Na tropie podziemnych rzek (2026)

Relacje z Sudetów polskich i czeskich.
Awatar użytkownika
buba
Posty: 6985
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Na tropie podziemnych rzek (2026)

Postautor: buba » 2026-07-07, 23:46

W piątkowy wieczór zatrzymujemy się na nocleg przy linii kolejowej, gdzieś pomiędzy Nową Rudą a Jugowem. Blisko stąd do zamieszkałych zabudowań, ale miejsce jednocześnie sprawia wrażenie takiego na uboczu - zatoczka przydrożna wykładana trylinką, po obu stronach drogi opuszczone budynki sporych rozmiarów, a wszystko gęsto otulone zielenią.

Obrazek

Więcej o tym miejscu i naszym noclegu tutaj:
https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... -ruda.html


Kolejnego dnia mamy już blisko. Podjeżdżamy kawałek i parkujemy pod gigantycznym wiaduktem kolejowym w Ludwikowicach.

Obrazek

Tu umówiliśmy się z resztą ekipy. Czekając na nich zaglądam sobie w krzaki, gdzie odkrywam ładnie prezentujące się zbocze, najprawdopodobniej o jakiejś hałdowej przeszłości.

Obrazek

Co nas sprowadza akurat tu? Ano potok. Potok, który czasem płynie sobie normalnie po powierzchni, a momentami myk! i znika, nurkując nagle pod ziemię. I nas, jak można się domyślać, interesuje głównie owa jego druga forma :) Znajomi już tu byli kilka lat temu - tzn. w pierwszym tunelu. Drugi dla nas wszystkich wciąż pozostaje nieznaną, niewyjaśnioną zagadką i dziś razem będziemy odkrywać jego mroczne czeluście.

Tunele dla tutejszego potoku powstały około sto lat temu, głównie jako kanały odwadniające kopalni Wacław. Jak wyczytałam na forum straznicyczasu - owymi kanałami płynęły zarówno wody potoku Moelkebach, jak i ścieki produkowane przez wioski czy funkcjonujące tu w rejonie zakłady przemysłowe.

Jak przystało na potok czy kanał - wewnątrz tunelu jest mokro. Ponoć na tyle mokro, że zwykłe gumiaki mogą nie wystarczyć - trzeba się więc zagumować nieco wyżej. Zakupujemy więc wodery i jest kupa uciechy już przy mierzeniu w domu, bo nigdy wcześniej nikt z naszej trójki nie miał okazji w takowych chodzić. Fajnie tak - zupełnie coś nowego! Są też pewne niedogodności, bo jedynie toperzowe wodery są w sam raz. Moje okazują się ciut za małe (buty), a kabaczkowi musieliśmy kupić o 3 numery za duże, no bo chyba nie przewidują, aby wędkarz mógł mieć stopę poniżej rozmiaru 39. Istnieją oczywiście wodery dziecięce, ale w cenie pięciokrotnie wyższej. No więc kabak będzie trochę człapać (pomimo dodatkowych wkładek i potrójnej skarpety), a ja muszę nieco podwijać palce. No ale radość z nietypowej wycieczki przeważa nad wszelakie drobne niedociągnięcia sprzętowe.

Obrazek

Pierwszy odcinek podziemnego potoku ma barwę mocno pomarańczową i przyjemnie pachnie zmineralizowaną wodą. W takie miejsce to aż przyjemnie wskoczyć - zwłaszcza w naszych nowych gumowych wdziankach :)

Obrazek

Obrazek

Początkowo widać jeszcze ceglaste stropy...

Obrazek

...które potem stopniowo znikają pod grubym kożuchem nacieków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nacieki ścienno-sufitowe są tu mega malownicze! Kolor i faktura ścian zachęca, by robić im tysiąc zdjęć na minutę!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A do tego wciąż towarzyszy nam szum płynącej wody, pluskanie spadających kropel, mlaskanie naszych kroków.... i to wszystko potęgowane przez echo! Fajnie tu jest! :)

Z sufitu zwisają igiełki.

Obrazek

Obrazek

A ze ścian to dosłownie jakby spływały farbki! Jakby się komuś wylały! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem trzeba pokonać jakiś wyższy stopień.

Obrazek

Albo jest nieco więcej wody.

Obrazek

Tu głównym bohaterem zdjęcia miała być pajęczyna - ta w lewym górnym rogu. Widać?? ;)

Obrazek

Na końcu tunelu mamy basen i wodospad! :) Wysoka studnia idzie w górę i stamtąd wali woda z szumem i pluskiem. Basenik jest taki gdzieś po tyłek. Ochoczo więc do niego wskakujemy! Lipiec w końcu mamy - kiedy zażywać kąpieli jak nie w piękne, letnie dni? ;)

A toperz to się ze mnie śmiał, że ja to mam taką zdolność wabienia deszczu na swoich wycieczkach - że mi to pada nawet pod dachem ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przebywanie w wodzie prawie po pas w woderach - to bardzo ciekawe doświadczenie. Zupełnie inaczej się odczuwa otaczającą cię wodę niż będać nago, w zwykłym ubraniu czy nawet w piance. Jakoś dużo bardziej czuć napór wody, jej siłę, masę i moc. Jest jakby cięższa, gęstsza i tak dziwnie oblepia ze wszystkich stron. Jakby wleźć w smołę albo jakieś zasysające bagna nagle otworzyły swoje wrota. Może to głupio zabrzmi, ale w pierwszej chwili pojawia się jakiś irracjonalny lęk, że to naprawdę wciąga i że nie uda mi się potem stąd wydostać, bo żadna siła nie wyrwie mnie z objęć tego bajora.

Obrazek

Na owej studni kończy się korytarz. Tzn. można by się wspiąć po klamrach kilkanaście metrów do góry i tam (chyba) wyjść lukiem na powierzchnię. Klamry są oślizgłe, na łeb się leje, szlag wie, która się zaraz urwie... Nikt więc z ekipy nie ma ochoty się wspinać na górę, no chyba, że tylko kawałeczek... Dla odczucia klimatu ;)

Obrazek

Wyłazimy na jasny świat. Tu nasza ekipa prawie w komplecie (prawie, bo dwie osoby uciekły z kadru)

Obrazek

Wędrujemy szosą...

Obrazek

Łąkami...

Obrazek

Nieczynnym torowiskiem...

Obrazek

...wyjadając poziomki :) Te nawożone przez lata kreozotem są zawsze bezkonkurencyjne w smaku! :P

Obrazek

Obrazek

Czasem przed dzielną ekipą otwierają się nieprzebrane gąszcze, których chyba nie sforsuje żaden śmiałek.

Obrazek
(zdjęcie zrobione przez Falę)

Mijamy też smutne miejsce. Pomnik upamiętniajacy ogromną katastrofę górniczą w tutejszej kopalni. Tablice wykonano z typowego dla Nowej Rudy koloru kamienia.

Obrazek

Obrazek

W roku 1930 w kopalni Wacław miała miejsce jedna z największych katastrof górniczych w Europie. Zginęło 151 górników. Owa katastrofa przyczyniła się do rychłego zamknięcia miejscowej kopalni, gdyż uznano ją za zbyt niebezpieczną i obawiano się powtórki, a przynajmniej nie miano pomysłu jak jej skutecznie zapobiec. W czasie wojny na terenie dawnej kopalni funkcjonowała fabryka amunicji. Po 1945 roku podejmowano próby wznowienia wydobycia, ale jednak uznano, że jest ono nieopłacalne. Obecnie po kopalni pozostały tylko ruiny budynków, których może kiedyś poszukamy, ale raczej w bardziej bezlistną porę roku.

A wokół łagodne wzgórza, łąki i inne elementy typowe dla sudeckich krajobrazów :)

Obrazek

Obrazek

W końcu udaje się znaleźć wlot w kolejne podziemne krainy. Acz prosto nie było ;) Jak to mówią - "najciemniej pod latarnią" albo "nie szukaj szczęścia daleko, ono jest blisko". Kto był ten wie :)

Obrazek

Ten drugi korytarz jest... hmmm... eufemistycznie mówiąc "nieco mniej sympatyczny niż poprzedni". Po pierwsze kolor. Przyjemniej mieszać nogami pomarańczową breję niż czarno-szaro-brązową. Po drugie zapach... Tu słowo "kanał" wydaje się być bardziej odpowiednie niż "potok", a ciecz, w której brodzimy ma zapewne dużo bardziej antropogeniczne pochodzenie niż podziemna woda, filtrująca się przez skały, gleby i osady minerałow. Mamy też podejrzenia, że w otaczających nas wioskach ludność jest zaradna, sprytna i niechętnie wyrzuca pieniądze na niepotrzebne głupstwa np. odprowadzanie ścieków do szamba. Przewinął się też wątek szyszek, zapewne świerkowych, które dość masowo pływały w owej wodzie. Nie było w ekipie pełnej zgody i pewności czy aby napewno są to szyszki (no bo skąd szyszki w terenie lasów raczej liściastych??) No ale nie przeprowadzaliśmy szczególnie dokładnej, organoleptycznej analizy zjawiska, więc pozostawmy ten wątek otwarty i z nutką niepewności ;)

Z mniejszym więc nieco zapałem niż w poprzednie, pomarańczowe tonie, zagłębiamy się w tunel, który nazwaliśmy cuchnącym. Acz wizualnie, trzeba przyznać, jest on ładny i bardzo ciekawy :)

Ceglany skubaniec.

Obrazek

Obrazek

Stropy o zmiennym przekroju - czasem robi się kwadratowo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieraz trzeba pokonać schodek...

Obrazek

Obrazek

...albo można zapuścić żurawia w wylot na jasny świat.

Obrazek

Wyrzut z rury zdaje się być całkiem czystą wodą.

Obrazek

Ale szlag wie co czasem wylatuje z tych innych?

Obrazek

Nieraz mamy dylemat - czy iść w cieczy, mieszając nogami breję nieznanego pochodzenia, czy może po murku? Po murku niby wygodniej, bo nogi się nie zapadają w szlamie i nie trzeba używać siły dla ich wyciągania. Acz na na murku można się poślizgnąć i złapać przysłowiowego zająca częściami ciała niekoniecznie obleczonymi w gumę... A na to parcia jakoś nie ma nikt... Przynajmniej w tym konkretnym tunelu ;)

Obrazek

Czasem zwisają z sufitu igiełki naciekowe.

Obrazek

Obrazek

A nieraz korzenie drzew.

Obrazek

Obrazek

Czasem ściana wypluje coś w barwie pomarańczu.

Obrazek

Obrazek

Jak się dobrze zna miejsca to i grzybobranie można zapodać! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miłośnicy okazów fauny wszelakiej też nie powinni być rozczarowani - tunel obfituje w pająki! Takie z kokonami. Nie znam się, ale wyglądają na dwa różne gatunki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatecznie docieramy do miejsca zatoru, który decydują sie pokonać jedynie Marek i Piotrek.

Obrazek

Ale oni również nie idą dalej. Za ową "tamą" warstwa podwodnego szlamu jest głębsza i już ponoć nawet im jest ciężko wyciągać nogi dla kolejnego kroku. Wracamy więc. Według niektórych doniesień, znalezionych w odmętach internetu, długość tunelu (nie wiem czy tego czy łączna wszystkich na tym potoku) ma wynosić 3 km. Ile z tego przeszliśmy? Nie wiem. Ten tunel (tzn. ów cuchnący) kończy się przy ruinach elektrowni. Ze znalezionego na youtube filmiku wygląda, że wychodzi się w chaszczu przez niewielką studzienkę, z widokiem na owe ruiny.

Do Ludwikowic (czy raczej Miłkowa?) jeszcze wrócimy kolejnego dnia, by poszukać wspomnianych wcześniej ruin elektrowni. A póki co ruszamy w stronę Nowej Rudy, bo uprzedzajać nieco fakty - tam też powędrujemy korytem częściowo podziemnego potoku. Ale o tym - w kolejnej relacji.


A tymczasem - pozdrawiamy z krainy mroku! Tacy byliśmy w lipcu 2026 :)

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości