Na tropie podziemnych rzek (2026)

Relacje z Sudetów polskich i czeskich.
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6991
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Na tropie podziemnych rzek (2026)

Postautor: buba » 2026-07-07, 23:46

W piątkowy wieczór zatrzymujemy się na nocleg przy linii kolejowej, gdzieś pomiędzy Nową Rudą a Jugowem. Blisko stąd do zamieszkałych zabudowań, ale miejsce jednocześnie sprawia wrażenie takiego na uboczu - zatoczka przydrożna wykładana trylinką, po obu stronach drogi opuszczone budynki sporych rozmiarów, a wszystko gęsto otulone zielenią.

Obrazek

Więcej o tym miejscu i naszym noclegu tutaj:
https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... -ruda.html


Kolejnego dnia mamy już blisko. Podjeżdżamy kawałek i parkujemy pod gigantycznym wiaduktem kolejowym w Ludwikowicach.

Obrazek

Tu umówiliśmy się z resztą ekipy. Czekając na nich zaglądam sobie w krzaki, gdzie odkrywam ładnie prezentujące się zbocze, najprawdopodobniej o jakiejś hałdowej przeszłości.

Obrazek

Co nas sprowadza akurat tu? Ano potok. Potok, który czasem płynie sobie normalnie po powierzchni, a momentami myk! i znika, nurkując nagle pod ziemię. I nas, jak można się domyślać, interesuje głównie owa jego druga forma :) Znajomi już tu byli kilka lat temu - tzn. w pierwszym tunelu. Drugi dla nas wszystkich wciąż pozostaje nieznaną, niewyjaśnioną zagadką i dziś razem będziemy odkrywać jego mroczne czeluście.

Tunele dla tutejszego potoku powstały około sto lat temu, głównie jako kanały odwadniające kopalni Wacław. Jak wyczytałam na forum straznicyczasu - owymi kanałami płynęły zarówno wody potoku Moelkebach, jak i ścieki produkowane przez wioski czy funkcjonujące tu w rejonie zakłady przemysłowe.

Jak przystało na potok czy kanał - wewnątrz tunelu jest mokro. Ponoć na tyle mokro, że zwykłe gumiaki mogą nie wystarczyć - trzeba się więc zagumować nieco wyżej. Zakupujemy więc wodery i jest kupa uciechy już przy mierzeniu w domu, bo nigdy wcześniej nikt z naszej trójki nie miał okazji w takowych chodzić. Fajnie tak - zupełnie coś nowego! Są też pewne niedogodności, bo jedynie toperzowe wodery są w sam raz. Moje okazują się ciut za małe (buty), a kabaczkowi musieliśmy kupić o 3 numery za duże, no bo chyba nie przewidują, aby wędkarz mógł mieć stopę poniżej rozmiaru 39. Istnieją oczywiście wodery dziecięce, ale w cenie pięciokrotnie wyższej. No więc kabak będzie trochę człapać (pomimo dodatkowych wkładek i potrójnej skarpety), a ja muszę nieco podwijać palce. No ale radość z nietypowej wycieczki przeważa nad wszelakie drobne niedociągnięcia sprzętowe.

Obrazek

Pierwszy odcinek podziemnego potoku ma barwę mocno pomarańczową i przyjemnie pachnie zmineralizowaną wodą. W takie miejsce to aż przyjemnie wskoczyć - zwłaszcza w naszych nowych gumowych wdziankach :)

Obrazek

Obrazek

Początkowo widać jeszcze ceglaste stropy...

Obrazek

...które potem stopniowo znikają pod grubym kożuchem nacieków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nacieki ścienno-sufitowe są tu mega malownicze! Kolor i faktura ścian zachęca, by robić im tysiąc zdjęć na minutę!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A do tego wciąż towarzyszy nam szum płynącej wody, pluskanie spadających kropel, mlaskanie naszych kroków.... i to wszystko potęgowane przez echo! Fajnie tu jest! :)

Z sufitu zwisają igiełki.

Obrazek

Obrazek

A ze ścian to dosłownie jakby spływały farbki! Jakby się komuś wylały! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem trzeba pokonać jakiś wyższy stopień.

Obrazek

Albo jest nieco więcej wody.

Obrazek

Tu głównym bohaterem zdjęcia miała być pajęczyna - ta w lewym górnym rogu. Widać?? ;)

Obrazek

Na końcu tunelu mamy basen i wodospad! :) Wysoka studnia idzie w górę i stamtąd wali woda z szumem i pluskiem. Basenik jest taki gdzieś po tyłek. Ochoczo więc do niego wskakujemy! Lipiec w końcu mamy - kiedy zażywać kąpieli jak nie w piękne, letnie dni? ;)

A toperz to się ze mnie śmiał, że ja to mam taką zdolność wabienia deszczu na swoich wycieczkach - że mi to pada nawet pod dachem ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przebywanie w wodzie prawie po pas w woderach - to bardzo ciekawe doświadczenie. Zupełnie inaczej się odczuwa otaczającą cię wodę niż będać nago, w zwykłym ubraniu czy nawet w piance. Jakoś dużo bardziej czuć napór wody, jej siłę, masę i moc. Jest jakby cięższa, gęstsza i tak dziwnie oblepia ze wszystkich stron. Jakby wleźć w smołę albo jakieś zasysające bagna nagle otworzyły swoje wrota. Może to głupio zabrzmi, ale w pierwszej chwili pojawia się jakiś irracjonalny lęk, że to naprawdę wciąga i że nie uda mi się potem stąd wydostać, bo żadna siła nie wyrwie mnie z objęć tego bajora.

Obrazek

Na owej studni kończy się korytarz. Tzn. można by się wspiąć po klamrach kilkanaście metrów do góry i tam (chyba) wyjść lukiem na powierzchnię. Klamry są oślizgłe, na łeb się leje, szlag wie, która się zaraz urwie... Nikt więc z ekipy nie ma ochoty się wspinać na górę, no chyba, że tylko kawałeczek... Dla odczucia klimatu ;)

Obrazek

Wyłazimy na jasny świat. Tu nasza ekipa prawie w komplecie (prawie, bo dwie osoby uciekły z kadru)

Obrazek

Wędrujemy szosą...

Obrazek

Łąkami...

Obrazek

Nieczynnym torowiskiem...

Obrazek

...wyjadając poziomki :) Te nawożone przez lata kreozotem są zawsze bezkonkurencyjne w smaku! :P

Obrazek

Obrazek

Czasem przed dzielną ekipą otwierają się nieprzebrane gąszcze, których chyba nie sforsuje żaden śmiałek.

Obrazek
(zdjęcie zrobione przez Falę)

Mijamy też smutne miejsce. Pomnik upamiętniajacy ogromną katastrofę górniczą w tutejszej kopalni. Tablice wykonano z typowego dla Nowej Rudy koloru kamienia.

Obrazek

Obrazek

W roku 1930 w kopalni Wacław miała miejsce jedna z największych katastrof górniczych w Europie. Zginęło 151 górników. Owa katastrofa przyczyniła się do rychłego zamknięcia miejscowej kopalni, gdyż uznano ją za zbyt niebezpieczną i obawiano się powtórki, a przynajmniej nie miano pomysłu jak jej skutecznie zapobiec. W czasie wojny na terenie dawnej kopalni funkcjonowała fabryka amunicji. Po 1945 roku podejmowano próby wznowienia wydobycia, ale jednak uznano, że jest ono nieopłacalne. Obecnie po kopalni pozostały tylko ruiny budynków, których może kiedyś poszukamy, ale raczej w bardziej bezlistną porę roku.

A wokół łagodne wzgórza, łąki i inne elementy typowe dla sudeckich krajobrazów :)

Obrazek

Obrazek

W końcu udaje się znaleźć wlot w kolejne podziemne krainy. Acz prosto nie było ;) Jak to mówią - "najciemniej pod latarnią" albo "nie szukaj szczęścia daleko, ono jest blisko". Kto był ten wie :)

Obrazek

Ten drugi korytarz jest... hmmm... eufemistycznie mówiąc "nieco mniej sympatyczny niż poprzedni". Po pierwsze kolor. Przyjemniej mieszać nogami pomarańczową breję niż czarno-szaro-brązową. Po drugie zapach... Tu słowo "kanał" wydaje się być bardziej odpowiednie niż "potok", a ciecz, w której brodzimy ma zapewne dużo bardziej antropogeniczne pochodzenie niż podziemna woda, filtrująca się przez skały, gleby i osady minerałow. Mamy też podejrzenia, że w otaczających nas wioskach ludność jest zaradna, sprytna i niechętnie wyrzuca pieniądze na niepotrzebne głupstwa np. odprowadzanie ścieków do szamba. Przewinął się też wątek szyszek, zapewne świerkowych, które dość masowo pływały w owej wodzie. Nie było w ekipie pełnej zgody i pewności czy aby napewno są to szyszki (no bo skąd szyszki w terenie lasów raczej liściastych??) No ale nie przeprowadzaliśmy szczególnie dokładnej, organoleptycznej analizy zjawiska, więc pozostawmy ten wątek otwarty i z nutką niepewności ;)

Z mniejszym więc nieco zapałem niż w poprzednie, pomarańczowe tonie, zagłębiamy się w tunel, który nazwaliśmy cuchnącym. Acz wizualnie, trzeba przyznać, jest on ładny i bardzo ciekawy :)

Ceglany skubaniec.

Obrazek

Obrazek

Stropy o zmiennym przekroju - czasem robi się kwadratowo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieraz trzeba pokonać schodek...

Obrazek

Obrazek

...albo można zapuścić żurawia w wylot na jasny świat.

Obrazek

Wyrzut z rury zdaje się być całkiem czystą wodą.

Obrazek

Ale szlag wie co czasem wylatuje z tych innych?

Obrazek

Nieraz mamy dylemat - czy iść w cieczy, mieszając nogami breję nieznanego pochodzenia, czy może po murku? Po murku niby wygodniej, bo nogi się nie zapadają w szlamie i nie trzeba używać siły dla ich wyciągania. Acz na na murku można się poślizgnąć i złapać przysłowiowego zająca częściami ciała niekoniecznie obleczonymi w gumę... A na to parcia jakoś nie ma nikt... Przynajmniej w tym konkretnym tunelu ;)

Obrazek

Czasem zwisają z sufitu igiełki naciekowe.

Obrazek

Obrazek

A nieraz korzenie drzew.

Obrazek

Obrazek

Czasem ściana wypluje coś w barwie pomarańczu.

Obrazek

Obrazek

Jak się dobrze zna miejsca to i grzybobranie można zapodać! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miłośnicy okazów fauny wszelakiej też nie powinni być rozczarowani - tunel obfituje w pająki! Takie z kokonami. Nie znam się, ale wyglądają na dwa różne gatunki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatecznie docieramy do miejsca zatoru, który decydują sie pokonać jedynie Marek i Piotrek.

Obrazek

Ale oni również nie idą dalej. Za ową "tamą" warstwa podwodnego szlamu jest głębsza i już ponoć nawet im jest ciężko wyciągać nogi dla kolejnego kroku. Wracamy więc. Według niektórych doniesień, znalezionych w odmętach internetu, długość tunelu (nie wiem czy tego czy łączna wszystkich na tym potoku) ma wynosić 3 km. Ile z tego przeszliśmy? Nie wiem. Ten tunel (tzn. ów cuchnący) kończy się przy ruinach elektrowni. Ze znalezionego na youtube filmiku wygląda, że wychodzi się w chaszczu przez niewielką studzienkę, z widokiem na owe ruiny.

Do Ludwikowic (czy raczej Miłkowa?) jeszcze wrócimy kolejnego dnia, by poszukać wspomnianych wcześniej ruin elektrowni. A póki co ruszamy w stronę Nowej Rudy, bo uprzedzajać nieco fakty - tam też powędrujemy korytem częściowo podziemnego potoku. Ale o tym - w kolejnej relacji.


A tymczasem - pozdrawiamy z krainy mroku! Tacy byliśmy w lipcu 2026 :)

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6991
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Na tropie podziemnych rzek (2026)

Postautor: buba » 2026-07-10, 17:27

W Nowej Rudzie bywaliśmy nie raz. Czy to specjalnie, aby powłóczyć się uliczkami, bramami albo po hałdach, czy to przelotem wracając z gór i idąc na stację kolejową. Dawnymi czasy również mocno zachęcała do przyjazdu moja ulubiona knajpa "Mozaika", gdzie babcia piekła pierogi na okopconej patelni, a przy stolikach zbierał się kwiat lokalnych dżentelmenów.

Zawsze bardzo mi się podobało to miasteczko i miałam wrażenie, że udało się już odwiedzić wszelakie zakamarki, które mogłyby mnie zainteresować. Jak bardzo byłam w błędzie!! :)

Od pierwszego pobytu zwracały uwagę tamtejsze rzeki, płynące ocembrowanymi wąwozami, o wysokich ścianach z kamienia czy betonu, a nad nimi przerzucone dziesiątki różnokształtnych mostów czy kładek. Może gdzieś na dnie podświadomości wiedziałam, że tam coś jest? Może jakaś dziwna siła mnie tam ciągnęła i motywowała do robienia dziesiątek nadrzecznych zdjęć?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W najśmielszych snach jednak wtedy nie przypuszczałam, że jest tu "druga warstwa mapy". Że idąc "górą" nieświadomie mijamy ciekawe ciągi komunikacyjne, które są zaraz obok, ale poniżej (lub nawet dokładnie pod naszymi stopami). Bo koryta tutejszych rzek częściowo wpływają pod ziemię, w tunele, kolektory, rury. By za chwilę znów się pojawić na powierzchni. I znów zniknąć.

To inny świat - pusty, cichy, nieco zapomniany i rzadko odwiedzany. Wyraźnie mający związek z ludźmi i ich działalnością, ale w sposób totalnie odmienny niż pełne aut i przechodniów ulice albo inne miejsca "użyteczności publicznej". Jedyne miejsce, które mogłabym porównać z podziemnymi rzekami Nowej Rudy - to nasza kąpiel pod autostradą ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... iel-w.html ) Co innego, ale nuta tego samego "równoległego" klimatu podobnie się przewijała.

Na forum strażnicyczasu, wyczytałam, że o owych tunelach pisał ponoć kronikarz Joseph Wittig, nazywając go "Potokiem Zmarłych". Według legend był przeklętym miejscem. Podobno wzdłuż tego zapomnianego dziś cieku biegła niegdyś Piekielna Droga, zwana także Szlakiem Umarłych. Czy tą wdzięczną nazwę zawdzięczał opowieściom o zjawach, duchach i upiorach czy np. może dawnymi czasy był zwyczaj zrzucania tu zwłok? Czy może jedno i drugie? ;)

Miejsce na pewno ponure, ale mające też w sobie pewien rodzaj magii. Mrok, chłód, wilgoć i szmer ciurkającej wody. Dziś jest jej niewiele, więc na przechadzkę nie trzeba zabierać woderów - wystarczą nam gumowce. Czy wali tam ściekiem? Moim zdaniem o dziwo nie... Acz może jeden z tuneli w Ludwikowicach tak wysoko postawił poprzeczkę w tej kwestii, że tutaj już problemu nie dostrzegamy? ;)

Do podziemnych części rzeki można się dostać w różny sposób. My wybraliśmy ten najprostszy - po schodach. Na tyłach opuszczonej kamienicy zaczyna się nasza przygoda :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początkowo wbijamy w tunel półkolisty, ocembrowany kamieniami o wyglądzie wielkich rudych cegieł.

Obrazek

Wygląda jakby ktoś tu czasem pomieszkiwał albo przynajmniej wykorzystywał przestrzeń w celach biesiadno - imprezowych.

Obrazek

Z czasem sufity stają się bardziej szpiczate.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To mi się niezmiernie właśnie podoba w tych noworudzkich tunelach, że one są co chwile inne - inny przekrój, inny budulec. Bo np. do takiego MRU włazisz i kilometry mijają, a "rura" wciąż taka sama (albo bardzo podobna).

Tam, wysoko nad nami, jest pewnie studzienka uliczna z metalowym deklem.

Obrazek

Dum dum - przejechało nam nad głowami auto. Pewnie mało kto przemierzając tam ulicę pomyśli, że właśnie jakaś dziwna ekipa wędruje tam, gdzie wzrok nie sięga. Ile takich studzienek w życiu mineliśmy, które prowadziły do jakiś ciekawych labiryntów? I nawet nie mieliśmy świadomości potencjału eksploracyjnego. I że jakaś przygoda przeszła nam koło nosa.

Pierwszy wodospad. Mały, ale zawsze cieszy.

Obrazek

Obrazek

Ten korytarz kończy się dwoma rurami. Znam takich zapaleńców, którzy i w takie miejsca wlezą, ale dla nas to już za duży hardkor. Zatem ta część wędrówki dla nas kończy się tutaj. A dalszy tunel swoje tajemnice zachowa już tylko dla siebie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wspominałam, że tutejsza woda wydaje się nawet czysta? Jakby zwykły, górski potok, który został uwięziony w betonie..

Obrazek

Kierujemy się w stronę przeciwną. Tam, gdzie przeskakując z tunelu w tunel, na krótką chwilę widzimy światło dzienne.

Obrazek

Tu wali kolejny wodospad. Są tu kamienne schodki, beton, cegła, obrobione kamienie i fragment jakby całkiem naturalnej skały.

Obrazek

Nie na długo nurkujemy w mroku. Tu nawet latarki by nie trzeba.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I myk! Wypluwa nas z kamiennej ściany, nad którą wysoko wysoko wznosi się jakaś opuszczona kamienica.

Obrazek

Ciekawe z ilu domów były tu przebicia? Idziesz do swojej piwnicy - i wychodzisz w plątaninie kanałów?

Tu trafiamy na odcinek najbardziej zaśmiecony. Czego tu nie ma! Walizki, wózki dziecięce, piecowe kafle, jakieś odpady poremontowe - drzwi, kafelki, karnisze, umywalki. Woda raczej tego nie naniosła - wychodzi, że akurat tutaj musi być jakieś miejsce "zrzutu" - dla wszelakich "oszczędnych spryciarzy".

Obrazek

Często z kabakiem ratujemy porzucone maskotki - z opuszczonych domów, ze śmietników, z wraków samochodów. Pierzemy, dezynfekujemy, wyczesujemy, nieraz wymieniamy zgniłe bebechy czy doklejamy oczy. Ale ten misio raczej już nie podlega rekultywacji... "Pierwsze zwłoki na Szlaku Umarłych" - kabaczek jest nieco smutny, że misio musi tu zostać... Acz mina misia sugeruje, że jednak chyba nienajgorzej mu się tu mieszka? Przy tym więc pozostańmy.

Obrazek

Tu też rozpoczyna się odcinek, który zapewne ucieszy każdego miłośnika chaszczowania. Po obu stronach "drogi" wznoszą się wysokie, kamienne ściany, a pośrodku gąszcz. Tu nie dotarli poskramiacze przyrody ze swoimi piłami i kosiarkami - pewnie za stromo im było ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i kolejny tunel! Wyraźnie dłuższy niż poprzednie, bo ze środka wieje sztolniowym chłodem. Co tam nas czeka? :)

Obrazek

Stropy i ściany zrobiono tu z betonowych, podłużnych "belek".

Obrazek

Obrazek

A tu - ot taki podsufitowy mosteczek.

Obrazek

Krajobraz z rurą. Rdza, sople minerałów i wszystko to razem w koronkach pajęczyn.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Za chwilę obudowa robi się znowu kamienna - jak stara piwnica zamkowa...

Obrazek

Potem zaś betonowa...

Obrazek

A niedługo tunel z półkolistego staje się prostokątny! i jak tu nie robić zdjęć prawie co krok??

Obrazek

Boczne odgałęzienie. Tu nie poszliśmy ;)

Obrazek

Główny korytarz znów wychodzi na jasny świat.

Obrazek

Tutaj otaczają nas pionowe ściany jeszcze wyższe niż poprzednio.

Obrazek

Kurde... Tu to by za cholerę nie wylazł!

Obrazek

Obrazek

A wokół jakby dżungla, która pożera postapokaliptyczny świat! Wyraźnie widać, że kiedyś tu byli ludzie. Teraz ich nie ma - jesteśmy tylko my...

Obrazek

Obrazek

Gdzieś tam wysoko, pod niebem, bluszcz porasta ściany kamienic.

Obrazek

I hop! Znowu do dziury!

Obrazek

Obrazek

Początek jest mocno zawalony korzeniami, oponami, kamulcami - na tym kawałku wygląda jak tereny po powodzi. I tu widać, że woda nieraz podnosi się aż po sam sufit! Bo wiszą tam woreczki foliowe czy nawet wbity w szczelinę kubeczek po jogurcie.

Obrazek

Obrazek

Dalej nagle zmienia się podłogowa trasa dla wody - w taką dwupasmówkę ;)

Obrazek

I znów urozmaicenie!

Obrazek

Czego tu nie ma na tych ścianach! Acz wnoszę zażalenie - brakuje fragmentów wykładanych granitową kostką! No i trylinki też nie ma... ;)

Obrazek

Ciekawa pajęczyna.

Obrazek

Gdzieś na trasie. Podświetlamy sobie korytarze na różne sposoby.

Obrazek

Obrazek

I znów nad nami dekiel studzienki.

Obrazek

Pojawiają się rury w stropie.

Obrazek

Jedna skubana jest bardzo nisko - a trzeba pod nią przepełznąć...

Obrazek

I tak niewielkim otworem wychodzimy na nadrzeczny gzymskik. W wąwóz tej rzeki, którą wielokrotnie oglądałam z góry, uważając za urokliwą i tajemniczą. Może już wtedy próbowała mi coś powiedzieć?? :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teoretycznie można by tu zakończyć wycieczkę i jakoś próbować wyjść - przebić się do tego równoległego świata normalnych ludzi ;) Tylko trzeba by się powspinać - co w gumiakach nie jest chyba takie proste. Wracamy więc tą samą, podziemno-chaszczową drogą.

Obrazek

I okazuje się to być bardzo dobrą decyzją. Bo postanawiamy jeszcze zajrzeć w boczny korytarzyk, który, gdy wcześniej w niego zaglądaliśmy - wydawał się zbyt niski dla spacerowania nim. Początkowo faktycznie trzeba iść zgarbionym (nawet kabak momentami musi się lekko pochylić), ale po chwili strop się podnosi i idzie się całkiem wygodnie.

Obrazek

Obrazek

Pojawia się jednak inny problem natury technicznej - płynący tu potok przebywa duże nachylenie terenu i zbudowano progi. Całkiem wysokie. Za progiem (jak to zwykle bywa na potokach) tworzy się bunior - zagłębienie z większą ilościa wody. Mi udaje się pokonać dwa albo trzy progi. Mając wodery poszłabym dalej, ale tak mam obawy, że mi się do gumiaków naleje od góry. I jak się okazało - obawy nie były całkiem bezpodstawne ;)

Obrazek

Obrazek

Marek poszedł do końca - do miejsca, które nazwaliśmy "za siedmioma progami". I tam jest zamurowana ścianka, w którą włożono metalowy/plastikowy kawałek rury o niewielkim przekroju. Nie wiem czy człowiek by się tam zmieścił. A dalej widać znów jest ceglany tunel.

Obrazek

Obrazek
(zdjęcia zrobione przez Marka)

Dokąd prowadzi? Jakie kryje atrakcje? Gdzie wychodzi? To niestety póki co pozostanie dla nas niewyjaśnioną zagadką. Bo jak mówił Włóczykij z Muminków : "o ile mniej ciekawy byłby świat bez tajemnic"? - LINK: https://www.youtube.com/watch?v=qvXFijAYUBU w 10:20

A tu znaleziska z koryta podziemnego potoku - podkowa i porcelanowa święta rodzina - taka szopkowa. Fajnie przywieźć pamiątki z wycieczki :)

Obrazek

Spacer ten rozbudził apetyt i odsłonił nowe horyzonty. Pokazał świat, o którego istnieniu nie wiedziałam albo może nawet wiedziałam, ale nie zastanawiałam się nad nim, że nieraz potrafi być tak blisko - na wyciągnięcie ręki. Może więc pod innymi okolicznymi miastami też są podziemne rzeki? Może tam też uda się kiedyś wybrać?

P.S. Jeśli ktoś zna jakieś miasteczko z podobną "dodatkową warstwą" - będę wdzięczna za wszelakie podpowiedzi i sugestie :)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6991
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Na tropie podziemnych rzek (2026)

Postautor: buba » 2026-07-17, 20:28

Po owocnym zwiedzaniu tunelu w Ludwikowicach jesteśmy w posiadaniu 3 worków z cuchnącymi woderami. Nie mamy ochoty z nimi spać w busiu, zabierać ich do domu (ani nawet do piwnicy). A wyrzucić trochę szkoda - skoro są jeszcze dobre i szczelne. Trzeba je gdzieś umyć. Początkowo był pomysł, aby zrobić to z butelki, ale czarne błoto na tyle zastygło i przywarło, że już na oko widać, że jest to totalnie nierealne. Musi być woda bieżąca. Ale skąd ją wziąć w warunkach polowych? Pompy już od lat po wioskach i miasteczkach nie stoją. Rzeka! Musimy znaleźć jakąś rzekę i tam je odczyścić! Nie jest to zadanie proste, bo w 3 miejscach, gdzie zaglądamy - rzeka płynie w głębokim, ocembrowanym wąwozie. Nie zejdzie się... W końcu czwarte miejsce okazuje się dogodne. Przy okazji umyją się też gumiaki ;) Kompleksowo!

Obrazek

Potem musimy je trochę podsuszyć. Przynajmniej tyle, żeby nie ociekały.

Obrazek

Obrazek

Na nocleg jedziemy do kamieniołomu w Świerkach. Znaleźliśmy to miejsce w zeszłym roku i bardzo nam przypadło do gustu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakie atrakcje przewidziano na dzisiejszy wieczór? Ano rozliczne! Np. można się tu pożywić.

Obrazek

Obrazek

Są oczywiście kąpiele :) Ochoczo zmywamy z siebie podziemny szlam, rdzę i pajęczyny. Woda o dziwo nie jest tak lodowata jak się spodziewaliśmy. Może niedawne upalne dni zrobiły swoje i nawet kamieniołom się trochę nagrzał? Niech się schowają wszystkie morza i jeziora świata. Jednak najbardziej uwielbiam pływanie w kamieniołomach!

Obrazek

Dosuszamy wyprane niedawno wodery.

Obrazek

Podziwiamy chmury o dziwnym kształcie. Nie możemy się zdecydować - czy to nietoperz, niemiecka gapa czy może ukrywający się statek obcych? ;)

Obrazek

No i oczywiście jest ognisko! Wieczór jest dość chłodny jak na początek lipca, więc przyjemnie się będzie pogrzać przy ciepłych płomieniach. Dobrze, że mamy w busiu zapas drewna, bo jak można się domyślać, kamieniołomy zazwyczaj nie obfitują w dużą ilość chrustu. Przyjeżdża też Karolina i Fala, z którymi rano zwiedzaliśmy podziemia. Wspólna impreza to dobra rzecz! :)

Obrazek

Obrazek

Ekipa w komplecie.

Obrazek

Bitwa o kiełbasę :)

Obrazek
(zdjęcie zrobione przez Karolinę)

W blasku płomieni, gdy ciemność spowiła okolicę. Ech... dopiero co się lato zaczęło, a już się dni skracają...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chmur nadciąga coraz więcej. Fajnie się siedzi przy ognisku, ale niestety zlewa przerywa sielankę - trzeba uciekać do busia. Śpi się wybornie - lubię spać przy rytmie uderzających w dach kropli. Najlepiej jak jest to drewniany dach chatki czy wiaty, ale busiowy też daje radę. Gorzej z wychodzeniem do kibelka...

Poranek też wstaje nieszczególny. Mglisty, mżawkowaty. Wykorzystujemy krótkie okno pogodowe na kąpiel, jeszcze przed śniadaniem. Potem zaczyna lać solidnie. Był plan powłoczyć się dziś po zboczach góry Włodyka, ale jakoś w deszczu nie mamy zapału na łażenie po mokrych krzakach. W sumie mamy wodery? ;) Ale może jednak innym razem...

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości