Tak że Turbacz był wyborem dobrym, bo bezpiecznym pod każdym względem.
Tym razem zaczęłam z Oleksówek w Nowym Targu ze względu na przypuszczenia graniczące z pewnością, że szlak powinien być przetarty. Tak było.
Ludzi też było niemało, ale to zrozumiałe przy takiej pogodzie i tak popularnym szlaku. Na szczęście udało się ich w miarę skutecznie unikać podczas trasy

O ile z jednej strony można było oglądać błękitne niebo, o tyle nad Tatrami wciąż były chmury. No nic, może rozpogodzi się później.
Faktycznie śniegu było więcej niż ostatnio, więc zdecydowanie wcześniej robiło się biało.
Ja wypatrywałam kolejnych polan - punktów widokowych. W każdym z tych miejsc oczywiście robiłam sobie odpowiednio długą przerwę

Tym razem wzięłam poddupnik, więc żadna ławka mi niestraszna

A z takiej ławki można się napatrzeć...
Zatrzymywałam się przy wszystkich możliwych chatkach, które przysypane wyglądają nieco ładniej niż w lecie.
Coraz bardziej podobała mi się panująca aura. Taką zimę lubię.
W pewnym momencie zauważyłam na niebie balon. W takich momentach żałuję, że nie chce mi się nosić drugiego obiektywu

Ale zadowalałam się widokiem na chatki...
Bardzo lubię Bukowinę Waksmundzką, więc mogę tam wracać zawsze i o każdej porze.
Widok na Tatry jest stamtąd całkiem niezły

Pobrodziłam trochę w śniegu i ruszyłam dalej w kierunku schroniska.
W okolicach Tatr robiło się nieźle, a ja nie miałam fajnego widoku bez drzew i dobrego obiektywu

No, trudno... Do schroniska zostało jeszcze raptem 20 minut.
W końcu dotarłam. Niedziela. 11.30. Dzikie tłumy! Tak że nie zatrzymywałam się specjalnie długo przy schronisku...
Postanowiłam iść na Halę Długą, gdzie na pewno będzie spokojniej i będzie można w ciszy zjeść i odpocząć

Tutaj już nie szło się tak fajnie, bo jednak to otwarta przestrzeń, szlak nieprzetarty, więc trochę się zapadało, ale chociaż widoki były dobre

Na hali dotarłam do ławeczki, na której zrobiłam pauzę.
Przerwa mi się trochę wydłużyła, ale w końcu postanowiłam ruszyć, żeby powoli zacząć schodzić. Ostatni rzut okiem i - do zobaczenia, halo!

Nawiało trochę chmur, ale jeszcze miało się rozpogodzić.
Tymczasem ja i tak cieszyłam się wszechobecną bielą

Dotarłam do rozwidlenia, gdzie miałam zdecydować, czy idę do Nowego Targu, czy do Klikuszowej.
Szlak dalej był dość dobrze przetarty, więc zdecydowałam się na Klikuszową. Co prawda szybko źle odbiłam, ale po chwili zauważyłam, że coś jest nie tak i wróciłam z powrotem do góry na szlak

Widziałam ślady po upadłych aniołach

Tym razem nie schodziłam do koliby. Zrobiłam postój nieco niżej, przy prywatnej chatce.
Po tej pauzie kierowałam się już w stronę przystanku. Na dole było dość pogodnie.
W związku z tym postanowiłam iść jeszcze na Pański Działek.
Tutaj łapałam ostatnie promienie słońca...
W śniegu po kolana zeszłam na przystanek w Klikuszowej, gdzie stałam jeszcze dobre pół godziny w oczekiwaniu na autobus. Na szczęście zgodnie z planem udało się wrócić do domu.

Jak pojadę gdzie indziej niż na Turbacz, to może też się pochwalę ;-P