Zaczynamy w miejscowości Chobot. Po zaparkowaniu przy parkingu znajdującym się przy nieczynnym już sklepiku spożywczym, który nie wytrzymał konkurencji sieci handlowych i krótkim odcinku wzdłuż drogi wjeżdżamy w las.
Starodrzewy są, tylko trzeba zanurzyć się głębiej w las. Są też starorzecza, dziś już suche i zarośnięte trawą, ale z widocznymi jeszcze jakimiś resztkami urządzeń wodnych.
Jedziemy do wsi Drwinia. Znajduje się tam wieża widokowa, która jest totalnie z dupy i stanowi chyba element przepalania kasy przez gminę. Ale wchodzimy na nią. Tatr nie widać, w ogóle mało widać.
Jedziemy teraz rowerem wzdłuż Drwinki. Krajobraz łąkowy, o tej porze roku przypominający nieco sawannę. Rzeczki Drwinki nie widać, jedziemy pod wałem przeciwpowodziowym.
Dojeżdżamy na most na Drwince, którym przejedziemy do drugiego, większego obszaru Puszczy Niepołomickiej. Widoki z mostku fajne, dużo lepsze niż z wieży. Rzeczka cała zarośnięta nenufarami. Nie bawię się w Bogumiła z "Nocy i Dni", nie zbieram dla Reni.
Wjeżdżamy z powrotem do puszczy. Jest tu płasko, wg mapy dziś na dystansie 39 km mamy całe 20 metrów podjazdów. Puszczę przecinają liczne proste jak strzelił drogi, niczym w USA. Większość z nich jest szutrowa, choć jest kilka asfaltowych.
Czarny Staw okazuje się być rozczarowaniem, ale to może tylko kwestia pory roku. Za to rosną na nim ładne kwiatki.
W Puszczy jest dużo paproci
Podjeżdżamy pod miejsce obserwacyjne, gdzie można wypatrywać żubry mieszkające tutaj w zagrodzie.
Niestety żubry pokonał upał, bo nie pokazał się ani jeden. Świnie.
Mały detal na koniec.
Wracamy na asfalt. Jedziemy do centrum Zabierzowa Bocheńskiego do piekarni na kawę mrożoną i jakieś ciastka - w taki upał nie mamy ochoty na gorący obiad. Po posiłku wracamy do klimatyzowanego samochodu, którym jedziemy do klimatyzowanego mieszkania. Cudowny dzień.
Renia zadowolona z obu wycieczek, wczorajszej i dzisiejszej.
