Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Sudecka majówka 2019

Autor Wiadomość
vidraru 
Rosomak


Wiek: 44
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 2503
Skąd: Kęty
Wysłany: 2019-05-10, 21:50   Sudecka majówka 2019

Pomysł zrodził się spontanicznie. Pięć wolnych dni do wykorzystania skłaniało do obrania nowego, prawie nieznanego i dalszego kierunku. Przy okazji plan wspólnego KGP mógł zostać uzupełniony o kilka kolejnych szczytów. Ale po kolei.

Dzień 1 – środa, 1 maja
Wyruszamy wcześnie rano. Samochód zapakowany gratami pęka w szwach. Pogoda jak na razie dopisuje, choć prognozy są różne – nie przeraża nas to, są plany także na wypadek niepogody. Obieramy kierunek na Prudnik. Drogi są prawie puste i dzięki temu bardzo dobrze się jedzie, dodatkowo trasę umilają wiosenne walory estetyczne – zieleń lasów i ogromne połacie kwitnącego rzepaku, tak jaskrawego, że aż kole w oczy. Szybko i sprawnie docieramy do Prudnika, gdzie czeka już na nas sam Opawski, który dzisiejszego dnia będzie naszym przewodnikiem po Górach Opawskich!
Jak miło się znowu spotkać. Tym razem na „Jego terenie”. Dziś w planie m.in. Biskupia Kopa, zajeżdżamy zatem do Pokrzywnej i u wylotu Cichej Doliny zostawiamy na parkingu samochód. Kilka minut marszu od parkingu, nad Bystrym Potokiem, znajduje się polana, gdzie stoi ołtarz polowy, kilka zadaszonych wiat, urządzone są miejsca pod ognisko – dobre miejsce na biwak.





Dalej niebieskim szlakiem, przez wściekle zielony bukowy las wiosenny do miejsca zwanego Piekiełko, wyrobiska dawnego kamieniołomu łupka ilastego używanego do krycia dachów. Biegnie tędy malownicza Gwarkowa Perć, z drabinką o kilkudziesięciu stopniach, która wyprowadza wzdłuż wysokiej skalnej ściany ponad wyrobisko i dalej biegnie szlak wiodący na Biskupią Kopę. Miejsce niezwykle urocze a gimnastyki na drabinkach to jest to, co tygryski lubią najbardziej (a paradoksalnie drabin nie znoszę).







Powyżej Gwarkowej Perci zmieniamy szlak na żółty. Dzień wolny, 1 maja, przy schronisku pod Biskupią mają być organizowane pokazy kowalstwa, rzeźby i koncert plenerowy, jest piękna pogoda a szczyt łatwo dostępny z każdej strony – jaki z tego morał? Pogłowie turystów jak na odpuście. Trudno, najważniejsze jest towarzystwo i dla nas z Darkiem przynajmniej możliwość odwiedzenia nowego, nieznanego miejsca. Bo Pan Dawid idzie na Biskupią już 13 raz tego roku :D Dzięki Jego szerokiej wiedzy dowiadujemy się wielu interesujących rzeczy, m.in. gdzie do niedawna stała stara leśniczówka albo dlaczego na szczycie Biskupiej stoi wciąż niedokończona budowa schroniska – ale może to już Opawski sam dopisze nam te ciekawostki do relacji, bo zrobi to pewnie lepiej i dokładniej?:)







Słońce praży w nos. Wychodzimy wyżej i oczom ukazuje się Srebrna Kopa z resztkami drzew na szczycie, zdewastowana przez kornika, niedługo potem sama bryła schroniska oraz coraz szersze widoki na Prudnik i okolice, szerokie przestrzenie usiane żółtymi pasami rzepaku. Widoczność nie należy do najlepszych, ale nie ma co wybrzydzać, i tak jest pięknie.
W schronisku czeskie piwko i lecimy dalej, na szczyt. Po drodze zbaczamy na moment z trasy na punkt widokowy.



Prudnik:


Jeszcze trochę do góry i za ostatnim zakrętem wyłania się z lasu charakterystyczna wieża widokowa z 1898 roku, doskonały punkt widokowy, dziś jednak są zbyt słabe warunki na oglądanie dalekich panoram. Pamiątkowe zdjęcie na szczycie i ósemka do KGP! Flaga forumowa niestety została w bałaganie w samochodzie, jest za to Gałgan.





Chwila odpoczynku w polsko-czeskim tyglu turystycznym, po czym ruszamy w dół, na czeską stronę, zielonym szlakiem, tajnymi ścieżkami Opawskiego. Strome zejście pięknym bukowym lasem ku widocznej daleko u stóp wiosce Zlate Hory.





Po drodze napotykamy przepiękne formacje skalne łupka, tzw. Mnichův kámen, Mnichowe Skałki, które faktycznie kształtem przypominają zgarbionych, zakapturzonych mnichów przyczajonych przy ścieżce w pięknym, szumiącym lesie.







Wychodzimy na łąki ponad Zlatymi Horami i zza pleców kłania nam się zdobyta godzinę temu Biskupia Kopa. Przed nami Wzgórze św. Rocha, inaczej Krwawa Góra i kolejny kawałek historii tego regionu. Stoi tutaj kaplica św. Rocha, wzniesiona w latach 1661-66 jako wotum dziękczynne po ustaniu epidemii zarazy. W latach 1759 i 1779 miały tutaj miejsce krwawe bitwy prusko-austriackie, w trakcie tej pierwszej kaplica została spalona, odbudowano ją w latach 1765-68, powstała również droga krzyżowa, malownicze kapliczki wtopione w zieleń pobliskich łąk, ze szczytami Gór Opawskich i Jeseników w tle.







Biskupia Kopa czuwa nad spokojem okolicy…



Zlate Hory i cmentarz przy kościele:





Szerokie, spokojne przestrzenie, cisza i leniwa senność popołudnia, nawet psom nie chce się szczekać, prawie bezludne okolice… Przechodzimy skrajem wsi i chwilę później, nie wiedzieć kiedy (nawet pytam o to Opawskiego a On pokazuje palcem znak graniczny) znów jesteśmy w Polsce, w Jarnołtówku, przy tamie wzniesionej na Złotym Potoku przez Włochów w latach 1906-09 po wielkiej powodzi, która spustoszyła okolice. Niestety jakoś tak się stało, że nie mamy zdjęcia, może Dawid poratuje?
Niedaleko tamy, przy drodze stoi wiatka biwakowa, niestety już zagospodarowana a na wyposażeniu śpiący pan, zapewne zmęczony śmiertelnie po spożyciu zawartości szklanych opakowań walających się wokół przewróconej ławki. Kawałek dalej na drodze spotykamy kolejnego delikwenta śledzącego lokalne węże. No cóż, w końcu wolne, Święto Pracy, trza się napić! W samym Jarnołtówku, widać świeżo urządzone miejsce biwakowe z kominkiem, ławkami, stołami, parkingiem, rozważamy chwilę pozostanie tu na noc, jednak po spotkaniu lokalnych konsumentów szybko rezygnujemy. Przechodzimy przez wieś i wkraczamy z powrotem na szlak niebieski, „Przełomem Złotego Potoku”, aby wznieść się na Słoneczny Stok, gdzie znajduje się ponoć jedno z najpiękniejszych miejsc w Górach Opawskich – Skały Karolinki. Faktycznie jest tam pięknie. Wysoko zawieszone ponad Doliną Złotego Potoku łupkowe wychodnie skalne oferują malownicze widoki na samą dolinę i góry na horyzoncie a samo uroczysko obsadzone skarlałą roślinnością sprawia wrażenie, jakbyśmy byli gdzieś w wysokogórskiej krainie. Bardzo tu cicho i tajemniczo, naprawdę warto tutaj zajrzeć.







Zatoczyliśmy kółeczko prawie 18 km. Piękne te Góry Opawskie, niby podobne do Beskidów, a jednak zupełnie inne. Kończy się wycieczka na dzień dzisiejszy. Odstawiamy Opawskiego do domu, szkoda, że tak krótko… Dziękujemy Ci za ten wspólnie spędzony czas i wszystkie opowieści! Mamy nadzieję, że niedługo będzie okazja do następnego wspólnego wędrowania!
Dzięki Dawidowi mamy także fajną miejscówkę do nocowania, dzikie pole namiotowe niedaleko Pokrzywnej, ławeczki i paleniska, rozstawiamy zatem swój majdan, czyli namiot, tarp i grillowe oprzyrządowanie. Zapach kurczaka z grilla najwyraźniej przyciąga tubylców z daleka, bowiem na ucztę wieczorną wprasza się kot!





Mam trzy głowy,czyli długi czas naświetlania...



Niestety kurczak już zeżarty, więc musi zadowolić się mielonką, ale też poprzytulać się do nieznanych państwa nie zaszkodzi… Jesteśmy tu sami, ukryci od drogi poza drzewami i cicho tu, spokojnie, płonie ognisko, muzyka cicho gra i chyba czas na sen…
P.S. Dawid, dorzuć swoją relację tu poniżej i koniecznie zdjęcia, bo są piękne. Pozdrawiamy!
 
 
vidraru 
Rosomak


Wiek: 44
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 2503
Skąd: Kęty
Wysłany: 2019-05-10, 22:39   

Dzień 2 – czwartek, 2 maja

Cisza i spokój zakończyły się o 4:50 rano, kiedy obok pola biwakowego przejechał czeski pociąg. Prawie mnie ze śpiwora wyrwało, tak się zlękłam. Udało się jeszcze złożyć głowę do snu. Poranek ciepły i pogodny, wręcz duszny. Nie zapowiada to nic dobrego. Kawa stawia na nogi. Cel na dziś: dostać się w rejon Śnieżnika, znaleźć miejsce na nocleg i modlić się o pogodę, bowiem ma przyjść załamanie, a wiadomo już w całym wielkim świecie, że mamy deszczogenny namiot i nawet tarp nas od niepogody nie uchroni. Ruszamy zatem w objazdówkę: Nysa – Otmuchów – Paczków – Lądek Zdrój i po drodze postanawiamy poszukać kwatery, co w majówkę wydaje się być niełatwe. Ale o tym później. Kilka fotek z trasy:

Nysa - Kościół Wniebowzięcia NMP z XVII wieku


Nysa - dzwonnica gotycka 1474-1516 r.


Katedra nyska czyli kościół Św. Jakuba i Św. Agnieszki 1401-1430 r.




Nysa Rynek


Otmuchów Kościół pw. św. Mikołaja i Franciszka Ksawerego XVw.


Otmuchów Rynek


Zamek Biskupi w Otmuchowie XIIIw.


"Końskie schody"


Widoki z wieży zamkowej:










Paczków - Kościół MB Nieustającej Pomocy z 1902r.




Paczków Ratusz 1550-52r.


Paczków Rynek i kościół św. Jana Ewangelisty


Paczków - ruiny kościoła cmentarnego św. Jana Ewangelisty XIIIw.




Lądek Zdrój - ratusz 1872r.






Kościół poewangelicki Zbawiciela z 1846 r. Lądek Zdrój (spłonął w 1999r.)






Przejazd przez Góry Złote jest niewątpliwie urokliwy. Kręta, w miarę dobra droga, piękny las, choć słaba widokowo. Wiodą tędy szlaki turystyczne, choćby na Wielki Jawornik, którego trawersem przejeżdżamy. Całkiem niedaleko mamy do Kowadła, najwyższego szczytu Gór Złotych i Rudawca w Górach Bialskich, zostawiamy sobie to jednak na inną wyprawę. Nie po to tu jesteśmy, by gnać po KGP jak porąbani, ale by odpocząć, poznać okolice i zaplanować następne wypady. Docieramy w końcu do Kletna i udaje nam się (do trzech razy sztuka) znaleźć nocleg w pewnym wspaniałym miejscu, które zwie się Chata Świątek. W latach 90. grupa przyjaciół i górołazów zakupiła ją na spółkę i od tej pory przyjeżdżają tutaj wspólnie w długie weekendy bądź na wakacje, okazjonalnie wynajmując noclegi ludziom w potrzebie. Cały przychód idzie na poczet utrzymania obiektu a jest to doskonale odrestaurowana stara karczma, nazwa pochodzi od drewnianej figury Chrystusa frasobliwego umiejscowionego nad głównym wejściem.
Od razu jesteśmy swoi. I tak już jest od początku do końca. Kilka rodzin z okolic Leszna i Poznania i my z Małopolski, nieważne, i tak spotkaliśmy się w pół drogi, pod Śnieżnikiem, przy ognisku, do którego wieczorem zaczyna padać deszcz, nie przeszkadza nam to jednak siedzieć do późna i snuć opowieści oraz wznieść toastu. Wybór kwatery okazał się zatem strzałem w dziesiątkę.

Dzień 3 – piątek, 3maja

Nie wygląda to dobrze. Szaro, buro, ponuro, jeszcze nie pada, ale pewnie zaraz będzie. A dziś zaplanowany Śnieżnik… Wychodzimy dosyć późno, nie rokuje najlepiej ta pogoda i gdy tylko wychodzimy coraz wyżej szlakiem od Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie, tym robi się straszniej. Na Śnieżniku osiadła czapa gęstej chmury i znacznie się oziębiło, do tego zaczyna coraz intensywniej lać. Jesteśmy pewni, że na górze już sypie śnieg (i jak się okazało po powrocie sąsiadów, którzy wyszli wcześniej – rzeczywiście było przepaskudnie). Decydujemy się na odwrót, bo jaki to sens pchać się na szczyt w takie warunki, a i w schronisku, które pewnie pęka w szwach też się nie zagrzejemy. Nic na siłę. Śnieżnik tyle lat stoi, postoi jeszcze do czasu, aż zdobędziemy go wspólnie.
Szybki lunch i postanawiamy pozwiedzać. Ruszamy w stronę Kłodzka, im dalej na północ, tym piękniejsza pogoda, więc nie był to zły plan. Tym bardziej, że po drodze zabieramy sympatycznego autostopowicza robiącego GSS na raty. Przynajmniej odwdzięczamy się za autostopy, jakie nam ratowały tyłki na różnorakich zadupiach.
W Kłodzku rozczarowanie – na twierdzy więcej ludzi jak na koncercie Sławomira w Zakopanem. Nie ma po co się tam pchać a kolejka do wejścia na kilometr.



Kościół Wniebowzięcia NMP w Kłodzku XVw.








Idziemy sobie zatem pozwiedzać podziemia miejskie. Jest klimatycznie.




Ratusz w Kłodzku 1887-90r.


Most gotycki na Młynówce


Z 10 lat temu byłam tutaj w okolicy i pamiętam stare, piękne, aczkolwiek zaniedbane okrutnie miasto – Bystrzycę Kłodzką. Nic tam się nie zmieniło. Dalej jest jak było. Szaro, buro, ponuro i wszystkie drogi rozkopane w pizdu. Ciężko wjechać i wyjechać. Do tego jakieś dziwne spojrzenia mieszkańców na widok aparatów fotograficznych. No cóż, moje subiektywne odczucia…



Kościół św. Michała Archanioła XIIIw.


W Bystrzycy Kłodzkiej świat stoi do góry nogami...




Brama Wodna XIV w.


Wieczór oczywiście spędzony w miłym gronie „świątkowym” i kiełbaska z ogniska…
Ostatnio zmieniony przez vidraru 2019-05-10, 22:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
sokół


Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 12261
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-05-10, 22:44   

To ładnie się zaczyna. A wiosenne Opawskie to mi się bardzo podobają.
Profil Facebook
 
 
vidraru 
Rosomak


Wiek: 44
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 2503
Skąd: Kęty
Wysłany: 2019-05-10, 22:58   

Dzień 4 – sobota, 4 maja

Pogoda wbrew wszelkim prognozom się poprawiła. Sęk w tym, że pierwszą czynnością, którą musimy wykonać z rana jest wizyta u wulkanizatora w Stroniu Śląskim. Powód – wkręt w oponie. Prawdopodobnie złapany w Paczkowie na rozrytym parkingu przydworcowym. Zabiera nam to sporo cennego czasu, ale i tak postanawiamy wyruszyć na krótką górską wycieczkę.
Punkt 12:00 wyruszamy przez wysokie przełęcze, kręte górskie drogi pod Czarną Górą znów na Bystrzycę i dalej, na Spaloną, kolejną górską drogą. Od Bystrzycy przez kilka kilometrów istny off-road – na głównej drodze zdarty asfalt a dalej, już po remoncie, studzienki wystają na 5 cm ponad nawierzchnię. Pięknie.
Wspinamy się na 800 m npm, pod schronisko Jagodna w Górach Bystrzyckich. Skoro Śnieżnik nas wypluł, to nie będziemy go nękać ponownie. Poczekamy na pewniejszą pogodę. Deszcz wisi w powietrzu, ale czasu starczy nam prawie na szybki skok na Jagodną – najwyższą w Bystrzyckich (chociaż to sporna sprawa, bo leżący obok szczyt Sasanka jest wyższy o 6 metrów). Ładny las, szeroka droga, okolona z obu stron parawanem młodych, zieloniutkich modrzewi, dorodne borowiny zaściełające całe runo leśne…





W godzinę jesteśmy na szczycie. Numer 9 do KGP. Na szczycie stoi zadaszona wiatka, w której można się schronić. Widoków brak, jedynie między drzewami przemykają Śnieżnik i Czarna Góra dziś bez czapy chmur, lecz z wyraźnymi plamami świeżego śniegu na wierzchołkach. Z drugiej strony prawie płaskie Góry Bystrzyckie i Orlickie, widoczne dobrze dopiero z szosy na Przełęcz Spaloną. Wracamy tą samą drogą, wśród czerwonych kamieni i marmurów Jagodnej i Sasanki.











Po drodze zaglądamy jeszcze do Nowej Bystrzycy. Tuż przy drodze stoi malutki, drewniany kościółek pw Wniebowzięcia NMP z 1726 roku, postawiony przez Niemców zamieszkujących te strony. Jest jednym z czterech kościołów drewnianych w Kotlinie Kłodzkiej, czego dowiadujemy się od opiekuna kościoła, który chętnie oprowadza nas po wszystkich zakamarkach, chórze, zakrystii, lapidarium przykościelnym utworzonym z nagrobków ze starego cmentarza…









W Stroniu Śląskim pod Biedronką widzimy kogo? Krzysztofa Wielickiego! Darek chce wyskakiwać z auta i robić sobie z nim zdjęcie, ale podchodzi do niego jakiś żul i nietaktem wydaje mi się zaczepiać Krasnala z drugiej strony, więc odpuszczamy. A szkoda.
Wieczór należy do zimnych. Znowu nalało nam do kiełbasy. Grzejemy kości w cieplutkiej kuchni pachnącej grzańcem, delektując się swojską cytrynówką, gdy nagle gospodyni woła na zewnątrz. Pada śnieg! No to po zawodach. Nic, tylko wracać. Nazajutrz.

O poranku w Kletnie:





Dzień 5 – niedziela, 5 maja

Decydujemy się na powrót przez Moszną, chcemy zobaczyć słynny bajkowy zamek. I tyle z tego, żeśmy go tylko zobaczyli. Co prawda jest piękny, ale klimat oczywiście jarmarczny, jak na Krupówkach. Wstęp za wejście za bramę, wstęp na zamek, wstęp na wieżę, na co tylko się da. Żenada. Szybko żegnamy się z tym komercyjnym przybytkiem nabitym ludźmi.





Teraz już tylko droga do domu, o dziwo równie pusta, jak w drugą stronę. I dobre wspomnienia. Wspaniałych spotkań, które wynagrodziły misz-masz pogodowy i nowych miejsc, tych odwiedzonych i tych do odwiedzenia. Do następnego!
 
 
sokół


Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 12261
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-05-10, 23:10   

Ech... miałem nadzieję, że nie będzie aż tak kiepsko z pogodą, ale no niestety, widzę, że Śnieżnik Was pogonił.

To nic, może w takim razie coś trzeba zorganizować w tamte rejony, żeby na niego wejść, ja w sumie chętnie bym pojechał tam.

Na pociesznie - na Śląsku pogoda była jeszcze gorsza. A pierwszy dzień pięknie się Wam udał.
Profil Facebook
 
 
vidraru 
Rosomak


Wiek: 44
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 2503
Skąd: Kęty
Wysłany: 2019-05-10, 23:33   

Śnieżnik piękny jest, okolice także mają wiele do zaoferowania. Warto tam uderzać.Słuszny kierunek. My improwizowaliśmy, jak zwykle, ale przy takiej huśtawce trzeba było. Linki do filmów hurtem po zakończonej obróbce.
 
 
laynn
[Usunięty]

Wysłany: 2019-05-11, 08:04   

Miałem nadzieje, że więcej Wam się udało urobić, bo w te rejony myślę jechać, ale akurat G. Opawskie poznałem i miałem na resztę większe smaki na Waszą relację. Ale zawsze taka wycieczka poznawcza się przyda.
 
 
włodarz 

Dołączył: 13 Maj 2014
Posty: 2673
Skąd: Góry Sowie
Wysłany: 2019-05-11, 10:08   

Długi majowy weekend dobry czas na wycieczkę w bardziej oddalone miejsca. Wy swój całkiem nieźle wykorzystaliście, bo przy takiej pogodzie trochę trzeba było się nakombinować by wiele zobaczyć nie łażąc po deszczu.
vidraru, przyjemnie się czytało opis waszej majówki.
_________________
Sudeckie Ilustracje
 
 
Piotrek 


Wiek: 49
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 10885
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2019-05-11, 13:50   

Świetna majówka, pomimo różnej pogody - i góry, i zabytki czyli urozmaicony mix :ok
Sporo z tych miejsc znam, niektóre dość dobrze, więc tym bardziej wiem na ile są ciekawe.
 
 
vidraru 
Rosomak


Wiek: 44
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 2503
Skąd: Kęty
Wysłany: 2019-05-11, 17:12   

sokół napisał/a:
To nic, może w takim razie coś trzeba zorganizować w tamte rejony, żeby na niego wejść, ja w sumie chętnie bym pojechał tam.

No największe rozczarowanie niestety ta ulewa.Rejony ogólnie bardzo warte odwiedzenia.
laynn napisał/a:
większe smaki na Waszą relację

Sama chciałabym więcej urobić, niestety, pogoda i okoliczności (np ta zasrana opona) nie pozwoliły na więcej.
włodarz napisał/a:
przyjemnie się czytało opis waszej majówki

Bardzo dziękuję :) To miło, że się podobało. Z Twoich wskazówek i relacji np o Czeskich Sudetach też kiedyś skorzystamy!
Piotrek napisał/a:
Świetna majówka, pomimo różnej pogody - i góry, i zabytki czyli urozmaicony mix

Dzięki :) No tam można miksować, jeśli kogoś interesują nie tylko góry.
 
 
Piotrek 


Wiek: 49
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 10885
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2019-05-11, 19:00   

Mnie się bardzo podoba architektura w tamtych stronach, zarówno miasteczek jak i wsi. A szczególnie wioski, są zupełnie inne niż te w Beskidach. Często tak jakby ktoś stare kamienice powyciągał z miast i poukładał we wsiach.
 
 
TNT'omek 


Wiek: 54
Dołączył: 14 Sie 2013
Posty: 2517
Skąd: Beskid Mały
Wysłany: 2019-05-12, 10:39   

W Paczkowie wieże chylą się (ku upadkowi??) na prawą stronę :D
Świetny pomysł- ten kościsty w okienku :D
_________________
in omnia paratus...
 
 
Wiolcia 


Dołączyła: 13 Lip 2013
Posty: 3458
Wysłany: 2019-05-12, 13:31   

Bardzo zielony i przyjemny ten Wasz dzień w Górach Opawskich. Też kiedyś wybraliśmy się tam po raz pierwszy w życiu na majówkę i całkiem podobną trasę do Waszej zrobiliśmy, tyle że w odwrotną stronę. I po pięknym majowo-mleczowo-słonecznym dniu dwa dni później przyszło załamanie pogody i śniegi. Dokładnie jak w tym roku...
A co do Bystrzycy Kłodzkiej, to mam takie samo wrażenie o tym mieście, jak Ty. Baaaardzo specyficzny klimat!
Czy tarp zawsze rozkładacie nad namiotem? Dodatkowa ochrona przed deszczem czy jakiś inny powód?
 
 
vidraru 
Rosomak


Wiek: 44
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 2503
Skąd: Kęty
Wysłany: 2019-05-13, 12:16   

Piotrek napisał/a:
Mnie się bardzo podoba architektura w tamtych stronach

Mnie również. Z drugiej strony miasta są tak okropnie zaniedbane, że aż żal patrzeć. Zarówno w Bystrzycy, w Paczkowie i w Otmuchowie porozkopywane wszystko, same objazdy wyprowadzające donikąd, szkoda gadać. Wymiana amortyzatorów po majówce była. A ponadto oprócz starych, pięknych kamienic jakieś sztukowanie architektury blokami, to jest koszmarne. Poza tym miasta są piękne, z tymi mansardowymi dachami i zdobionymi kamienicami. A potem jedziesz przez co drugą wieś i nagle pałac, ruiny właściwie, za nim kolejny, zapomniany...
Wiolcia napisał/a:
Czy tarp zawsze rozkładacie nad namiotem? Dodatkowa ochrona przed deszczem czy jakiś inny powód?

To była premiera tarpa. Nasz namiot jest mocno wysłużony i nalało nam do niego przez nieszczelne okienka na Jasielu. Teraz jest co prawda poklejony, ale ostrożności nigdy za wiele.
 
 
opawski1 


Wiek: 26
Dołączył: 21 Lut 2016
Posty: 1051
Skąd: Prudnik
Wysłany: 2019-05-13, 12:57   

Świetna relacja! :D
Jeszcze raz dziękuje za wspólną wędrówkę po Górach Opawskich, że mogłem pokazać Wam i opowiedzieć o "moim świecie" :D Trasę wybrałem trochę niecodzienną, trochę bez szlakową, ale najciekawsze miejsca w okolicy Biskupiej Kopy zostały pokazane ale zapraszam jeszcze nie raz. Bo w Górach Opawskich można jeszcze wiele zobaczyć czy w rejonie Prudnika, Głuchołaz, a przede wszystkim po stronie czeskiej. Moja relacja też się tu pojawi za jakiś czas, zdjęcia już macie. Ostatnio ciągle robię zdjęcia bo pogoda, kolory dopisują, wędruje a czasu mało, bo jeszcze studia ;)

Tak źle trafiliście teraz Nysa, Otmuchów, Paczków rozryte... ale Prudnik nie :P
Przez Kłodzko tyle razy jeżdżę, ale nigdy nie miałem okazji je zwiedzić, muszę to zmienić bo widzę warto.
W Bystrzycy Kłodzkiej byłem miesiąc temu, ale nie widziałem obskurnych kamienic ;) potem w Górach Bystrzyckich na Jagodnej, lubię te pasmo, ma klimat (relacja jest na forum)
Ogólnie na waszej wyprawie jest kilka miejsc, których jeszcze nie odwiedziłem ;)

W majówkową sobotę chyba nawet zbliżyłem się do was bo byłem na Wzgórzach Ścinawskich (Nowa Kopa, Suszyna)

W Mosznej łatwo jest obejść wstęp do parku, do zamku już trzeba płacić ludzi tam sporo w weekendy to fakt.
_________________
MOJA STRONA O GÓRACH OPAWSKICH: http://www.goryopawskie.eu/
Profil Facebook
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang