Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Trzeci i pierwszy raz.

Autor Wiadomość
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6336
Wysłany: 2018-04-24, 21:28   Trzeci i pierwszy raz.

Szczawnica. Miasto uzdrowiskowe, leżące w dolinie potoku Grajcarka, między Beskidem Sądeckim a Pieninami. Pierwsze wzmianki pochodzą z 1413r (za Wikipedią), zaś pierwsze budynki uzdrowiska powstały XIX wieku, zaś obecny wygląd to wynik rozkwitu w latach 60tych ubiegłego wieku.


Oboje z żoną odwiedziliśmy to miasto czterokrotnie, w tym w ten weekend po raz drugi wspólnie. Za to byłem w nim wcześniej :D , bo w 2002r, choć wtedy przejazdem na studiach, do Wąwozu Homole. Później spędziłem urlop jesienny w Wyżniej Szczawnicy, by następnym razem, już razem, późnym latem nocować jak i tym razem w części Dolnej.
Weekend wcześniej kolejny raz przeziębienie córki spowodowało odwołanie wycieczki w góry, więc do samego końca nie wiedzieliśmy czy pojedziemy i gdzie. Chciałem abyśmy ten weekend spędzili w schronisku, jednak dzwoniąc w czwartek, wszystkie miejsca z soboty na niedzielę były zajęte. Wchodziło jeszcze spanie na Szczelincu, ale w spólnej sali, co wyjątkowo tym razem nie wchodziło w grę, na szczęście jednak wybraliśmy inny kierunek, Szczawnica. W piątek ostatecznie zaklepujemy apartament (a co, było kilka powodów do świętowania), w sobotę rano pobudka o 6tej, pakowanie się i chwila po 9tej ruszamy.
Od samego rana panuje ciepło jak w letniej porze, na niebie błękit zagościł, chmur praktycznie brak. Przed Krakowem pierwszy raz za mgłą wypatruje Tatry!
Nie lubię jeździć zakopianką. Tym razem wybieram ten wariant, by jak najszybciej dotrzeć na kwaterę i cieszyć się pięknym dniem. Niestety na granicy Beskidu Wyspowego i Gorców szybka jazda (o ile jazda przepisowa to szybka) się kończy. Chyba kolejny członek naszej rodziny ma chorobę lokomocyjną... Zakręty, plus fatalna nawierzchnia drogi i zbyt dobre zawieszenie auta na zakrętach powodują...no przystanek. Dalsza droga, to jadę wolniej od wszelakich innych aut, obojętnie jakie mają gabaryty. Nie mam głowy by stawać i robić zdjęcia, a szkoda bo wzgórza Beskidu Sądeckiego nad Dunajcem rozkwitają, wyglądają podobnie do tych z nad Grajcarka:


W końcu dojeżdżamy. Kwatera się nam podoba. Jest zasłonięta od drogi, widoki piękne:
tu na Guckę


a tu Groń:

oraz widać jeszcze domek ze zjeżdżalnią, oraz piaskownicą.

I gwóźdź programu:

TRAMPOLINA!

Po rozpakowaniu się, poskakaniu i uspokojeniu żołądka, idziemy na obiad. Tu polecę restaurację Sami Swoi, gdzie do wyjazdu będziemy się stołować. Jedzenie smaczne, nie powala cenowo. Tu jem dawno nie udziwnianego devolaja, taki jaki powinien być, z masłem, bez sera.
Po obiedzie ruszamy spacerem do miasta. Dziś w planach nie mamy nic poza zwiedzaniem.

Ot obraz dzisiejszych małych miast. Tu połączenie fajnej zabudowy z nowymi autami:


Kabli może nie ma tyle co w Rumuni:


Jest upał, więc zamiast iść ulicą postanawiamy przejść przez Park Dolny...w którym jest plac zabaw.
Po jakimś czasie udaje się ruszyć dalej. Ja myślałem, że to jakieś źródło, a to Kaplica Parku Dolnego:


Mijamy uregulowany strumyk i koło altanki schodzimy nad staw:


Tu hitem są ryby, więc robię zdjęcie Pensjonatowi Maria z roku 1889 zwanym Hydropatią, dziś remontowany, kiedyś to musiał być hit:


Obok parku stoi jeszcze jedna willa, Willa Marta z 1876r.


Sam Park został założony w latach 1861-68, w celu zagospodarowania trzech źródeł (Szymona, Anieli i Heleny).
Kupujemy w aptece specyfik na dolegliwości podróżnicze i wracamy do kwatery.

Idę jeszcze kupić masło, i pije sobie piwko pod sklepem gdy słyszę syrenę. Po chwili z dużą prędkością, sądzę, że grubo ponad setkę "przelatuje" golf a za nim policyjna kia. Ciekawe czy go dorwali?
Koniec dnia następuje zdecydowanie za późno. Jeszcze jest trampolina, zjeżdżalnia, trampolina, piłka, trampolina i bym zapomniał, trampolina.
Uff noc...

Rano budzimy się i zamiast ponownego widoku bezchmurnego nieba (jak wszelakie prognozy zapowiadały) widzimy je zachmurzone. Jednak zanim spokojnie zjadamy śniadanie, poskaczemy na trampolinie, to słońce wychodzi.
Mówimy córce, że jedziemy do takiego wąwozu.
C: nie chcę!
T: będą owce
C: nie chcę!
T: będzie plac zabaw
C: nie chcę!

No cóż, robimy głosowanie i wygrywa Wąwóz Homole :D 2:1 ;)

Więc starujemy:


Wcale się nie dziwię, że mostek wzbudza entuzjazm:


jak i wszelakie głazy, kamienie. Każdy musi być przekroczony, zdeptany!


A ile w tym wysiłku (zapamiętajcie), stękania, radości. Pada też zdanie: ech po co ja na takie góry się zdecydowałam (tłumaczę: chyba mnie po...ało się wybrać pod taką górę :D ).
Nic to przemy naprzód.
Po drodze, trochę mniej niż zawsze szukam jakiś detali.


W końcu jest. Polana Dubantowska. Tu mam zdjęcie, które znajomi stwierdzili, że nadaję się do albumu Floydów, z roku 2002, na którym widać moje...ramię :D [(Mam napisać sprostowanie, to ręka kolegi Marcina nie moja. No cóż ja byłem przekonany, że to jednak moja ;) ale te 16 lat już lekko tą pamięć zatarła :) .]
Tu też na ławkach konsumujemy co mamy dobrego. Hitem oczywiście jest czekolada z orzechami, oraz...herbata z termosu :) .
Po chwili dosiadają się do nas dwaj panowie. Wychwalają, że są jeszcze ludzie, którzy swoje dzieci (nie tylko o nas mowa, bo w wąwozie sporo ludzi z dziećmi) nie zabierają do marketów, tylko w przyrodę. Moim zdaniem mają rację.
Nie mam zdjęcia Kamiennych Ksiąg, bo nie dało się zrobić im samym zdjęcia :) .
Więc ruszamy dalej:


Widok na polanę:


Pojawią się błoto, więc tata musi przejąć prowadzenie, czasem przenoszenie:


Na rozstaju doganiamy panów, gdzie jeden z nich stwierdza, że czeka na jakąś mamę z dziewczynką, ale skoro drugi dzień się nie zjawiają, to prezent da naszej córze:


Młoda porywa Big Bena i odwracając się mówi, dziękuje. Potem prawie do samego końca go niesie (samego końca marszu). Nes-ska żałuj, że nie zgarnęłaś cukierków :P
Już wspólnie dochodzimy do polany przy bacówce, gdzie my dostrzegamy owce, więc idziemy je oglądać:



Później, kupujemy ser od baców i my odpoczywamy obok bacówki a córa na placu zabaw.
Idę pooglądać co tu widać. Jest krowa. Ona też ogląda:


Widać Radziejową, chyba Wysoką. Czas wracać. Chwile po odwrocie (pamiętacie?) słyszę, nogi mnie bolą...Więc robię za dromadera (bo baran już zajęty :P ). Tak schodzimy do drabin, te trzeba pokonać samemu. Tu jedyne nie mile tłumy nam się dały we znaki, ale...psuć sobie nie zamierzamy!

Robię zdjęcie dawnej cerkwi (z 1860r) obecnie kościół:


gdy nas mija tatacyborg:

Ha na każdym ramieniu dziecko. Żona mi to od razu wypomina ;)

W drodze do "naszego domku" jak go ochrzciło dziecko mijamy odpust, widzimy balon w rękach dziecka (znów zapamiętajcie) i słyszymy, że ona też go chce.
Po zjedzeniu obiadu idziemy na lody. Po nich idziemy nad Grajcarek. Oczywiście idzie mama i dromader ;)


obserwujemy kaczki:


Nowoczesną zabudowę:


ja moczę stopy, córa zrywa co się da i włącznie z patykami wrzuca do strumienia.


Stwierdzamy, że dojdziemy nad Dunajec. Jednak już go widząc, widzimy również zamiast oczu kreski córy, więc skręcamy do łóżka. Mijamy pozostałości dawnego:

tu żona robi za fotografa :)

Nawet nie wiecie, co potrafi ta trampolina. Mamy zmartwychwstanie. Więc po chwili decyzja idziemy na kawę i ciacho. W pewnej knajpie przez sportowców zostaje wykupiony cały zapas paulanera, cieszyńskiego też nie ma więc pocieszam się żywieckim porterem. Ech Ci biegacze, wpić tyle piwa?? Nieładnie! :)
W knajpie są znów rybki, żółwie. Jest ok. Ale pada (pisałem, żebyście znów zapamiętali?), ja chcę balona. Mówimy, że to dość daleko, że nikt nie będzie niósł nikogo na ramionach. Jest zgoda. Więc drałujemy 1,5km po balona. Ja jestem sceptyczny, bo jest ok 18tej. Po drodze robię zdjęcia wiosny:

przez co ciągle zostaje w tyle, co chwile mnie moje kobiety wołają.
W końcu jest. Balon. Różowe serducho z kotkiem. Radość. Błogość. I znów...bolą mnie nogi...znów pod kwaterą oczy to kreski, znów następuje przebudzenie...i znów kolejny dzień za nami...

Niedziela...za nami, dziś poniedziałek. Czas wracać do domu. Ale nie prostą drogą. Jedziemy do Niedzicy, choć przeczucia mamy, że wszelakie muzea w poniedziałki mają wolne. No cóż, przeczucia się spełniają. W okolicy Czorsztyna widzę Tatry, więc skręcam pod zamek. Przynajmniej do niego dochodzimy za darmo.


W drodze do auta następuje bunt. Ja nie chcę na ramiona wziąć, więc długi czas ( do okolic NT) jest wszytko na nie.
Po drodze staję porobić zdjęcia Tatrom:





Mijamy Sromowce i powoli :D (ach jak wszystkim za mną śpieszno) dojeżdżamy pod zaporę.
Tu obijamy się od bramy Zamku w Niedzicy:


Spacerujemy po zaporze:


Widać, że prognozy zapowiadające burze w południe się sprawdzą, z zachodu zaciąga granatem:


Więc wsiadamy do auta i powoli (dosłownie) jedziemy do domu. Za Nowym Targiem stajemy na stacji, słychać grzmoty, Tatry znikają za deszczem. Wyłania się Babia. Po drodze podziwiamy stojące podpory wiaduktu pod ekspresową zakopiankę, w trakcie budowy, szkoda, że nie mam gdzie stanąć by to uwiecznić, bo podoba się to całej rodzinie.
Zjeżdżamy z 7mki w kierunku Wadowic, by za Jordanowem zjeść obiad, wspominając restaurację z Szczawnicy. Chwilę bawimy się na placu zabaw i w końcu prawi o 18tej dojeżdżamy do domu.

Na koniec fajny akcent. Po przejechaniu 400km nie mam nawet połowy baku spalonego, a kom pokazuję zasięg na kolejne ponad 700km jazdy...

Podsumowując. Od września raz zdarzyło się by córka do przedszkola chodziła dłużej niż tydzień. Kilka planów popsuły te choroby...ale w końcu się udało. Ja wiem, że dla większości Wąwóz Homole, to nic wielkiego, ale dla małego człowieka to naprawdę dużo. Dziś dziadkom cały czas po przedszkolu opowiadała o tym wyjeździe.
No właśnie, po przedszkolu...a za tydzień majówka... :)

dla chcących obejrzeć zdjęcia:
dzień pierwszy
dzień drugi
i dzień trzeci.

dziękuje :)

ps.
Trzeci wypad w góry. Pierwszy raz rodzinnie. Czwarty w Szczawnicy ;)
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
Ostatnio zmieniony przez laynn 2018-04-26, 19:33, w całości zmieniany 1 raz  
Profil Facebook
 
 
Wiolcia 


Dołączyła: 13 Lip 2013
Posty: 1432
Wysłany: 2018-04-24, 21:43   

Widzę, że z córą atrakcji co niemiara. Nie to, co nudny wyjazd w pojedynkę ;) . Te cudowne zmartwychwstania to też z relacji sokoła pamiętam.
A co do noszenia: Ty byłeś baktrianem, ten gość z dwójką na ramionach to prawdziwy wielbłąd!
 
 
bton1 


Wiek: 32
Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 3233
Skąd: Kraków
Wysłany: 2018-04-24, 22:15   

Gratulacje Wiktor. Ja ze starszą córą śmigam za 3 tygodnie :) Jeszcze tylko nie wiem gdzie..

PS. Gość z golfa rozwalił się na moście przed rondem w Krościenku. Nawalony.
_________________
W mieście możesz kogoś znać dziesięć lat i go nie poznać. W górach znasz go na wylot po paru tygodniach.
 
 
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6336
Wysłany: 2018-04-24, 22:42   

Wiolcia napisał/a:
Nie to, co nudny wyjazd w pojedynkę

Owszem :D
dzięki Błażej, w końcu się udało...
właśnie poszukałem o tym pościgu. Szkoda, że policjantom brakło kul...
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
Profil Facebook
 
 
sokół 
wujek falcon


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 7067
Skąd: Bytom
Wysłany: 2018-04-25, 09:06   

Graty. Nareszcie zrobiłeś to, co od dawna Ci doradzałem. Co prawda po cichu liczyłem, że coś więcej urobisz, ale to nic, gęby zadowolone, to dobry prognostyk przed następnymi wyjazdami.
Co do trampolin, możesz na mnie liczyć, przerabiałem ten temat. Już Ci podpowiem, że jest w chacie na Potrójnej. :D
Profil Facebook
 
 
vidraru 
Rosomak


Wiek: 38
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 1452
Skąd: Kęty
Wysłany: 2018-04-25, 10:14   

laynn napisał/a:
W knajpie są znów rybki, żółwie.

Koci Zamek?
W Szczawnicy też zawsze stołujemy się, albo przynajmniej wpadamy na piwko do Samych Swoich. Dobre żarcie i porcje prawie na zaspokojenie głodu :) Devolay rzeczywiście smaczny.
 
 
Dobromił 


Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 6976
Wysłany: 2018-04-25, 10:32   

Brawo.
_________________
Decyzją administracji naganę otrzymał:

Dobromił - za obraźliwą formę wypowiedzi oraz ironizowanie na temat innych użytkowników forum.
 
 
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6336
Wysłany: 2018-04-25, 10:40   

sokół napisał/a:
Co prawda po cichu liczyłem, że coś więcej urobisz, ale to nic, gęby zadowolone, to dobry prognostyk przed następnymi wyjazdami

To najważniejsze.
Pamiętam o potrójnej :)
vidraru napisał/a:
Koci Zamek?

Dokładnie. Moja żona tam na początku wieku jadała, więc dalej trzymają poziom. Szkoda tylko, że mają słabe piwa.
Dobromił napisał/a:
Brawo.

Dziękujemy :)
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
Profil Facebook
 
 
Iva 


Wiek: 36
Dołączyła: 04 Wrz 2013
Posty: 1466
Skąd: łódzkie
Wysłany: 2018-04-25, 12:52   

Piaskownica i zjeżdżalnia to jest to czego zawsze wypatruje Wiktor ;) Miła wycieczka :)
_________________
"Kiedy świat się od ciebie odwraca, ty też musisz się od niego odwrócić."
 
 
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6336
Wysłany: 2018-04-25, 13:52   

Miła, choć plecy troszkę bolą ;) oczywiście to miły ból :)
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
Profil Facebook
 
 
Piotrek 


Wiek: 43
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 6041
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2018-04-25, 20:03   

Laynn, trampolinę ciężko ze sobą taszczyć, więc polecam Ci wyposarzyć plecak w dmuchaną piłkę, małą lornetkę, i marketowy lekki latawiec. To się zawsze zmieści do plecaka, a bywa bardzo pomocne na szlaku :-) No i sporo zabawy jest.
 
 
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6336
Wysłany: 2018-04-25, 22:04   

Zapisane :)
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
Profil Facebook
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3599
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-04-26, 09:40   

Masz chorobe lokomocyjną mimo ze prowadzisz? O takiej formie nie slyszalam jeszcze.

Cytat:
gdy nas mija tatacyborg:


Musze to toperzowi pokazac! Bo twierdzi, ze od kiedy kabak sie nie miesci w nosidle na brzuchu to nie da sie nosic naraz duzego plecaka i dziecka! :D A tu sie da nawet dwoje!

Cytat:
Na rozstaju doganiamy panów, gdzie jeden z nich stwierdza, że czeka na jakąś mamę z dziewczynką, ale skoro drugi dzień się nie zjawiają, to prezent da naszej córze:


Ciekawe co to za historia? Brzmi intrygujaco. Gosc czeka dwa dni na dziewczynke z prezentem.. Jakas historia albo bardzo zakrecona albo bardzo smutna...
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2018-04-26, 09:48, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6336
Wysłany: 2018-04-26, 11:55   

buba napisał/a:
Masz chorobe lokomocyjną mimo ze prowadzisz?

Ja nie. Żona po urodzeniu córy dostała. No i teraz okazuję, że i córa też ją ma...
Choć znam osoby, które mając chorobę lokomocyjną właśnie gdy prowadzą auto, to jest ok.

Z ciekawości, z racji Twego zawodu, co polecasz dla dorosłych i dla dzieci na to?

buba napisał/a:
Musze to toperzowi

To u kolejnej osoby będę miał minusa :D
buba napisał/a:
Brzmi intrygujaco

Oni się znali, dzień wcześniej byli na Radziejowej i tam lub tu mieli się spotkać.
Cukierki są ok, więc nic podejrzanego nie ma. A z zegara fajna skarbonka, tylk trochę duża (wielkości litrowej butli).
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
Ostatnio zmieniony przez laynn 2018-04-26, 11:55, w całości zmieniany 1 raz  
Profil Facebook
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3599
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-04-26, 14:48   

laynn napisał/a:
Choć znam osoby, które mając chorobę lokomocyjną właśnie gdy prowadzą auto, to jest ok.


No wlasnie ja tez takie znam! np. toperz. Jak nie prowadzi to momentalnie usypia. Nawet jak nie jest zmeczony. Ponoc to tez jest pewien wariant choroby lokomocyjnej.

laynn napisał/a:
Z ciekawości, z racji Twego zawodu, co polecasz dla dorosłych i dla dzieci na to?


Dla doroslych to chyba tylko aviomarin dziala.. Albo bycie kierowca!


A dla dzieci? W aptece sprzedawalismy rozne rzeczy. Najczesciej schodzil lokomotiv w syropie. Ale z wlasnego doswiadczenia nic z apteki nie dziala.. Dziala glownie jezdzenie spokojnie, bez naglego przyspieszania i ostrego hamowania, czeste postoje, brak nienaturalnych zapaszkow w aucie, otwarte okna w czasie jeazdy - a zdecydowanie najskutecziej jezdzenie na przednim siedzeniu.

laynn napisał/a:
To u kolejnej osoby będę miał minusa


Nie zdradze mu czyja to fota! :lol
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2018-04-26, 14:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group