Ferie w Sudetach

Relacje z Sudetów polskich i czeskich.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-23, 16:24

Czyżby był to powrót do szczęścia z pogodą? Całkiem możliwe, patrząc za okno, bo planując wolne, podczas ferii chcieliśmy doświadczyć zimowych ferii a nie wiosennych i...takie te nasze ferie były.
Ale po kolei.
Obrazek

Kiedy rok temu wracaliśmy z Wysp Kanaryjskich myślałem, że za rok znów wybierzemy podobny kierunek. Jednak po kilku podróżach zagranicznych w zeszłym roku zaczęło się nam tęsknić za podróżami po kraju, więc gdy zimą przyszedł moment wyboru kierunku na ferie - było wiadome, że tym razem nie będziemy latać, a pojedziemy naszą turbowiśnią, gdzieś, gdzie będzie śnieg. No to gdzie? Może by tak zajechać do naszej ulubionej Szczawnicy? Albo do ulubionego hotelu w Gorcach, który nas już dwu krotnie gościł? Rzuciłem jeszcze propozycje okolic Zakopanego, Beskidu Sądeckiego i Międzygórza pod Śnieżnikiem ale żadna z tych lokalizacji nie wzbudziła zainteresowania. Ponieważ to koleżanka żony z pracy narobiła jej smaka na inną miejscowość i żona (z dużą radością dla mnie) rzuciła - a może jedźmy do Świeradowa-Zdroju? No to miejsce mamy już wybrane.
Pozostało tylko liczyć, że w lutym wróci zima. Drugi rok z rzędu nasze województwo ma ferie w drugiej połowie lutego a ostatnie dwa lata to było ciepło, więc może być ciężko z wymarzonym wyjazdem zimowym.
Tydzień przed urlopem z jednego forum dostaję informację, że śnieg w Izerach jest w rozmoknięty z powodu deszczu...o nie... Jednak prognozy pokazują na tydzień naszego wyjazdu temperatury w okolicy i poniżej zera, więc jakaś nadzieja jest. I w poniedziałkowy poranek - dzień wyjazdu staje się cud...nie biało za oknami. Śnieg spadł!
Ruszamy po odśnieżeniu auta (napadało z 10centów). Im dalej na zachód jedziemy, tym śniegu wokół coraz mniej, a już za Górą Świętej Anny jest znów szaroburo. Ja jednak liczę, że nie na darmo Góry Izerskie słynną z tras biegowych. Mijamy Wrocław i w końcu zjeżdżamy z aczwórki. Kierunek...jeszcze nie Izery a Świdnica.

Świdnica.
Czemu ona? No bo jest prawie po drodze, większa połowa :) trasy za nami - czas w sam raz by rozprostować kości.
Choć nie będę ukrywał, że jest też w tym mieście jedno miejsce, które chciałem zobaczyć na własne oczy.
Bo przez Świdnicę przejeżdżałem w ostatnich latach dwukrotnie. Pierwszy raz w drodze na szkolenie w Jedlinie-Zdroju, a drugim razem jechałem latem 2024go przez nią na dwudniową wycieczkę w Góry Kamienne i oglądane zza kierownicy kamienice, architektura wzbudziły mą ciekawość. Zacząłem czytać o tym mieście i to jedno miejsce, ta jedna budowla zapadła mi w pamięci. Zdjęcia wnętrz świątyni ewangelickiej, zwanej Kościołem Pokoju. Co to za kościół? Krótki rys historii.
Pierwsze wzmianki o osadzie pochodzą z okresu brązu, w roku 1164 osada przekształciła się w kasztelanie, a z roku 1267 jest już informacja o Świdnicy jako osadzie miejskiej.
Miasto w 1392 roku na mocy układu secesyjnego przeszło we władanie Korony Czeskiej (po śmierci księżnej Agnieszki wdowy po Bolku II, który był Piastem), która to władała księstwem do roku 1742go. Wtedy w wyniku przegrania I Wojny Śląskiej Prusy zajęły Śląsk i aż do zakończenia II WŚ zajmowały te tereny.
Kościół został zbudowany w 1657 roku w wyniku jednego z warunków zawartego pokoju westfalskiego, która obejmowała budowlę trzech świątyń ewangelickich (większość tutejszej ludności była katolikami). Budowę obwarowano warunkami - kościół miał być poza murami miasta, bez wież i dzwonnicy, zbudowany z nietrwałych materiałów i budowa miała trwać maksymalnie rok. Budowę rozpoczęto 23 sierpnia 1656 roku, a pierwsze nabożeństwo odbyło się w czerwcu kolejnego roku, czyli po dziecięciu miesiącach. Kościół został zbudowany w systemie szachulcowym jako budowla centralna oparta na drewnianym szkielecie wypełnionym masą z gliny i słomy. Miał być krótko użytkowany a stoi do dziś -już ponad 360 lat...
Gdy dojeżdżamy do miasta zaczyna lekko śnieżyć, wpierw delikatnie ale cały czas, więc gdy parkuję pod kościołem droga jest już pobielona, więc chcemy ruszyć zwiedzać, by nie marznąć, ale najpierw musieliśmy poczekać aż parkometr się rozmroził by przyjąć opłatę - dosłownie trwało to z 3,4 minuty zanim przetrawił płatność i zrobił wydruk...
Bryła z zewnątrz wygląda bardzo ładnie, ale to jej wnętrza nas interesują. Więc wchodzimy, płacimy bilety (rodzinny 45 zł) i zaglądamy do wnętrza a to nas oczarowało!
Obrazek

Obrazek

Kościół był zbudowany, tak by pomieścił jak największą liczbę ludzi, na 1090 m2 powierzchni mógł pomieścić, na czterech piętrach oraz parterze 7,5tys osób, w tym 3 tys osób na miejscach siedzących.
Jego rozmiary robią wrażenie, ale jeszcze większe robią malunki na suficie, liczne złocone zdobienia:
Obrazek
zabytkowe organy o 62 głosach z barokowym prospektem z lat 1909, odnowione w 2016 roku zastąpiły te z lat 1666–1669

Najbogatsze rodziny miały swoje loże, które były dziedziczne. Poniżej bogato zdobiona loża Hochbergów, dowód wdzięczności za podarowanie dębów na budowe kościoła:
Obrazek

Obrazek
ołtarz główny zamówiony z okazji stulecia kościoła - z roku 1753go
Obrazek

Zabytkowa ambona z roku 1729go:
Obrazek

W środku jest chyba tak samo zimno jak na zewnątrz, więc długo nie spędzamy tu czasu, tylko spacerem obchodzimy budynek, oglądając kolejne drzwi, oraz stojące wzdłuż ścian płyty nagrobne:
Obrazek

oraz cmentarz ewangelicki, który znajduje się na placu:
Obrazek

Podchodzimy pod widoczne za grobami budynki. Są to jedna z dzwonnic jaka się ostała (z trzech-średnia), oraz budynek szkoły, które pozwolono dobudować w roku 1708:
Obrazek

Obrazek

Kościół dziś znajduje się niedaleko rynku, więc skoro tu już jesteśmy, to idziemy go obejrzeć.
Obrazek

Obrazek

mijamy fajny mural:
Obrazek

oraz niezwykle ciekawe wejście do klatki bloku:
Obrazek

i jesteśmy na rynku:
Obrazek

Zimno i ponuro. Ludzi niewiele, więc powoli okrążamy ratusz z odbudowaną wieżą:
Obrazek
wyżej pierzeja południowa
niżej zachodnia:
Obrazek

Wschodnia została zburzona, a w jej miejsce postawiono prl bloki - ale nie pamiętam tej pierzei.
Po czym wracamy do auta. Przed ruszeniem wstępujemy do kawiarni 7Niebo w budynku Domu Stróża przy skrzydle bramy prowadzącej na Plac Pokoju, gdzie stoi zwiedzony kościół. Popijając kawę, grzejemy się przy kominku, oglądając jak za oknem śnieg prószy coraz mocniej.
Obrazek

Następnie ruszamy do Jeleniej Góry, w której zaplanowałem drugą przerwę w podróży na zwiedzenie okolic rynku. Znów po kilkunastu minutach przecinam Góry Kaczawskie, które w maju 25go po raz pierwszy odwiedziłem. Pokazuje żonie, gdzie zostawiłem auto, gdzie ruszyłem itd.
Śnieg pada coraz mocniej, co po pierwsze spowalnia jazdę, oraz poza chłodem po prostu przeszkadza, więc stwierdzamy, że zwiedzanie nie ma sensu - więc robimy krótkie zakup w dyskoncie z odzieżą sportową (kupuję min laminowaną mapę Karkonoszy), po czym ruszamy do celu.
Przed urlopem liczyłem na widoki z drogi ale świat dziś jest cały białoszary, jedynie na chwilę wyłonił się Zamek Chojnik. Za Piechowicami zjeżdżamy z krajówki omijając centrum Szklarskiej by po kilku minutach wspinaczki dotrzeć do Zakrętu Śmierci. Za nim droga robi się biała, więc jedziemy spokojnie, piękną drogą - Drogą Sudecką - to jeden z dwóch odcinków jakie zostały zbudowane w ramach Autostrady Sudeckiej przez Niemców przed II WŚ. Droga wiedzie wśród wysokich świerków, co tworzy niesamowity dla mnie klimat, znów czuję się jak nie w Polsce.
Do Świeradowa-Zdroju dojeżdżamy już w szarówkę, którą z daleka rozjaśniają pomarańczowe światła.
Obrazek
to światła stoku narciarskiego (zdjęcie z kolejnego dnia)...
Ostatnio zmieniony 2026-02-24, 22:07 przez _laynn, łącznie zmieniany 1 raz.
włodarz
Posty: 3027
Rejestracja: 2014-05-13, 17:38
Lokalizacja: Góry Sowie

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: włodarz » 2026-02-24, 18:03

Dla ścisłości: Jedlinka to część Jedliny-Zdroju. Pewnie urzędowaliście w przypałacowym hotelu.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-24, 22:07

Masz rację, Jedlinka to nazwa Hotelu, w nim mieliśmy szkolenie, a w browarze i pałacu imprezy.
Awatar użytkownika
Sebastian
Posty: 7058
Rejestracja: 2017-11-09, 17:18
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: Sebastian » 2026-02-25, 07:45

Ciekawy ten kościół w Świdnicy, a Jelenia Góra to też interesujące miasto do zwiedzania.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-25, 12:36

Kościół na żywo robi wrażenie.
W Jeleniej byłem w 2005 tym. Po kościele miała właśnie być zwiedzana Jelenia Góra, ale...o tym w relacji.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-25, 12:45

Dotarliśmy do naszego hotelu. Co najważniejsze - tu jest zima!
Kolejnego dnia ruszamy po śniadaniu na zwiedzanie uzdrowiska. Póki co wita nas błękitne niebo i okolica oświetlona słońcem pięknie się prezentuje:
Obrazek

Z drogi podziwiamy ośnieżony las, który im wyżej tym bardziej niknie w chmurach.
Obrazek

Poza dobrze widoczną "ścieżką w chmurach"...
Obrazek

we mgle dostrzegamy budynek górnej stacji kolei gondolowej na zboczach Stogu Izerskiego, oraz schronisko:
Obrazek

Idąc do centrum widzimy za plecami, że dobra pogoda dziś za długo nie będzie nad nami:
Obrazek

i rzeczywiście już po chwili robi się ponuro i zaczyna sypać śnieg.
Świeradów-Zdrój to uzdrowisko leżące w Górach Izerskich, w dolinie rzeki Kwisy. Polska nazwa nie ma nic wspólnego z wcześniejszą - niemiecką Bad Flinsberg, a została nadana w 1946 roku.
Pierwsze wzmianki o osadzie pochodzą z XVI wieku. Nazwę zaczerpnięto od łużyckich osadników, którzy wybudowali osadę na zboczu góry (niem. Berg) nazywanej Flynz, której nazwa z kolei wywodzi się od Flinsa – słowiańskiego bóstwa czczonego wśród słowiańskiej ludności. Obecnie liczy niecałe 4 tysiące mieszkańców.
Obrazek
widok spod schroniska na Stogu Izerskim na miasto

Już w 1600 roku pisano o kwaśnych wodach, a w roku 1783 potwierdzono, że skutecznie leczą wiele schorzeń (używane zarówno do picia, jak i do kąpieli, wraz z okładami borowinowymi leczą przede wszystkim choroby reumatyczne, narządów ruchu, układu krążenia oraz choroby ginekologiczne). W 1795 roku wybudowano pierwszy dom zdrojowy.
Obrazek
rzeka Kwisa

Dziś głównymi gośćmi uzdrowiska są kuracjusze, zimą narciarze, a latem również rowerzyści. Pod dworcem kolejowym zaczyna się (lub kończy) też GSS czyli Główny Szlak Sudecki - przynajmniej według mapy.com, choć kropka ponoć jest w okolicy parku zdrojowego. Niemniej z miasta prowadzi kilka szlaków w Góry Izerskie, oraz do najbliższego schroniska, na Stogu Izerskim (które oczywiście stoi kawałek pod szczytem) można dojechać koleją gondolową.
Śnieg zaczyna sypać coraz mocniej. Przez to powoli zmierzamy do centrum, mijając wiele pięknych willi. Niestety ja przez gapiostwo nie zwróciłem uwagi, że obiektyw mam zamoknięty, a zdjęcia są zanieczyszczone. Trudno.
Obrazek

Przechodzimy uliczkami do parku zdrojowego, który przecinamy by dojść do fontanny pod Willą/Sanatorium Szarotka z 1900 roku (chyba nieczynne):
Obrazek

które stoi obok parku, u góry którego znajduje się dom zdrojowy z 1899 roku:
Obrazek

Obrazek

Wchodzimy na główny deptak:
Obrazek

centralna cześć deptaka:
Obrazek

Potem kawa i ciacho w kawiarni. I ruszamy na dalsze zwiedzanie uliczkami:
Obrazek

mijając zespół willowy przy ulicy Asnyka:
Obrazek

kościół i docieramy do domu zdrojowego, wchodząc do hali spacerowej:
Obrazek

Obrazek

dobrze, że robiłem zdjęcie telefonem...
Obrazek

Hala ma długość 80 metrów i jest najdłuższą na Dolnym Śląsku. Są tu różne sklepy, pijalnia wód mineralnych i knajpki, oraz rośliny egzotyczne w donicach. Fajnie tu.
Po zwiedzeniu jej powoli wracamy, mijamy zakład kuracji borowinowej a wieczorem idziemy jeszcze na mały spacer po okolicy oglądając jarzące się światła stogu narciarskiego:
Obrazek.
Awatar użytkownika
Coldman
Posty: 1792
Rejestracja: 2020-05-19, 22:34
Lokalizacja: Wysoczyzna Kaliska
Kontakt:

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: Coldman » 2026-02-25, 17:50

Przez Świdnicę wiele razy przejeżdżałem i do kościoła nie trafiłem :D
Sam Świeradów również nie miałem okazji pozwiedzać.
Wniosek: Brak żony :D
Świat gór! Aby go nazwać swoim, trzeba zainwestować znacznie więcej niż krótkotrwałą radość oczu. I może dlatego właśnie człowiek naprawdę kochający góry chce znosić trudy, wyrzeczenia i niebezpieczeństwa na ich skalnych szlakach
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-25, 18:34

Jak żony nie miałem, to robiłem rekordy, najwyższe szczyty itd, więc jak widać, dzięki żonie człowiek się jeszcze bardziej rozwija ;)

(oczywiście czuję, że zaraz ktoś tu może kontrować, więc sprostowanie od razu daję - mój wpis to z przymrużeniem oka napisany :P )
Awatar użytkownika
maurycy
Posty: 1008
Rejestracja: 2013-11-17, 09:25
Lokalizacja: Bielsko okolice

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: maurycy » 2026-02-26, 10:20

Bardzo fajne miejscówki.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-26, 14:27

A tak. Nawet myślimy o urlopie w tejże okolicy.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-26, 19:38

Planów na zwiedzanie podczas tych ferii mieliśmy kilka, wszystkie oczywiście miały być korygowane pod pogodę. Jednym z miejsc jakie chcieliśmy zobaczyć było Görlitz, wycieczka do Czech oraz zwiedzenie kilku miejsc w Polsce.
Obrazek

Po zwiedzeniu Świeradowa-Zdrój, kolejnego dnia znów miało padać, więc stwierdziliśmy, że ruszymy zatem na zachód. Do Niemiec. Rano auto znów przysypane śniegiem. Szybkie odśnieżanie i...ruszamy.
Nawigacja pokierowała nas poprzez Czerniawę-Zdrój, obecnie dzielnicę Świeradowa na Czechy.
Obrazek

Takie zimy to jest to! Ale jest też ślisko. Dość szybko widzimy tego efekt - w rowie leży auto, lawetą próbują wyciągnąć je, ale jest po porostu za ślisko, a rów dość głęboki. Koła się ślizgają, więc facet odpuszcza i zjeżdża na bok drogi puszczając ruch.
Obrazek

Niecałe trzy kilometry dalej, na skrzyżowaniu w Ulicku golf (ze zdjęcia wyżej) przed nami, mimo, iż jedzie dość wolno to na łuku/skrzyżowaniu leci na wprost, na płot zamiast skręcać w lewo. Jakoś udało mu się nie wylecieć, ale próba ruszenia się nie udaje. Stoi w miejscu. Niepotrzebnie zwolniłem, chcąc dać mu szansę by się wykopał i wytraciłem prędkość, omijam go i próbuje przyśpieszyć i...na wzniesienie ledwo wjeżdżam. Auto ledwo, ledwo się wspina (choć jeszcze nie wyłączałem jeszcze ESP), powoli ale w końcu udaje się wyjechać. Granicę polsko-czeską mijamy powolutku. W Czechach droga jest bardziej mokra niż śliska, więc jedzie się nieco szybciej. Przejeżdżamy przez Nowe Miasto pod Smrekiem i potem wśród białych pół kierujemy się na Frýdlant. Na drogach pusto i jedzie się przyjemnie, tu droga jest już odśnieżona. W Frydlancie skręcamy w prawo i po kilku minutach dojeżdżamy do jakiegoś małego miasta. Na nawigacji widzę polskie nazwy ulic, myślę ki diabeł - no bo chyba w Czechach nie ma ulicy Kopernika? Coś mi się pokićkało, że dojedziemy do Niemiec, a my tymczasem przecięliśmy czeski worek jaki się tu wrzyna w nasz kraj. Zawidów wygląda jakby było to miasto na końcu świata. Zaniedbane domy, odpadający tynk, a efekt pewnie potęguje szarość jaka dziś panuje. Żeby nie było - Nowe Miasto pod Smerkiem wcale dużo lepiej nie wyglądało...ale oba miasta z miłą chęcią bym poznał, ale może przy bardziej sprzyjającej pogodzie, a na pewno cieplejszej temperaturze.
Teraz pozostało parę kilometrów jazdy polami by odbić na Radomierzyce, gdzie chcę przekroczyć granicę z Niemcami. Jest tu mniejsze przejście graniczne i spodziewam się (po lekturze bloga Pudelka), że nie będzie tu dużej kolejki. Przed nami jadą dwie ciężarówki, szykujemy dokumenty, ale pogranicznicy stojący w budce tylko kiwają nam głową - tak oto wjechaliśmy do Niemiec po raz pierwszy rodzinnie, ja jestem w tym kraju drugi raz (pierwszy to wizyta podczas praktyk studenckich w Heringsdorfie, dokąd dopłynęliśmy z Świnoujścia promem).
Dojeżdżamy do miasta i zaczyna mi szwankować nawigacja, a ja miałem na miejscu szukać parkingu. Mijamy Dworzec kolejowy (niezła bryła budynku!) i kręcę się ulicami między kamienicami, które mi przypominają budowle z okresu międzywojennego, a raczej coś w stylu hotelów z Prory...parkingu. Widzę w ulicy wolne miejsca. Wysiadam opłacić i widzę opis, że to tylko dla mieszkańców. Szukamy dalej parkingu i w końcu po chwili krążenia ulicami docieramy na Elisabethplatz. Jest parking - szukamy drobnych i za 3 euro mamy prawie 2 godziny na zwiedzanie.
Obrazek

Szybki rys historyczny - pierwsza wzmianka pochodzi z 1071 roku. Jedno z niewielu miast niezniszczonych podczas II WŚ. Po wojnie miasto zostało podzielone granicą na Nysie Łużyckiej - część wschodnia została wcielona w ziemie Polskie jako Zgorzelec. Miasto liczy nieco ponad 55 tys mieszkańców.
Krążymy po pustym mieście, po pustych ulicach. Pogoda nie rozpieszcza, więc nic dziwnego. Dochodzimy do widocznej dzwonnicy i mijamy kolejny plac - Marienplatz, następnie mijamy dom handlowy Kaufhaus:
Obrazek

Obrazek

oglądając pobieżnie Kościół Marii Panny.
Obrazek

Szwendamy się bez celu. Przy okazji drogi w mieście to takie sobie mają ci Niemcy...całkiem wyboiste i dziurawe.
W pewnym momencie łapie nas mocna śnieżyca:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

i dziewczyny zarządzają odwrót. Jeszcze wizyta w Aldi po jakieś pieczywo, ja biorę puszkę jakiegoś piwa i wracamy do auta.
Obrazek

Mijamy Wilhelmsplatz, Postplatz i już jesteśmy na tym 'naszym' Elisabethplatzu. Wsiadamy do auta i wracamy, już bez przygód do hotelu.
Mieliśmy w planach za jednym zamachem w ten dzień zrobić odwiedziny w Libercu w Czechach, ale zgodnie wszyscy stwierdzamy, że w taką pogodę nie warto...i podobnie jak z Jelenią, odpuszczamy. Finalnie ten Liberec to będzie jedyne miejsce, które było zaplanowane, a w które nie dojechaliśmy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-26, 20:06

Kolejnego dnia od rana świeci słońce, więc zgodnie z planem ruszamy w góry - o tym będzie kolejny post. Wieczorem za to, po kolacji jedziemy przejść się po Szklarskiej Porębie.
Bardzo podoba się nam droga, łącząca te dwa miasta. Jest ciemno, droga biała, a oświetlany światłami naszego samochodu las przypomina mi znów, Alaskę? Ruchu prawie nie ma, więc dojeżdżamy szybko pod Dworzec PKP Szklarska Poręba Górna, gdzie zostawiamy auto a my ruszamy na spacer.
Obrazek

Widać dobrze stok z Szrenicy:
Obrazek

Pierwsze wzmianki o Szklarskiej Porębie pochodzą z lat 1366-1372 i mówiły, że huta stała już tu dawno (stała w Dolnej Szklarskiej Porębie). W późniejszych latach huty zaczęły powstawać/wędrować coraz wyżej a na szklarskich polanach powstawały osady, w XIX wieku osad było 26 z 366 domami, przez co była to jedna z większych wsi sudeckich. Polską nazwę ustalono w 1946 roku, a prawa miejskie uzyskała w 1959 roku.
Dla mnie to taka mniejsza wersja Zakopanego. Z całą jego brzydotą, kiczem. Budy z dziadostwem? Są. Oscypki - a jakże można tu kupić. Ba, stoi nawet jeszcze udekorowana choinka - a mamy drugą połowę lutego.
Obrazek

Obrazek

Jest zimno, więc szukamy jakiejś knajpki by się zagrzać.
Po herbacie robimy jeszcze mały spacer, oglądamy kilka ładnych budynków, po czym wracamy do auta.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie ukrywam, że czytałem o betonozie jaka opanowała Szklarską. O tandecie zalewającej to miasto wiedziałem, ale i tak się rozczarowałem. Szkoda, bo do dziś mi utkwiła droga, którą się wjeżdża do miasta od północy - pięknie się wije wzdłuż Kamiennej, z pięknym lasem, pełnym wielkich kamieni...i kiedyś to miasto wydawało mi się ładne...
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-26, 21:12

W piątek, ostatni pełny dzień postanawiamy odwiedzić dwa miejsca. Jelenią Górę, oraz Zamek Czocha. Pytanie które miejsce pierwsze?
Ruszając skręcam ku Szklarskiej - czyli jedziemy do Jeleniej Góry. Na zakręcie śmierci widzimy piękną panoramę na Karkonosze, więc postanawiam podjechać znów pod stację kolejową (dziś żałuje, że na zakręcie nie zatrzymałem się - trudno). Wysiadamy i podziwiamy:
Obrazek

Czas na zdjęcia z teleobiektywu. Budynek RTON nad Śnieżnymi Kotłami:
Obrazek

Obrazek

Szrenica:
Obrazek

Wysoki Kamień - w Górach Izerskich:
Obrazek

I wsiadamy by przez Szklarską dojechać do parkingu przy starówce w Jeleniej Górze.
Obrazek

Ruszamy na mroźny spacer. Świeci słońce, ale w cieniu uliczek jakoś jest bardzo zimno.
Drugi raz mam okazję spacerować po uliczkach Jeleniej Góry, pierwszym razem było to 20ścia lat temu (jak ten czas zasuwa...):
Obrazek
zdjęcie zrobił mi Marcin

Wtedy te uliczki zrobiły na mnie spore wrażenie i dziś jestem nieco rozczarowany. Jest dość pusto, szaro co wraz z chłodem sprawia wrażenie dużo słabsze niż pierwszym razem.
Jelenia Góra to miasto położone w Kotlinie Jeleniogórskiej, otaczają je Góry Kaczawskie od północy, od wschodu Rudawy Janowickie, od południa Karkonosze, oraz od zachodu Góry Izerskie i Pogórze Izerskie. Początki osady datuje się na XIII wiek, choć wcześniej istniał gród na dzisiejszym Wzgórzu Krzywoustnego.
Ruszamy wpierw przez rynek, aż do Cerkwi św. Apostołów Piotra i Pawła, gdzie skręcamy w poprzeczną ulicę.
Choć początek spaceru zaczyna się niezwykle kolorowo - poszczególne fronty kamienic mają różne kolory:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po minięciu rynku, dochodzimy do Bramy Wojanowskiej, obok stoi basteja, w której mieści się kaplica św. Anny:
Obrazek

Mijamy ładne domy z XVIII wieku:
Obrazek

Obrazek

i dochodzimy do cerkwi:
Obrazek

Cerkiew pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła odbudowany w 1737-38 na fundamentach kościoła barokowego.
Obrazek

Skręcamy i uliczkami wracamy na ulicę 1go Maja obok poczty.
Obrazek

Obchodzimy rynek.
Obrazek

Ratusz zbudowany w latach 1747-49:
Obrazek

Obrazek

Po czym ruszamy powoli do auta. Podchodzimy jeszcze do Baszty Grodzkiej, w której są pokoje do wynajęcia (szkoda, że przy ruchliwej drodze, ale fajny pomysł):
Obrazek

Obrazek

Obrazek

i na sam koniec dostrzegam jeszcze jedną wieżę:
Obrazek

To baszta Zamkowa z 1584 roku (postawiona w miejscu wcześniejszej, zawalonej). I jest otwarta, do tego wejście jest darmowe, więc mimo sprzeciwu córki wchodzę na górę. Są dwa tarasy, oczywiście wyższy ma dużo fajniejsze widoki.
Obrazek
widok z niższego tarasu na Karkonosze
a niżej na wzgórza Pogórza Izerskiego:
Obrazek

Macham dziewczynom czekającym pod wieżą i wchodzę na samą górę. Tu widoki są 360 stopni!
Obrazek
nad dachami miasta widać Góry Kaczawskie
Baraniec (widać ledwo maszty):
Obrazek

Łysa Góra
Obrazek

stare miasto
Obrazek

Zakładam dłuższe tele i kilka widoków.
Na miasto z góry:
Obrazek

Obrazek

Można obejrzeć wieże kościołów:
Obrazek

Obrazek

Wieżę na Wzgórzu Krzywoustego:
Obrazek

Obrazek

Oczywiście wzrok ciągnie ku górom, ale jest południe, słońce jest idealnie nimi, więc zdjęć za dużo nie robię. Śnieżka:
Obrazek

Oczywiście budynek Radiowo-telewizyjny Ośrodek Nadawczy przyciąga wzrok:
Obrazek

Obrazek

Przy płaceniu za parking, okazało się, że byliśmy na spacerze równą godzinę. No to teraz jedziemy na Zamek Czocha, przez Pogórze Izerskie. Droga wiedzie fajnymi terenami. Pola, wzgórza pod śniegiem, a w oddali widać dłuższą chwilę - oczywiście Karkonosze.
Awatar użytkownika
_laynn
Posty: 1257
Rejestracja: 2024-08-10, 08:10

Re: Ferie w Sudetach

Postautor: _laynn » 2026-02-26, 21:24

Dojeżdżamy, parking i chwila nadziei - nie ma nikogo, kto pobiera opłaty. No ale te pobiera pan w bramie. Za parking, oraz za wejście na teren zamkowy.
Obrazek

Za bramą burdel. Remont. Dobrze, że przykryte śniegiem...
Obrazek

Więc idziemy na zamek.
Obrazek

Na zamku jestem trzeci raz. Drugim razem udało nam się wejść, z racji małej ilości zwiedzających wpuszczono nas samych z kolegą i pamiętam, że weszliśmy na szczyt wieży (stołpu).
Obrazek
widok na dziedziniec z wieży 2007r vs 2026:
Obrazek

Obrazek

Wchodzimy na zamek i...znowu płacimy. Za zwiedzanie z przewodnikiem. Parking 10, wejście na dziedziniec po 8zł, dobrze, że choć te odejmują od kwoty zwiedzania...(normalny 45, dzieci 35).
Mamy 20 minut do wejścia, więc kupujemy pamiątki i siadamy przed drzwiami prowadzącymi do dalszej części.
Obrazek
Obrazek
widok z dołu i z góry:
Obrazek

I potem prowadzi nas do podziemi,
Obrazek
tu akurat wychodzimy już,

Obrazek

przeprowadza przez tajemne przejścia,
Obrazek

Obrazek
plama bo wyciąłem jakiegoś dzieciaka
tak wygląda zamknięte, tajne przejście:
Obrazek

i na koniec pokazuje nam sypialnie, w której ponoć w łóżku znajduje się zapadnia:
Obrazek
Ponoć prześwietlając lasem odnaleziono system zapadni...lub nie. Pani stwierdza, że pozostawia nam odpowiedź w naszym zakresie :lol

Mimo tych opłat, zwiedzanie było ciekawe.
Wracamy do Świeradowa na obiad.

Panorama Pogórza Izerskiego:
Obrazek

Po tym tygodniu w Świeradowie-Zdroju, mogę powiedzieć, że to miasteczko bardzo mi przypasowało. Z wielką chęcią tu wrócę, najchętniej latem, może jesienią, tym bardziej, że do Karkonoszy jest stąd niedaleko, a podczas tego wyjazdu brakło czasu na ich odwiedzenie, choć w głowie miałem cichą nadzieję, że jak będzie jakiś słoneczny dzień...no ale słonecznej pogody nie było za dużo i nie mam żalu o to, po prostu stwierdzam fakt, bo pogoda była taka, jaką zimą należy się spodziewać i jesteśmy z niej zadowoleni. A tydzień (nie pełny) to za mało na taki rejon do zwiedzania...
To był też wyjazd, podczas którego praktycznie poza jednym planem (Liberec) wszystko inne nam wyszło. Do tego udało się nieco odpocząć, posaunować.

Będzie jeszcze górska relacja z tego wyjazdu, więc pozwolę sobie na koniec tej, zbiorczej relacji na polecenie - hotelu, w którym spaliśmy. Za co?
Głównie za niesamowitą atmosferę - hotel się reklamuje przyjazną i rodzinną atmosferą i to nie jest żadna ściema. W żadnym hotelu nie spotkaliśmy się z tak super uśmiechniętą ekipą, od recepcji, przez panie kelnerki aż do pań sprzątających! Z tak chętną do pomocy! (no jeszcze w Porębie Wielkiej podczas pierwszego pobytu było podobnie). Brawo!

Ale również za:
- za pyszne jedzenie. Śniadanie i obiado-kolacja w formie bufetu szwedzkiego (zarówno zimna płyta jak i kilka ciepłych dań), a dania w restauracji oprócz tego, że były bardzo smaczne, to powalały wielkością - po pierwszym niedojedzonym filecie braliśmy przy kolejnych zamówieniach dodatkowy talerz - dwie osoby się najadały jedną porcją. I to w cenach podobne do tych ze schronisk (filet z kurczaka 48zł), ale dużo większych.
Obrazek
mały gratis do piwa

Oczywiście jest basen (mały), jacuzzi, sauna (wszystko świetnie działało). Choć hotel ma swoje lata, to jest czysto, wygodnie i ciepło. Można również dokupić różne zabiegi.
Na koniec każdy z wyjeżdżających gości dostał małą wałówkę na drogę - bułka, soczek, owoce - niby mały gest ale, to właśnie takie małe gesty spowodowały, że wrażenia z pobytu mamy rewelacyjne (pomijam wycieczki - tu oceniam kwatery). I to też oddaje sposób prowadzenia tego miejsca! Rewelacja!
Ps. byliśmy jedynymi gośćmi z Polski, reszta to osoby z Niemiec.

https://podjeleniem.pl/:
Obrazek

Obrazek

sala restauracji

Szczerze polecam! Tym bardziej, że zapłaciliśmy niewiele więcej, niż gdybyśmy wynajęli kwaterę, bez wyżywienia.

A to my - feriowi ;)
Obrazek

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości