Wiolcia pisze:Są jakieś rokowania?
W poniedziałek robiliśmy kolejne badanie krwi, dzisiaj były wyniki. Wyszło lepiej, ale wciąż wszystko jest poza normami, czyli albo za dużo, albo za mało. Dostał leki na kolejny miesiąc. Głównym specyfikiem są sterydy, które mają dużo skutków ubocznych, ale podobno tak trzeba.
Tobi słabnie i chudnie z dnia na dzień, zanikają mu mięśnie, a skóra robi się coraz cieńsza, kości wystają. Natomiast je 2x tyle co zwykle, więc jednocześnie jakby tyje, bebechów mu przybywa. Jak jest w ruchu to tego tak nie widać. W domu głównie leży na wznak z otwartymi oczami na płytkach lub panelach i ciężko oddycha. Wetka mówi, że rokowania są bardzo ostrożne. Cokolwiek to znaczy.
Jak na razie całkiem dobrze dogadujemy się z Ukochaną co do dalszego postępowania. Największą krzywdą dla Tobiego są wizyty u weta, strasznie przeżywa i cierpi, a przy wszelkich kłuciach (pobieranie krwi, zastrzyki) robi cyrk. Jednak jakiegoś leczenia trzeba próbować. Na szczęście Ukochana nie naciska, żeby konsultować się nie wiadomo gdzie i robić nie wiadomo jakie terapie, np. przeszczep szpiku w Szwajcarii. Chyba oboje nie wierzymy, że miałoby to sens. Czuję, że będą jeszcze wyzwania w temacie Tobiego, bo przed chorobą mieliśmy zupełnie inne zdanie w temacie eutanazji. Teraz o tym nie gadamy. Co będzie - czas pokaże. Oficjalnie trzeba wierzyć, że Tobi wyzdrowieje, ale jednocześnie trzeba być przygotowanym na inny scenariusz.
