Trasę wtorkową dodaję do zakładki "Jeszcze tu wrócę". Po pierwsze - nie wszystko znalazłam. Po drugie - cieszy oko.
Mijająca noc była bardzo zimna. Było zaledwie kilka stopni, co w stosunku do trzydziestu za dnia daje sporą różnicę. Ja jednak profilaktycznie wzięłam ciepły śpiwór zamiast letniego, więc udało mi się bardzo nie zmarznąć.
O poranku oczywiście przywitało mnie słońce, czyli wszystko odbywało się zgodnie z planem.
Zjadłam śniadanie, spakowałam bagaże i ruszyłam w drogę. Najpierw musiałam dotrzeć do Polanek.
Ławeczka w miejscu najbardziej widokowym na bazie, choć i tak widoków szczególnych z niej nie ma. Służy jednak nocującym jako obserwatorium nocnego nieba, szczególnie teraz, gdy można oglądać spadające gwiazdy.
Trasa od bazy do drogi szutrowej wyglądała zdecydowanie sympatyczniej niż w półmroku.
Cerkiew w Łopience również prezentowała się ładniej.
Mijając cerkiew doszłam do wiaty, przy której znajduje się miejsce na ognisko i wychodek. Wiata te jest z trzech stron osłonięta - idealne miejsce na nocleg
Nieco dalej znajduje się kolejne miejsce wypału węgla drzewnego. Strzeże go tygrysek, ale wyraźnie nie ma w nim życia!
Niedźwiedzi nie stwierdzono, ale było ładnie, zielono, kwieciście. Bardzo miło się szło.
Z Polanek musiałam dotrzeć do Terki, co oznaczało kilka kilometrów daremnego dreptania asfaltem. Na szczęście udało się złapać stopa, którym dotarłam w miejsce docelowe.
Zanim wyruszyłam w drogę, podeszłam jeszcze pod dzwonnicę parawanową, która stała w pobliżu nieistniejącej już cerkwi.
Tuż obok znajdują się dwa kościoły - jeden z nich to kościół filialny, a obok większa świątynia współczesna.
Wróciwszy na właściwy szlak, skierowałam się szybko do sklepu po zapasy wody, a następnie na drogę, która miała prowadzić mnie do Studennego.
Po drodze mijałam między innymi budynek szkoły.
I kilka innych starych drewnianych domów...
Słoneczniki mnie urzekły!
W pobliżu domów roztaczały się bardzo ładne krajobrazy.
Po chwili zielony szlak się skończył, a ja ruszyłam dalej nieznakowaną trasą.
Za plecami miałam zabudowania Terki - m.in. dwa wcześniej wspomniane kościoły.
Ale przede mną też było widać co nieco
Jedynym minusem był doskwierający upał, przez co później okazało się, że 3l wody, to za mało
Świat utrzymywał się w żółto-zielono-niebieskich barwach
W końcu dotarłam do cerkwiska w Studennem. Po cerkwi nie zachowało się zbyt wiele. Jest tam kilka kamieni i pamiątkowy krzyż.
Nazwa wsi oznacza studene, czyli zimnie miejsce, ale było wyjątkowo gorąco. Z cerkwiska można podziwiać bardzo ładne widoki.
Z tego miejsca ruszyłam już wgłąb lasu. Ścieżka się zwęziła i niejednokrotnie była dosyć zarośnięta, ale zazwyczaj w miarę widoczna.
Choć np. w tym miejscu poziom zarośnięcia jest dosyć spory
Ze Studennego dotarłam do skrzyżowania dróg przy moście nad Sanem. Ja poszłam tą w kierunku Tworylnego.
Po chwili dotarłam do tabliczki, gdzie rozpoczyna się rezerwat, założony ze względu na ochronę stanowisk węża Eskulapa (węży na mej drodze - nie stwierdzono

)
I kolejna urocza ścieżynka!
Spora część ścieżki jest poprowadzona tuż przy Sanie.
Na chwilę jednak odbiłam od Sanu, aby dojść do Tworylnego.
Najpierw musiałam jednak pokonać niski grzbiet.
Później, wychodząc z zarośli, weszłam wprost do Tworylnego.
W Tworylnem znajdują się głównie rozległe, zdziczałe łąki.
Choć widać, że toczą się też tutaj jakieś prace
Najpierw doszłam do ruin starej stodoły.
...i starej stajni dworskiej.
Później przeszłam prosto przez jeziorko

Da się je ominąć kilkunastominutowym obejściem, ale na szczęście się nie utopiłam

)
Wśród drzew również minęłam pozostałości zabudowy.
Dalej ruszyłam w kierunku cmentarza, omijając dzwonnicę, której nie znalazłam, jak na gapę przystało ;P
Z cmentarzem też początkowo miałam problem, wydawało mi się, że już go ominęłam, ale ostatecznie się udało!
Jego niepodważalną zaletą był cień, więc przycupnęłam tam na dłużej
Po chwili ruszyłam w dalszą drogę.
W końcu dotarłam do znakowanego szlaku, prowadzącego przez wieś Krywe. Gdzieś tu miały być ruiny dworu, ale też ich nie widziałam ;P
Było jednak zbyt upalnie, żebym miała siłę hasać po łąkach z ciężkim plecakiem, aby ich szukać
Z odnalezieniem ruin murowanej cerkwi nie miałam jednak problemu - zapewne dlatego, że znajdują się na szlaku ;P
Tutaj już zmęczyłam się upałem, więc posiedziałam chwilę dłużej, aby coś zjeść. Niestety zauważyłam też, że może mi braknąć wody, więc trzeba było oszczędzać. Ruszyłam jednak dalej w stronę wzgórza Szczołb.
Niebieski szlak wprawdzie omija sam szczyt, ale i tak trzeba było wyjść pod górę na zbliżoną wysokość (u-uuu-u

)
Później czekało mnie chwilowe zejście w dół do doliny potoku Hulski, a następnie monotonna droga do Zatwarnicy.
Żeby nie było bez przygód, tuż przed Zatwarnicą użądliła mnie moja debiutancka w tym roku pszczoła, więc szybko musiałam aplikować leki, zastanawiając się, czy będzie jakaś ostrzejsza reakcja czy nie
Zanim doszłam do centrum wsi, minęłam jeszcze nowy kościół.
W Zatwarnicy poznałam gwiazdy serialu "Drwale", z którymi spędziłam dłuższy czas wraz z innym turystą

Miałam nawet propozycję noclegu u nich, ale ostatecznie się nie zdecydowałam i poszłam do ośrodka "Zatwarnica". To szajenfikszyn było zbyt ekstremalne dla mnie ;D
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=qNjymHD-u7c[/youtube]