
Pominę milczeniem podróż pociągiem.
W poniedziałek przywitaliśmy się z plażą:



I to był najcieplejszy dzień z całego naszego krótkiego pobytu. Pogoda nas nie rozpieszczała. Było wietrznie, chłodno i słonecznie, ale wbrew prognozom pogody nie padał deszcz.
We wtorek spacerowaliśmy sobie plażą aż do sopockiego molo. Bo wiecie, nawet nad morzem nie byłabym w stanie usiedzieć w miejscu.



Zafundowaliśmy sobie rejs katamaranem, a niech dziecko wypłynie na szerokie wody.



Zwiedziliśmy też sopocką latarnię morską. Dla Wiktorka najfajniejsza okazała się plaża. Zabawom w piasku nie było końca. Fantastyczny okazał się również plac zabaw na plaży. Bawiliśmy się rewelacyjnie.





Kolejnego dnia poszliśmy pośpiewać do Opery Leśnej. I tak będąc nad morzem przeprowadziłam syna przez las ze wzniesieniami


A później znów biegiem na plażę, żeby "bawić się, żeby bawić się, żeby bawić się na całego..."





Wiktorkowi morze bardzo się spodobało. Szczególnie plaża i nieograniczone zabawy w piachu. I szczerze przyznam, że tak trochę zakochałam się w morzu

