Miejsca (nie)ciekawe
: 2013-12-26, 22:34
Mając teraz bardzo dużo wolnego czasu, staram się go jakoś ciekawie wykorzystać. Jeden dzień, swoistą wigilię wigilii, spędziłem buszując po okolicy, w miejscach gdzie można znaleźć pozostałości tworów istot ludzkich. A że w okolicy można ciekawe pozostałości zobaczyć... poszedłem je zobaczyć.
Wyprawę rozpoczynam w godzinach porannych, razem ze mną wyrusza nieodłączny kompan Ryszard i kompan no.2 Whisky. Pierwszy cel: zarośnięta piwnica, nieznana praktycznie nikomu.
Piwnica ciekawa, ze względu na położenie i też przez to, że można przejść metr od niej i jej nie zobaczyć. Jedyna historia, którą o niej słyszałem: podobno miejscowi kłusownicy chowali w niej broń. Łuski po nabojach w niej znalazłem. Czyli mogło tak być. Nad piwnicą stał dom i można jeszcze znaleźć pozostałości fundamentów. A 10 metrów dalej kolejna piwnica. A raczej resztki zawalonej piwnicy.
Dalsze swoje kroki kieruję na Kiczorę, idę żółtym szlakiem, tym na Łysinę. Niedaleko szlaku znajduje się kolejna forma pozostałości działalności naszego gatunku.
Historia tego miejsca jest powszechnie znana i nie taka dawna. Stał sobie tutaj dom i kilkadziesiąt lat temu spłonął. Fragment piwnicy wkomponowany w grunt robi na mnie dziwne wrażenie.Najczęściej kojarzy mi się z łukiem jakiegoś portalu czy zamurowanym wejściem do jakiegoś grobowca czy innego typu sztolni.
Przy okazji odwiedzam jedno z tych miejsc, gdzie lubię oglądać zachody słońca i w ogóle sobie posiedzieć w ciszy.
Od czasu kiedy zacząłem doceniać życie i każdy dzień staram się przeżywać tak, żeby(m) nie był zmarnowany, moje oczy patrzą w jakiś inny sposób na otaczający mnie świat. Przykładem roślina zwana barszczem zwyczajnym. Dla mnie nadzwyczajna. Idę, patrzę i widzę ręce wyciągnięte w stronę nieba. Ciekawe co by na to powiedział psycholog.
Po grudniowym wylegiwaniu się na uschłej trawie w cieple słońca ruszam dalej. Zagłębiam się w las i staram się trafić w miejsce, gdzie dawno temu bałem się chodzić. Pamiętam, że las był tam gęsty i mroczny. Idąc teraz nie wierzyłem w to co widzę. To co kiedyś było sercem lasu, niezbadaną głuszą, zostało poprzecinane drogami, gęsty niegdyś las przerzedziły piły mechaniczne, a grunt zorany został kołami ciągników, łańcuchami i upadającymi drzewami. Rozrzucone po całej okolicy gałęzie, konary i ścięte drzewa tworzące coś w rodzaju pomnika dla ludzi, którzy wykonali kawal dobrej roboty. Tak dobrej, że zaczynam żałować, że w piwnicy kłusownicy już nie chowają strzelb.
W końcu idąc przez otaczający mnie chaos i wszechobecne zniszczenie, trafiam do mojego celu. Coś co dla innych może być szałasem. Coś co dla mnie jest swoistym dziełem sztuki i świadkiem jakichś ciekawych historii. Tak ciekawych jak butelki po pitnym miodzie i innych napojach wyskokowych ukryte pod liśćmi w ruinach szałasu. Tutaj też dotarło zniszczenie i ktoś przejechał ciągnikiem przez środek szałasu i wyciął drzewa służące za słupy nośne. Jedyne co pozostało z szałasu to frontowa ściana, klepisko i ściany ułożone z kamieni w tak trwały sposób, że od razu skojarzyły mi się z drogami budowanymi przez legiony rzymskich niewolników - traktor przejechał przez nie i nawet nie pozostawił śladu.
Chwilę siedzę w tych ruinach i myślę nad tym ile pracy włożono w budowę tego szałasu. I ile fajnych chwil przeżyć musieli jego budowniczowie. W końcu wstaję i idę do najbardziej tajemniczego obiektu w okolicy.
Gęsta plątanina grabów, tarniny i ostrężyn kryje moje najdziwniejsze odkrycie. Kamienny krąg. Nikt o nim nie wie, nikomu go nie pokazałem. Stwierdziłem, że po co.
Bardzo lubię to miejsce i dosyć często tutaj bywam. Poniżej tej gęstwiny odkryłem kiedyś (przy okazji) konopie indyjskie. Może ktoś używa kręgu do odprawiania jakichś tajemnych rytuałów?
Wychodzę z gąszczu i ruszam do ostatniego obiektu na mojej liście. Kolejnej piwnicy.
Ta znajduje się w zboczu niewielkiego pagórka. Historia z nią związana też jest ciekawa. Nie tak dawno temu, żył sobie w niej pewien pan złota rączka znany z umiejętności przydatnych ludziom z okolicznych wsi (robił koszyki, reperował sprzęt domowy i rolniczy itp.) Taki rodzaj pustelnika.
Niedaleko kolejne fragmenty fundamentów po spalonym domu i blacha z niespodziewanymi śladami po naklejkach.
I tyle na dziś. Pewnie w niedługim czasie ciąg dalszy nastąpi. Podziękowania dla tych, którzy przeczytali całą relację, wiwaty na cześć tych, którym choć trochę się podobało!
Wyprawę rozpoczynam w godzinach porannych, razem ze mną wyrusza nieodłączny kompan Ryszard i kompan no.2 Whisky. Pierwszy cel: zarośnięta piwnica, nieznana praktycznie nikomu.
Piwnica ciekawa, ze względu na położenie i też przez to, że można przejść metr od niej i jej nie zobaczyć. Jedyna historia, którą o niej słyszałem: podobno miejscowi kłusownicy chowali w niej broń. Łuski po nabojach w niej znalazłem. Czyli mogło tak być. Nad piwnicą stał dom i można jeszcze znaleźć pozostałości fundamentów. A 10 metrów dalej kolejna piwnica. A raczej resztki zawalonej piwnicy.
Dalsze swoje kroki kieruję na Kiczorę, idę żółtym szlakiem, tym na Łysinę. Niedaleko szlaku znajduje się kolejna forma pozostałości działalności naszego gatunku.
Historia tego miejsca jest powszechnie znana i nie taka dawna. Stał sobie tutaj dom i kilkadziesiąt lat temu spłonął. Fragment piwnicy wkomponowany w grunt robi na mnie dziwne wrażenie.Najczęściej kojarzy mi się z łukiem jakiegoś portalu czy zamurowanym wejściem do jakiegoś grobowca czy innego typu sztolni.
Przy okazji odwiedzam jedno z tych miejsc, gdzie lubię oglądać zachody słońca i w ogóle sobie posiedzieć w ciszy.
Od czasu kiedy zacząłem doceniać życie i każdy dzień staram się przeżywać tak, żeby(m) nie był zmarnowany, moje oczy patrzą w jakiś inny sposób na otaczający mnie świat. Przykładem roślina zwana barszczem zwyczajnym. Dla mnie nadzwyczajna. Idę, patrzę i widzę ręce wyciągnięte w stronę nieba. Ciekawe co by na to powiedział psycholog.
Po grudniowym wylegiwaniu się na uschłej trawie w cieple słońca ruszam dalej. Zagłębiam się w las i staram się trafić w miejsce, gdzie dawno temu bałem się chodzić. Pamiętam, że las był tam gęsty i mroczny. Idąc teraz nie wierzyłem w to co widzę. To co kiedyś było sercem lasu, niezbadaną głuszą, zostało poprzecinane drogami, gęsty niegdyś las przerzedziły piły mechaniczne, a grunt zorany został kołami ciągników, łańcuchami i upadającymi drzewami. Rozrzucone po całej okolicy gałęzie, konary i ścięte drzewa tworzące coś w rodzaju pomnika dla ludzi, którzy wykonali kawal dobrej roboty. Tak dobrej, że zaczynam żałować, że w piwnicy kłusownicy już nie chowają strzelb.
W końcu idąc przez otaczający mnie chaos i wszechobecne zniszczenie, trafiam do mojego celu. Coś co dla innych może być szałasem. Coś co dla mnie jest swoistym dziełem sztuki i świadkiem jakichś ciekawych historii. Tak ciekawych jak butelki po pitnym miodzie i innych napojach wyskokowych ukryte pod liśćmi w ruinach szałasu. Tutaj też dotarło zniszczenie i ktoś przejechał ciągnikiem przez środek szałasu i wyciął drzewa służące za słupy nośne. Jedyne co pozostało z szałasu to frontowa ściana, klepisko i ściany ułożone z kamieni w tak trwały sposób, że od razu skojarzyły mi się z drogami budowanymi przez legiony rzymskich niewolników - traktor przejechał przez nie i nawet nie pozostawił śladu.
Chwilę siedzę w tych ruinach i myślę nad tym ile pracy włożono w budowę tego szałasu. I ile fajnych chwil przeżyć musieli jego budowniczowie. W końcu wstaję i idę do najbardziej tajemniczego obiektu w okolicy.
Gęsta plątanina grabów, tarniny i ostrężyn kryje moje najdziwniejsze odkrycie. Kamienny krąg. Nikt o nim nie wie, nikomu go nie pokazałem. Stwierdziłem, że po co.
Bardzo lubię to miejsce i dosyć często tutaj bywam. Poniżej tej gęstwiny odkryłem kiedyś (przy okazji) konopie indyjskie. Może ktoś używa kręgu do odprawiania jakichś tajemnych rytuałów?
Wychodzę z gąszczu i ruszam do ostatniego obiektu na mojej liście. Kolejnej piwnicy.
Ta znajduje się w zboczu niewielkiego pagórka. Historia z nią związana też jest ciekawa. Nie tak dawno temu, żył sobie w niej pewien pan złota rączka znany z umiejętności przydatnych ludziom z okolicznych wsi (robił koszyki, reperował sprzęt domowy i rolniczy itp.) Taki rodzaj pustelnika.
Niedaleko kolejne fragmenty fundamentów po spalonym domu i blacha z niespodziewanymi śladami po naklejkach.
I tyle na dziś. Pewnie w niedługim czasie ciąg dalszy nastąpi. Podziękowania dla tych, którzy przeczytali całą relację, wiwaty na cześć tych, którym choć trochę się podobało!