Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Autor Wiadomość
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4691
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-11-21, 21:43   

Niedaleko Torzymia zawijamy nad jezioro Jasne, gdzie jest leśne pole biwakowe.



Pobyt zaczynamy od przekąpki - póki jeszcze jest trochę słońca.



Jezioro jest niezwykle aromatyczne. Jak płynę to z wody podnosi się oszałamiający zapach ziół. Taki jakby lekko cytrusowy? Poprzednie jeziora nie miały tego zapachu, więc chyba musi tu coś nietypowego kwitnąć? Pytam kabaka czy jej się podoba ten zapach. Kabak zdziwiony: “Zapach gumy? No taki jak i wczoraj!” Taaaa… Ja jej o ziołach a ona z nosem na flamingu ;)



Rozkładamy się koło ogromnej wiaty. Tutaj jest pusto. Na biwakowisku jest kilka aut i namiotów, ale oni wszyscy na kupie siedzą nad samą wodą. Przy wiacie stoi pewna wraża tabliczka, a na wjeździe na pole wisiał regulamin, więc idziemy go przeczytać. Wynika z niego, że wszystkie palone tu ogniska trzeba zgłaszać leśniczemu, jest podany numer, więc co szkodzi. Dzwonie. Leśniczy mówi, że spoko, ale wyłącznie w murowanym palenisku w wiacie, bo jest susza i żeby absolutnie nie palić na trawie. Właśnie ostrzymy sobie zęby na wiate więc nam pasuje.





Siedzimy więc sobie, smażymy kiełbaski...



...a tu nagle zjawia się ON. Samozwańczy stróż porządku. Niezrealizowany kapo. Jeden z biwakujących w przyczepie nad jeziorem. Wpada do wiaty i ani “dzień dobry”, ani me ani be ani kukuryku - tylko “prosze natychmiast zgasić to ognisko!!!” Mówimy mu, że ognisko palimy w miejscu do tego przeznaczonym i na pewno go nie zgasimy - no bo właśnie je rozpaliliśmy i zamierzamy przy nim posiedzieć do nocy. A jego - jakby był milszy pewnie byśmy zaprosili do kompanii. A skoro nie jest, to mu sugerujemy, aby się zajął swoimi sprawami - to wszyscy na świecie będą szczęśliwsi. Koleś nie odpuszcza, łazi wokół nas jak jakiś szakal i burczy pod nosem. Kabak sensownie ocenia sytuacje: “Tatusiu, a zamknąłeś dobrze busia? Bo ten pan mi się bardzo nie podoba!”. Staramy się kolesia ignorować, może się zmęczy, znudzi, pójdzie w cholere? Ale nie! Facet wpada w furię. Zaczyna machać rękami, przeklinać, straszyć - leśniczym, policją, sanepidem, strażą pożarną - nie wiem czy jest jakaś organizacja, której nie postanowił postawić na nogi ;) Ostatecznie macha nam przed nosami telefonem - że on już dzwoni do leśniczego i będziemy mieć przechlapane. Wykonuje chyba 50 połączeń pod rząd, ale leśniczy nie odbiera. Za pięćdziesiątym pierwszym się udaje. I sądząc po minie delikwenta - mam wrażenie, że leśniczy był wkurzony umulnością i natrętnością jegomościa i go z góry na dół obhuśtał. Nie wiem co dokładnie mu powiedział, ale chyba nic miłego, bo koleś więcej na nas nie spojrzał, podwinął ogonek pod siebie i truchcikiem udał się do swojej przyczepy. A my mogliśmy kontynuować miły wieczór w blaskach płomienia. Choć niestety smród zawsze jakiś czas się jeszcze utrzymuje, zanim rozwieje go wiatr i czas… Ech... Uroki polskich biwaków… I dobrze, że nas coś tknęło, żeby do tego leśniczego jednak zadzwonić…



Początkowo mam plan spać w wiacie w hamaku.





Noc jest ciepła a i komarów wyjątkowo nie ma wcale. Deszcz mi nie straszny pod takim solidnym dachem. Do busia mam 20 metrów, więc jak mnie zacznie coś straszyć to nie mam daleko. Nigdy nie spałam sama w lesie, więc odrobinę mi nieswojo.. Ale wyjątkowo mi dobrze w tym hamaku! W oddali słychać dźwięki wodnych ptaków, które na jeziorze zapodają jakieś pląsy i pogawędki. Jednak zasypiając, w takim półśnie, wkręcam sobie, że jednak tu po biwakowisku kręci się ta ludzka gnida. A jak w ramach zemsty będzie chciał mnie zadźgać w nocy?? Zdecydowanie była to osoba niezrównoważona psychicznie - a z wariatami to nigdy nie wiadomo! Zasypiając czasem można sobie wkręcić niestworzone rzeczy - a i w nocy strach ma większe oczy ;) Zwijam się więc do busia. Ale i tu nie śpie zbyt spokojnie. Budzę się często na każdy szelest, a i ukryty w kieszeni gaz pieprzowy trochę mnie uwiera… ;)

Rano robimy sobie leśne naszyjniki! :D Nosimy je z dumą do końca wyjazdu! :)





A nad pobliskim jeziorem Ciemnym bylo ciekawiej: https://www.newslubuski.p...ja-saperow.html

Ale o tym dowiedzielismy sie dopiero kolejnego dnia, od miejscowych w Puszczy Lubuskiej, jak już zdążyliśmy stąd odjechać ;)


cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4691
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-11-22, 14:45   

Od bardzo dawna, jeżdżąc na MRU, przecinaliśmy spore leśne kompleksy zwane Puszczą Lubuską. W bok od szosy odbijały wąskie, szutrowe lub gruntowe drogi prowadzące do różnych przysiółków. Zawsze ciekawiło mnie zobaczyć te zagubione, leśne osady… Ale jakoś za każdym razem nie było na to czasu.. Bo albo się jechało na impreze, albo wracało do domu, zawsze coś gnało, goniło, nie pozwalało na spokojnie zagłębić się w tutejsze knieje. Aż w końcu Puszcza Lubuska doczekała się swoich dni! Chyba to jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie jest jeszcze takie nagromadzenie nieasfaltowych dróg, którymi można przejechać legalnie.

Najpierw jedziemy do Drzewców, gdzie prowadzi nas miły bruk.



Tu zostawiamy busia i idziemy w lasy szukać chatki harcerskiej, którą ktoś mi kiedyś polecił. Ale kto to był? I jak powinno wyglądać szukane miejsce? Tego już niestety nie pamiętam… ;)

No i mamy tutaj dwa w jednym! Od jakiegoś czasu “zbieram” sobie nazwy miejscowości, które staram się jakoś “zobrazować”. O TUTAJ: https://jabolowaballada.b...i-obrazowo.html ta kolekcja! W Drzewcach - ktoś ową robotę odwalił za mnie! :)



No i biała tablica! Do kolejnego mojego zbioru: https://jabolowaballada.b...ych-tablic.html

Mroczna aleja...



Samotny, niezamieszkały dom, kawałek oddalony od Drzewców.





Drogi tu mają kwieciste…



A lasy poszarpane, pogięte i nieco drapieżne - przywodzące na myśl opuszczony, zdziczały sad...









Na mapie mam znaczone tu w rejonie kilka wiosek - widm (Świętomierz, Drzewiny, Kijewo), po których ponoć zostały tylko resztki podmurówek.

Mijamy jakąś leśna osadę, która nie wiem jak się nazywa. Najbardziej cieszą drewniane płoty! To już się tak rzadko w Polsce spotyka!

















Tu czas się zatrzymał! Jeszcze tylko blachy maluszka powinny być czarne - jak za dawnych, dobrych lat!



Kawałek dalej znów rozrzucone wśród zieloności pojedyncze domy.









Przepływająca rzeczka tworzy tu niewielki stawek.





Długo błąkamy się po lesie w upatrzonym rejonie.



W końcu znajdujemy malutką wiatkę...





...i miejsce jakby po dużej wiacie sprzed lat. Są pozostałości słupków idących w okrąg i miejsca ogniskowego wyłożonego kamieniami. Na to wszystko zwaliło się kilka wielkich, suchych drzew.











Resztki jednego z nich wciąż wyciągają w niebo poszarpane konary.



To chyba musi być to miejsce z opowieści? Dużo z niego niestety nie zostało… Ale za to są jagody! Pierwsze jagody w tym roku, więc cieszą wyjątkowo!



Przerwa na herbatnika!



Wracamy do Drzewców i jedziemy na Kijewo, które zostawiamy nieco po lewej. Między drzewami majaczą jakieś domy. Potem próbujemy jechać na Kosobudki. Drogowskazów tu brak albo je przegapiliśmy. Jedziemy nieco na czuja. Główność drogi drastycznie spada. Jakieś pojazdy zrywkowe musiały ją chyba zryć bo przypomina harmonijkę - w regularnych odstępach są głębokie jamy, w dużej części wypełnione wodą.





Na jednym zagłębieniu nami dziwnie rzuca. Walę nosem w podszybie z takim impetem, że się zastanawiam czy się złamał? czy może już jego kawałki leżą na podłodze między atlasem samochodowym a torbą na aparat? A może wpadły do kabaczego gumiaka? Prawie natychmiast robi mi się u nasady nosa biały, podłużny bąbel. Potem nos puchnie i cały łeb boli. Na jakieś 2 dni tracę też węch (tak wiem, to na pewno koronawirus! Waląc nosem w busia nie miałam maseczki - ani ja, ani busio! A dystans zdecydowanie zachowany nie był... ;) Czy ja zawsze w przedostatni dzień wyjazdu muszę sobie jakąś krzywdę zrobić? Choć rok temu było gorzej… Znacznie GORZEJ! ;) https://jabolowaballada.b...rzy-biwaki.html

Toperz cały czas zastanawia się czy szybciej rozwalimy busia czy prędzej zwinie nas leśniczy. No bo mamy prawie pewność, żeśmy gdzieś zboczyli z planowanej trasy i teraz już walimy przez lasy, drogami na bank do tego nie przeznaczonymi. I co się okazuje? Że wyjeżdżamy w Kosobudkach! Tak jak planowaliśmy! Na naszej drodze stoją tablice kierunkowe, informujące o kolejnym skrzyżowaniu!



Znaczy jechaliśmy dobrze? I ta droga była dopuszczona do ruchu??

Dalej już prowadzą znaki i nie ma takich makabrycznych wykrotów, ale drogi są wciąż malowniczo leśne!



Czasem droga staje się dwupasmowa! :)



Przejeżdżamy w rejonie osady Kłodnica, Troszki, a potem kierujemy się na Kosobudz.

















Na obrzeżach tej miejscowości osiedlamy się nad jeziorem Dziarg. Jest tu oficjalne pole biwakowe, ale nie ma nikogo oprócz nas. Tzn. pojawia się tylko babeczka, która pobiera opłatę.





Jak nienawidzę zakazów - to ten jeden mi się nawet podoba! Pierwszy raz taki spotkałam! Fajnie się pływa z daleka od psiej kupy i piany z szamponu.



Są więc kąpiele, ognisko, pulpa i obserwacje odżywiających się dzięciołów..







I to był ostatni biwak tegorocznej wycieczki po “ścianie zachodniej”. Dwadzieścia kilka dni minęło jak mgnienie. Kolejnym wieczorem będziemy już w domu. Nie będziemy szukać dogodnego miejsca aby postawić tam busia. Nie będziemy rozwijać zielonych materaców i przekładać toreb na przednie siedzenia. Nie będziemy zbierać chrustu na ognisko i kolacji spożywać wśród dźwięków pohukujących sów… A do dobrego człowiek przywyka tak szybko! Na taki długi, kolejny wyjazd musimy czekać aż do września - a całe lato zadowolić się jedynie wypadami weekendowymi. Mina kabaka więc dobrze oddaje nastroje panujące w ekipie...





KONIEC
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 6284
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2020-11-23, 10:36   

Ile kosztował ten ostatni biwak?
_________________
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4691
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-11-23, 10:48   

Pudelek napisał/a:
Ile kosztował ten ostatni biwak?


Gdzieś chyba miedzy 20 a 40 zł za wszystko nam wyszlo. Bo jakos osobno byli liczeni dorosli, osobno dzieci, osobno auta czy ewentualne namioty. Nie pamietam dokladnie.
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 6284
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2020-11-23, 11:05   

To tak trochę sporo jak za możliwość postawienia auta w środku lasu... :o-o
_________________
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4691
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-11-23, 11:12   

Pudelek napisał/a:
To tak trochę sporo jak za możliwość postawienia auta w środku lasu... :o-o


Zalezy jak na to spojrzec. To ze tam jest jak w srodku lasu i nie ma zadnych kempingowych udogodnien (no wychodek chyba byl) to dla mnie plus. A cena jest za to, ze nikt sie nie przypierdoli. Ze sobie stoisz, palisz ognisko i wszyscy cie moga cmoknac. Nie musisz sie ukrywac i zaslaniac ogniska karimata jak przejezdza auto za drzewami albo miga jakas postac. Ten spokoj cieszy, zwlaszcza ze na tym wyjezdzie 2 razy mielismy klopoty z donosicielami, ktorzy łapali za telefon i juz do lesniczego "prosse pana a oni tam biwakuja a nie wolno!". Wiadomo ze lepiej za darmo, ale za spokoj ducha to wedlug mnie jest cena w porzadku.
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2020-11-23, 11:15, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 6284
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2020-11-23, 13:42   

No dobra, 20 złotych to bym zapłacił, ale już przy 40-tu się zastanawiał czy to jednak nie przesada za ten "spokój ducha", zwłaszcza jak kiedyś płaciło się parę złotych za nocleg przy wiacie w Porosiukach...
_________________
Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4691
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-11-23, 15:42   

Pudelek napisał/a:
No dobra, 20 złotych to bym zapłacił, ale już przy 40-tu się zastanawiał czy to jednak nie przesada za ten "spokój ducha", zwłaszcza jak kiedyś płaciło się parę złotych za nocleg przy wiacie w Porosiukach...


W Porosiukach jak sie nie myle to placilismy chyba zlotowke za osobe :lol

A tutaj sprawa wygladala raczej podobnie jak np. nad Hancza w Suwalskim, co wieczorem przyjechal ten koles na motorku i zawołał po 10 zl od osoby. Tez zesmy zaplacili i sie cieszyli ze mamy ten baraczek i swiety spokoj. Tu wrecz bylo taniej, bo wychodzilo cos powiedzmy 8 zl za doroslego, 6.5 zl za dziecko i 10 zl za auto. Wiec kolo 40 zl. A moze o polowe mniej? Jakos tak w ogole tego nie zarejestrowalam, mimo ze to ja placilam babce. Wydaje mi sie ze podawalam jej jedna albo dwie dwudziestozlotowki i ona mi wydala jakas garsc drobniakow.

Moim zdaniem nie bylo zle!
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2020-11-23, 15:57, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group