przykład czy widać stąd Koziego, ja zakładam że chyba go zasłaniają Kozie Czuby (błędnie), zastanawiam się co to są za dwa szczyty widoczne w oddali;
chłopaki mówią, że to Rysy i Wysoka, ja odpuściłem zgadywanie, wierze im.
Część szczytów, miejsc rozpoznaje - Dolinkę Kozią, oraz Kozi Mur i Zadni Granat. Widzę szlaki tegoż Zadniego Granata, na Kozią Przełęcz, do Kulczyńskiego Żlebu...Podziwiam...
Obrazek

Obrazek
z lewej Żleb Kulczyńskiego, na prawo Kozi Mur i pod nim idąca w prawo Rysa Zaruskiego, a na skraju z prawej widać szlak na Kozią Przełęcz

Obrazek
z lewej Rysy, z prawej Wysoka, pod nimi Zmarzła Przełęcz
Obrazek

Pod Granatami widać Czarny Staw Gąsienicowy, którego woda ma piękną, granatową barwę:
Obrazek

Obrazek

Nieco wyżej jest Zmarzły Staw, płytki jakiś ;) :
Obrazek

"Tuż" obok, na szczycie Zadniego Kościelca widzimy taterników:
Obrazek

oraz kogoś na Świnicy:
Obrazek

Obrazek

Spoglądając teraz na zachód - widać Zieloną Dolinę Gąsienicową, którą zamyka główna grań Tatr:
Obrazek

Kasprowy Wierch i jego zabudowa
Obrazek

Za Pośrednią Turnią, której zboczami wiedzie szlak na Świnicką Przełęcz widać Bystrą nad Kamienistą.
Obrazek

Obrazek

Czerwone Wierchy oglądamy nad Beskidem; nad nim stoi Goryczkowa Czuba i Sucha Kopa - to grań, na której byłem ostatnim razem w Tatrach;
https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.c ... nym-z.html
a nad nimi zalega Kopa Kondracka (z prawej), a z lewej Małołączniak i Krzesanica:
Obrazek

Mamy gościa jakiś ptak podlatuje na kamieniach. Udaje mi się zrobić mu jedno zdjęcie - to płochacz halny:
Obrazek

Siedzi się fajnie. Wiatr przyjemnie chłodzi, a słońce pięknie przypala, co oznacza, że czas schodzić. To jeszcze ostatni rzut oka - teraz na to co widać na północ od szczytu. Czarna Dolina Gąsienicowa zamknięta między Małego Kościelca z lewej a Żółtą Turnię z prawej:
Obrazek

Zejście idzie nam sprawnie, mamy tylko lekki zator na pierwszych skałach pod szczytem, oraz kolejny, dłuższy zator tworzy się nad rynną. U góry schodzę obok szlaku, a na dole oglądam czy da się tą rynnę obejść bokiem, jednak stwierdzam, że postoję w kolejce...Tu znów po chwili rzucamy by iść na mijaka po cztery osoby.
Na przełęczy robimy zdjęcia - ja dla porównania - zdjęcie Marcina - 2 października 2008 rok:
Obrazek

kontra 9 sierpnia 2026 roku:
Obrazek

Aby nie schodzić po swoich śladach ruszamy w dół Zielonej Doliny Gąsienicowej. Wydaje się, że to będzie chwila moment, ale zejście trochę nam zabiera czasu. To znaczy dłuży nam się niemiłosiernie. Za nami zostaje Kościelec - ładnie się piramida prezentuje:
Obrazek

ierwsze metry wiodą nas przez gruzowisko kamieni. Później szlak wkracza w kosodrzewinę. W jednym ze strumieni napełniam bukłak wodą, bo w tym słońcu wypijam resztki jakie mi pozostały.
Obrazek

Następnie mijamy dwa Czerwone Stawki i docieramy na Zielony Staw Gąsienicowy:
Obrazek

Największy w tej dolinie i rzeczywiście zielony!
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwszy raz widzę też w Tatrach...mewę. Mewę srebrzystą!
Obrazek

Powoli dopada nas znużenie. A przed nami jeszcze sporo doliny do przedreptania...
Obrazek

Tatrzański mur zaś coraz bardziej się od nas oddala.
Obrazek

Koło małej kałuży (Troiśniak) widzimy, że kursuje krzesełkowa kolejka na Kasprowy. Wpadamy na pomysł, według nas świetny - wjedziemy nią a potem zjedziemy do Kuźnic kolejką z Kasprowego. Ma się ten łeb - taaa.
Kolejka nie zabiera z dołu turystów...zawód roku!
Obrazek

No cóż, pozostaje nam tylko powoli dreptać. Patrząc na godzinę, postanawiamy odpuścić wizytę na obiad w Murowańcu.
Wtem nad Doliną Suchej Wody nadlatuje Sokół - Toprowski śmigłowiec. Kołuje i gdzieś nad Betlejemką przycupuje, by następnie nas minąć i dolecieć w górę Kotła Kasprowego, gdzie wzburzając tumany kurzu chwilę zawisa a następnie odlatuje zza grań. To zły znak. Oj niedobrze.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ruszamy dalej. Oglądamy wokół widoki, bo wiemy, że to ostatki na dziś. Więc są Kościelce, Granaty i Świnica nad wierzbówką:
Obrazek

Helikopter po chwili wraca, by znów odlecieć. My w tym czasie zbliżamy się do Betlejemki i wtedy nadlatuje - ratownicy machają by się zatrzymać, ponieważ siada on blisko ścieżki, ale zarówno huk silników, jak i hałas nie powstrzymuję pewnego taty, który z dzieckiem na barana chcę iść i się mocno dziwi, że go zatrzymujemy...
Obrazek

Po chwili do helikoptera wsiada ratownik, oraz wkładają kogoś na noszach i śmigło odlatuje nad nami, teraz kierując się już ku Zakopanemu nad doliną. W kronikach cisza, więc liczymy, że osoby poszkodowane dochodzą do zdrowia.

Przy Betlejemce mijamy wóz terenowy Toprowców, którzy składają puste nosze i rozpoczynamy przejście zatłoczonej ścieżki wzdłuż łanów wierzbówki. Oj niełatwe to zadanie...trzeba uważać aby w oko nie dostać wyciągniętą ręką z telefonem...w końcu za nami pozostaje Gąsienicowa i wierzbówka.
Obrazek

Obrazek

Przysiadamy na ostatni postój na ławkach na skraju zarastającej Królowej Równi. Obserwujemy przewalające się tłumy. Podlatuje do nas na stół sójka i próbując jej zrobić zdjęcie, zauważam plecak pozostawiony na skraju stołu. Przed chwilą rodzina z dzieciakami tu siedziała, więc pewnie to ich. Ruszamy za nimi. Doganiamy ich dopiero na górze Upłazu. Do przełęczy dolatuję, ale nie widzę tu poszukiwanych. Robię zdjęcie czekając na Marka i potem dopiero gonię za nimi, ale to Marek ich dostrzega - to kilkuletnia dziewczynka go zostawiła, więc oddajemy zgubę właścicielce i schodzimy.
Obrazek
na horyzoncie Babia Góra, niżej Skupniów Upłaz, grzbietu, poniżej którego wiedzie niebieski szlak

Przed wejściem w las robię zbliżenie na Nosal:
Obrazek

i jest to w sumie praktycznie ostatnie zdjęcie tego dnia (przedostatnie).
Zejście w lesie zaczyna mi się dawać we znaki, choć dotychczas to leciałem w dół prawie biegiem by co chwilę czekać na Marka. Ale z każdym kolejnym kamieniem pod butem moje siły opadały i końcówka już idzie mi ciężko. Więc gdy schodzimy do Kuźnic to od razu kieruje swoje kroki na busa. Za piątaka od łebka zjeżdżamy do ronda, skąd powoli doczłapujemy się do auta.

Zmordowani, ja głodny jak diabli, ale uradowani, wielce zadowoleni.
Ciekawe, czy ten wypad rozpocznie naszą serię po Tatrach? Któż to wie? (ano my! :D ).

Zrobiliśmy ok 22 km, oraz jakieś 1500 metrów podejścia. To znaczy zależy według jakiej mapy się patrzy - bo dawne mapy cezet mówią o 1330 a turystyczne już pokazują ponad 1500.
Dla nas to mało ważne, bo to co ważniejsze, to to że w końcu udało się dotrzeć w Tatry, Marek pobił swój rekord zdobytej wysokości, pierwszy raz wszedł na dwutysięcznik i to od razu na całkiem honorny kawał skały.

Powrót mija nam całkiem spokojnie - najważniejsze, że ominęliśmy zakopiankę. W domu jestem przed 22 drugą, po prawie osiemnastu godzinach.

Pogoda dopisała. Z rąk i nosa skóra schodzi. Zdjęć nawet nie tak dużo (nieco ponad 200).
Fajnie było!

Ps. kilka zdjęć mnie od Marka:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Koniec :)
Ostatnio zmieniony 2026-08-19, 16:50 przez _laynn, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6855
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: sprocket73 » 2026-08-18, 11:30

Piękne Tatry! Super fotki :)
Cudownie ;)
Awatar użytkownika
marekw
Posty: 4709
Rejestracja: 2014-06-18, 18:04
Lokalizacja: Sucha Beskidzka

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: marekw » 2026-08-18, 11:35

Fajnie,że pomimo mocnego osłabienia udało się zdobyć szczyt i zejść bezpiecznie.Kompan zadowolony,a to bardzo ważne.Pamiętam za łebka wycieczkę w łanach kwitnącej wierzbówki.Na szlaku kilku turystów,żadnych głupawek wygibasów srasów.To se ne wrati.Temu w Tatrach tak rzadko bywam.Ładne zdjęcia.
Awatar użytkownika
Tępy dyszel
Posty: 3122
Rejestracja: 2013-07-07, 16:49
Lokalizacja: Tychy

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: Tępy dyszel » 2026-08-18, 16:31

Nie pozostaje nic jak pogratulować zacnego wejścia na konkretny tatrzański szczyt. Jego największym atutem jest brak sztucznych ułatwień, dzięki czemu można co nieco "pobawić się i pokombinować" samemu.

P.s. Na fejsach mają jakiegoś pierdolca z tą wierzbówką, tak jakby jej zakwit w tej porze był jakimś nomum. Podobnie jak "akcje" z krokusami czy bardzo przereklamowanymi jagodziankami z Boraczej. Dziwny i anonormalny świat tych mediów-ogłupianie i otępianie w jednym.
włodarz
Posty: 3079
Rejestracja: 2014-05-13, 17:38
Lokalizacja: Góry Sowie

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: włodarz » 2026-08-18, 18:46

Właściwie sprocket ma rację :-)
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7325
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: Sebastian » 2026-08-18, 19:20

Cudowna wycieczka. Piękne błękitne niebo, milusie słoneczko i świeża tatrzańska zieleń. Sam też wrzucałeś fotki na media społecznościowe...
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1582
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: _laynn » 2026-08-18, 19:51

Panowie - dziękuje! :)

Tępy dyszel pisze:P.s. Na fejsach mają jakiegoś pierdolca z tą wierzbówką, tak jakby jej zakwit w tej porze był jakimś nomum. Podobnie jak "akcje" z krokusami czy bardzo przereklamowanymi jagodziankami z Boraczej. Dziwny i anonormalny świat tych mediów-ogłupianie i otępianie w jednym.

Gdyby nie te media - nie pojechałbym. W sumie, to pierwszy raz pojechałem gdzieś na to tak zwane apogeum. Choć przyznam się, że po prostu zapomniałem, co się może dziać - dawno nie byłem, grup Tatrzańskich nie obserwuje. Dla nas, a raczej dla mnie wierzbówka zmieniła tylko trasę, choć nie ukrywam, że chciałem ją zobaczyć.
Choć kiedyś już je miałem przyjemność oglądać (z końcem sierpnia):
Obrazek
idąc do Piątki.
Zapomniałem jak wyglądają Tatry w wakacje. Po prostu - tak samo jak dwa lata temu zapomniałem, że nie jeździ się w majówkę w Beskid Śląski i pojechałem do Brennej 1go maja, jadąc 2x dłużej niż normalnie się jedzie.

Inna sprawa, że są pewne góry - Tatry, Bieszczady czy w pewnym sensie i Gorce, że ludzie tylko tam walą.

Gdy w majówkę byłem w swoje bazie i nie udało się pojechać na Słowacje, to żona mnie wyciągnęła - blisko więc padł wybór na Rycerzową - w Soblówce już nie było miejsca na auto, a pod bacówką ponoć ludzie stali godzinę w kolejce do zamówienia i kolejną na posiłek. A my sobie to oglądaliśmy siedząc wyżej na łące.

edit. Zapomniałem dokończyć myśl. Z wszystkiego trzeba umieć korzystać z umiarem. Z fejsa też można wyciągnąć ciekawe miejsca czy informacje. A co za dużo, to niezdrowo i to z tym jest problem w dzisiejszym świecie.

Sebastian pisze:Sam też wrzucałeś fotki na media społecznościowe...

Tak. Ale nie skakałem, nie zatrzymywałem się na środku drogi, nie poprawiałem pod wierzbówką makijażu.
Zresztą każdą relację w jakiś sposób wrzucam na fejsa czy insta.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1582
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: _laynn » 2026-08-18, 19:53

Przy okazji, widoków w tę niedzielę było baaardzo wiele. Nie dziwię się, że wielu samotnych facetów jeździ w Te góry :D
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7325
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: Sebastian » 2026-08-18, 20:19

_laynn pisze:Przy okazji, widoków w tę niedzielę było baaardzo wiele. Nie dziwię się, że wielu samotnych facetów jeździ w Te góry :D

Ja z podobnych powodów chodzę na siłownię :D
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1582
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: _laynn » 2026-08-18, 20:52

Chodziłem ale z różnych względów przerwałem. Aż takich widoków nie miałem jednak ;)
Awatar użytkownika
sokół
Posty: 12222
Rejestracja: 2013-07-06, 09:41
Lokalizacja: Bytom

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: sokół » 2026-08-19, 14:41

Fajny, spontaniczny wypad - ale ja już w sezonie w polskie tatry to chyba nie pojadę...
Możnaby tu cały esej napisać, co sie wyrabia na szlakach.

W sumie nie łaże ostatnio nic, więc pozostaje mi tylko komentowanie - ale kiedyś to kurna było.

Wszystko było tajemnicze,odkrywało się samodzielnie a teraz to z każdego miejsca sa foty w necie, ludzie latają w kaskach i w butach za dwa klocki, a nie wiedzą, gdzie są

Kościelca jakoś nie lubię, byłem dwa razy w życiu, latem i zimą,
nie sądzę, żebym kiedykolwiek tam wrócił

ale graty, że Ty zrealizowałeś swoje marzenie, swój plan

chociaż Granaty, coś je obfocił z prawa i z lewa (to jedno zdjęcie to Fajki, a nie Granaty) to myślę, ze byłaby lepsza wycieczka (tak, wiem, swoje pomarudzić muszę)

i jeszcze coś Wiktor

jak chcesz dupy poderwać na szlaku to zgol siwą brodę i zdejmij kapelusz, bo jakbyś tak posiedział z godzinę na krupówkach w takim stroju to moze być i na nowy aparat nazbierał :)
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1582
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: _laynn » 2026-08-19, 16:46

Wiesz, ja też kiedyś powiedziałem nigdy więcej. Ale, żonie, córce czy znajomym warto pokazać czasem pewne miejsca. Tak teraz pewnie więcej się w Tatrach pojawiać będę bo Markowi się spodobało.

Zaraz luknę tą Fajki. Ok już wiem co to. Zaraz zmienię podpis. Masz rację, że Granaty są fajne jak się idzie Orlą - ale mnie ich wygląd nie porywa. Markowi już podrzuciłem opis Orlej, więc pewnie zacznie się wiercenie w brzuchu :D ale najpierw chcę go zabrać albo w historyczne miejsce (spotkanie 3 siwych chujów) albo tam, gdzie Ci mówiłem, że chcę pójść - no i Czerwone Wierchy na jesień to też fajna trasa.

Ja tam tylko podziwiam. Mam piękną żonę, więc mi nie potrzebna żadna inna baba ;)
Awatar użytkownika
sokół
Posty: 12222
Rejestracja: 2013-07-06, 09:41
Lokalizacja: Bytom

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: sokół » 2026-08-19, 20:39

O panie, odkrywaj nowe obszary

na jesień ----> jest taka piękna pętla, co nigdy nie byłeś, jest na wyciągnięcie nosa, są skały, są jeziora....
a daj znać, poprowadzę

chyba jeszcze dam radę xd
ale nie, nie, nie zdradzę, gdzie

jedź na spontana, w nieznane
:oczy
Awatar użytkownika
sokół
Posty: 12222
Rejestracja: 2013-07-06, 09:41
Lokalizacja: Bytom

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: sokół » 2026-08-19, 20:50

9.30 wg mapy, 20,5 km, suma podejść 1750 - tyle mogę zdradzić

to wersja pośrednia, można trochę skrócić ale można też wydłużyć :)

Tylko uprzedzam, nie ma kolejki :dupa
i pamiętaj, ostatni tydzień września nie mogę
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1582
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Tatry - Wierzbówki czas

Postautor: _laynn » 2026-08-19, 21:05

To bier się za formę :-o

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości