Drugie rumuńskie wakacje

Relacje z gór całego świata, niepasujące do pozostałych działów.
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6863
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: sprocket73 » 2026-07-31, 22:58

Rimetea, ależ mi się tam podobało.
A langosz z tej budki był lepszy niż z innych budek w bardziej turystycznych miejscach.
No i rumuńskie pieski też bardzo miło wspominam.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1585
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: _laynn » 2026-08-03, 08:00

Fajne te domki, już rozumiem czemu było warto poczekać na polecajkę :)
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7329
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: Sebastian » 2026-08-11, 20:39

cz. 7 - Skała Szeklerska

Obrazek

Jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w rumuńskich górach Trascau - skalny masyw wznoszący się nad wsią Rimetea.
Góry Trascau to najbardziej na wschód wysunięte pasmo Karpat Zachodniorumuńskich, gór leżących relatywnie blisko granicy rumuńsko-węgierskich, nie zaliczanych do głównego Łuku Karpat.
Zbudowane są z miękkich i podatnych na erozję skał: fliszów, wapieni, zlepieńców i w niewielkim stopniu skał wulkanicznych. Wskutek owej podatności na erozję pełno w tych górach fantastycznych form skalnych oraz głębokich wąwozów.
Same góry nie są wysokie w porównaniu do innych rumuńskich pasm: najwyższy szczyt to Poienita mająca 1437 metrów wysokości. Góry są słabo zalesione, mnóstwo w nich otwartych przestrzeni wykorzystywanych do wypasu owiec, co w połączeniu z formami skalnymi i głębokimi wąwozami tworzy bardzo atrakcyjną mieszankę.
Piatra Secuiului liczy sobie 1129 metrów wysokości i jest najwyższym punktem skalnego grzebienia wznoszącego się nad Rimetea, w osi północ - południe, w którym znajdują jeszcze dwa inne szczyty o podobnej wysokości. Patrząc na mapę góra ma formę płaskowyżu, różnica poziomów między nim a wsią to ok. 600 metrów, a trzeba jeszcze doliczyć spore podejście pod jaskinię - Grota Studentilor. Pomysł na trasę wycieczki obejmuje cały masyw z południa na północ łącznie z jaskinią, to najdłuższa możliwa o wytyczenia trasa tutaj. Trzeba to miejsce zbadać dogłębnie.

mapa trasy: https://mapy.com/s/gogekufona

Wycieczka ma miejsce w rumuński długi weekend przypadający w 2026 roku na prawosławne Zielone Świątki, które w Rumunii są świętowane przez dwa dni - w roku 2026 przypadają 31 maja (niedziela) oraz 1 czerwca (poniedziałek), ponadto w Rumunii 1 czerwca, czyli Dzień Dziecka, również jest wolny od pracy. W Rimetei trwa w te dni już od piątku festyn weekendowy, na głównym placu jest ustawiona scena koncertowa, a pobocza drogi prowadzącej przez wieś zapełniają się samochodami. Niemniej, jak się okaże na przestrzeni całego dnia, w ogóle nie przekłada się to na ruch turystyczny na tutejszych szlakach.
Rimetea jest wsią skupioną wokół drogi, więc szybko wychodzimy poza zabudowania. Pierwszy odcinek wycieczki to trawers łąkami pod Piatra Secuiului. Przestrzeń zapiera dech w piersiach, a świeża wiosenna zieleń bije po oczach. Ścieżka jest mało wyraźna, momentami wręcz niknie w trawie, widać że szlak jest mało uczęszczany - pierwsze osoby spotkamy dopiero na górze, na niebieskim szlaku.

Obrazek
Ardascheia, pod nią wieś Rimetea

Obrazek
na czerwonym szlaku

Obrazek
Zamek Trascau nad Coltesti, nad nim Varful Cornului

Obrazek
po lewej Plesii (1250m), na prawo Piatra Bunatului, pod nimi wieś Coltesti

Żeńska część wycieczki, w tym koleżanka przyzwyczajona do wędrówek tatrzańskimi szlakami, ma pewien problem mentalny, że idziemy tak „na azymut", ale mnie zanikająca ścieżka w ogóle nie przeszkadza, a nawet inspiruje - idziemy otwartym terenem, nie sposób się zgubić, a można dostrzec wiele pięknych widoków. Krajobraz, oprócz tego że jest przepiękny, przywołuje myśli przychodzące mi na myśl podczas wielu wędrówek po słowackich górach: jak piękne i „czyste" są widoki wsi o zwartej zabudowie i wznoszących się nad nimi łąk i pól bez zabudowy w odróżnieniu od „zaśmieconego" luźną, często podchodzącą pod same szczyty gór zabudową polskich górskich wsi. Tu jest identycznie - można cieszyć się czystym, szlachetnym górskim krajobrazem.

Obrazek

Obrazek
zwarta zabudowa Rimetei

Przed nami podejście pod jaskinię. Podejście jest strome, dość kiepsko oznaczone i mało widoczne w terenie. Tak to już jest z tych górach Trascau: mimo relatywnie niskiej wysokości bezwzględnej szczytów podejścia potrafią dać w kość na stromiznach, a mimo wielkiej atrakcyjności krajobrazowej szlaki tutejsze nie są odwiedzane przez tłumy turystów.

Obrazek

Obrazek
Coltesti

Grota Studentilor to wielka półotwarta przestrzeń wsparta na trzech filarach. Czuć tu wielkie przeskalowanie krajobrazu, sylwetka człowieka jest tu bardzo malutka.

Obrazek

Obrazek

Schodzimy drugą stroną. Zejście do niebieskiego szlaku jest zdecydowanie łatwiejsze i przyjemniejsze, a do tego rewelacyjne widokowe. Sama przyjemność, zwłaszcza w zbliżeniach.

Obrazek

Obrazek
Coltesti

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Zamek Trascau nad Coltesti

Obrazek
Plesii (1250m)

Obrazek
Ardascheia

Obrazek
droga do Rimetei

Dzisiejszy kącik botaniczny cz. 1.

Obrazek

Obrazek

Zejście, początkowo nikłą ścieżką pośród traw, zmienia się na chwilę w skalne rumowisko.

Obrazek

Obrazek

Skracamy drogę dojścia do niebieskiego szlaku, by sobie zaoszczędzić trochę podchodzenia do góry.

Obrazek

Obrazek
Piatra Secuiului

Obrazek

Podejście jest przepiękne: otwarta przestrzeń, pojawiają się pierwsze skałki, cudne widoki na okolicę i pełno wszędzie różnych polnych kwiatów. Dla mnie jedno z lepszych podejść górskich, jakimi szedłem. Myślę że może się równać z fenomenalnym dla mnie żółtym szlakiem prowadzącym z Vyżnej Revucy na Sedlo Ploskiej na słowackiej Wielkiej Fatrze.

Obrazek
Piatra Secuiului

Obrazek
skalna grzęda, którą kiedyś schodził Sprocket73 i przeżył

Obrazek
po lewej południowy, skrajny wierzchołek Piatra Secuiului

Obrazek
nad przełęczą

Dzisiejszy kącik botaniczny cz. 2.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wychodzimy na płaskowyż. Cudnie jest. Wiosenna intensywna zieleń i mnóstwo kwiatów. Trascau to góry wapienne, miałem nadzieję na intensywną wiosenną wegetację i się nie zawiodłem. Spacer „po płaskim" aż pod szczyt Piatra Secuiului to sama przyjemność, a może nawet rozkosz. Ścieżka prowadzi dość bezpiecznie w pewnym oddaleniu skalnych urwisk opadających w stronę Rimetei, ale warto podejść nieco bliżej, bo widoki na tę miejscowość znad tych urwisk są spektakularne.

Obrazek

Obrazek

W tutejszych górach drogowskazy są mało precyzyjne, jeśli chodzi o czas dojścia. Spójrzcie na ten: w lewo Rimeta 1-1,5 godziny, w prawo Coltesti 1-2 godziny. Nieoceniona wartość poznawcza, hehe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
zbliżenie na Rimeteę

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaznaczony na mapie szczyt Piatra Secuiului jest trudny do zauważenia z uwagi na długi płaski odcinek tuż przed nim. W jego okolicy można znaleźć słup "graniczny" pomalowany z jednej strony w barwy węgierskie, z drugiej rumuńskie. Ma on charakter bardziej symboliczny, bo granicy tu nigdy nie było.

Obrazek

Kawałek dalej otwierają się widoki na kolejne wierzchołki pasma, dotychczas zasłonięte. Przed nami festiwal wiosennej zieloności i fantastycznie ukształtowanego terenu. Nie jest tu już tak płasko jak wcześniej, jest prawdziwie górzysto i prawdziwie pięknie.

Obrazek

Po lewej stronie wąska, stroma, wciśnięta pomiędzy skały najkrótsza ścieżka zejściowa do Rimetei oznaczona niebieskimi znakami, a przed nami dwa górskie szczyty: Coltii Trascaului oraz Gradina Romei. Na żaden z nich nie prowadzi znakowany szlak turystyczny, co oczywiście dla mnie nie jest problemem. Idziemy w stronę tej pierwszej, na pierwszym punkcie widokowym panie odpuszczają, na szczyt idę sam.

Obrazek

Obrazek
Coltii Trascaului i Gradina Romei


Obrazek
Ardascheia i niebieski szlak zejściowy do Rimetei

Obrazek
Gradina Romei

Obrazek

Obrazek
Coltii Trascaului

Na szczyt prowadzi zielona, ledwo widoczna i niewiele chodzona ścieżka, wiodąca wśród traw i kwiatów. Góry dla koneserów.

Obrazek

Obrazek
po lewej Piatra Secuiului

Coltii Trascaului, który od południa (od strony ścieżki) jest łagodny, na pozostałe trzy strony świata opada stromymi zboczami. Widok stąd jest bardzo szeroki.

Obrazek

Dzisiejszy kącik botaniczny cz. 3.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracam do towarzyszek i już w trójkę schodzimy na przełęcz Moldovenesti, a potem na dół czerwonym szlakiem okrążającym Coltii Trascaului.

Obrazek

Wydawać by się mogło, że dłuższe zejście będzie łagodne i na pewno jest łagodniejsze od niebieskiego szlaku, ale mimo jest mocno nachylone i nużące. Dodatkowo prowadzi lasem, jest to jedyny dziś nieatrakcyjny fragment wycieczki. Po tym dość mozolnym zejściu wychodzimy na łąki położone nad północną częścią Rimetei. Niewątpliwie znowu wskaźnik atrakcyjny wyrzuca prawie na koniec skali.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widok stąd na masyw Skały Szeklerskiej jest równie spektakularny niż ten najbardziej znany, czyli znad centrum wsi. Dobra pogoda, fotogeniczne chmury i popołudniowe światło słoneczne dopełniają całości. Fantastyczne zakończenie wycieczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trudno powiedzieć, co było lepsze - początek, środek czy koniec trasy. Dla mnie ona była jednym z silniejszych doznań górskich i plasuje się z pewnością w TOP 5 moich wycieczek, co jest z pewnością dużą sprawą, bo konkurencję ma sporą. W tym TOP 5 na pewno mieści się również wycieczka w rumuńskie Góry Ciucas. Jeśli w tym zestawieniu mieszczą się aż dwie wycieczki z relatywnie małej puli rumuńskich tras w porównaniu do polskich i słowackich, to wniosek może być tylko jeden.

c.d.n.
Awatar użytkownika
buba
Posty: 7010
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: buba » 2026-08-11, 21:59

Już się zastanawiałam czy na zdjęciu 6 od dołu się rzeczywiście się chmury ułożyły tak idealnie półkoliście. Ale że mają podobną krzywiznę jak droga... :lol

Pudelek pisze:Można też spróbować jeździć pociągiem, to dopiero jest przygoda :D


A są jakieś ciekawe połaczenia z Polski do Braszowa? Np. samymi osobówkami - tak jak jechałes w tym roku na Mazury? Wpisywałam w wyszukiwarkę, ale nie znalazłam niestety...
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6863
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: sprocket73 » 2026-08-11, 22:17

Cudownie!
Jest nawet intensywnie czerwone auto, to chyba nasz fordzik :)
Kolejne wspomnienia odżyły. Łaziliśmy po tamtych terenach wte i wewte.
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7329
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: Sebastian » 2026-08-11, 22:25

buba pisze:Już się zastanawiałam czy na zdjęciu 6 od dołu się rzeczywiście się chmury ułożyły tak idealnie półkoliście. Ale że mają podobną krzywiznę jak droga... :lol

To jest zdjęcie panoramiczne z zakrzywieniem czasoprzestrzeni

buba pisze:A są jakieś ciekawe połaczenia z Polski do Braszowa? Np. samymi osobówkami - tak jak jechałes w tym roku na Mazury? Wpisywałam w wyszukiwarkę, ale nie znalazłam niestety...

Są bardzo ciekawe bezpośrednie loty samolotem osobowym, chyba z Katowic i Warszawy.
Awatar użytkownika
buba
Posty: 7010
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: buba » 2026-08-11, 22:54

Sebastian pisze:[

buba pisze:A są jakieś ciekawe połaczenia z Polski do Braszowa? Np. samymi osobówkami - tak jak jechałes w tym roku na Mazury? Wpisywałam w wyszukiwarkę, ale nie znalazłam niestety...

Są bardzo ciekawe bezpośrednie loty samolotem osobowym, chyba z Katowic i Warszawy.


Ale to już pewnie bez tych przygód o których wspominał Pudel :lol W sumie samo dostanie się do Braszowa nie pociąga mnie jakoś bardzo szczególnie - w tym przypadku zaciekawiła mnie ta konkretna opcja.
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
Pudelek
Posty: 8988
Rejestracja: 2013-07-08, 15:01
Lokalizacja: Oberschlesien

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: Pudelek » 2026-08-12, 11:03

buba pisze:
Pudelek pisze:Można też spróbować jeździć pociągiem, to dopiero jest przygoda :D


A są jakieś ciekawe połaczenia z Polski do Braszowa? Np. samymi osobówkami - tak jak jechałes w tym roku na Mazury? Wpisywałam w wyszukiwarkę, ale nie znalazłam niestety...


czy ciekawe to nie wiem, ale osobówkami na pewno da się dojechać, po prostu wybierając w każdym z krajów pociągi osobowe. Aczkolwiek to pewnie zajęłoby kilka dni, bo na samej Słowacji to byłoby coś w stylu: 1) Skalite 2) Czadca 3) Żylina 4)Poprad 5) Kysak 6) Koszyce 7)Slovenske Nove Mesto i na węgięrską stronę...
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7329
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: Sebastian » 2026-08-18, 19:47

cz. 8 - Wąwóz Turda (Cheile Turzii)

Wąwóz położony na północno-wschodnim skraju rumuńskich Gór Trascau, długi na prawie 3 km i cechujący się skalnymi ścianami o wysokości sięgającej nawet 250 metrów.

Wąwóz położony jest w bliskiej odległości od dwóch rumuńskich miast: Turdy (od której wziął nazwę) oraz Kluż - Napoki, co w połączeniu ze słoneczną sobotą, a w taki dzień tu przyjeżdżamy, powoduje dość duży ruch turystyczny. Po prostu oprócz osób zwiedzających Rumunię, tak jak my, sporo tu lokalsów pragnących miło spędzić weekend.

Jeśli chodzi o zwiedzanie wąwozu, to jego dnem prowadzi oczywiście szlak turystyczny, odpowiednio zabezpieczony (stopnie, mostki), jak przystało na wąwozowe szlaki. Za to drogę powrotną można sobie urozmaicić, wracając jednym z dwóch szlaków wiodących górnymi krawędziami wąwozu. Obie ścieżki na mapie wyglądają ciekawie, wybór jest trudny. W końcu decydują aspekty fotograficzne - wracając północną ścieżką narażam się na konieczność robienia zdjęć pod światło, w tym kontekście ścieżka południowa jest dużo lepsza.

mapa: https://mapy.com/s/bovegojezo

Do wąwozu dojeżdżamy od strony miejscowości Cheia. Płaski krajobraz nie sugeruje początkowo obecności 250 metrowych ścian skalnych, dopiero po nabraniu znacznej wysokości na drodze pojawia się on - Wąwóz Turda.

Pierwszy przystanek mamy jeszcze przed samym wąwozem. Na skrzyżowaniu dróg znajduje się punkt widokowy na bramę wąwozu, wystarczy zaparkować samochód i wyjść kilka metrów do góry na skałkę. Nie powinno się przepuszczać takich okazji, więc nigdy nie przepuszczam.

Obrazek

Pod punktem można skorzystać w pierwszego dziś skupiska gastronomii, zaś z samego punktu można zjechać na dół tyrolką, która na dystansie 600 metrów pozwala zjechać 100 metrów niżej.

Obrazek

My zjeżdżamy na dół samochodem na duży parking znajdujący się u wylotu wąwozu. Parking jest płatny, ale nie jest drogo. Zabijcie mnie, ale nie pamiętam ceny. Początek wąwozu to krótka ścieżka pośród lasu. Mijamy zamkniętą budkę biletową. Dziwne, jest sobota i nie tak znowu wczesna pora, raczej „normalny" ranek. Tak czy siak, ileś tam lei zaoszczędzone.

Obrazek

Nad nami widać sporej wielkości wapienne turnie. Uprzedzając fakty powiem, że ich widok z góry jest dużo ciekawszy niż z dna wąwozu. Niemniej na razie cieszymy się przyjemnym spacerem.

Obrazek

Obrazek

Woda w rzece Hasdate przepływającej przez wąwóz jest w brunatnym kolorze i jest dość mętna - w niczym nie przypomina lazuru słoweńskich górskich potoków, niestety. Nie padało od co najmniej kilku dni, taki stan wody wynika z przyczyn geologicznych i osadów z gleby nanoszonych we wcześniejszych odcinkach rzeki, której źródło jest zlokalizowane w pobliżu miejscowości o tej samej nazwie co rzeka, w odległości ok. 25 km od wąwozu – nie jest to typowy "wąwozowy” górski strumień.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieniegdzie pojawiają się ubezpieczenia szlaku (kilka klamer, kilka poręczy, kilka mostków), ale szlak nie powinien trudności nawet mało
wprawnemu turyście, choć mostki nie są w idealnym stanie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wlot wąwozu po drugiej stronie kończy się sporą łąką. Jest tu też dziki, darmowy parking - to wiadomość dla oszczędnych.

Obrazek

Obrazek

Idziemy w górę. Ponieważ obchodzimy wąwóz od południowej strony, skręcamy w lewo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na początku mamy widoki na łączki, wraz z nimi możemy oglądać okoliczne miejscowości oraz znajdujące się na horyzoncie Góry Trasacu. Wznosząca się nad Rimeteą góra Ardascheia jest z tej strony mocno szpiczasta, wygląda zupełnie inaczej niż z Rimetei czy Skały Szeklerskiej. Przechodząc jednakże całą trasę po południowej stronie wąwozu możemy obserwować jego ściany i skały z różnych perspektyw. Tak jak pisałem wcześniej, wąwóz Turda wygląda dużo bardziej okazale z góry niż z dołu. Przypuszczam, że widoki z drugiej strony są równie spektakularne.

Obrazek
w dole wieś Petresi de Mijloc

Obrazek
północna strona wąwozu Turda

Obrazek
na czerwonym szlaku

Obrazek

Obrazek
Góry Trascau, w środku szpiczasta Ardascheia

Obrazek
krzyż po północnej stronie wąwozu

Obrazek
wlot wąwozu

Obrazek
Wąwóz Turda

Obrazek

Obrazek

Ostatnio etap przejścia górnej części wąwozu to taka galeryjka ustawiona prostopadle do jego przebiegu. Ściany wąwozu wyglądają stąd szczególnie imponująco.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na dół schodzimy ścieżką prowadzącą do żółtego szlaku i tym żółtym szlakiem wracamy na parking.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
punkt widokowy z tyrolką widziany z dołu

Idziemy do restauracji Terasa oferującej tradycyjną rumuńską kuchnię, czyli m.in. zamówione przeze mnie mici z frytkami oraz sałatką z pomidorów i ogórków.

Wąwóz Turda to ciekawe miejsce do zwiedzania i niech was nie zrażają „brudne" wody płynącej przez niego rzeki. Niemniej żeby w pełni poczuć wielkość i rozmach tego wąwozu, o wymiarach niespotykanych w Polsce, trzeba koniecznie połączyć przejście jego dnem z wycieczką po jednej z jego dwóch krawędzi - osobiście proponuję południową. Bez tego zwiedzanie będzie według mnie niepełne.

c.d.n.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1585
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: _laynn » 2026-08-18, 20:03

Fajny ten wąwóz, choć wyjście od tyłu ciekawsze, ładniejsze niż z przodu. Choć z daleka wygląda imponująco również z przodu.

Aleś jakąś panią ustrzelił. Celowałeś? :D
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7329
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: Sebastian » 2026-08-28, 21:07

cz. 9 - Sub Piatra i Dumesti, czyli rumuńska zwyczajna niezwyczajność

Obrazek

To wycieczka bez wyraźnego celu górskiego, nawet nie będziemy zdobywać żadnego konkretnego szczytu, niemniej zapowiada się jako ekscytujące przemierzanie rumuńskich odludzi. Będą szlaki, po których nikt nie chodzi, będą pozaszlaki, będzie nawet odcinek bezścieżkowy, będzie fajnie i będzie co wspominać na starość.

Wycieczka jest w duchu wiejskim, pasterskim, monastyrowym, skałkowym i łąkowym na dodatek. Po prostu piękno Rumunii w pigułce.
Z uwagi na fragment bezścieżkowy mapa jest w dwóch częściach, z których pierwsza jest jednak ważniejsza.

1. https://mapy.com/s/hevovopoke
2. https://mapy.com/s/halumejago

Jedziemy tam z miejscowości Poiana Aiudului, gdzie śpimy. Dojazd na miejsce zajmuje ok. 50 minut, a po przejechaniu przez Rimeteę droga prowadzi nas przeważnie zalesioną i pustą doliną rzeki Aries. Parkujemy samochód przed miejscwością Salciua de Jos w miejscu oznaczonym na mapie jako przystanek kolejowy Haita Salcuia, przy drodze jest tam duża i pusta zatoczka parkingowa.


Obrazek

Przechodzimy przez chybotliwy most wiszący na rzece Aries i zagłębiamy się w przyrodę. Wokół nas łąki, poła, zabudowania gospodarcze. Pasą się krowy, konie leżą swobodnie przy ścieżce. Leżący w cieniu ciemny źrebak na szczęście okazał się zdrowy, o czym mogliśmy się przekonać w drodze powrotnej, gdy raźno hasał sobie w tym miejscu. Przed nami widok na urwiska masywu Bedeleu, który po tej stronie opada stromymi ścianami skalnymi o wysokościach dochodzących do 250 metrów, podczas gry po drugiej stronie łagodne łąki prowadzą wprost do wsi położonych na południe od Rimetei.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na pierwszym planie dom, którego wieżyczka zdradza siedmiogrodzkie inklinacje, a za nim masyw Bedeleu.

Obrazek

Wiejskie klimaty, jakich w Polsce coraz mniej.

Obrazek

Padalec - miejscowa fauna, nie tylko konie, krowy i owce.

Obrazek

Po przejściu mostka na niewielkim potoku ścieżki rozwidlają się - czerwony szlak prowadzi nieco okrężną drogą pod wodospady Cascada Sipote, a żółty prowadzi prosto do góry. Przegapiamy w pierwszej chwili ten żółty szlak i trochę błądzimy po łące usiłując znaleźć właściwą ścieżkę. Szukając drogi wychodzę na ładną widokową polanę - nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, tymczasem moje towarzyszki schodzą niżej. Tam spotykają grupę rumuńskich turystów, jak wynika z rozmowy prowadzonej po angielsku - obeznanych z tutejszymi górami. Ja dołączam po chwili.

Na nasze stwierdzenie że chcemy iść żółtym szlakiem odpowiadają, że nie polecają, bo jest z nim problem. Pytam, czy może chodzi o jakieś wiatrołomy albo zrywkę drewna, odpowiadają że nie. Chodzi o oto, że szlak jest kiepsko oznaczony, ale ścieżka jest. To fakt, przekonaliśmy się o tym przed chwilę.

Niemniej jest to fakt, a nie problem, przynajmniej dla mnie, choć nie wyklucza poszukiwań właściwej drogi, o czym się już przekonaliśmy. Używając swego autorytetu oraz nawigacji w komórce pewnie prowadzę naszą małą grupę na tę polanę, na której byłem już wcześniej. Można w spokoju zrobić zdjęcia, bo warto.

Obrazek

Obrazek

Na końcu polany idąc na azymut odnajdujemy początek sporej, szerokiej ścieżki prowadzącej do góry. Jest dobrze. Po przejściu dość stromego, ale krótkiego odcinka leśnego wychodzimy na otwartą przestrzeń. Wokół nas widok na okoliczne góry, a tuż przy szlaku dwie mocno już podniszczone chatki pasterskie, jedna z dachem ze słomy, a druga, z mocno już zapadniętą dachówką. Z pewnością dawno już z nich nikt nie korzystał. Wnętrze również niespecjalnie nadaje się do biwakowania.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Idziemy dalej, póki co właściwą drogą. Jest trochę lasu, trochę otwartej przestrzeni, trochę ścieżek, którymi wystarczy wyjść parę metrów w górę by poszerzyć sobie horyzonty, tyle że trzeba te ścieżki wcześniej zauważyć i docenić.

Obrazek
skalne ściany masywu Bedeleu

Obrazek

Obrazek
w dole wieś Salciua de Jos

Dochodzimy do pierwszej kulminacji wysokości na zakręcie żółtego szlaku. Teraz mamy zejść czerwonym szlakiem w dół do monastyru Sub Piatra.

Obrazek
w dole monastyr Sub Piatra

Obrazek

Obrazek
po lewej szczyt bezleśny Citera Lespedarului

Trochę błądzimy i gubimy szlak po raz drugi i ostatni, choć niewiele - wszystko w ramach tolerancji typowej dla takich wędrówek, nie ma żadnego problemu.

Obrazek

Zejście w dół tonie w kwiatach i zieleni. W dodatku póki co nie widać wiele zabudowań, czuje się lekkie „oderwanie" od reszty świata. Ścieżka jest nikła, czasem w ogóle znika, czasem jedynym jej śladem jest tylko niższa trawa. Widać, że szlak jest bardzo mało uczęszczany. Takie miejsca lubię wyszukiwać na mapach, dla takich miejsc chodzę w góry, takie miejsca dają mi najwięcej satysfakcji z wędrówki. Nie Rysy i Orla Perć.

Dzisiejszy kącik botaniczny cz. 1.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak tu wygląda ścieżka.

Obrazek

Czasem zupełnie znika, w zasadzie jej jedynym śladem jest tylko niższa trawa.

Obrazek

Ale to jeszcze nic. Wiem od Sprocketa73, że szlaki zejściowe tutaj z płaskowyżu Bedeleu są jeszcze bardziej pozarastane i nieprzetarte, że tu w porównaniu z nimi to jest sielanka. Zobaczcie jak wygląda żółty szlak, który sprowadza w te rejony z masywu Bedeleu. Zdjęcie od niego:

Obrazek

Przed monastyrem nieco zabudowań: kilka domów i domków, jakieś szałasy. Jest nawet prowizoryczny z wyglądu domek letniskowy, nawet z ogrodzonym ogródkiem. Klimat górskiego przysiółka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do monastyru można dojechać samochodem wprost ze wsi Salciua de Jos, co pewnie praktykują tutejsi wierni. Prowadzi tam droga doliną po lewej stronie. Na horyzoncie widać skały Scarita Belioara - kolejnego ciekawego miejsca w górach Trascau.

Obrazek

Cerkiew w tym monastyrze wygląda współcześnie i raczej została wzniesiona w XX wieku. Jej pomalowana na biało bryła jest dość standardowa, ale skrywa ona niezwykle piękne wnętrze, pełne wysmakowanych malowideł i fresków utrzymanych w klasycznym prawosławnym stylu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obok stoi mała drewniana świątynia pod wezwaniem św. Paraskiewy wzniesiona w końcu XVIII wieku w miejscu dawnej pustelni. Jest zbudowana z drewna jodłowego, dach kryty gontem zwieńcza prostokątna dzwonnica, a całość dokładnie nawiązuje do kształtu typowych transylwańskich drewnianych kościołów.

Obrazek

Obrazek

Teraz kolejne leśne podejście. Po lewej stronie widać dużą jaskinię Huda Lui Papara. Prowadzi do niej odnoga szlaku, a przez samą jaskinię przepływa potok, więc jej zwiedzanie wymaga przygotowania, znalazłem też informacje, że jest ona w ogóle niedostępna. Odpuszczamy, ale przechodzimy przez mostek na owym potoku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wychodzimy na skrzyżowanie dróg pod szczytem Piatra Bedelaului. Prowadzi tu szutrowa na tym odcinku droga z Bradesti do Salciua de Jos, która nawet w tym miejscu jest przejezdna dla typowego samochodu osobowego. Przejeżdża tu co jakiś czas jakaś osobówka, ale naprawdę bardzo rzadko. Można obejrzeć za to monastyr z góry.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga prowadzi do Dumesti. O tym miejscu za chwilę, na razie znowu schodzimy łąkowymi ścieżkami do punktu widokowego nad wodospadem Vanatarile Ponorului.

Obrazek

Wody tego wodospadu spływają z kilkudziesięciometrowej wysokości do leja krasowego i znikają w podziemiach wpływając bezpośrednio do systemu jaskiniowego Huda lui Papara (tego, którego ujście widzieliśmy wcześniej). Można go oglądać z drewnianej platformy widokowej umieszczonej mniej więcej na wysokości połowy wodospadu.

Obrazek

Obrazek

Wracamy do drogi. Przed nami Dumesti, kolejne miejsce niezwykłe na naszej dzisiejszej wycieczce.

Obrazek

Dumesti to niewielka wieś położona na górskich zboczach nad miejscowością Salciua de Jos, na obrzeżach której zaczynaliśmy naszą wycieczkę. Wieś tworzą rozrzucone w terenie domy, w których wg danych z 2011 roku zamieszkiwało 58 osób. Ile mieszka teraz, to chyba tylko Bóg raczy wiedzieć.

Ale nie te wiejskie domy stanowią o niezwykłości miejsca, lecz rozrzucone na wzgórzach nad wsią liczne dawne chatki pasterskie, obecnie już niezamieszkałe i będące jedynie składnikiem krajobrazu. Podobną chatkę widzieliśmy już na samym początku wycieczki, tu jest ich więcej, a w połączeniu z pięknym górskim otoczeniem tworzą miejsce niezwykłe i fotogeniczne. Można tu wyjechać samochodem, ale nie ma tłumów turystów, raptem kilka aut. Miejsce jest znakomite na wschody słońca i mgliste poranki, o czym można się przekonać wpisując w wyszukiwarkę internetową nazwę „Dumesti".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krajobraz jest bardzo zróżnicowany, choć ogólnie tonie w zieleni. Mamy zarówno urwiska skalne, jak i łagodne pagórki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niestety w jednym miejscu widok psuje powstały tu obiekt, prawdopodobnie apartamenty do wynajęcia. Choć jest nawet sensownie wkomponowany w otoczenie, to ilość zużytej kostki brukowej kłóci się dla mnie z tym miejscem i przywodzi na myśl najgorsze doświadczenia z gęstniejącą zabudową polskich gór. Niemniej dobrze, że to tylko jeden taki budynek i może tak zostanie.

Obrazek

Spod tych chatek schodzimy bezszlakowo do Salciua de Jos. Ścieżka jest wiejsko-przysiółkowa, prowadzi wzdłuż łąk, dzikich sadów owocowych, domków w różnym stanie, kwiatów i bujnych zarośli. W pewnym momencie droga się kończy i aby dotrzeć do kolejnej, która sprowadzi nas na dół, musimy nieco pokluczyć bezścieżkowo. Po wykonaniu paru zygzaków natrafiamy na początek nowej drogi, którą schodzimy pod widziane rano zabudowania zamykając pętlę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzisiejszy kącik botaniczny cz.2.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy już pomiędzy wiejskie zabudowania.

Obrazek

Obrazek

Na koniec czeka nas mała niespodzianka. Gdy dochodzimy do mostku na rzece Aries tuż przed parkingiem, to widzimy, że stoi na nim duży czarny pies, jakiś mieszaniec wilczuropodobny i patrzy się nas. Idę pierwszy i macham groźnie kijkiem trekkingowym w stronę psa. To wystarcza, by zszedł z mostku, ale stoi przy ulicy i patrzy się na nas, jak pakujemy się do auta. Po chwili znika w zaroślach. Na mój gust to był dziki pies, który czekał, aż rzucimy mu coś do jedzenia.

Niezwykła była to wycieczka po rumuńskich górach, choć nie zdobyliśmy żadnego szczytu. Zdobyliśmy niemniej całe mnóstwo niezapomnianych wrażeń. Choć trasa nie na mapie nie wygląda tak spektakularnie jak odwiedzona dwa dni temu Skała Szeklerska (Piatra Secuiului), to jej przebieg jest dla mnie niezwykle interesujący, a fakt chodzenia po słabo uczęszczanych ścieżkach i pewna doza eksploracji jak zawsze u mnie dodała wycieczce tylko atrakcyjności. Oby więcej takich wycieczek.

c.d.n.
Awatar użytkownika
sprocket73
Posty: 6863
Rejestracja: 2013-07-14, 08:56
Kontakt:

Re: Drugie rumuńskie wakacje

Postautor: sprocket73 » 2026-08-28, 22:38

Poznaję te strony! :) Kawałek szliśmy identycznie, w okolicach klasztoru.
Też nas napadły lokalne psy, ale miłe były.
Jednak fakt, że nie podeszliście 500 metrów do wodospadu, uważam za skandal! Wstyd.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości