Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Relacje z Sudetów polskich i czeskich.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1475
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Postautor: _laynn » 2026-06-22, 22:23

"I daj nam Panie odkryć nowy szlak,
śpiewać połoninom wśród rzek i polnych traw,
Kiedy z cichą jutrzenką wyruszymy w drogę,
rozpal w sercach wędrowców żywy, jasny ogień,
a Ty, co z nieba spoglądasz, stopy nasze prowadź,
kroki miej w opiece, od złego nas zachowaj..."

Gdy od kilku dni znów rano leci z yt nagranie - to znak, że głód gór u mnie jest coraz mocniejszy!
Obrazek

Wiosna się kończy a mnie jeszcze się nie udało zabiwakować w górach. Ani w kwietniu... Ani w maju, więc w czerwcu czuję górski głód. Wobec tego gdy zbliża się dłuższy weekend po prostu się pakuję i...ruszam.
W obecnym roku (2026) liczę, że uda mi się dokończyć mój projekt (odwiedzenia każdego z górskich pasm), ale przeglądając wiosną swój wpis dotyczący tejże sprawy, stwierdziłem, że poza dwoma 'pasmami', w które muszę jeszcze pojechać, są też dwa, które kolokwialnie mówiąc tylko ledwo liznąłem. W wiosennym planowaniu pierwszego biwaku stwierdzam, że pojadę właśnie w jedno z nich, a przesunięty wyjazd decyduję, że będą to Góry Orlickie.
Najwyższe pasmo Sudetów Środkowych pierwszy i jedyny raz odwiedziłem podczas rodzinnego urlopu w 2019 roku (część sudecka - https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.c ... udety.html ). Odwiedziliśmy wtedy Góry Stołowe, Bystrzyckie oraz właśnie Orlickie. W nich to nawet spaliśmy - w Zieleńcu, skąd ruszaliśmy na wycieczki. Same góry to był krótki spacer od kolejki w stronę szczytu Šerlich, oraz do Masarykovej Chaty. Niby tylko może to z kilometr spaceru, ale jednak po grzbiecie pochodziliśmy.
Zarówno Zieleniec jak i ten grzbiet nas jakoś nie ujął, więc myślałem, że nigdy tu nie wrócę, ale z czasem stwierdziłem, że to trochę mało aby móc ująć - byłem w Górach Orlickich. Więc zacząłem próbować stworzyć sobie plan na te tereny.
Góry Orlickie to najwyższe pasmo Sudetów Środkowych (wchodzę w nie - Góry Wałbrzyskie, Kamienne, Stołowe, Bystrzyckie, Bardzkie), ale zarazem najmniejsze z nich wszystkich. Najmniejsze pod względem powierzchni na terenie naszego kraju. Zaraz wraz z Górami Opawskimi to (chyba) najmniejsze obszarowo pasma górskie Polski (Góry Orlickie to ok 36 km2, Góry Opawskie 34,2 km2). Pasmo leżące na zachód od Gór Bystrzyckich, od północy graniczące z Górami Stołowymi. Ich dużo większa część leży w Czechach.
W piątek rano załatwiam jeszcze parę spraw i w końcu ok 13 ruszam w drogę. Jest spory upał, ale liczę, że spełnią się prognozy z poprzednich dni - mówiące o ok 25 stopniach, bez opadów, z burzami późno w niedzielę, kiedy ja już zamierzam być w domu. Choć jest to chyba optymizm oparty na radości z wyjazdu...
Tradycyjnie zatrzymuję się w miejscu, w którym zawsze stajemy, zza Nysą. I idę zrobić zdjęcie (dolne lewe):
Obrazek

Potem ruszam i po jakiejś niecałej godzinie dojeżdżam do Duszników-Zdrój. Zostawiam auto na parkingu i ruszam...na Rynek. Ładnie tu. Kolorowe kamienice, błękitne niebo i piękne białe chmury - istna sielanka.
Obrazek

Miasto trochę zwiedzaliśmy podczas wspominanego urlopu, byliśmy min w Muzeum Papiernictwa i pochodziliśmy po uliczkach. Podoba mi się ten klimat sudeckich miast, ale dziś nie zamierzam zwiedzać.
Chcę zacząć od piwa na początek trzydniowej wędrówki - a że jest prawie 30 stopni więc stwierdzam, że tym bardziej warto się schłodzić zimnym napojem.
Obrazek

Wędrówkę czas zacząć!
Obrazek
Ruszam ok 17tej. Późno ale na dziś mam tylko ok 10 kilometrów do celu, ok 4 godzin. Początkowo zmierzam GSS, którym nad miasto wychodzę obok cmentarza. Uff ale ciepło, więc wejście w las to spora ulga. W nim jest dość mroczno. Za mną cichną odgłosy z szosy, a rozpoczyna się wrzask. Wokół w lesie aż wrze od ptactwa.
Idzie się bardzo dobrze. Po chwili wychodzę na łąki. Pastwiska, w oddali widzę konie, oraz mój cel:
Obrazek

To tam będę za jakiś czas:
Obrazek

Im dłużej tu idę, tym uważam, że jest tu przepięknie. A gdy po chwili się odwracam, to jakbym dostał po twarzy - aż mnie wryło w miejscu!
Przepięknie!
Obrazek

Pogoda dopisała, ciepło też, czego chcieć więcej?
Mijam kilka domostw i docieram do coraz głośnejszej szosy Duszniki-Zdrój-Kudowa-Zdrój.
Przekraczam ją i wtaczam się w las, czas rozpocząć podejście. Jest tu dziko, ścieżka nie jest za bardzo zdeptana. Co kilka kroków płoszę ptaki - widać, że mało kto tu chodzi. Aż w myślach nazywam te Góry- Górami Ptasimi. No dobra nazwa średnia...niech będą Orlickie - czyżby nazwa od Orła? No nie, ale pomarzyć można? ;) (nazwa pochodzi od rzeki - Orlicy).
Docieram na grzbiet. Pierwsze widoki są ale między drzewami!
Hmm jakieś płaskie te góry w oddali...takie płaskie jak stół?
Obrazek

Zostawiam rozważania czy ta płaszczyzna zwie się od stołu i ruszam dalej. Bo właśnie się pokapowałem, że zapomniałem dokupić baterię do czołówki, więc warto dotrzeć do celu za dnia, aby jeszcze uzbierać z lasu drewno na ognisko, a chodzić z latarką w telefonie to wolę pozostawić na ostateczność.
Idę. Cisza wokół. Płoszę ptaka. Cisza. Płoszę stado gołębi...i tak cały czas. No czasem słyszę motory, pomykające drogą na Zieleniec. Ale pięknie tu jest!
Obrazek

Schodzę obok strzelnicy (Nie wchodzić - grozi śmiercią), a to oznacza, że zbliżam się do szosy. Tu następuje najgorsza chwila dnia - marsz po asfalcie. Ryk motocykli. Co jakiś czas auto.
Mijam odbicie ku Czeskiemu schronisku (Horská bouda Čihalka), niby to 400m ale nie mam czasu. Dziś patrząc na zdjęcia trochę żałuje - ale! Będzie powód do powrotu!
Obrazek

Docieram w końcu w pobliże parkingu, oznaczonego na mapie jako miejsce widokowe - choć widoki pierwsze są nieco wcześniej. Na Duszniki-Zdrój:
Obrazek

oraz na Góry Stołowe - a jednak to one ;) . Widok na Skalniak oraz Mały i Wielki Szczeliniec:
Obrazek

Obrazek

Panorama od Gór Sowich aż po Bardzkie:
Obrazek

Stado krów:
Obrazek

Na parkingu zrzucam na chwilę plecak, piję wodę i zjadam bułki śniadaniowe. Wprawdzie bliżej jest kolacji, ale chyba nic się nie stanie? ;)
Podziwiam również widok Szczelińca Wielkiego (choć musiałem w obróbce nieco zdjąć zamglenia, bo na żywo skał nie było widać):
Obrazek

Obrazek

Czas ruszać, aby dotrzeć przed zmrokiem. Wrzucając plecak czuję jaki on ciężki. Czyżby mi ktoś coś dorzucił jak tu siedziałem??? ;) aż pan parkujący obok się pytał czy mi nie pomóc :lol .
No ale ruszam i po chwili...czyż tu nie jest pięknie?
Obrazek

No dobra, ale podziwiając to ja za daleko nie zajdę. Ruszam. Teraz trochę pod górę, lasem i w końcu
Obrazek
opędzając się przed muchami widzę nad drzewami mój cel:
Obrazek

Dotarłem na Orlicę. 1084 m npm. Plus wieża 25m.
W teorii najwyższy Polski szczyt Gór Orlickich. Tiaaa, wieża to może i stoi po polskiej stronie, ale sam szczyt leży 40m w linii prostej po stronie czeskiej - pójdę tam jutro.
Rozglądam się. Pod wieżą są ławki, po obu stronach schodów, oraz pomieszczenie. Zaglądam do niego, słysząc głosy a tam czeska para się rozkłada. I szybko się wycofuje. Pani w samej bieliźnie...no to rozglądam się i wybieram ławkę obok muru. Poniżej widzę dogasające się ognisko, więc zrzucam (z ulgą) plecak i z samym aparatem wdrapuję się kolejne 25m - na więżę:
Obrazek

Raz, że jest przed zachodem słońca, a dwa...dla tego widoku:
Obrazek
Panorama Gór Orlickich biegnących grzbietem na wprost ku Wielkiej Desztnej, najwyższego szczytu pasma, z lewej lasy Gór Bystrzycki, a za nimi Masyw Śnieżnika. Podobne zdjęcie, ujrzane kiedyś powoli drążyło i z czasem to właśnie ten widok spowodował, że postanowiłem tu wrócić (a później tylko szukałem powodu).
To jest to co kocham w górach!

Zachodu nie będzie - Karkonosze z prawej chowają się w ciemności i mimo, że słońce jest dość wysoko, to raczej nie zanosi się na rozpogodzenie:
Obrazek

Schodzę. Dorzucam do żaru i szukam patyka na kiełbasę. Pyszna była. Popijam piwo siedząc. W między czasie przewija się trochę turystów. Po chwili większość znika. Pozostaje ta para Czechów, którzy spać będą jednak w namiocie (to się okażę późnym wieczorem), oraz kolejna rodzina czeska, ojciec z trzema chyba córkami. Postanawiam wleźć raz jeszcze na wieżę - a może jednak rozpogodziło się?
No nie.
Stołowe wraz Kamiennymi i Wałbrzyskimi w ponurym mroku, zresztą światła nie ma, więc nie ma sensu pokazywać widoków we wschodnią stronę:
Obrazek

Niestety jest i mała łyżka dziegciu - na zachód od wieży góry się szybko kończą i widać płaskość (no aż tak to nie, ale to Przedgórze Orlickie (Podorlicka pahorkatina) leżące w Czechach. Zaciekawiło mnie jezioro. W domu sprawdzam to Jezioro Rozkoš, sztuczny zbiornik. Ładnie się prezentuje w świetle zachodzącego dnia:
Obrazek

Szukając Karkonoszy wypatrzyłem Jesteda - to 105 km. Oglądaliśmy go w tym roku podczas zimowych feriach w Gór Izerskich:
Obrazek

Schodzę. Rozkładam się na ławie - tu będę dziś spał:
Obrazek

Siedzę jeszcze chwilę słuchając koncertu ptactwa. Robi się ciemno. Rodzina się przenosi z ław do tego pomieszczenia, szeleszcząc jeszcze długą chwilę. Ja również włażę do śpiwora i powoli usypiam...
https://www.youtube.com/shorts/Adkltmf3gsc

Noc była średnia. Dość długo wokół było słychać w oddali grzmoty, ale nic się u nas nie działo. Czasem zrywał się wiatr. Jak zwykle co jakiś czas się budzę. A to pić mi się chcę, a to wiatr mnie budzi. O 3,30 wyłączam budzik - wschodu zapewne nie będzie, więc zamierzam dospać. Jednak po 4 budzę się i nie mogąc usnąć, stwierdzam - a pójdę na ten wschód. Wyłażę ze śpiwora, ubieram się. Słyszę głosy - to para turystów dobiega z Zieleńca i od razu wbiegają na wieżę. Ja docieram po chwili, a za chwilę zjawiają się na górze pozostali nocujący tu Czesi. Czas rozpocząć nowy dzień.

Ale to w kolejnym wpisie. Tymczasem mapa mojej trasy - https://mapy.com/s/jesepujogu . 10,5km ale prawie 550 metrów podejść.
Szlaki mnie prowadziły czerwony (GSS), niebieski, żółty i zielony.
Awatar użytkownika
marekw
Posty: 4633
Rejestracja: 2014-06-18, 18:04
Lokalizacja: Sucha Beskidzka

Re: Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Postautor: marekw » 2026-06-23, 06:43

Często tak jest,że zachodzi się przy sprzyjających warunkach na zachód,a tu nie wiadomo skąd nadchodzi chmura i po ptokach.Jak ja nie cierpię spać na wąskich ławkach.Mi jak nic nie zmieni planów to nocleg z środy na czwartek.Czekam na ciąg dalszy.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1475
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Postautor: _laynn » 2026-06-23, 11:17

Właśnie zdjęcia skończyłem obrabiać, więc zacznę powoli pisać kolejne części.
Mnie akurat sam zachód aż tak nie pociąga, co "niebieska" godzina, no ale tu i ona była słaba. Ale bardziej chodziło mi o nocleg, wyjazd niż o sam zachód/wschód słońca.
Co do ławki - tu było super wygodnie. Z jednej strony mur ściany, z drugiej plecak i spało się super. Co innego odgłosy - wiatru, grzmotów czy sąsiadów, te mnie wybijały ze snu - to już ten wiem, że nie śpię jak zabity.
Awatar użytkownika
Coldman
Posty: 1875
Rejestracja: 2020-05-19, 22:34
Lokalizacja: Wysoczyzna Kaliska
Kontakt:

Re: Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Postautor: Coldman » 2026-06-24, 19:33

Właśnie już zaczyna się robić pogoda, która przekracza granicę dobrego smaku i po prostu jest kurna za gorąco. Sudety mają te swoje widoki, którą potrafią nieźle zaskoczyć. Ciężko o dobry zachód słońca o tej porze roku, też mam ostatnio na to pecha. Ja to bym na takiej ławce w życiu się nie wyspał. Mój dmuchany materac to najlepszy zakup od lat, mata pod niego i śpię gdzie mi się podoba. A noce takie już bywają w spaniu na dziko. Człowiek myśli, że śpi w przypałowym miejscu i się potem okazuje, że nocka jest super i na odwrót :D
Świat gór! Aby go nazwać swoim, trzeba zainwestować znacznie więcej niż krótkotrwałą radość oczu. I może dlatego właśnie człowiek naprawdę kochający góry chce znosić trudy, wyrzeczenia i niebezpieczeństwa na ich skalnych szlakach
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1475
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Postautor: _laynn » 2026-06-24, 19:49

Ja mam matę sam. - widać ją na zdjęciu. Nieźle izoluje, b. mało miejsca zajmuje, niewiele waży. I na niej mi się śpi rewelacyjnie. Pod zimy myślę o takim materacu dmuchanym ale spanie zimą to dłuuuugo jeszcze nie zaznam.
Ławka miała idealną szerokość, blokowały mnie jak wyżej pisałem z boku mur i plecak więc było idealnie! :)
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7231
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Postautor: Sebastian » 2026-06-24, 21:07

Pierwszy biwak w tym roku, a broda już szpakowata... Trzeba korzystać z życia, póki młodzi jesteśmy :) Ciekaw jestem wschodu słońca, bo widziałem zdjęcia na FB i są obiecujące, choć pora roku na wschody niezbyt dobra. Chyba udało ci się trafić.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1475
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Postautor: _laynn » 2026-06-25, 07:36

Sebastian pisze:Pierwszy biwak w tym roku, a broda już szpakowata... Trzeba korzystać z życia, póki młodzi jesteśmy :) Ciekaw jestem wschodu słońca, bo widziałem zdjęcia na FB i są obiecujące, choć pora roku na wschody niezbyt dobra. Chyba udało ci się trafić.

Broda, boki głowy. Siwych włosów coraz więcej.
Wschód - był udany. Myślałem, że będzie tylko samo słońce, ale nie.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1475
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Pierwszy biwak, pierwszy nocleg na wieży widokowej, pierwszy zachód i wschód w 2026 - Sudety

Postautor: _laynn » 2026-06-25, 07:57

Drugi z trzech dni w Górach Orlickich - ku Bystrzyckim Górom

Wstaje drugi dzień - ten najbardziej ambitny. W planach mam pod 30km wędrówki i tylko mam zgryz dotyczący gdzie dziś nocować. Ale tym to się później będę martwił. Plany są dwa, a nawet trzy, choć ta trzecia wersja spowoduje również dłuższą wędrówkę jutro do auta. Wolałbym jednak mieć podobną odległość do tej z piątku. Gorzej, że wcześniejsze prognozy (te sprzed wyjazdu) mocno przyśpieszyły i burze z niedzieli przeszły na sobotnie popołudnie.
Obrazek

Na razie jednak stoję na wieży o czekam na wschód słońca. Niebo różowieje ale...nie po tej stronie co miało (w mojej głowie). Jest chłodno a ja wlazłem w samej koszulce i brak polara mi nieco doskwiera, ale nie chce mi się po niego schodzić. Bo choć słońca póki co nie widać, to może w każdej chwili w końcu wychylić. W dolinach widać mgiełki. Myślę, że sam wschód pewnie nie będzie jakiś szałowy, ale te mgły mogą uratować moje niewyspanie ;)
Obrazek

Po chwili w końcu na niebie zaczyna przybywać kolorów i...
Obrazek

i po chwili jest - wstało!
Obrazek

Obrazek

Powoli wznosi się aż dochodzi do warstwy chmur, pod którymi znika:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znika w końcu a ja stwierdzam, że chyba siedzieć tu dłużej nie warto, tym bardziej, że jest mi już dość chłodno. Schodzę.
Obrazek

Wschód całkiem, całkiem fajny się okazał, a podświetlane promieniami mgły fajnie było obejrzeć na własne oczy.
Obrazek

Obrazek

Zagrzebuję się w śpiworze i usypiam.
Ok 7mej budzi mnie syk maszynki i głosy. Nowi turyści dotarli pod wieżę i robią sobie posiłek. To też wstaje i biorę się za szykowanie śniadania.
Patrząc na rozgardiasz jaki zrobiłem, zastanawiam się ile potrwa pakowanie tego bajzlu. Jednak poszło szybciej niż myślałem i finalnie przed ósmą zbieram się w drogę.
Wieża, oraz jakieś ruiny - może to podmurówka dawnego schroniska ? zbudowanego w latach 1882-83 jako gospoda, którą następnie rozbudowano by już w 1884 roku przyjmowała gości na noclegi w dwóch izbach mieszkalnych. (Doczytując później dowiaduje się, że przed II Wojną Światową w okolicy było jeszcze kilka schronisk - tu odsyłam do postu na Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Schroniska_na_Orlicy ). Po wojnie wszystkie budynki niszczały i ostatecznie dziś nie ma po nich śladu.
Przechodzę obok pomnika, stojącego na szczycie i schodzę na ścieżkę po stronie czeskiej. Stoi tu wiata i zaglądam do niej, ale nie chce przeszkadzać dwójce turystów, więc ruszam na grzbiet gdzie już wcześniej byłem.
Obrazek

Szlak biegnie po szutrowej drodze. Idzie się spokojnie. Zbaczam tylko zobaczyć co widać w prześwitach, oraz ku Prameniště Bělé. Widoki są ograniczone, a ścieżka wiedzie na podmokły teren, więc nie tracę tu czasu tylko ruszam dalej. Droga wiedzie prosto jak strzelił. Mijając jeden z zaznaczonych na mapie strumieni, w którym coś cieknie, nabieram wody do bukłaka. Z moich zapasów pozostało już mniej niż litr, więc do przegotowania się ewentualnie nada. Nieco się też opłukuje.
Obrazek

Docieram do obszaru ochronnego Bukačka. Mijam ogrodzenie, za które zaglądam ale nie dostrzegam co ono ma chronić, ale wygląda porządnie. Czuję tu też coraz bardziej intensywny zapach czosnku! To pachną całe łany czosnku niedźwiedziego - od razu robię się głodny!
Obrazek

Niżej docieram do podmokłych łąk. Są ogrodzone, oraz wiszą informacje o zakazie wejścia, również po polsku - pięknie tu!
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz czeka mnie lekkie podejście - piękną drogą i docieram do okolic szczytu Šerlicha, czyli tu gdzie spacerowaliśmy z moimi dziewczynami.
Obrazek

Mijam wyciągi narciarskie, kolejki kanapowe. To właśnie jedną z tych kolejek wtedy tu wjechaliśmy. Po kilku minutach docieram do schroniska Masarykova Chata i wchodzę kupić coś do picia. Z ulgą widzę informację, że można płacić złotówkami (ale kartą nie) - bo kurka wodna zapomniałem wczoraj kupić korony. Uprzejmy czech zza lady informuje mnie, że otwierają za 20 minut. Ok to poczekam na zewnątrz. Za mną zamykają drzwi i otwierają je o 9,30.
Kupuje piwo, wodę, myję zęby i nabieram wody z kranu. No i ruszam dalej.
Obrazek

Poniżej schroniska widzę mój cel - to Wielka Desztna (Velká Deštná), ten szczyt z prawej, w głębi:
Obrazek

Przełęcz Šerlich, z autobusami dojeżdżającymi tu z dołu, niektóre mają przyczepy na rowery, zostawiam za sobą. Od tej chwili skończy się spokój i cisza.
Obrazek

Skończy się również cień, a zacznie asfalt. Droga wiedzie wśród drzew, ale droga jest na tyle szeroka, że cienia nie uświadczysz. Widoków też nie. Coś tam pojawia się dopiero w pobliżu szczytu, ale nie chcę mi się przekładać obiektywu ani wyciągać aparatu. Idę sprawnie, bufet w Utulni pod Wielką Desztną mijam zerkając na cenę piw (pilzner 50 koron) i zostawiam za sobą tłum ludzi. Po chwili docieram do wieży:
Obrazek

Wieży, która stoi na szczycie. Jestem na najwyższym szczycie pasma - 1116 m.
Od 2019 roku stoi tu charakterystyczna wieża - jakby zrobiona z zapałek, a przynajmniej z daleka tak wygląda.
Zostawiam plecak i ruszam na górę. Wieża ma podesty i schody zrobione z kratownic, a na ostatni poziom wchodzi się po spiralnych schodach. Ludzi tu całkiem sporo.
Oto jakie widoki mamy z góry.
W kierunku północnym - na Orlicę:
Obrazek

Na zachód na osadę Deštné v Orlických horách leżącą pod Špičákami, skąd właśnie dojeżdża droga na przełęcz.
Obrazek

Oraz widok ku południowemu wschodowi gdzie dalej ciągną się, już w całości w Czechach Góry Orlickie:
Obrazek

To jest coś co lubię. Przestrzeń, góry na horyzoncie i lasy!
Schodzę i siadam w cieniu odpoczywając. Próbowałem coś podrzemać, ale latające muchy nie pozwalają mi usnąć, więc po kilkudziesięciu minutach odpoczynku ruszam w dalszą drogę. Niestety w sam najgorszy upał. Dalej czerwonym szlakiem. Odpuszczam szukanie stojącego tuż obok rozdroża jednego z bunkrów - przez Góry Orlickie przebiega linia czeskich umocnień z lat trzydziestych. Ja ruszam dalszą drogą asfaltową, w dół. Miałem nadzieję, że tu będzie więcej cienia ale ten jest w kratkę:
Obrazek

Zejście do Bedřichovki, wsi z której można dojść do Lasówki mijam, bo planowałem iść przez most w Mostowicach. Inna sprawa, że oglądając mapę (laminowaną) na szczycie nie widziałem tam żadnego szlaku/mostu na Orlicy (nie aktualna mapa), stąd polazłem dalej. Z jedną krótką przerwą; mijam wyciąg i stok narciarski tu są pierwsze widoki, wcześniej coś tam między drzewami migało a tu w końcu mogę popatrzeć na Góry Bystrzyckie:
Obrazek

i schodzę na parking na przełęczy (?) pod Homole, skąd odbijam w stronę wsi Orlické Záhoří. Początek zejścia dość ostry daje mi popalić i tu zaczynam czuć zmęczenie, plecak robi się bardzo ciężki. Marzę o wodzie, o kąpieli. Liczę, że może uda się opłukać w strumieniu, który płynie obok ścieżki.
Obrazek

Widać mój cel:
Obrazek

Gdy schodzę robi się okropny zaduch. Po chwili już wiem co to oznacza, bo słyszę też grzmoty. Burza miała być w okolicy godziny 18 a nie bliżej południa (jest ok 13). No ale prognozy swoje, a przyroda - burza swoje. Strumień płynie całkiem wartko, ale raz, że jest zarośnięty więc wolę w to zielsko nie włazić (kleszcze) a dwa teraz to chcę jak najszybciej zejść w dół, aby zdążyć przed burzą. Może uda się schować na przystanku, może będzie jakaś knajpa?
Gdy wychodzę z lasu mocno zmęczony to widzę piękne łąki:
Obrazek

oraz burzę nad Górami Bystrzyckimi:
Obrazek

Więc zwieram szyki, tym bardziej, że minąłem tabliczkę - Restauracja 500m. Miałem plan by może w okolicy Orlicy zjeść danie liofilizowane, ale zimnego picia to nie odmówię!
Za mną niebo jest ładne, do tego widoki są przepiękne:
Obrazek

Do restauracji jednak ledwo dochodzę. Jestem dosłownie wypluty. Teraz trapi mnie zmartwienie - czy będzie można płacić złotówkami? Albo kartą? Można. To wjeżdża piwo. A potem wyprażany ser. Tego to nawet dwie porcje, taki głodny się okazałem. Ser dobry!
Odpoczywam patrząc jak goście hotelowi (restauracja jest na dole hotelu) kąpią się w basenie, na tle gór. Super to wygląda...o jak bym tam wskoczył!

Odetchnąwszy, najedzony i napojony ruszam po jakimś czasie dalej. Mijam kościół z wyremontowanym frontem, oraz pomnik poświęcony żołnierzom I WŚ:
Obrazek
Kościół zbudowany w latach 1754-63.
Obok cmentarz, a pomnik poległych w I WŚ ma dość ciekawą wygląd, naboi:
Obrazek

Docieram do mostu granicznego - w końcu będę mógł się opłukać z potu!
Obrazek

Po kąpieli ruszam dalej już po Polskiej stronie. Pierwotnie miałem rozpocząć podejście żółtym szlakiem ku przełęczy Spalonej, by odbić na GSS w stronę Duszników, ale stwierdzam w między czasie, że nie mam sił podchodzić pod górę, więc drogą dotrę do upatrzonego parkingu, gdzie odpocznę i przenocuje. Ruszam drogą, jakby było mi dziś mało asfaltu...
Mijam kościół w Mostowicach, z 1780roku, obok którego stoi pomnik poległych w I WŚ:
Obrazek

Potem przechodzę obo zamkniętego Hotelu Korona i...mam spadek cukru. Wracam więc by usiąść na marmurowych schodach i w cieniu się dosładzam, oraz odpoczywam. Kilka razy odpływam. Głowa mi kilka razy opada, co mnie budzi.

Po jakimś czasie ruszam dalej. Powoli człapię przed siebie. W końcu docieram do rozdroża gdzie zajmuję przystanek. Zrzucam plecak. Jestem wykończony. Te 2km, oraz wcześniejszy spadek cukru mi totalnie wyssały siły. Siadam na ławce, po chwili się kładę i odpoczywam. Dawno tak źle się nie czułem. Piszę żonie, pierwszy raz w swojej historii, że mam dość. Mam kryzys.

W między czasie nad górami niebo ciemnieje i znowu zaczyna grzmieć. Leżę i myślę co robić.
Po godzinie wstaje - robię kilka zdjęć - bo jest tu bardzo ładnie, niczym w Bieszczadach:
Obrazek

Obrazek

i odpalam prognozę pogody. Na dziś, na noc i niedzielę zapowiadane się burze. To rozwala mi plan spania w lesie w hamaku. Czy na parkingu znajdę miejsce? A jutro iść w burzy, w lesie?
Zostawiam mój przystanek i ruszam, o dziwo całkiem wypoczęty.
Obrazek

Ale nieco przyłamany. Że znów plany nie zrealizuje, że dziś tak mało przeszedłem (myślałem, że mam zrobione 15km - w rzeczywistości wyszło ok 23). Postanawiam choć podejść do Lasówki, którą chciałem zobaczyć.
Po drodze robię zdjęcie, już z Lasówki na Góry Orlickie:
Obrazek

Nie jest to dokładnie to co chciałem zatrzymać w kadrze, ale jestem zadowolony. Jest tu na prawdę ładnie.
Podejmuje decyzję - łapę stopa do Duszników i wracam do domu. Pierwsze auto mnie mija, ale kolejne jadące po kilku minutach się zatrzymuje. Chłopak robi Koronę Gór Polskich, wraca z Jagodnej do Duszników-Zdrój mnie zabiera.
Zostaje podrzucony pod samo auto, spędzając na fajnej rozmowie o górach te kilkanaście minut.
Dzięki wielkie! Żegnamy się i wsiadam do auta. Ruszam. Nad miastem jest dosłownie granatowo i kilka minut po starcie, za Szczytną łapie mnie deszcz. Do Kłodzka wjeżdżam już w konkretnej ulewie. A wjazd na Przełęcz Kłodzką to jak z horroru. Przede mną walą błyskawice, na drodze leży sporo gałęzi, a czasami droga zamienia się w strumień. W Złotym Stoku zaczyna padać grad, a deszcz tak mocno pada, że zastanawiam się czy tego nie przeczekać bo widoczność spada do minimum. Jednak przed Paczkowem deszcz ustaje, więc zatrzymuję się na stacji by kupić kawę (ziewam okrutnie, więc aby dojechać do domu muszę się napić). Gdy wracam do auta widzę jak za mną podąża zlewa, dosłownie ściana wody leci z nieba:
Obrazek

Wsiadam i ruszam. Myśli po przejechaniu tej drogi w tą ulewę mam takie, że podjąłem słuszną decyzję. Nie wyobrażam sobie być podczas tego armagedonu w lesie.
Następnego dnia po przebudzeniu widząc za oknem błękit żałuje trochę, ale zaduch w południe utwierdza mnie w przekonaniu, że nie ma czego żałować. Później czytam na stronie GOPRu Karkonoskiego, że w Górach Izerskich kobietę piorun poraził - tuż obok schroniska Orle.
Do domu przywiozłem też kleszcza, się dziad pod kolanem schował...

Gdy w sobotę wieczorem sprawdzam trasę - widzę, że wyszło całkiem ładne 23km - o 5 mniej, ale jak na upał z ciężkim plecakiem to i tak dobrze. planowanych.

Trzeciego postu więc nie będzie. Przepraszam za tytuł ;)
Co sądzę po tym wyjeździe o Orlickich Górach? Małe, ale całkiem fajne góry. Mnie urzekły świerkowe lasy, które oczywiście nie są naturalnym drzewostanem, ale to takie lasy pamiętam z pierwszych wycieczek w dzieciństwie. Widoki są, głównie z wież i te są naprawdę fajne, trochę widoków jest w okolicach schroniska Masarykowa Ch. Część polska dużo (dla mnie) fajniejsza niż czeska. No cóż tego w czeskich górach nie lubię - dróg zamiast ścieżek. Ciekawi mnie jeszcze północny rejon, więc kiedyś może jeszcze tu wrócę. Na pewno muszę wrócić w Bystrzyckie.

Testowałem też nowe obuwie - z siatką. Lżejsze od butów trekkingowych, szło się całkiem dobrze, się sprawdziło, choć nieco przeszkadzała za miękka podeszwa. Temat do rozpatrzenia na zaś.
Obrazek

Przy okazji pękł pierwszy tysiąc km:
Obrazek

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości