Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Autor Wiadomość
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-04, 21:52   Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Jak zwykle czerwiec to dla nas czas na dłuższy wyjazd. W tym roku mieliśmy w związku z tym różne ambitne plany - tzn. może "pokrętne" byłoby lepszym nazwaniem ;) Chcieliśmy znów wybrać się do Estonii, ale droga wodną. Z braku bezpośredniego połączenia Polska - Estonia chcieliśmy płynąć przez Szwecję - z Gdańska do Karlskrony, a potem ze Sztokholmu do Tallina. Następnie przez Estonię, Łotwę i Litwę dotrzeć do Obwodu Kaliningradzkiego, głównie celem odwiedzenia Bałtijska i Bałtijskiej Kosy, gdzie podczas ostatniego tam wyjazdu nie dotarliśmy, ze względu na moje niedoinformowanie..

No i jak zapewne można się domyślić nasze plany wzięły w łeb :( Miał być fajny wyjazd i dupa :( Wdrożenie zawsze podręcznego planu awaryjnego czyli Ukrainy - również nie było opcją... Pozostało więc wszystkie plany, mozolnie przygotowywane przez całą zimę wsadzić w teczkę i naprędce szykować zupełnie inny wyjazd - i wyruszyć gdzieś w Polskę... Ciężko jest mi sobie przypomnieć kiedy na tak długi wyjazd (ponad 3 tygodnie) jechaliśmy jedynie wewnątrzkrajowo... Zatem włóczęga będzie się odbywać niespiesznie i bardzo sporymi zakosami.. Na szwendanie się wybraliśmy lubianą przez nas ostatnio ścianę zachodnią. Nie powinno tu zabraknąć ruin, bunkrów, sosnowych lasów, kocich łbów na drogach - i wszelakich bajor, gdzie po ciekawym dniu można z siebie spłukać kurz wyboistych dróg, szlam podziemnych korytarzy i pajęczyny zapomnianych, poniemieckich pałaców i kościołów.

Pierwszy dłuższy przystanek na trasie to Kwietno. Jeszcze Dolny Śląsk. Nasze poprzednie wspomnienia z tej miejscowości nie są zbyt pozytywne. Ogrodzony prywatny pałac, gdzie cieć darł mordę nawet gdy robiłam zdjęcia stojąc na ogółnodostępnej ulicy. Spotkanie na swojej drodze bezinteresownego skurwiela zawsze zostawia negatywne wrażenia. Ale postanawiamy dać tej wsi drugą szansę. Bo nie tylko wyzamykany pałac tu mają. W leśnych ostępach kryje się jeszcze jedna budowla, ponoć dużo przyjaźniejsza dla dzikich eksploratorów. Mijamy zabudowania będące mixem bloków i baraków. Jak przystało na te pore roku wszędzie jest pełno kwiatów o cudnym aromacie, który niesie się polami w połączeniu ze śpiewem ptactwa. Jak przystało na sobotę i popegieerowską wieś, popołudnie tu mija w rytmie grilla i disco - polo.



Wbijamy w pola. W tle majaczy jeszcze fikuśne zabudowanie mające zapewne coś wspólnego w swej historii z pobliskim pałacem (o którego istnieniu wolimy zapomnieć).





Droga na pograniczu łąk i lasu wpełza w chaszcz. My wraz z nią.





Tam czai się to, czego szukamy.







Wieża widokowa z gatunku "sztuczna ruina". Coś, co w odległych czasach kazały sobie budować bogate hrabiny, posiadające gusta bubopodobne. Do okien zaglądają spętlone konary bluszczy..











Ta wieża jest wyjątkowo fajna - można wejść na samą górę! Prowadzą tam kręcone, solidne, betonowe schody, idąc którymi nie ma się poczucia, ze zaraz odpadną.





Ślimak schodów nagle się kończy w powietrzu! Bardzo mi to miejsce przypomina nieodżałowaną Włodzicką Górę... Kurde... Jak ja lubiłam to miejsce... No ale całe szczęście mam nowe miejsce do lubienia!





Bractwo czerwonych butów wyrusza na żer! ;) Kolorek jeszcze daje po oczach. Z każdym dniem będzie on szarzeć w wyniku przypylenia, przykopcenia, ubłocenia... Piach, ziemia, popiół - zawsze dążą, aby sprowadzić wszystko do jednego właściwego koloru - koloru dobrze spędzonego czasu! :)



Przy wieży jest miejsce ogniskowe, widać, że często odwiedzane przez miejscowych. Nie omieszkamy więc z niego skorzystać i sprawić, aby nasze kanapki z serem nabrały właściwego aromatu wędrówki!



Czerwononosy Krecik alkoholik oczywiście jest z nami! I zaś przytula się do butelki! Na tego kolesia to chyba nie ma rady! ;)




Na nocleg stajemy dosyć wcześnie. W końcu nigdzie się nam nie spieszy, skoro i tak dostępny "wybieg" mamy tak mocno ograniczony... Przypominają się różne piosenki - "jeśli kochasz swoją budę - to pokochasz łańcuch swój" (jedna z piosenek Kaczmarskiego...) ech... tyle piosenek człowiek znał, znał od lat... tylko ich nie rozumiał...)

Na biwak obieramy sobie okolice opuszczonego mostu kolejowego nad Baryczą. Linia kolejowa jest już tu niewidoczna, torowisko zdjęte, na mapach nieoznaczone w ogóle.. Została tylko żelazna kratownica przerzucona nad malowniczą rzeką.



Znaleźliśmy to miejsce przypadkiem, w marcu zeszłego roku. Pojechaliśmy zobaczyć brzeg rzeki, czy rokuje ogniskowo - a tu bum! taka wspaniała niespodzianka! Wracamy więc tu z ochotą. Najpierw próbujemy szczęścia od strony Kietlowa. Niestety podjazd na upatrzone miejsce jest niemożliwy. Drogę przegradza młakowaty potok, o głębokości do pół łydki, a jak życie nieraz pokazało - busio bardzo źle sobie radzi na powierzchniach grząskich.



Jedziemy więc od strony Osetna. I dopiero tu odkrywamy - że tam był szałas!





Miesiąc temu wieszaliśmy hamak NAD torami (https://jabolowaballada.blogspot.com/2020/05/w-oczekiwaniu-na-pociag-widmo-na-trasie.html) Więc teraz dla odmiany (i równowagi) wieszamy go POD torami :)









A tak sobie płynie rzeka Barycz...



Wieczór mija na siedzeniu na przęśle...



wspinaniu się po rdzawych szkieletach...





a w końcu i klasycznie - przy blasku płomieni.





Przez kilka pierwszych dni tego wyjazdu towarzyszą nam "muminkowe herbatki". Dostaliśmy je w gratisie do zakupionego kubeczka. Bardzo smaczne np. dzisiejsza jest o smaku jaśminowym!



Księżyc błyska znad ażurowego "dachu" dawnego mostu, wodne ptactwo kląska w szuwarach, a kabak zasypia na rękach przy ognisku, nucąc jakąś dziwną, nieznaną nam piosenkę, pewnie przedszkolną (albo zapamiętaną z poprzedniego wcielenia ;) )




cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 6450
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2020-07-04, 22:12   

A nie kusiło aby jeszcze raz spróbować sfotografować ten pałac i czekać na reakcję? :lol

A ten kubeczek to gdzie kupiony? Bo takie to są popularne w Finlandii - czyżby jednak tam dotarliście? :>
_________________
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-04, 22:56   

Pudelek napisał/a:
A nie kusiło aby jeszcze raz spróbować sfotografować ten pałac i czekać na reakcję?


Tym razem jakos nie... Acz jak kiedys bede w okolicy z jakims kumplem co lubi dac komus w morde - to chetnie sie przejde ;)

Pudelek napisał/a:
A ten kubeczek to gdzie kupiony? Bo takie to są popularne w Finlandii - czyżby jednak tam dotarliście? :>


Nie dotarlismy.. Acz myslelismy o tym tez, wlasnie ze wzgledu na te Muminki.. Z Estonii to byloby do zrobienia - ale czy by sie nam chcialo i starczylo czasu?.. No ale co wyszlo ze wszystkich polnocnych planow - to wlasnie widzisz... Najdalsza polnocą byl Szczecinek ;)

A kubeczek jest kupiony wysyłkowo w sklepie chyba polskim ale o cenach iscie skandynawskich niestety...

https://stolzpowylamywany...minki,c160.html
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2020-07-04, 22:58, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 6450
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2020-07-04, 23:01   

Z Estonii promy pływają co chwilę, ja nawet kiedyś skoczyłem z Tallina na jeden dzień ;) Podróż trwa chyba nieco ponad godzinę.

Oferta sklepu ciekawa ;)
_________________
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-05, 09:10   

Pudelek napisał/a:
Z Estonii promy pływają co chwilę, ja nawet kiedyś skoczyłem z Tallina na jeden dzień ;) Podróż trwa chyba nieco ponad godzinę.
)


I co, trafiles tam na cos muminkowego? Mnie sie marzy koszulka z Hatifnatami!
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 6450
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2020-07-06, 14:52   

Same muminkowe ;) Ale ja już koszulkę z muminkami mam, oryginalną finską :D I zapłaciłem za nią wtedy około 25 euro czyli o wiele taniej niż chcą w tym sklepie! To faktycznie drożyzna!
_________________
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
Ostatnio zmieniony przez Pudelek 2020-07-06, 14:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-07, 09:06   

Na dłużej zatrzymujemy się w wiosce Wyszanów. Na górce, w środku wsi, stoją ruiny dawnego kościoła. Wyglądają nieco jak zamek albo inna baszta obronna. Czasem ktoś tu zagląda w celach innych niż obalenie flachy na schodkach. Widać sklecony z gałęzi krzyż, jakieś świece, kwiaty. Na pewno fajniejsze miejsce do modlitwy, niż w tłumie i w hałasie.











Kolejnych zaułków mamy w planie szukać w dawnym pałacowym parku. Na skraju linii drzew stoi budynek wyróżniający się spośród innych nietypowym kształtem. To ponoć jedyna pozostałość zburzonego już dawno pałacu - brama wjazdowa.







Już same rynny sugerują jakąś "elegancką" przeszłość.



W parku znajdujemy mauzoleum. Miejsce zarośnięte, strzeżone przez nieco upiorne, bezgłowe anioły.



Ciekawe czy ich głowy zabrano i teraz zdobią jakąś prywatną posesje? Czy raczej ktoś odłupał i rzucił w krzaki?



Jest i plac zabaw! Taki najlepszy z najlepszych! Taki dziki i wolny! Taki przy jakim nie ustawia się wrażych tablic, nie owija taśmą, a pewnie i psy zaglądają tu rzadziej ze swoim mandatowym bloczkiem... I jest cieniście! I nie ma "regulaminów" i ograniczeń wiekowych! Bawi się ten, kto czuje zew dziecka w duszy! :)



Już, już mamy wyjeżdżać z Wyszanowa, ale okazuje się, że ta miejscowość coś nie chce nas za szybko wypuścić. Napotykamy sklepik, tak miły, że grzechem byłoby się z nim nie zapoznać bliżej. Podsklepie zawiera wiatę a nawet kominek!







Siedzimy chyba z pół godziny i zaczynamy się zastanawiać, że coś nam tu nie gra... Nie ma praktycznie klientów, a dzień ciepły, słoneczny, w sam raz na podsklepowe piwko. Od czasu do czasu wpada do sklepu tylko jakaś kobita, ale nic nie kupuje. Zamienia dwa słowa ze sprzedawcą, a potem wpada jak burza pod wiaty. Niektóre z nich mierzą nas lodowatym wzrokiem lub pytają: "jest tu z wami ktoś jeszcze?". Po czym z nieufną miną znikają. O co chodzi? W końcu nie wytrzymuję i idę zapytać sprzedawcę. "To przez tą pier**** epidemie! Nie że nie wolno, nie że policja, wszystko jest załatwione tak, jak trzeba. Ale baby! Nie chcą, żeby ich chłopy piły, więc ich gonią spod sklepu, straszą, że jak zobaczą zgrupowanie to wezwą policje i sanepid. Więc co chłopy wymyśliły? Jeżdżą po bimber do sąsiedniej wsi, umawiają się gdzieś po lasach, rozwaliskach i melinach (nawet ja nie wiem gdzie) i wracają wieczorami w takim stanie, ze tu by się 10 piwami tak nie zrobili. A ja nie mam utargu! Przyjdzie mi zamknąć sklep! Nie będę kolejny miesiąc do interesu dokładać! Cieszcie się piwkiem i lodami w cieniu! To pewnie już ostatni raz..."

Odrę przekraczamy klasycznie, promem, a jakże! Między Przewozem a Milskiem. Kolejka do promu sięga kilkunastu aut. Czemu? No bo jest pandemia i mogą zabierać na pokład tylko po trzy auta, zamiast normalnie po 5 czy 6. Ludzie więc grupują się na brzegach i mają gotowy temat do narzekania - wyzywanie na władze. Zamiast 15 minutowego zgromadzenia na pływadle - półtorej godziny na brzegu. Jakiś mądry nad tym zapewne długo myślał! Ale nie ma co narzekać, atmosfera nadbrzeżna jest iście festynowa :)









Zieloną Górę omijamy "leśną obwodnicą" z Krępy (Krępej?) do Wysokiego. Nie wiem czy to opcja w pełni legalna, ale na pewno bardzo przyjemna ;) Realizujemy nasz plan - trzy rzeczy do omijania: duże miasta, szybkie drogi i w miarę możliwości mosty.

Na nocleg zatrzymujemy się znowu nad Odrą i znowu koło promu. Tym razem to prom koło Pomorska. Nasze miejsce otaczają zwalone pnie, które kabak natychmiast zużywa do wspinaczki i malowania węglem.



Busio na miejscu noclegowym, w swoich kolorach totalnie niemaskujących. Trzeba go w końcu kiedyś przemalować! Już wiemy, że musimy to zrobić własnoręcznie, bo zarówno oklejanie jak i profesjonalne malowanie dwukrotnie przewyższają wartość całego samochodu! ;)









Strasznie dużo tu nad rzeką uschłych drzew. Ciekawe o co chodzi? Czy korzenie im gniją w wyniku zalewań? Czy raczej kwestia jakiegoś spuszczanego syfu?





Nie wiem czemu, ale te konary wyszły jakoś wybitnie zębisto! ;) Ja dopiero na zdjęciu to zauważyłam, ale kabak coś chodził i opowiadał o "zwłokach upolowanego smoka", a ja uznałam, ze fantazjuje... Błędem jest niedocenianie dzieci ;)



Gdzieś w tle niesie się pluskot pływającego wahadłowo promu, który kursuje aż do zapadnięcia ciemności.





Wieczór spędzamy na cypelku... Ciepłe barwy schyłku dnia mieszają się z pełgającym płomieniem, grzejącym nam strawę. Czajniczek bucha parą, a świat wokół powoli spowija mrok i cisza, którą tylko czasem przerwie jakieś mlaśnięcie w wodę rybiego ogona..









cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-08, 17:23   

Celem dzisiejszej wycieczki są 3 bunkry położone nad samą Odrą, malowniczo wkomponowane w wał przeciwpowodziowy. Bunkrów jest tam więcej, 5 albo 6, ale z opisów wynika, że pozostałe są odremontowane, więc nie leżą w zakresie naszych zainteresowań.

Ale póki co trzeba tam dojechać, a trasę dobrać jak najbardziej malowniczą. Jedziemy przez Dobrocin. Wioska w klimatach popegieerowskich.



Wyboista droga i biała tablica do mojej kolekcji.



W oczy rzuca się też pałacykopodobny budynek, do którego oczywiście podłażę.



Opuszczony, ale na oko zdaje się być w całkiem niezłym stanie (owe "oko" bywa nieraz bardzo mylące ;) )



Drzwi zamknięte, ale z daleka widzę otwarte okno.



Tarasik porasta sympatyczne zielsko wszelakie.



Podchodzę do okna, zaglądam... Porządne schody, drewniane zdobienia, już mam włazić, tylko... wszystko ma jakby zaburzoną nieco perspektywę.. Jakby dziwnie krzywo? Jakby piony z poziomami się nie zgadzały? Coś jest nie tak w tym pomieszczeniu.



Gdy wzrok pada nieco niżej i na prawo - robi mi się zimno... Cała podłoga poleciała do piwnicy! Brrrrr... Zatem - dokładniejszego zwiedzania nie będzie ;) Skądinąd dziwne toto... Zwykle pierwszy wali się dach... A tu dach w dobrym stanie, stropy wyższych pięter też, a parter się zbuntował ;)



W stronę Odry jedziemy drogą z płyt. Płytówki ZAWSZE prowadzą w ciekawe miejsca! To niepodważalna reguła! :) Pobocza zarastają krzaki dzikiego bzu, rozsiewając wokół aromat wczesnego lata.





Mijamy bagienka i malownicze rozlewiska.





Są nawet miejsca, gdzie betonowa płyta krzyżuje się z moją ukochaną trylinką!



Droga wije się przez malutki przysiółek zwany Piaśnica albo Mikozyn. Dziwnie tak.. co mapa - to inna nazwa.



Więcej nazw niż domów! ;) Czynne gospodarstwo maja tu chyba tylko jedno. Dalej są jeszcze inne budynki, ale już w ruinie.



Nam trzeba jeszcze dalej. Płyty się kończą i dalej trawiastym traktem tuptamy nad samą rzekę. Już z daleka widać nasze bunkry, sprytnie wkomponowane w wał. Pierwszy bunkierek niestety jest taki jakby go nie było. Odnowiony i wyzamykany na cztery spusty. Ktoś sobie go przywłaszczył na prywatną piwnice. Przypadkowy turysta może się jedynie obejść smakiem. Cóż... nie tracąc nadziei suniemy dalej.



Kolejny bunkierek zapewne niedługo podzieli losy poprzedniego, właśnie urzęduje w nim ekipa remontująca.

Na szczęście trzeci jest jeszcze taki jak trzeba - dziki, zarośnięty i dostępny! Ufff... chociaż jeden się uchował...









Ze ścieżki na wale wystaje blaszana kopułka, zdradzając że pod stopami czai się coś fajnego!





Wejścia w podziemne czeluście pilnuje wirująca chmura. Nie wiem czy to wyszło na zdjęciu, ale był to gęsty obłok owadów. Jakiś komaropodobnych. Przebijając się przez nie, połowa zostaje na włosach i twarzy. Najtrudniej wydłubać potem te, które zaległy w uszach.



Wygląd wnętrz sugeruje, że bunkierek nieraz jest zalewany.







Jedna z wewnętrznych ścian jest cała metalowa, więc obecnie "porasta" ją rdza.



Obiekt nie jest całkiem opuszczony - widać, że pomieszkuje w nim jakieś gniazdujące ptactwo.





Ściany zdobi dużo napisów. Są stare, niemieckie..

















Są też nowsze napisy, ale też chyba powstały już dosyć dawno. Czy to jacyś wojskowi się tu gromadnie podpisali? Imiona, nazwiska, nazwy miast - i jakby daty urodzenia?? I przy każdym skrót "WKR". Z jakich lat pochodzą te podpisy i jakie były okoliczności ich wykonania? tego już niestety nie wiemy...







Bunkry więc wypaliły dzisiaj tylko w 1/3, ale cala okolica jest tu sympatyczna. Nadodrzańskie widoczki są zawsze miłe dla oka.





I właśnie tu, między Niętkowicami a Bródką, do Odry wpada kanał Ołobok. U jego ujścia jest klimatyczna łacha piachu, na której leży zwalony pień, a i w całym rejonie jest pełno rosochatych konarów.





Dziś znów przekraczamy Odrę promem, tym razem jeszcze innym, koło wsi Brody.



I zaraz za promem zjeżdżamy w nadrzeczne młaki.



Drogi nieco tracą na główności ;)



Znajdujemy cudne miejsce - plażę, zrytą jakby lejami po bombach. Miejscowi muszą tu nagminnie pozyskiwać piasek na swoje potrzeby. Kabak więc trafia do raju! Wturliwuje się w dziurę z wiaderkami i samochodzikami - i cały wieczór nie ma dziecka.











Nie wiem czemu, ale uwielbiam palić ognisko na piachu! To chyba moje ulubione podłoże do tego celu.








Dziś też po raz pierwszy wydłubujemy gitarę, więc wieczorny świat wypełnia nie tylko blask płomieni, ale również miłe brzdąkanie.





Hitem wieczoru jest piosenka o zuchu :) https://www.youtube.com/watch?v=32ui5rhtq1I

Przygotował zuch dwie nogi,
Do dalekiej ciężkiej drogi.
Noga lewa, noga prawa,
To dla zucha jest zabawa.

Ref: Idzie zuch, wicher dmucha,
I do tyłu ciągnie zucha,
Ale zuch się nie przejmuje,
I do przodu maszeruje.

Przygotował zuch dwie ręce,
Tylko dwie, bo nie ma więcej.
Ręka lewa, ręka prawa,
To dla zucha jest zabawa.

Przygotował zuch dwa oka,
Takie wielkie jak u smoka.
Oko lewe, oko prawe,
Oba świata są ciekawe.



cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-13, 22:00   

O bunkrach między Przetocznicą a Ołobokiem pierwszy raz usłyszeliśmy w 2009, na biwaku nad lubuskim jeziorkiem koło Proszowa. Wtedy weekend mieliśmy zaplanowany w 200% - jechaliśmy do fabryk w Zasiekach i Krzystkowicach. Koleś, który opowiadał o tych leśnych betonach nad kanałem, namalował nam w atlasie samochodowym zygzak - tam, gdzie mniej więcej te bunkry się znajdują. Minęło ponad 10 lat i jakoś nigdy nie było okazji na dłużej zawitać w te strony. Jak już się zapuszczaliśmy w lubuskie to albo ciągnęliśmy dalej, na MRU, albo jechałam z rodzicami, a oni bunkrów za bardzo nie lubią. I teraz, na szybko przygotowując wyjazd, przeglądając mapy - natknęłam się na ten zygzak sprzed lat :)

Znaleźliśmy 3 bunkry z 5 szukanych. Widać część namiarów było jakiś walniętych.

Pierwszy odnaleziony jest położony na południe od Przetocznicy, w suchym i pachnącym sosnowym lesie. Na tyle suchym, że rezygnujemy z ogniska i kanapki zjadamy na sucho. Miejsce oznaczane na mapie jako "MRU PzW 601".



Widok od przodu.





Gdzieś we wnętrzach.



Okienko na las.



Od tyłu bunkier jest bardziej "wygryziony" i fajnie wkomponowany w pagórek.



Zarosły mchem i drzewami coraz bardziej wygląda jak naturalna skała czy jaskinia.



Bujają się nad nami wierzchołki sosen.



Bujamy się i my!





Bunkry bunkrami, ale grunt, że po takich lasach to się fajnie łazi :) A dodatkowo mając cel do szukania - to już jest rewelacja!



Drugi bunkier siedzi w zupełnie innych klimatach - otaczający go las jest liściasty, mokry i z lekka robaczywy. To gdzieś pomiędzy Ciborzem a Skąpym, a miejsce jest nazywane "MRU PzW 625".



"Przybunkrze" jest cieniste i mroczne, a z wnętrza ciągnie chłodem. Nic dziwnego - ten obiekt jest dużo większy od poprzedniego, można zejść do piwnic.



Ścienne wyznania - zapewne pamiątki po udanych imprezach :)



Są i pułapki, w które np. łażąc bez latarki łacno można wlecieć.







Jedno z wejść jest wzmacniane falistym metalem.





Rdzawe stropy powoli porastają mineralne nacieki. Tzn. teraz nam się wydaje, że jest ich tu sporo. Nic z tego! Bunkry w prawdziwie jaskiniowych klimatach odwiedzimy dopiero na Wale Pomorskim! Tam to będzie naciekowy czad!













No i bunkier od drugiej strony - bardziej pokruszony i tajemniczy!



Kolejny okaz leśnego betonu siedzi zatopiony w paprociach, niedaleko drogi do Rokitnicy. Mapa nazywa go "MRU PzW 642".



Prawie jak górskie gołoborze albo inne omszałe rumowisko na obrzeżach skalnych miast! ;)





Ściany maskowane wszelaką roślinnością :)



Ostatnią tego dnia konstrukcję bunkropodobną namierzamy przypadkiem w Ołoboku, bo koło niej przejeżdżamy. Ogromny, obły zwał betonu w połowie swej objętości przytyka do drogi i lądu - a reszta wchodzi w jeziorko porosłe sitowiem i wszelakimi grążelami. Jest to śluza przy starym moście, różnica poziomów wody jest tu całkiem spora!





Co najciekawsze - obserwowana budowla jest umiejscowiona na wodzie! Pod spodem przepływa wodospad! Taką konstrukcję widzę po raz pierwszy w życiu!



Do wnętrz da rade wejść, acz jest to nieco utrudnione, zwłaszcza dla krótkich, niespełna pięcioletnich nóżek.



Podłoga jest mocno niekompletna, ale niekompletna celowo. Są takie jakby przesuwne sztaby, między którymi widać spienione odmęty bardzo gdzieś spieszącej się wody. Ciągle mam wrażenie, że coś mi tam wleci - latarka, telefon albo dekielek od obiektywu. Jakby ta czeluść (pełna ryku wody) zasysała drobne przedmioty.





Cały bunkier wypełniony jest szumem wodospadu, zwielokrotnionym zapewne przez echo wody rozbijającej się o metal. W uszach aż dudni, a cały budynek z lekka podskakuje od wibracji. Naprawdę - miejsce tak inne od tych, jakie dotychczas widziałam, że japa sama się otwiera ze zdumienia i zachwytu!

Stare napisy..



Można też wyleźć na górę, ale tego nie robimy :) Są nawet napisy motywacyjne. Ale wrażenia z dolnego poziomu nas w pełni satysfakcjonują.



cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-15, 19:18   

W lubuskich lasach siedzi wiele miejsc, gdzie niegdyś były wioski, przysiółki czy jakieś inne leśne osady - a teraz już ich nie ma. Zniknęły w odmętach przeszłości i zostały po nich głównie nazwy na mapach. Ponoć nieraz zostały też ruiny domostw, podmurówki, piwniczki czy rozrzucone po wykrotach jakieś resztki ceramiki czy żelastwa. Pewnie mieszkając tu gdzieś w rejonie, to weekendowo byśmy poodwiedzali wszystkie te wioski. A tak - postanawiamy wybrać sobie jedną. Pada na taką, gdzie niegdyś był młyn. Młyny zawsze mają w sobie coś tajemniczego, a poza tym są duże, solidne, więc może zostaje z nich więcej niż po zwykłej chałupie?

Już od początku wycieczki jakoś nie dopisuje nam szczęście - zaczyna lać. Jakoś lato w tym roku jest nieszczególne, zimne i mokre... W czerwcu to powinny być upały po 40 stopni, a nie mokry kaptur na pysku i sweter pod spodem!



Mijamy taki kwiatek. Nie wiem co to za gatunek, ale kojarzy mi się jakoś ogrodowo. Może uciekł z ogródka jakiejś wsi? Takiej, której już nie ma?



W miejscu naszej poszukiwanej wsi nie ma praktycznie żadnych pozostałości po dawnych latach. Może lato nie jest dobrą porą na szukanie takich miejsc? Bo wszystko zarasta i widać tylko busz roślinności? Są tu jedynie bagienka i rozlewiska.. Spomiędzy mchu wystaje tylko ceglany murek.



Była taka piosenka "Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie". Tu wprawdzie nie wsiadł, ale wysiadł, nie "do autobusu" tylko "z busia". No i te "człowieki" były dwa :) A reszta się mniej więcej zgadza ;)



Zaglądam pod ceglany murek. Ot, taki tunelik - przepust wodny pod drogą.



Teren omszały prawie równomiernie.



Ziemne pajęczyny udekorowane tysiącami kropel. Pająkowi się to pewnie niezbyt podoba, ale mi tak! ;) Czasem wycieczka lasami w deszczu też ma swoje uroki! Mimo mokrych butów i stróżki wody wpływającej stopniowo za kołnierz... Tak dla wynagrodzenia wszelakich niedogodności













Już na powrocie, już prawie przy busiu i całkiem przypadkiem (bo idąc na kibelek w krzaki) namierzamy ciekawe miejsce. Kanał, a za nim zabudowania.





Gdzieś tu, prawie spod nóg, zmyka nam sarna. Ale nie to jest tu najciekawsze. Są tu resztki drewnianego mostu! I na każdym z pozostałych słupów wyrosło drzewo! Drzewa nawodne! Na szczudłach sobie stoją! Coś niesamowitego!





A wieczorem zawijamy nad jezioro Niesłysz. Nie od Przełazów czy Niesulic. Od drugiej strony, gdzieś od Borowa, tam gdzie na mapie jest najbardziej zielono.







Namierzamy tu biwakowisko. Początkowo mamy wrażenie, że jest tu bardzo tłocznie, bo wszędzie stoją przyczepy kempingowe.





Ale większość z nich jest jakby opuszczona, a przynajmniej dzisiaj nie używana. Chyba ludzie sobie je tu zostawiają i przyjeżdżają na weekendy albo wakacje? Dziś jesteśmy tu sami. Tzn. nie tak do końca... Odwiedza nas łabędź ze skręconym karkiem, który prawie włazi do ogniska. Nie wiem czy mu zimno czy pragnie zostać naszą kolacją? Coś kiedyś go chyba złego spotkało. Ma bardzo dziwnie wygiętą tą szyje.



Wieczorne klimaty. Gdzieś tam w oddali majaczą światła nadwodnych zabudowań. Nas spowija tylko ciemność... No, może poza pełgającym ogniskowym kręgiem! ;)



Rano łabędź przypłynął też na śniadanie, z kolegą (jest więc dowód, że jednak go nie zjedliśmy wieczorem ;)



Długo tez obserwujemy kaczkę łyskę z potomstwem. Jak toto biega, skacze, pluska, piszczy, spada z konarów na łeb. Kabak kiwa głową: "Widzisz mamo.. To nie tak, że ja jestem niegrzeczna. Wszystkie dzieci są takie same" - dodaje z dumą!















Wreszcie można wywiesić pranie!



Nasz parking w komplecie!



W końcu i jacyś ludzie pojawiają się na horyzoncie, ale ilościowo na szczęście dalej przegrywają z wodnym ptactwem ;)




cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Adrian 
Cieszynioki


Wiek: 37
Dołączył: 13 Lis 2017
Posty: 3376
Wysłany: 2020-07-15, 19:48   

Dom pająka jest mega!
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-15, 20:40   

Adrian napisał/a:
Dom pająka jest mega!


A jak ciezko bylo go wywabic z tego domu! Ja probowalam dziubaniem trawka a kabak zakleciami ;) Ciekawe co pomoglo?? ;)
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Adrian 
Cieszynioki


Wiek: 37
Dołączył: 13 Lis 2017
Posty: 3376
Wysłany: 2020-07-16, 06:18   

buba napisał/a:
Adrian napisał/a:
Dom pająka jest mega!


A jak ciezko bylo go wywabic z tego domu! Ja probowalam dziubaniem trawka a kabak zakleciami ;) Ciekawe co pomoglo?? ;)


Po minie pająka trudno stwierdzić ;)
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4807
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-07-19, 20:34   

Nie wiem jak to jest, ale najfajniejsze są te wieże widokowe, z których nic nie widać. Tzn. te, które nie wystają poza linie lasu i z ich szczytu jest widok jedynie na kołyszące się na wietrze korony drzew. Dziś właśnie wybieramy się odwiedzić jedną z takich wież… Położona jest między wioskami Mostki i Zagórze. Ponoć należy do obiektów zwanych “wieżami Bismarcka”.





Na górę wyłazi się najpierw po malowniczych, kręconych schodach...







A sama końcówka to drabina! Takiego fajnego placu zabaw - to kabak nie przewidywał! :)











Dzielna ekipa zdobywców wież wygrzewa się w słoneczku! :)



Jak to ktoś rył? W cegle to chyba masakra. I jeszcze tak równo mu wyszło?



W baszcie siedzi uwięziona księżniczka i smok. Zwykle chyba księżniczki i smoki nie były po tej samej stronie krat? ale widać są różne bajki ;)





Na dalszą część wycieczki prowadzi nas taka oto malownicza, brukowana trasa.





Droga z Mostków na Zagórze przebiega przez małą, leśną osadę, która nawet nie wiem jak się nazywa. Od terenów dawnej wsi Kostrzewie jest lekko na północ.



Oprócz jednego gospodarstwa jest tam też duża wiata, zazwyczaj przeznaczona zapewne dla turystów, ale dzisiaj tylko ptactwo i komary mogą tam legalnie przebywać. Wszystko otaśmowane, otabliczkowane. Wiadomo, co zjadliwsze wirusy mają chyba gusta podobne do bub - też lubią się gnieździć w leśnych wiatach.





Kabak: “Ja nie wchodzę! Tu mogą być kamery! Przyjedzie policja i nas zamknie do klatki jak Muminki!”. Po chwili: “Chociaż? Mamy busia! Uciekniemy! Wchodzę!”

W Żelechowie odwiedzamy sklep, gdzie nas nachodzi nietypowo - na mleko i chleb z dżemem. We wiosce dominuje cegła i przyjemna dla oka zabudowa.







Mają tu też pałac. Chyba opuszczony, ale nie bardzo się da wejść do środka.









Dalej suniemy sympatycznymi małymi drogami przez Wielopole, Sieniawę, Wielowieś, Templewo do Goruńska. Gdzieś po drodze odwiedzamy jeszcze jeden wiejski sklepik. I już nawet nie pamiętam gdzie on był.



I ciekawa sprawa - jak to nic nie jest jednoznaczne! ;) Zazwyczaj tabliczka “teren prywatny, wstęp wzbroniony” wisząca na ruinach, bunkrach, przy jeziorze czy u wlotu do dolinki - budzi moją niechęć, złość i bunt. Ale są wyjątki. Podsklepie! :) Siadasz sobie wygodnie, pijesz browarka i wszyscy mogą cię cmoknąć! A nie jakieś chowanie butelki w rękawie i przyspieszone bicie serca na widok każdego podejrzanego auta hamującego w pobliżu. Nic w życiu nie jest więc czarno - białe! ;)






cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2020-07-19, 20:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
laynn 


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 10766
Skąd: Zagłębie Dąbrowskie
Wysłany: 2020-07-20, 08:39   

To bajka, w której księżniczka uwięziła smoka, co widać na drugim zdjęciu :P
_________________
Loża szyderców, oraz forumowy podpalacz nikonów.

https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.com/
https://www.flickr.com/cameraroll
Profil Facebook
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - manga