viewtopic.php?f=22&t=6071
Dzisiaj zima wygląda z goła inaczej niż 3 lata temu, śniegu jak na lekarstwo, w każdym bądź razie o wiele mniej niż wtedy.
Wraz z Łukaszem z pracy postanowiliśmy się wybrać w góry, mieliśmy jechać na Babią ! Ale kiedy Seba podrzucił na mesengera foty z M. Fatry, plan szybko się zmienił, tym bardziej że Łukasz jeszcze nigdy tam nie był.
Na spokojnie, z Cieszyna ruszamy dopiero po 7.00, mamy sporo czasu, ponieważ kolejka kursuje dopiero od 9.00.
Już po drodze Łukasz jest pod wrażeniem, jak ładnie widać białe od śniegu góry, no i sama droga między skałami robi też duże wrażenie, jest dobry wstęp do dalszej wycieczki

Kolejka wywozi nas pod Snilovske sedlo, idziemy do kawiarni na kawę, Łukasz to zawodowy barista, więc kawa to jego paliwo

Ruszamy na Najwyższy szczyt Małej Fatry, w końcu jak zaczynać, to od najwyższych

Na szczycie Wielkiego Krywania wieje mocniejszy wiatr, dzięki starszemu panu ze Słowacji, wiemy że wiało 35 km\h
Łukasz pod mega wrażeniem widoków we wszystkich kierunkach i ilości pasm jakie widać, a tego dnia przejrzystość była bombowa !
Chyba nigdy wcześniej nie miałem takiej widoczności na Małej Fatrze

Schodzimy z powrotem na Snilovske sedlo, ale idziemy na krechę, prosto w dół ! Na przełęczy ludzi niewiele, ale jest środek tygodnia

Łukasz sprawdza celownik

Idziemy w stronę Chleba, słonko mocno przyświeca, jest ciepło, kompletnie nic nie widzę na aparat, więc w zasadzie robię foty na ślepo, dopiero później orientuję się, że używanie filtra polaryzującego w takich warunkach, było dużym błędem, ale było już za późno na poprawki

Musiałem sporo czasu poświęcić przy obróbce, parę epitetów poleciało

Na Chlebie największe skupisko ludzi, kilkanaście osób, kila z nich idzie dalej, chwilę później zawracają ? Dochodzimy do takiego załamania terenu ze stromizną z drugiej strony i dziwimy się czemu ludzie nie szli dalej ? Bo co, śniegiem zawiane i nie było widać ścieżki ? My przeskakujemy prze załamanie i lecimy dalej


W miejscu gdzie 3 lata temu był super klimat, dzisiaj jest normalnie i zwyczajnie, z tą różnicą że jest super widok na Tatry, taka zamiana

Tuż nad głowami zaczyna nam krążyć mały samolot, leci naprawdę nisko, Łukasz chciał w niego rzucać kulkami

Jest bardzo ładnie … Mijamy Hromowe i wypatrujemy jakiegoś fajnego miejsca na przerwę, zasiadamy gdzieś między Hromowym a Stenami z pięknym widokiem na Tatry, tak to można jeść śniadanie


jedyne które zdążyłem zrobić

Trochę zazdroszczę Łukaszowi tej euforii związanej z widokami i nowymi miejscami …
Rozsutec wydawał się być tak blisko, olbrzym wyłaniał się między Stenami i Stohem, miód dla oczu !
Końcówka podejścia na Steny jest już w błocie i rozmokłym śniegu, taki mały wstęp do wiosennych roztopów

Dochodzimy do zbocza Południowego Grunia …
Podziwiamy panoramę, zaczynam ubierać raczki, na co Łukasz się dziwi, ale po co ? Opowiadam mu o tym słynnym zejściu, o wypadku z samochodem ratowników, który tam był, o tym ile osób wywinęło tam orła i że ogólnie jest przejebane zejście, na co Łukasz mocno ruszył w dół, ja dokończyłem ubieranie raczków i biegiem w dół ! Łukasz zakosami, a ja w raczkach na krechę prosto w dół, biegiem aż na sam dół pod Chatę na Gruniu, byłem zagotowany, lało się ze mnie jak z kranu, kiedy Łukasz dotarł, wyglądał tak samo, cały czerwony i zalany potem

Siadamy pod chatą i zamawiamy kofole i gulaszową, później po kawie i tak nam mija pewnie z godzina, zdążyliśmy już wyschnąć.
Ruszamy żółtym szlakiem w stronę Vratnej, słońce fajnie nam przyświeca, jest ciepło i przyjemnie, droga pełna lodowych pułapek, trzeba być czujnym do końca

Wycieczka bardzo udana, Łukasz już czeka aż będzie można iść przez Janosikowe Diery na Rozsutec, ja w sumie też, bo to trasa którą debiutowałem na Małej Fatrze, a teraz sam będę tam mógł zabrać debiutanta

I taka to była wycieczka.