Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Relacje z Pienin, Gór Świętokrzyskich i innych polskich gór...
Awatar użytkownika
Pudelek
Posty: 8932
Rejestracja: 2013-07-08, 15:01
Lokalizacja: Oberschlesien

Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Postautor: Pudelek » 2026-05-28, 11:22

Tradycyjnie majówkę spędzam górsko na Słowacji. Tradycyjnie też jest to kwietniówko-majówka, bo ruszamy kilka dni wcześniej, aby uniknąć tłumów (chociaż i tak zazwyczaj wybieramy pasma, gdzie o tłumy trudno). Tradycyjnie - a przynajmniej w czasach popandemicznych - jedzie ze mną Bastek. Tradycyjnie również zaczynamy wyjazd od Bogumina, gdzie zostawiamy samochód i przesiadamy się na pociąg międzynarodowy.
W tym roku udało nam się przyjechać na tyle wcześnie, że zahaczyliśmy jeszcze o knajpkę na osiedlu: klimat świetny, ale Ostravar wyjątkowo paskudny. Przez cały wyjazd te pierwsze piwo tkwiło nam w głowie i przychodząc do jakiegoś lokalu mówiliśmy sobie "wszystko, byle nie Ostravar".

Obrazek

W półtorej godziny przenosimy się z czeskiego Śląska do Żyliny, to także stały element majówkowych wyjazdów. Tym razem spędziliśmy w tym czwartym co do wielkości słowackim mieście więcej czasu niż zazwyczaj, więc w tym wpisie skupię się wyłącznie na tej miejscowości.

Na początku szok, bo w końcu zakończono remont dworca kolejowego! Jedno się nie zmieniło: peron przyjazdu i odjazdu ogłaszają chwilę przed przybyciem pociągu, więc pod elektronicznymi tablicami nieustannie kłębią się tłumy pasażerów.

Obrazek

Niektórzy musieli być tak zdesperowani oczekiwaniem, że w przejściu podziemnym zostawiali flaszki po piwie. A to przecież kaucja!

Obrazek

Najpierw idziemy na nieodległe námestie Andreja Hlinku, najczęściej przeze mnie odwiedzany plac miasta i, jak podejrzewam, również przez mieszkańców. W centrum handlowym robimy zakupy towarów, które trudno będzie dostać w mniejszych sklepach.

Obrazek

Następnie odbijamy w lewo, pomiędzy ulice, których jeszcze nie znam. Architektura wydaje się bardzo interesująca.

Obrazek
Obrazek

Mijamy dawną ortodoksyjną synagogę z 1927 roku. Obecnie mieści w niej Muzeum Żydowskiej Kultury.

Obrazek

Sad na Studničkách - jedna z licznych oaz zieleni wśród zabudowy.

Obrazek

Na skraju ulicy Republiki mieści się knajpka Kominár. Speluna, w której już w południe kręci się kwiat starszej młodzieży. Piwo średnie w smaku, ale tanie. Sporym minusem jest możliwość palenia - z powodu słabej wentylacji w piwnicy człowiek ma wrażenie, że powietrze zaraz nas pokroi. To niestety częsty defekt słowackich lokali.

Obrazek

Wnętrza są wypełnione tablicami nawiązującymi do filmów, a także takimi, które wyglądają na ściągane z ulic. Część to kopie, inne chyba rzeczywiście sobie zapożyczono.

Obrazek

Przy sąsiednim stoliku grupa dziadków dyskutuje o wojnie na Ukrainie.
- Ukraińska armia traci po tysiąc żołnierzy dziennie, ale o tym się nie mówi - woła jeden.
- To nic, tam walczą własowcy, ale o tym też jest cicho! Przypadek? - zastanawia się drugi.
Trzeci i czwarty kiwali głowami, od czasu do czasu dorzucając jakieś informacje. W końcu jeden z nich wstał i wyszedł sztywno, cały wyprostowany. Patrząc przez piwniczne okno dojrzałem, że próbuje przejść przez ulicę, co wcale nie było proste. Zamiast niego przy stole zjawia się zezłoszczona barmanka.
- Znowu z nim piliście, on się znowu uchlał, a przecież on ma tutaj długi!
Czasem bywa ciężko.

Obrazek

Wracamy na dworzec, skąd pociąg zabierze nas na południe w Góry Inowieckie, które były głównym celem wyjazdu.

Obrazek

Do Żyliny wracamy po dwóch dniach, tym razem wieczorem. Moglibyśmy jeszcze załapać się na jakieś połączenie na Śląsk, ale postanawiamy spędzić kilkanaście kolejnych godzin właśnie tutaj. Ponieważ jutro jest Święto Pracy, to o godzinie osiemnastej wszystko wydaje się krążyć na wolniejszych obrotach, jakby dzień wolny już dziś zmniejszał ludzkie odruchy. To zupełne przeciwieństwo niż u nas, gdzie mam wrażenie, że przed świętem prawie każdy dostaje napadów energii, które musi wyładować, najlepiej w tłumie kupujących.

Obrazek

W markecie na Andreja Hlinku, ludzie się kręcą, ale bez tłumów. Siadam z plecakami i czekam na Bastka, przyglądając się scenkom przed głównymi drzwiami. Grupy młodzieży z silnym akcentem cygańskim cwaniakują, wygłupiają się, wypalają papierosa za papierosem i drą się wniebogłosy. Niektórzy udają, że się biją, inni ściągają koszulki. W końcu pojawia się ochroniarz i goni całe towarzystwo - grzecznie słuchają i znikają.

Tymczasem my postanawiamy odwiedzić kolejną nieznaną nam knajpę. Wybór pada na Central Pub, który okazuje się przybytkiem kibicowskim. Wszędzie wiszą szaliki i koszulki, jest też wielki rysunek faceta z etykiet z browaru Velké Březno. Słowacy mało cenią swoje piwa i w coraz większej ilości knajp wypierają ich czeskie odpowiedniki. I tak mam wrażenie, że smakują gorzej niż u Pepików, może to kwestia gorszych partii albo słabej dbałości o stan sprzętu do nalewania.

Obrazek
Obrazek

I znowu siedziałoby się przyjemnie, gdyby nie wszędobylski dym papierosowy. Na początku było spokojnie, ale potem niedaleko przysiadła się pewna parka, gdzie baba paliła więcej, niż niejeden kominek. Niby zerkali na telewizor, gdzie leciał mecz hokeja, ale wydawało się, że to tylko pretekst do kopcenia.

Na zewnątrz wychodzimy już po zachodzie słońca. Meteorolodzy straszyli na noc bardzo niską temperaturą, co nieco mnie mroziło, ale na razie jest dość ciepło. Co najważniejsze - przestał wiać silny wiatr męczący nas w górach.

Obrazek

Idziemy w stronę rzeki przez dzielnicę przemysłową. Oprócz zakładów są tu wybrane sklepy oraz hotel postawiony obok stadionu i hali hokejowej.

Obrazek
Obrazek

Park Carla Gustava Swensonna z konstrukcją upamiętniającą szwedzkiego architekta krajobrazu, działającego w monarchii austro-węgierskiej. W 1891 roku założył on w Żylinie park, który niedawno zrewitalizowano.

Obrazek

Bastek skoczył do dyskontu po piwo, które otwieramy w przejściu podziemnym. Nie zachwyciło.

Obrazek

Przechodzimy pod dwupasmówką, a potem na Wagiem do dzielnicy Budatin. Ruch na głównej drodze kontrastuje z pustymi ulicami i ciemnymi oknami w domach. Z plecaków wyciągamy czołówki, bo zaraz czeka nas wspinanie w lesie.

Obrazek

Dwa lata temu nocowaliśmy pod wieżą widokową Dubeň górującą nad miastem i teraz zamierzamy to powtórzyć. Podejście z Budatina nie jest długie (niecałe dwa kilometry), ale momentami dość strome i męczące. Mozolnie pokonujemy kolejne metry, nagle Bastek woła:
- Tam jest impreza, zobacz, widać ognisko!
Niezbyt mnie to ucieszyło, ale coś mi nie pasuje... Jesteśmy jeszcze za daleko od wieży, a "ognisko się nie rusza", słychać za to jakieś krzyki. Okazało się, że to terenówka zabawia się na skraju polany, więc odetchnęliśmy z ulgą. Pod wieżą na szczęście nikogo nie było, więc zmachani mogliśmy rozłożyć swoje bambetle.

Obrazek

Nie mamy sił na długie siedzenie, wskakujemy w śpiwory o dwudziestej trzeciej. Bastek postanawia jeszcze sprawdzić dane meteorologiczne i wybucha śmiechem.
- Według prognozy teraz są trzy stopnie, a odczuwalny jeden. Natomiast w nocy ma być jeden stopień, a odczuwalnie minus dwa.
- Niemożliwe! Przecież czuć, że jest wyraźnie cieplej. Nawet para z ust nie leci!
- Meteorolodzy wiedzą lepiej. Jakby rzeczywiście się zrobiło chłodno, to najwyżej rozstawimy namiot.
Obudziłem się po półtorej godzinie, czuję zimno i zaczynam się trząść. Pierwsza myśl: temperatura spada, trzeba sięgnąć po namiot. Jednak to zimno jest jakieś dziwne: trzęsę się w środku śpiwora, natomiast wystawiona na powietrze twarz jest ciepła. Czyżby organizm wystraszył się komunikatu meteorologów wbrew faktycznym warunkom? Obróciłem się na drugi bok, wziąłem głęboki oddech i spróbowałem zasnąć.
Udało się, ale jeszcze kilka razy miałem pobudkę dokładnie w ten sam sposób: w śpiworze czuję chłód, na twarzy nie. Pogadałem w myślach z organizmem i spałem dalej, dotrwaliśmy w ten sposób do momentu, gdy zaczęło robić się jasno. Przymrozku nie było.

Obrazek

Poranek, w przeciwieństwie do wcześniejszych, wstał pochmurny. A że zaczęło się święto, to różne ranne ptaszki zaczęły kręcić się już od siódmej rano, głównie elektryczni rowerzyści. Potem pojawiają się biegacze i ludzie z psami.

Wieża na zdjęciu poniżej. Niestety, brakuje oczywiście wychodka, więc cała okolica jest pełna śmieci, a zużyte tampony leżały tuż obok ławek.

Obrazek

Bastek gotuje herbatę.

Obrazek

O ile większość osób pojawia się i znika, o tyle grupa nastoletnich dziewczyn zostaje na dłużej. Towarzyszy jej dwóch starszych mężczyzn, jeden przychodzi się przywitać.
- Uczymy dziewczyny turystyki - wyjaśnia. - Od krótkich kilkugodzinnych wypadów po kilkudniowe. Dzisiaj młodzież nie ma pojęcia o wędrowaniu z plecakiem, dla nich to całkowita nowość.
Nie powiedział jaką mają formę organizacyjną, ale wyglądali na ekipę związaną z jakimś kościołem. Nasz słowacki rozmówca przedstawił nam najmłodszą, kilkuletnią dziewczynkę:
- To moja córka, przewodniczka - na co ta najpierw się zawstydziła, ale potem zaczęła częstować wafelkami i zainteresowała się, czy w kubkach mamy kakao. Drugi chłop, młodszy ale tęższy, gadał tylko po angielsku. Pytają się skąd idziemy.
- Z Gór Inowieckich piechotą?! To strasznie daleko!
- No niee, do Żyliny przyjechaliśmy pociągiem - śmiejemy się.
Wkrótce zarządzili koniec przerwy i ruszyli dalej w kierunku głównego szczytu.

Obrazek

Pora wejść na wieżę. Jest ona dość ruchliwa, więc na wyższych piętrach mój błędnik zaczął szaleć, ale udało mi się dotrzeć na samą górę. Prawie mi klapki pospadały (zdjęcie Bastka lekko niewyraźne).

Obrazek
Obrazek

Wieża leży w Górach Kisuckich (Kysucká vrchovina), ale Żylinę otacza kilka innych pasm górskich, więc w każdą stronę jest na co popatrzeć.

Na południowy-zachód są Súľovské vrchy.

Obrazek

Na południe Luczańska Mała Fatra (widać m.in. Kľak).

Obrazek

Nieco bardziej na wschód kolejne szczyty Małej Fatry ciągnące się aż do Wagu, za którym zaczyna się Mała Fatra "nieluczańska".

Obrazek
Obrazek

Na wschodzie i północnym-wschodzie Kisuckie z wyraźnie odznaczającymi się szczytami Ľadonhora i Vreteň. Z boku nieśmiało przebija się Magura Orawska.

Obrazek
Obrazek

Na północy za doliną Kisucy Jaworniki.

Obrazek

I wreszcie na północnym-zachodzie lśni zbiornik Hričov, po którym kręci autostrada D3.

Obrazek

Blade słońce i takież kolory nieco zaniżają walory estetyczne, ale i tak robią wrażenie. Podobnie jak zbliżenia na Żylinę, która jawi się jak wielka makieta. Dojrzeliśmy nawet drzwi do pubu Kominár ;).

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Usłyszeliśmy warkot i po chwili nad nami pojawił się śmigłowiec Air Transport Europe, pogotowie lotnicze. Bell-429 pomknął w kierunku swojej bazy.

Obrazek
Obrazek

Do Budatina schodzimy nieco inaczej, przez przyjemne łąki. Temperatura mocno idzie w górę, choć na niebie nadal jeszcze królują chmury. Nadchodząca majówka była ciepła i mało wietrzna, czyli odwrotnie niż u nas, ale czego się nie robi, żeby mieć góry tylko dla siebie.

Obrazek
Obrazek

Knajpa, w której dwa lata temu piliśmy piwo, została zamknięta. Ale przypadkowo znajdujemy inną, na ulicy Dolnej, niedaleko Wagu. Wieczorem prawdopodobnie była już nieczynna...

Obrazek

...teraz jednak zachęca wystawionymi na chodniku stolikami.

Obrazek

Obok siada dwóch chłopów. Pytają, czy byliśmy na Fatrze.
- W Inowieckich - odpowiadam. Kiwają głową z uznaniem.
- A czemu akurat tam?
- Cisza, spokój. W Polsce zaczyna się długi weekend (na Słowacji też) i szaleństwo. Od lat jeżdżę na majówkę na Słowację, chodzimy głównie po mniej znanych pasmach, ale zostało ich jeszcze tyle, że pewnie do końca życia nie starczy.
- A my z kolei jeździmy na rowery głównie do Polski - mówi jeden z nich. - Mam znajomych w Żorach i w Jastrzębiu-Zdroju, tam są świetnie ścieżki rowerowe.
Wymiana turystyczna w pełni.

Po piwku podążamy w stronę centrum. Niedaleko knajpy jest pomnik - Pamätník víťazstva slovenských dobrovoľníkov v Bitke pri Budatíne. W czasie powstania węgierskiego doszło w tej okolicy do dwóch starć zbrojnych - w 1848 i 1849 roku. Wojska cesarskie wspomagane przez słowackich ochotników pokonały Madziarów. W ramach wdzięczności dwadzieścia lat później Austriacy oddali Węgrom pełnię władzy nad Słowakami.

Obrazek

Szary, powolny Wag. To ta rzeka jest dla mnie królową Słowacji, nie Dunaj. A na drugim brzegu brutalistyczna wieża wodna z lat 70. ubiegłego wieku.

Obrazek
Obrazek

W dzielnicy przemysłowej widzimy spory zakład, częściowo z zewnątrz zaniedbany, ale ewidentnie nadal funkcjonujący. Po powrocie przeczytałem, iż to firma Slovena. Jej początki sięgają 1891 roku, kiedy niejaki Karl Löw założył tu przedsiębiorstwo pod przydługą nazwą Ungarische Wollwaren, Militärtuch- und Deckenfabrik Actiengesellschaft (Magyar gyapjú áru katona posztó és takarógyar, Uhorská továreň na vlnený tovar, vojenské súkno a prikrývky). Była to najnowocześniejsza i największa na Węgrzech fabryka tekstylna, eksportująca swe towary na całą Europę oraz do obu Ameryk. Ubierała w mundury niemal całą austro-węgierską armię. Znacjonalizowana przez komunistów stała się znana jako Slovena, obecnie znowu jest prywatna, choć już nie żydowska.

Obrazek
Obrazek

Przy mijanym dyskoncie kręci się podejrzanie dużo policji w strojach bojowych, w tym nawet policjantki z pałami. Niedaleko stąd znajduje się stadion, więc pewnie szykują się do meczu.

Obrazek

Nieśpiesznie przechodzimy przez kolejne pustawe ulice.

Obrazek
Obrazek

Do odjazdu pociągu mamy jeszcze trochę czasu, więc zaglądamy do knajpy U cára. W internetowych opisach nie polecano jej zagranicznym turystom, zatem tym bardziej nas interesowała. W środku oczywiście siekiera, kurzą wszyscy. Na kranie czeskie piwo i nadąsana barmanka. Towarzystwo raczej starsze i już częściowo wstawione. Czasem ktoś wpadnie na rowerze, walnie szybkiego kielicha i jedzie dalej. W telewizji zaś leci Jacky Chan i jeden z jego głupkowatych filmów.
Nazwa powinna brzmieć "U czerwonego cara", bo na ścianach są Leniny, parady pierwszomajowe, Gagarin, a w bocznej salce gustowny braterski portret żołnierzy czechosłowackiego i radzieckiego.

Obrazek
Obrazek

Po ostatnim kuflu zostało nam tylko dojść do dworca. Idąc przez Sad SNP spotykamy pomnik oswobodzenia miasta z 1955 roku...

Obrazek

...oraz policjantów na koniach. To znak, że coś się dzieje!

Obrazek

Námestie Andreja Hlinku częściowo zablokowane jest przez gliniarzy. Manifestacja?

Obrazek

Wkrótce słyszymy okrzyki dochodzące ze strony rynku. Kibice. No tak, mecz. Po chwili na schodach zaczynają się pojawiać dziesiątki, potem setki ludzi. Wrzeszczą, klaskają, palą się race.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tłum skandował różne nazwy klubów, więc początkowo nie byliśmy pewni skąd są. A przyjechali z Koszyc: MŠK Žilina podejmowała FC Košice w finale Pucharu Słowacji. Gospodarze zwyciężyli 3:1 i zagrają w kwalifikacjach do Ligi Europy.
Konie zareagowały na to w swój sposób.

Obrazek

Przez chwilę zrobiło się nieciekawie, bo z nieznanych powodów policja próbowała odciąć wyjście z placu na deptak, ale udało nam się przedrzeć i na czas dojść do dworca, kończąc w ten sposób majówkową wizytę na Słowacji.

Obrazek
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6963
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Postautor: buba » 2026-05-28, 21:12

- To nic, tam walczą własowcy, ale o tym też jest cicho! Przypadek? - zastanawia się drugi.


Miał na myśli RDK? ;)

Ponieważ jutro jest Święto Pracy, to o godzinie osiemnastej wszystko wydaje się krążyć na wolniejszych obrotach, jakby dzień wolny już dziś zmniejszał ludzkie odruchy. To zupełne przeciwieństwo niż u nas, gdzie mam wrażenie, że przed świętem prawie każdy dostaje napadów energii,


Grupy młodzieży z silnym akcentem cygańskim cwaniakują, wygłupiają się, wypalają papierosa za papierosem i drą się wniebogłosy. Niektórzy udają, że się biją, inni ściągają koszulki.


Czyli Cyganie spędzają 1 maja bardziej po polsku niż po słowacku :lol

Bastek skoczył do dyskontu po piwo, które otwieramy w przejściu podziemnym. Nie zachwyciło.


W takim przejsciu pewnie wiało chłodem, wiec bardziej by pasował jakis bimberek ;)

Obudziłem się po półtorej godzinie, czuję zimno i zaczynam się trząść. Pierwsza myśl: temperatura spada, trzeba sięgnąć po namiot. Jednak to zimno jest jakieś dziwne: trzęsę się w środku śpiwora, natomiast wystawiona na powietrze twarz jest ciepła. Czyżby organizm wystraszył się komunikatu meteorologów wbrew faktycznym warunkom? Obróciłem się na drugi bok, wziąłem głęboki oddech i spróbowałem zasnąć.
Udało się, ale jeszcze kilka razy miałem pobudkę dokładnie w ten sam sposób: w śpiworze czuję chłód, na twarzy nie. Pogadałem w myślach z organizmem i spałem dalej, dotrwaliśmy w ten sposób do momentu, gdy zaczęło robić się jasno. Przymrozku nie było.


A próbowałeś wyjść cały ze śpiwora? A potem schować do śpiwora na chwilę tylko głowę? Śmiesznie by było gdyby się okazało, że to twoj śpiwór emituje chłód!

Nazwa powinna brzmieć "U czerwonego cara", bo na ścianach są Leniny, parady pierwszomajowe, Gagarin, a w bocznej salce gustowny braterski portret żołnierzy czechosłowackiego i radzieckiego.


U nas to zaraz byłyby wrzaski, łapanie się za odwlok i zaraz by ją zamkneli. Tak jak tą z Hajnówki...
Tak blisko a tak daleko...

...oraz policjantów na koniach. To znak, że coś się dzieje!


Ciekawe czemu akurat na koniach? Żeby być wyżej i lepiej ogarniać okolicę?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Pudelek
Posty: 8932
Rejestracja: 2013-07-08, 15:01
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Postautor: Pudelek » 2026-05-28, 22:25

buba pisze:
- To nic, tam walczą własowcy, ale o tym też jest cicho! Przypadek? - zastanawia się drugi.


Miał na myśli RDK? ;)

czort wie co miał na myśli, bo gadali strasznie nieskładnie, jak to pijane dziadki. Ale o własowcach to słyszę pierwszy raz :D


Czyli Cyganie spędzają 1 maja bardziej po polsku niż po słowacku :lol

zakupów nie robili :P


A próbowałeś wyjść cały ze śpiwora? A potem schować do śpiwora na chwilę tylko głowę? Śmiesznie by było gdyby się okazało, że to twoj śpiwór emituje chłód!

raczej psychika , czasami sobie coś mózg wkręci co trudno potem wybić... zresztą spałem w nim nie raz w zimniejszych warunkach i nie było problemu.


U nas to zaraz byłyby wrzaski, łapanie się za odwlok i zaraz by ją zamkneli. Tak jak tą z Hajnówki...
Tak blisko a tak daleko...

formalnie ciężko byłoby kogoś oskarżyć o łamanie prawa z takimi wystawami, czasem takie akcenty się w knajpach polskich zdarzają. Ale użeraj się z debilami...


Ciekawe czemu akurat na koniach? Żeby być wyżej i lepiej ogarniać okolicę?

kibole są odważni - zwłaszcza w kupie - przeciwko ludziom, ale przy zwierzętach wymiękają. Bo konia nie wystraszysz ot tak po prostu a jak wjedzie w tłum, to go nie powstrzymasz. Tak samo z psami - najlepsi na agresorów :D
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6963
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Postautor: buba » 2026-05-28, 23:04

kibole są odważni - zwłaszcza w kupie - przeciwko ludziom, ale przy zwierzętach wymiękają. Bo konia nie wystraszysz ot tak po prostu a jak wjedzie w tłum, to go nie powstrzymasz. Tak samo z psami - najlepsi na agresorów :D


Może na nacierających kiboli powinni wypuszczać byka? :lol
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Tępy dyszel
Posty: 3041
Rejestracja: 2013-07-07, 16:49
Lokalizacja: Tychy

Re: Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Postautor: Tępy dyszel » 2026-05-29, 13:21

Szkoda byków.
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6963
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Postautor: buba » 2026-05-29, 13:25

Tępy dyszel pisze:Szkoda byków.


Zabawiłyby się :lol
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Wiolcia
Posty: 3955
Rejestracja: 2013-07-13, 19:14
Kontakt:

Re: Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Postautor: Wiolcia » 2026-05-29, 13:25

Było jakieś dobre piwo na tym wyjeździe?
A maj to raczej "chłodno" mi się kojarzy. Też marzłam wielokrotnie w śpiworze w tym miesiącu.
Awatar użytkownika
Pudelek
Posty: 8932
Rejestracja: 2013-07-08, 15:01
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Żylina i Góry Inowieckie w kwietniowo-majówkę

Postautor: Pudelek » 2026-05-29, 15:36

Było, ale niewiele. Bernarda piliśmy w Beckovie i to było najsmaczniejsze z piw. Jeszcze czasem trafił się Radegast i raz Svijany. A słowackie niestety coraz bardziej idą w stronę polskich sikaczy. Zdarzają się od tego wyjątki, np. Zlaty Bazant pszeniczny albo Saris Ipa, ale albo ich nie idzie prawie kupić w sklepach albo wycofano. A taki całkiem niezły Urpiner na prowincji i w spelunkach praktycznie nie istnieje.

Może na nacierających kiboli powinni wypuszczać byka? :lol

to na Szymona jak biega w parku ;)
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości