Mam podobne skojarzenia.
Góry - piękne.
Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
- sprocket73
- Posty: 6744
- Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
- Kontakt:
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
Pudelek pisze:w chatce są zdjęcia pewnego nieszczęśnika, co spadł w przepaść
Dlaczego nieszczęśnik? A jakby nie spadł, tylko umierał we własnym domu srając pod siebie przez kilka lat, powoli tracąc kontakt z rzeczywistością, to byłoby szczęście? Masz Pudelku jakieś wizje odnośnie tego jak Ty chciałbyś odejść z tego świata? Czy jeszcze za młody się czujesz na myślenie o tym?
SPROCKET
viewtopic.php?f=17&t=1876
viewtopic.php?f=17&t=1876
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
Szaleni jesteście. I pan, i pies. A Tobi zakopany w liściach mistrzostwo świata!
Ja do tej chatki bym doszła normalnie szlakiem. Ale widzę, że są inne sposoby
Ja do tej chatki bym doszła normalnie szlakiem. Ale widzę, że są inne sposoby
- sprocket73
- Posty: 6744
- Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
- Kontakt:
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
Jakim szlakiem? Chatka nie jest przy szlaku... Ale od szlaku wygodna ścieżka do niej prowadzi. Natomiast dojście "od dołu" smakuje lepiejWiolcia pisze:Ja do tej chatki bym doszła normalnie szlakiem.
SPROCKET
viewtopic.php?f=17&t=1876
viewtopic.php?f=17&t=1876
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
Tak, tą ścieżką, co odbija od szlaku. Czyli w sposób "cywilizowany", znaczy - nudny.
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
Ja do tej chatki szedłem od szlaku i tam było stromo.
Obyś kiedyś nie zaurwisował nieodwracalnie.
Obyś kiedyś nie zaurwisował nieodwracalnie.
mój blog: http://sebastianslota.blogspot.com/
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
sprocket73 pisze:Pudelek pisze:w chatce są zdjęcia pewnego nieszczęśnika, co spadł w przepaść
Dlaczego nieszczęśnik? A jakby nie spadł, tylko umierał we własnym domu srając pod siebie przez kilka lat, powoli tracąc kontakt z rzeczywistością, to byłoby szczęście? Masz Pudelku jakieś wizje odnośnie tego jak Ty chciałbyś odejść z tego świata? Czy jeszcze za młody się czujesz na myślenie o tym?
facet miał koło 30-tki, więc jak dla mnie średni wiek do umierania, nawet w górach
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
Sebastian pisze:Ja do tej chatki szedłem od szlaku i tam było stromo.
ja w ogóle nie wiedziałem jak iść, ale usłyszałem głosy. Myślałem, że w chatce jest impreza, poszliśmy za nimi (tzn. tylko ja je słyszałem, Bastek szedł za mną) i zaprowadziły nas do chatki, a tam pusto. Ciekawe
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
sprocket73 pisze:Pudelek pisze:w chatce są zdjęcia pewnego nieszczęśnika, co spadł w przepaść
Dlaczego nieszczęśnik? A jakby nie spadł, tylko umierał we własnym domu srając pod siebie przez kilka lat, powoli tracąc kontakt z rzeczywistością, to byłoby szczęście? Masz Pudelku jakieś wizje odnośnie tego jak Ty chciałbyś odejść z tego świata? Czy jeszcze za młody się czujesz na myślenie o tym?
Fajnie się o tym pisze, dopóki się nie spadnie. A można się nie tylko zabić, ale również zostać warzywem i obciążeniem dla najbliższych.
Tak bez złośliwości, raczej z troską piszę. Głupot w górach na własnym koncie mam sporo, jakiś opiekun idiotów szczęśliwie czuwał.
- sprocket73
- Posty: 6744
- Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
- Kontakt:
Re: Wesołe przygody Tobiasza Bobczyńskiego na Maninach
Część IV - Wielki Manin na spokojnie
Wiedziałem, że wrócę w te strony dokończyć porachunki, ale nie spodziewałem się że tak szybko. Po jednym dniu na regenerację meldujemy się ponownie na miejscu, tym razem w pełnym składzie. Obecność Ukochanej gwarantuje, że będzie bezpiecznie i bez szaleństw. Parkujemy w miejscowości Kostolec i ruszamy bezszlakowo w zielone łąki.

Kostolecký dóm jest na wyciągniecie ręki. Jednak zostawiamy go na później, ze względu na lepsze światło, póki co jest cały w cieniu. Planowałem zacząć od Bosmanów, ale one również są w cieniu, więc odpuszczamy.

Wędrujemy sobie malowniczymi łączkami pod grzbietem Hoľazne. Tu taka ciekawostka, po prawej stronie widać młode drzewka. To aleja lipowa, zasadzona 4 lata temu. Każde drzewko ma tabliczkę z informacją kto jest jego sponsorem. Można wystąpić z imienia i nazwiska, albo tylko imię lub pseudonim. Fajna inicjatywa.

Jest tu również typowa dla ostatnich czasów przerośnięta ławeczka.

Można z niej podziwiać Wielki Manin, ka któy mamy zamiar wyjść, gdyż Ukochana lubi mieć jakiś konkretny cel - to jej słowa. Wychodziłem już na Manin od 2 stron szlakowo oraz od wąwozu przedwczoraj. Pozostała jeszcze jedna strona, od tylca. Taki plan jest na dzisiaj.

Na początek kontynuujemy łączkową sielankę.

Przecinamy miejscowość Praznov.

Ponownie wchodzimy w łączki. Teraz już nawet bezścieżkowo.

Napotykamy ciekawy obiekt. To będzie wkrótce płonęło.

Jak widać nie jest to mała konstrukcja. Ukochana popisuje się ryzykując życiem. Nieodpowiedzialna.

Natrafiamy na niespodziewany lokalny szczycik z krzyżem i ławeczką.

Fajne widoczki.

Całą tą wielką łąkę już przeszliśmy.

Widok na Wielki Manin. Po lewej znajduje się mały przedszczytek - Manínec. Od niego mamy zamiar zacząć. Wygląda bardzo niepozornie.

W praktyce Manínec okazał się małą ścianą płaczu.

Zdobywamy i podziwiamy Wielki Manin, który wyłania się za nim.

Manínec to bardzo dobry punkt widokowy. Widok na południe na Góry Strażowskie.

Považská Bystrica - blokowisko w lesie.

Zbliżenie na Strážov, a na pierwszym planie po prawej Podskalský Roháč, gdzie mieliśmy bardzo udaną wycieczkę rok temu.

Pora zaatakować Manin. To już prawdziwa ściana płaczu. 300 metrów podejścia na 700 metrach.

Przepiękny las bukowy.

Nie ma tu szlaku, ale jest ścieżka. stroma, ale wygodna, jakby tylko kondycja było to można wbiec.

Wraz ze wzrostem wysokości maleje ilość liści na drzewach.

W okolicach wierzchołka liści jeszcze nie ma.

Tobi szczytuje.

Następnie przechodzimy wzdłuż wierzchołka i schodzimy szlakiem, bez dodatkowych atrakcji.

Jesteśmy już na dole pod Wielkim Maninem.

Wszyscy zadowoleni. Sielanka. Nudy
C.D.N.
Wiedziałem, że wrócę w te strony dokończyć porachunki, ale nie spodziewałem się że tak szybko. Po jednym dniu na regenerację meldujemy się ponownie na miejscu, tym razem w pełnym składzie. Obecność Ukochanej gwarantuje, że będzie bezpiecznie i bez szaleństw. Parkujemy w miejscowości Kostolec i ruszamy bezszlakowo w zielone łąki.
Kostolecký dóm jest na wyciągniecie ręki. Jednak zostawiamy go na później, ze względu na lepsze światło, póki co jest cały w cieniu. Planowałem zacząć od Bosmanów, ale one również są w cieniu, więc odpuszczamy.
Wędrujemy sobie malowniczymi łączkami pod grzbietem Hoľazne. Tu taka ciekawostka, po prawej stronie widać młode drzewka. To aleja lipowa, zasadzona 4 lata temu. Każde drzewko ma tabliczkę z informacją kto jest jego sponsorem. Można wystąpić z imienia i nazwiska, albo tylko imię lub pseudonim. Fajna inicjatywa.
Jest tu również typowa dla ostatnich czasów przerośnięta ławeczka.
Można z niej podziwiać Wielki Manin, ka któy mamy zamiar wyjść, gdyż Ukochana lubi mieć jakiś konkretny cel - to jej słowa. Wychodziłem już na Manin od 2 stron szlakowo oraz od wąwozu przedwczoraj. Pozostała jeszcze jedna strona, od tylca. Taki plan jest na dzisiaj.
Na początek kontynuujemy łączkową sielankę.
Przecinamy miejscowość Praznov.
Ponownie wchodzimy w łączki. Teraz już nawet bezścieżkowo.
Napotykamy ciekawy obiekt. To będzie wkrótce płonęło.
Jak widać nie jest to mała konstrukcja. Ukochana popisuje się ryzykując życiem. Nieodpowiedzialna.
Natrafiamy na niespodziewany lokalny szczycik z krzyżem i ławeczką.
Fajne widoczki.
Całą tą wielką łąkę już przeszliśmy.
Widok na Wielki Manin. Po lewej znajduje się mały przedszczytek - Manínec. Od niego mamy zamiar zacząć. Wygląda bardzo niepozornie.
W praktyce Manínec okazał się małą ścianą płaczu.
Zdobywamy i podziwiamy Wielki Manin, który wyłania się za nim.
Manínec to bardzo dobry punkt widokowy. Widok na południe na Góry Strażowskie.
Považská Bystrica - blokowisko w lesie.
Zbliżenie na Strážov, a na pierwszym planie po prawej Podskalský Roháč, gdzie mieliśmy bardzo udaną wycieczkę rok temu.
Pora zaatakować Manin. To już prawdziwa ściana płaczu. 300 metrów podejścia na 700 metrach.
Przepiękny las bukowy.
Nie ma tu szlaku, ale jest ścieżka. stroma, ale wygodna, jakby tylko kondycja było to można wbiec.
Wraz ze wzrostem wysokości maleje ilość liści na drzewach.
W okolicach wierzchołka liści jeszcze nie ma.
Tobi szczytuje.
Następnie przechodzimy wzdłuż wierzchołka i schodzimy szlakiem, bez dodatkowych atrakcji.
Jesteśmy już na dole pod Wielkim Maninem.
Wszyscy zadowoleni. Sielanka. Nudy
C.D.N.
SPROCKET
viewtopic.php?f=17&t=1876
viewtopic.php?f=17&t=1876
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości
