Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Gdzieś na Dolnym Śląsku

Autor Wiadomość
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2015-04-20, 17:04   Gdzieś na Dolnym Śląsku

Tym razem padło na tereny na zachod i poludniowy-zachod od Wroclawia. Niby glownym celem wycieczki mialo byc poszukiwanie krzyzy pokutnych, ale przy okazji udalo sie wpasc po drodze na troche innych ciekawych miejsc..

Ze sporej czesci koscielnych scian przygladaly sie nam oczy posmiertnych rzezb dawnych moznowladcow z tych terenow, aniołow lub wmurowane inne tablice, epitafia, ozdobne sarkofagi

Jordanów Slaski





Wierzbice













Rakoszyce



Rogów Sobócki





W Wierzbicach zwracaja uwage tablice ze skrajnie oglednymi okresleniami wydarzen historycznych... Ktos chyba dlugo glowkowal zeby “nikogo nie urazic” ;)






Pod niektorymi kosciolami nadal mozna skorzystac ze slawojki. Nie wiem czy celowo, ale z tej w Jordanowie trzeba korzystac przy otwartych drzwiach- inaczej nogi sie nie mieszcza. Widok na koscielna wieze jest calkiem nienajgorszy





Czesc wiosek ma koscioly przypominajace wrecz twierdze lub zamczyska z wiezami obronnymi

Stary Zamek





Wilczkowice



Rogów Sobócki



W Starym Zamku ponadto usmiechaja sie do nas skrzyzowańce lwa z jaszczurka strzegace koscielnego przedsionka



Staramy sie wykorzystywac kazda mozliwosc jezdzenia nieasfaltem

z Kryształowic do Starego Zamku



nad Olbrachtowicami



Z Okulic do Milina





na obrzezach Budziszowa



Czasem widac ze drwale sa na bakier z rezerwatami



Prawie zewszad widac gdzies w oddali majaczaca Ślęże





W Wojnarowicach posilamy sie w przydroznym barakobarze pochlaniajac ogromniaste i pyszne kotlety



W Piotrowicach ogladamy opuszczony kosciol ewangelicki ktory ktos chyba probuje remontowac







i polozona obok piramide grobowa- widac miejscowi pozazdroscili faraonom ;)



A przy niej kudlate drzewa



Sa tez resztki dawnego zespolu dworskiego









A tu “zemsta roslin”. Kiedys je kosil i mielil a teraz one wziely go w swoje panowanie





A wokol wiosna wszedzie na calego











Wiosna cieszymy sie nie tylko my! Jeden taki nawet jada lody z tej okazji!





W Kostomlotach na scianach stare odezwy



W Siemidrozycach trafiamy na polzruinowana czesc wsi. Dawny palac, domy ni to zawalone ni to zamieszkale, hustajace sie na drzewie dzieci pod czujnym okiem starego trabanta.. A wszystko wsrod spiewu ptakow, kwitnacych krzewow i przechadzajacych sie tlustych kotow







W Wilkowie Średzkim nie mozemy sobie odmowic posiedzenia pod lokalnym sklepem, w cieplych promieniach slonca, wsrod pokruszonych cegiel i pylistej drogi.





W Rakoszycach zwiedzamy palac probujac sie przedrzec przez zwarty gaszcz kolczastych roslin





W Jarząbkowicach i Gałowie ogladamy palace tylko przez ogrodzenia na ktore rzucaja sie krwiozercze bestie tylko dlatego ze smielismy podejsc do plotu na dwa metry...





W Karczycach zapodajemy piknik na drewnianym mostku, wygrzanym, cieplym, pachnacym bejca, wsrod pokwikiwan bazantow (chyba sie one cos rozmnozyly w tym roku- wszedzie ich pelno!) a wokol chlupocze strumyczek







Na kaczęta tez jest urodzaj



Przy niektorych domach mozna przyuwazyc orginalne ozdoby




I jak zwykle tez uzywamy do woli na oknach- bardzo roznistych i klimatycznych, z ktorych kazde zapewne opowiedzialoby jakas historie sprzed lat...













wiecej zdjec
https://picasaweb.google....sNaDolnymSlasku
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
maurycy 


Dołączył: 17 Lis 2013
Posty: 726
Skąd: Bielsko okolice
Wysłany: 2015-04-21, 08:25   

Aleście sobie wybrali temat przewodni :) Co będzie następne?
 
 
Basia Z. 


Dołączyła: 06 Wrz 2013
Posty: 3550
Skąd: Chorzów
Wysłany: 2015-04-22, 19:06   

Dolny Śląsk w całej okazałości, takim go lubię.
Chociaż mieszkańcom z pewnością żyje się trudno.
_________________
http://www.pilot-przewodnik.org/
 
 
Krzyś66
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-25, 10:37   

Cześć Bubo :-)

Sporo fajnych miejsc znów odwiedziliście .Te płaskorzeźby , epitafia - super .Fajne to zdjęcie z płaskorzeźbą w murze "chowającą się " za drzewem .A postaci na nich uwiecznione , te stroje ... super.
Fotka kotka w klatce rowerowej - ekstra.
Twój portrecik , na tle ceglanego budynku - strój , wygląd i tło ... jakoś tak pasują mi do Ciebie, fajne ujęcie.
I te architektoniczne detale , bardzo ładnie ujęte.
Dzięki za miłą wycieczkę.
Hejka. :-)
Ostatnio zmieniony przez 2015-04-25, 10:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-10, 11:29   

W jakas ponura listopadowa sobote wyruszamy pokrecic sie w okolicach Środy Śląskiej. Pare namiarow mamy- acz to taki teren, ze mozna pojechac w ciemno i zawsze sie znajdzie cos ciekawego :)

Zaczynamy od Sobolowa gdzie jest palacyk. Ledwo wjezdzamy do wsi to nagle wszyscy wychodza przed domy, staja w bezruchu jakby sie zamienili w słup soli i sie gapia. Nikt nie podchodzi, nie zagaduje tylko taki wlepiony, nieruchomy wzrok.. Dziwne wrazenie.. Skrecamy w strone tutejszego opuszczonego palacu, ktory stoi na rozleglych łąkach porosnietych roznistym chabaziem, wsrod zabudowan folwarcznych.



Kabak ochoczo dokazuje po łące, toperz probuje ją złapac co tylko zacheca do zabawy i uskoków w boki,



a ja ide zwiedzac palac. Wejscie bez trudnosci. Wnetrza dosyc juz wypatroszone, choc zachowaly sie np. fajne drzwi i futryny.





Wszedzie leżą ogromne ilosci rozrzuconego pierza. Ktos tu rytualnie darl poduszki??







Jest pokoj z ciekawym sufitem i jeszcze ciekawszym piecem, ktory niestety tez juz padł ofiara zlomiarzy i jest rozwalony.





Na parterze ktos chyba czasem pomieszkuje bo mocno czuc czlowiekiem.





Czesc zabudowan przypalacowych jest zamieszkana i dudni stamtad "a zabawa wciaz trwa, disco polo nam gra, razem z nami sie baw", co dodaje klimatu calemu zwiedzaniu :)




Kolejna wioska, w ktorej sie zatrzymujemy to Usza. Niewielka, dosc zapadła miejscowosc pelna starych chutorow i brukowanych drog.







Tutejszy palac stoi wsrod ogromnych czworakow rowniez opuszczonych. Budynkow jest kupa i zywego ducha. Przepraszam- spod nog uciekaja nam trzy bazanty (ale czy bazanty maja dusze? ;) Nigdy nie slyszalam o zamku w ktorym straszyl by duch bazanta ;)



Okolica jest niezmiernie blotnista, zaczynamy zalowac, ze nie zabralismy kabaczkowi gumiakow. Pierwsze buty przemoczone. Jeszcze dwie pary w zapasie ;)



Do palacu da rade wejsc, acz trzeba byc bardziej wygimnastykowanym ode mnie. Ja to tylko moge sobie zęby wybic ;)



Pozostaje skupic sie na innych, pobliskich budynkach



We Wrocisławicach wpada nam w oczy jakis kolejny palac ale ten jest prywatny, ogrodzony i wyposazony w ciecia, ktory drze jape jak robie zdjecie zza plota. Wrzeszczy, ze wezwie policje, spusci psy, ze pozalujemy itp. Nie wiem skad tyle w ludziach bezinteresownej zlosci i jadu...



W Pęczkowie najpierw trafiamy na stary, zapomniany cmentarz





A potem fajna aleją pełzniemy w strone palacyku. Liscie szeleszcza pod nogami i jest jakos tak cieplo, zacisznie. Wokol snuje sie zapach palonych lisci, jesienna woń jaka uwielbiam i przypomina mi dawne czasy.







Palacyk niezle sie prezentuje z zewnatrz, w srodku to jednak juz kompletna ruina







Niektorzy z ekipy palacyki mają gdzies- ale nie przepuszcza zadnemu ostowi! Maksymalnie w malej łapce miesci sie kilkanascie kulek, potem zaczynaja wypadac - co jest przyczyna wielkiego smutku.



W Ogrodnicy jak nazwa wskazuje ogladamy sobie palacyk przez ogrodzenie. Pozamykane a przeskakiwac plot na oczach calej wsi jakos nie mam odwagi.





W Piersnie dla odmiany dawny kosciol ewangelicki a nie palac, ale tez opuszczony. Tzn nie tak calkiem bo pelniacy role skladzika dla lokalnych rolnikow.





A nieopodal sklep. Wyglada na mily, pelen miejsc gdzie mozna przysiasc i milo spedzic czas. Ale dzis zamkniety... Wiec sie nie dowiemy co to jest "i nie tylko" ;)



Caly czas jestesmy obserwowani z pobliskich okien



Krotki listopadowy dzien powoli sie konczy, wiec nasza wycieczka rowniez. Jeszcze na powrocie, na ostrym zakrecie w Krobielowicach trafiamy na dziwna baszte. Okazuje sie, ze to mauzoleum pruskiego bohatera Gebharta Lebrechta von Blüchera. Tzn jest tylko skorupka kamiennego budynku, pochowanego tam osobnika juz dawno nie ma. Zwłoki lezaly sobie spokojnie az w okolice zawitala Armia Czerwona i po ktorejs popijawie wpadli na pomysl niecodziennej "zabawy". Wyciagneli trupa, przywiazali sznurkiem do motocykla i wloczyli po wsi. Potem jak sie znudzili to gdzies porzucili w rowie. Ponoc miejscowy proboszcz pozbieral resztki i wrzucil do jakiegos przykoscielnego grobu. Dokladnie gdzie jednak nikt nie pamieta...



Sa pozostalosci płaskorzezby, nieco upiornej w obecnym wydaniu- ni to glowa, ni to ręka...



Obok dosc dogodne miejsce biwakowe (wyłaczajac zakret szosy). Acz ciekawe czy nocami nie straszy...



Gdzies niedaleko trafiamy tez na stary napis, chyba wlasnie w Krobielowicach ale glowy nie dam



Na koniec jeszcze Gniechowice i palac wydmuszka. W srodku pelno cegiel i scianek z pustakow- ktos kiedys cos budowal ale mu sie odwidzialo.



Jest tez moja ulubiona trylinka!

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-12, 15:34   

Kolejna listopadowa wycieczka wypada w dzien chlodny acz sloneczny. Rano wszystko jest oszronione. Dzis suniemy glownie na zachodnie obrzeza Wrocławia- sprawdzic czy kilka km od tablic miasta mozna wciaz znalezc klimaty, ktore lubimy najbardziej.

Najpierw odbijamy jednak ciut dalej w strone Legnicy- na ostatniej wycieczce nie zdazylismy odwiedzic dwoch miejsc.

Najpierw jest Chmielów. Jest tu palacyk polozony zaraz za kosciolem, za plotem, na terenie gospodarstwa rolnego. Idziemy do niego przez teren kosciola, gdzie akurat trwa remont i ucinamy sobie dluzsza pogawedke z robotnikami. Wnetrza palacu calkowicie wypatroszone, acz dach w dobry stanie. Obecnie sluzy jako magazyn siana. Lubie spac w stodolach- acz w takiej zanocowac byloby nadwyraz ciekawie :)



Pozniej zawijamy do Wojczyc. Tu tez szukamy palacu. Jest niezawielki i polozony zaraz obok sporego prywatnego gospodarstwa rolnego, ktore jest szczelnie pogrodzone, opłotowane i widac ze czynne. Juz mielismy obawy, ze nie ma szans na dostanie sie pod palac.. Ale sie okazalo ze plot konczy sie wczesniej i tylko dawne zabudowania przypalacowe znalazly sie w jego obrebie. Palacyk stoi na skraju zdziczalego parku i kazdy swobodnie moze sie krecic w jego poblizu. Niestety z dostaniem sie do wnetrza budynku juz nie ma tak dobrze- wszystko na parterze solidnie zabezpieczone antybubowo.



Drzwi strzezone sa potrojnie- zamkniete, jest napis o firmie ochroniarskiej a na dodatek zamurowane pustakami.



Jest tez balkonik a pod nim rzezba





Widok od strony parku! Latem musi tu byc fajny busz, pełen spiewu ptactwa.



A potem suniemy juz na rogatki Wroclawia. Wies Stoszyce. Jeszcze w 2009 roku palacyk byl zamieszkany, na balkonie staly doniczki z kwiatkami a przed wejsciem ławeczka, na ktorej siadywala babcia. Widzialam zdjecia. Musialo sie tu przyjemnie mieszkac, zwlaszcza wiosna i latem. Musialy sie tu dobrze hodowac koty, nietoperze i dzieci. Koty sa nadal, nietoperze pewnie spia a kabak dokazuje jak wsciekly wsrod uschnietych badyli.

Nie wiem dokladnie w ktorym roku budynek calkowicie opustoszal, acz teraz po doniczkach i laweczce nie ma juz sladu, balkonik sie osypuje, dach zapada.. Na wystajacych slupach dachu jest bocianie gniazdo- ciekawe czy ono jest wciaz zamieszkiwane letnia pora? Lewe skrzydlo palacu jest juz calkowicie zawalone, reszta jakos sie jeszcze trzyma. Na pierwszy rzut oka wydawalo sie, ze wejscie do wnetrza palacu jest niemozliwe- jednak los okazal sie łaskawy :)







Wewnatrz mozna znalezc jeszcze wiele mebli, ubran, ksiazek i zeszytow szkolnych (ostatnie z 2006 roku), pamiatki z komunii, sloiki z przetworami.. Palacowych klimatow czy pozostalosci raczej nie ma, ot zwykle mieszkania zwyklych ludzi. Tylko ludzie znikneli i wkradła sie demolka.

















Najwieksze wrazenie zrobily na mnie porzucone zabawki, niektore dosc upiorne... Gdy weszlam to nie wiem czy powial wiatr czy co, ale konik sie lekko zahustal...







Caly czas mam wrazenie, ze w sąsiednich pokojach cos łazi i chrumka. Zadnego stworzenia nie spotkalam, ale wciaz bylo wrazenie, ze jestem pod baczną obserwacją. Chyba tu zyje jakas kuna albo co podobnego!

Patrzac kątem oka mam wrazenie, ze ktos wyglada z tego czarnego okna...



Odwracam sie. Nikogo nie ma.. Zas jakies zwidy...

Wbrew pozorom miejsce odebralam jako bardzo mile i przyjazne. Moglabym bez problemu rozbic tu namiot i spac. Zewszad wokol emanuje jakas dobra energia i spokoj.

W przypalacowych zabudowaniach wciaz mieszkaja ludzie



Wpadamy tez do Małkowic. Jest tu caly zespol folwarczny, na ktory sklada sie palac i duza ilosc zabudowan. Wszystko to otacza jak murem sporych rozmiarow dziedziniec. Wszystkie budynki sa pomurowane i wejscie do srodka jest utrudnione. Palacu dodatkowo strzega 4 kamery- nie wiem czy serio cos nadaja czy ktos powiesil tylko dla picu i na postrach. Tabliczki informuja ze teren ma prywatnego wlasciciela. Calosc dookola jest ogrodzona druciana siatka, ktora jednak w kilku miejscach ulegla przerwaniu wiec na teren wchodzi sie kulturalnie i wygodnie :)







W tle zabudowan przypalacowych czasem przewija sie spory budynek dawnego ogromnego klasztoru, obecnie zajmowany przez Caritas i hospicjum.



Odrapane mury odgraniczaja ta przestrzen od wsi i ruchliwych ulic. Tam ciagle ktos gdzies jechal, szedl, biegl, ujadaly psy. Tu nagle przechodzisz kilka krokow i nie ma nikogo.. Nawet wiatr przestal wiac. Tylko cisza i jakies odglosy z dala, jak z innego swiata. Na dziedzincu otoczonym opuszczonymi budynkami mozna sobie odpoczac na fotelu lub kanapie :P





Wszedzie wokol dominuje kostka i kocie łby.





Kabaczę tez znajduje tu cos dla siebie :)



Gdzies w rejonie sa tez Kębłowice. Sam palac jest w dobrym stanie- dach jakby nowy. Zaraz obok drugi budynek zawalony, w ruinie. Teren ogrodzony i ponoc prywatny.





W siatce jest dziura, jednak nie wlazilam przez nia bo przy domu obok byla impreza i duzo ludzi sie krecilo i gapilo. Postanowilam obejsc palac i sprobowac wejsc od tylu, od pól. Tam ogrodzenia nie ma i wejscie na teren jest mozliwe. Jest jednak dosc gleboki row wypelniony woda, o stromych zboczach. Bylo dosc chlodno wiec sobie darowalam ryzyko wpadania do zimnej wody. Z daleka palac wygladal na zamkniety, no moze jakies okienka na pierwszym pietrze umozliwialy eksploracje takze wnetrz.
Aby dojsc do rowu szlo sie przez chaszcze, po tej trasie z kurtki zostalo mi do wyskubania okolo 100 rzepow ;) Skubalam jeszcze dwa tygodnie pozniej ;)



W Rybnicy jest palac wykorzystywany jako mieszkania dla kilku rodzin.



Czesc budynku przebudowana pod obecne potrzeby ludzi, podoklejane daszki, schodki.



Na zewnatrz stoja slawojki. Ciekawe połączenie- palac + wychodek;)



Tej calej Rybnicy to wogole dlugo nie moglismy znalezc. Najpierw rzuca nas w jakas boczna droge, latem pewnie przejezdzna ale teraz z blotem po uszy. Macam patykiem. Z 20 cm szlamu, odpada.. Ostatecznie udaje sie znalezc jeziorko. Tez milo.



Do Smolca wpadamy przypadkiem i w sposob nieplanowany. Ot zamajaczylo cos miedzy drzewami, grzech by nie sprawdzic. Tu zostalo bardzo niewiele- wieza, kawalek murow.. Wokol minizlomowisko i jakies baraczki- ni to ogrodki dzialkowe, ni to komórki.. Staranne rysunki nascienne grzybkow i postaci z bajek. Male, okopane ogrodki. Z lezacej nieopodal rupieciani mozna by zlozyc auto, a jak ktos sprytniejszy to pewnie i helikopter!



Wracajac jeszcze Sośnica. Palac ogromny, z drogi wydawal sie opuszczony, ale podchodzac z drugiej strony wyraznie widac slady uzytkowania- stojace rowery, suszace sie pranie, anteny, czyste okna. Chyba wiec nadal pelni funkcje mieszkan.



Fajnie oszklona weranda!



Na jednej ze scian widac jakby slady ostrzalu..



W tle ruiny czegos duzego- ponoc to dawna cukrownia. W pobliżu miał niegdyś znajdować się jeszcze browar, ale gdzie to nie wiem.



Dzisiejszy dzien zaskoczyl nas bardzo pozytywnie! Nawet biale tablice sie trafily!

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-14, 10:52   

Na rozpoczecie dnia wioska Bogunów i jakies opuszczone gospodarstwo, ktore poczatkowo podejrzewam o bycie palacem ale chyba nim nie jest. Na Dolnym Ślasku czasem ciezko sie połapac w tej materii bo co druga chalupa jest ogromna, solidna i czesto jakas ozdobna! Sloneczko ładne, ale pizga jak diabli! Kałuze poscinalo w ciekawe desenie, w koncu mamy juz grudzien... Grunt ze nie ma tego paskudnego białego dziadostwa nazywanego popularnie sniegiem.





Do kolejnego palacu na obrzezach wsi Żerniki Wielkie jedziemy blotnistymi drogami, dzis skutymi lodem. Wokol sporo rozwloczonego sprzetu rolniczego. Od strony wsi palac ogrodzony jest plotem, od strony pol i parku spokojnie mozna podejsc. Znajomi ostrzegali nas, ze w okolicy mieszkaja niezbyt przyjazne osobniki, majace jakis problem z tym, ze ktos przyjezdza tu i oglada miejscowe ruiny. Dzis jednak nie ma zadnych klopotow. Nie spotykamy nikogo. Wies jest jak wymarła...







W Komorowicach znajdujemy ruiny palacu, ktorymi wyraznie ktos sie zajmuje. Dach wyglada na nowy, rozne kawalki pozasłaniane plandekami o folią, przed palacem wysypana kostka brukowa, leza jakies deski, betoniarki itp. Ciekawe czy beda wykładac tą kostką placyk, czy wlasnie ją stad zdjeli i pojedzie do Niemiec na handel ;)







Sciany dosyc poobtlukiwane ale jakis herb sie zachowal



Od drugiej strony do palacu przytyka park pelen rozlewisk, fos, jeziorek. Teren wogole jest tu podmokly, wpadam po kolana w blotnista breje, ktora nie wiedziec czemu akurat w tym miejscu odmarzla..



W Cieszycach palacyk bardzo łatwo mozna przeoczyc- jest mocno zarosniety i szczelnie ogrodzony murem lub siatka z wyrosnietym za nia zywoplotem.



Po drugiej stronie ulicy zabudowania przypalacowe o ciekawych łukowatych sklepieniach. W srodku znajdowaly sie kiedys biura, teraz wala sie duzo starych mebli, dokumentow i gazet. Czasopisma glownie dotycza tematyki rolniczej i spora ich czesc jest po niemiecku. Niektore pomieszczenia mocno wonieją czlowiekiem ;)



















W Pustkowie Wilczkowskim pozornie nie ma nic ciekawego. Przejezdzalismy tedy juz dziesiatki razy. Ale teraz mamy namiar od znajomego i szukamy konkretnego miejsca. Na pierwszy rzut oka nic szczegolnego. Lekko nadwatlona czasem kamienna stodola obłozona wokol starymi oponami...



Zagladamy do srodka. Zdecydowanie nie jestesmy tu sami. Pewne stworzenie idealnie wtopilo sie w krajobraz i nas obserwuje!



Budynek nie jest juz raczej uzywany do celow gospodarskich. Zwraca jednak uwage kolumnada! Niesamowite, ze w miejscach dla bydlakow robiono takie sklepienia, jak w jakims zamku! Nie wiem czy takie sufity bylo latwiej zbudowac, lepiej sie trzymaly czy po prostu chcieli aby bydełko mieszkalo w ladnych warunkach bo potem mleko jest smaczniejsze? Czy moze odczucia estetyczne podczas dojenia tez sa istotne dla funkcjonowania gospodarstwa? ;)











Na polach spotykamy bardzo duzo drapieznych ptaszorow. Na co drugim drzewie cos siedzi. Acz zrobic zdjecie jest nielatwo, osobniki sa ogromnie płochliwe. Tu taki jeden grzeje brzuszek do slonka i pewnie rozglada sie za jaka myszą!



Wracamy przez Tyniec nad Ślęzą. Zawsze chetnie rzucamy tu okiem na budynek opatrzony ciekawą, rogatą wieżą.



Miejsce jest zamieszkane, a przynajmniej jego część. Pobliskie stodoly obfitują zwlaszcza w ptactwo- kury, gęsi, wokol niesie sie zapach prawdziwej wsi.





Z boku palacu mile miejsce aby sobie przysiasc w jakies cieple popoludnie, posluchac gdakania kur i brzeczenia owadow. Teraz to by tylki mogly przymarznac. Ale krzeselka wystawione, wiec moze i zima ktos korzysta?

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-15, 09:35   

Najpierw odwiedzamy Kalinowice Górne. Ku folwarkowi prowadzi blotnista droga, czesciowo wylozona kocim łbem



I jak sie okazuje zatrzymujemy sie tu na tyle czasu, ze 3/4 pozostalych planow trzeba bedzie przelozyc na nastepny raz! :) Pałac i jego okolice sa wyjatkowo milym miejscem. Po pierwsze mielismy okazje spotkac wlasciciela obiektu. I byl sympatycznym czlowiekiem a nie sfrustrowanym dupkiem, ktory drze ryja jak sie chce zrobic zdjecie chocby z oddali. Pogadal z nami, pozwolil wejsc do baszty (z reszty budynku ponoc non stop cos spada a byl wiatr, wiec nie polecal), opowiadal o palacu i tym jak probuje go zabezpieczac. W zabudowaniach przypalacowych hoduje kucyki, latem dzieci na nich jezdza.







W przypalacowej "kamienicy" mieszka gosc, ktory pilnuje calego terenu, opiekuje sie nim, trzyma kozy. Dostalismy od niego tone folderkow i map bo jest sympatykiem rejonu i stara sie go promowac. Wylądowalismy u niego na herbacie, sluchajac opowiesci z dawnych lat gdy mieszkal przy innych palacach, staral sie je remontowac, chronic przed rozkradaniem przez zlomiarzy. Niezwykle ciekawy, barwny i sympatyczny czlowiek. Bylo tez o gieldach staroci, wykopywanych w polach starych obrazach, przemierzaniu Wzgorz Strzelinskich wierzchem czy lokalnych ciekawostkach.

Jedna z ciekawszych opowiesci wydala mi sie ta o przedwojennym lokalnym kanibalu- Karlu Denke. Urodzil sie wlasnie w Kalinowicach. W starszym wieku przeprowadzil sie do nieodleglych Ziębic. Zwabiał do swojego domu roznych ludzi, zwlaszcza gustowal w prostytutkach, żulach i niemiejscowych podroznych (nie wiem czy ze wzgledu na smak czy łatwosc pozyskania materialu ;) ) Goscie dostawali w łeb, byli peklowani i sprzedawani na bazarze we Wrocławiu. Towar szedł jak swieze bułeczki, Karl mial stalych odbiorcow- smakoszy. Ktoregos razu jednej z uprowadzonych osob udalo sie zwiać i zglosic sprawe policji. Kanibal zostal aresztowany ale szybko sie powiesil w celi. W jego domu znaleziono stosy oskrobanych kosci, ubran, nadpsutych wnetrznosci, a w ogrodku istny cmentarz. Ile osob zostalo pożartych nie wiadomo. (ponoc jeszcze 30 lat temu w dawnym ogrodzie kanibala miejscowe dzieciaki o zapędach eksploratorskich wykopaly jakies ludzkie gnaty.) Historia z Ziębic nie minela bez echa, wywolala straszna panike wsrod miejscowej ludnosci. Na dlugi czas wielu ludzi przerzucilo sie na wegetarianizm a na kazde wedliny patrzylo z lękiem. Lokalna fabryka konserw zbankrutowala, gdyz podejrzewano, ze zaopatrywala sie nieopodal. Ciekawe czy klienci z targu we Wrocławiu dowiedzieli sie o pochodzeniu swoich smakowitych kanapek ;) Kanibal nie zostal zapomniany, jego ponura slawa przetrwala. Doczekal sie nawet wspolczesnych piosenek, zespolu SuperPotwor oraz O.D.R.A Choc ta druga to nie wiem czy wogole ma jakis tekst, czy tylko eeeee, yyyyy....

W Kalinowicach gadamy tez na przyjemniejsze tematy - o roznych ciekawostkach i niesamowitych przygodach z Dolnego Slaska. Zwlaszcza o takich z lat 80-90 sluchalismy z otwartymi japami, zalujac ze nie wynalezli jeszcze podrozy w czasie.. Jedno jest trafic na ciekawy zbieg okolicznosci, drugie potrafic to poczuc i docenic, a trzecie- jeszcze potrafic o tym opowiedziec.. Czy np. czesto sie zdarza aby 50 lat po wojnie spotkalo sie w dolnoslaskich polach dwoch gosci w kapeluszach podrozujacych starymi powozami? Zupelnie przypadkiem.. A takie zdarzenie mialo miejsce w polowie lat 90 tych gdzies pod Wołowem...

Przy palacu spedzilismy chyba trzy godziny. Kabaczek wyjatkowo upodobal sobie kozy. Kucykow sie bała ;)







Do Wilemowic zagladamy na chwilke. Palac jest prywatny, ogrodzony, obwieszony wrazymi tabliczkami z zakazem wstepu. Akurat brama byla otwarta, jakies auto stalo w srodku. Wlasciciel ponoc mieszka na stale w Anglii i z tego co opowiadali w Kalinowicach nie jest zbyt goscinny...







Budynki gospodarcze znow z łukowatymi sufitami i kolumnami



Kolejna wioska to Kamiennik. Tutejszy palac jest opuszczony, otaczajace go zabudowania gospodarcze tez. Wszedzie w obrebie folwarku wala sie duzo smieci, widac zwozonych tu jak na wysypisko. I raczej nie sa pozostalosci po imprezach- rozwalone tapczany, telewizory, lodowki, opony, worki z jakims bialym sypkim czyms, kubełki po farbach w ilosci hurtowej... W takich miejscach widac wynik durnej ustawy smieciowej i zlikwidowania wiejskich ogolnodostepnych kontenerow na odpadki... Niektorych rzeczy sie nie oszuka.. Nie bedzie smietnikow - bedzie wszystko w lesie, nie bedzie kibli- beda obsrane krzaki... :(

Stara tablica Rolniczej Spoldzielni Produkcyjnej



Sam palac siedzi w plowych szumiacych trawach po szyje







Na palacu sa wmurowane rzezbione plyty, wygladajace jak epitafia nagrobne, czesto spotykane na lokalnych kosciolach. Jeden kompletny, drugi w nieznanych okolicznosciach rozstal sie z glową...





Wnetrza palacu mocno ogolocone. Wyglada jakby kiedys zaczal sie jakis remont, sa scianki dzialowe z pustakow. Potem chyba sie palilo. Gdzieniegdzie wisza lampy, charakterystyczne dla komunistycznych biur









Na balkoniku jest wygodne miejsce odpoczynku, uzywane chyba przez okolicznych żulikow. Latem musi tu byc bardzo przyjemnie siedziec z browarkiem wsrod zieleni i spiewu ptakow. Moze kiedys zajrze w przyjemniejsze czesci roku?





Stajnia rowniez z kolumnada



Miedzy Kamiennikiem a Wilemowicami idziemy polazic po polach. Na rozdrozu stoi krzyz- normalne. Pod krzyzem zlozone kwiaty- tez naturalna sprawa. Ale ich jest duzo. Bardzo duzo! Wyglada jakby ktos zlikwidowal kwiaciarnie? nie przetlumaczyl gosciom weselnym, zeby przyniesli cos sensowniejszego? Przegral zaklad, ze cala pensje wsadzi w kwiatki? Glownie roze, kolory wszelakie, zawiniete w celofan...







W polach, procz płowych traw szumiacych na wietrze, mozna spotkac ruiny, ale czego to nie wiemy. Raczej jakies poprzemyslowe. Betonowe plyty porasta mech. Omszone tez sa ogromne koła na ziemi pozbawionej w tych miejscach trawy.









Jest tez kilka zadaszonych budynkow o zastosowaniu obecnie biesiadnym- widac wiele plackow poogniskowych, slady grilowania i butelek z wina o nazwie "Romantico" i "Całodobowe". Nie wiem skad je skombinowali- w okolicznych sklepach nie mieli takowych.

Zacieki, grzyby i porosty na scianach formuja sie w ciekawe kolory i desenie





Na obrzezach Ziębic jest park a w nim zamieszkaly dinozaury. Sa tak pokraczne, ze az miłe.







Niektorym mozna wleżć do paszczy.





Kabaczek ulubil sobie tego najmniejszego. Co chwile podbiega i go głaszcze :)

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-16, 11:49   

Na poczatek odwiedzamy Służejów. Lokalny palac jest ogromny, z imponujaca wieza, polozony w parku, w ktorym jest plac zabaw.





Budynek ma wytatułowany numer, pierwszy raz sie z takowym czyms spotkalam



Pałac jest zamieszkany ale tylko czesciowo. Jest pies przy budzie, slychac glosy czy czuc zapach obiadu, przywodzacy mi na mysl stolowke z przedszkola! Chyba dzis kluski leniwe z cukrem i zupa szczawiowa! Od strony psa uchylone drzwi prowadza chyba prosto do mieszkania wiec tam nie zagladam. Od drugiej strony jest klatka schodowa z wanna i wozkiem pełnym drewna, pod drzwiami stoi sporo butow i cos za nimi gada. Klnac w duchu na skrzypiace schody powoli sie wycofuje...







Przed palacem jest mini sklad zlomu i roznych malowniczo rozwloczonych bambetli.



Wejsciowe odrzwia maja rozne ciekawe rzezbienia





Spora czesc palacu jest opuszczona. Jednak duza ilosc pozostawionych tam sprzetow sugeruje, ze albo jest tak od niedawna- albo pomieszczenia sluza za skladzik mieszkancom pozostalej czesci. Ciekawe jest jednak to ze jeden z piecykow byl cieply, tak jakby ktos w nim palil... Nikogo nie spotkalam podczas zwiedzania kolejnych pomieszczen, ale caly czas slysze glosy- jakby rozmowe kilku osob, potem klotnie babki z facetem. Slow nie da sie zrozumiec. Jakas niesamowita akustyka musi tu byc, ze niesie sie az z pomieszczen mieszkalnych. Czyli oni- tez slysza, ze ktos tu łazi?? A podlogi skrzypia jakby sie wsciekly... Nie udalo mi sie znalezc wejscia na wieze :(















Nieopodal palacu stoi maly zarosniety domek. Tez opuszczony. Zapach we wnetrzu kojarzy mi sie z domami starych ludzi i ich ubran. Chyba naftalina?







Jest tez maszyna strazacka!





W Biernacicach tez szukamy palacu i poczatkowo za takowy bierzemy nieczynna ubojnie-masarnie ;)







Potem widzac w oddali solidny mur włazimy jakiejs babce do ogrodu i ona uswiadamia nas, ze palacu trzeba szukac w zupelnie innej czesci wsi. Stoi on sobie na gorce, na uboczu. Wokol sa zabudowania gospodarcze po czesci uzywane, jest pies (na szczescie dobrze uwiązany), zgromadzone drewno, jakies maszyny lub ich fragmenty. Ludzi nie widac.











Potem odwiedzamy Pomianów Dolny. Palac tu oczywiscie tez jest. Stoi sobie opuszczony, szczelnie zamurowany, mysz sie nie przeslizgnie do wnetrza ;) (no chyba ze z kilofem ;) ) Zabudowania gospodacze ogrodzone i pisze o terenie prywatnym- acz palac stoi jakby z boku i spokojnie mozna do niego dojsc. Z jednej strony do palacu przytyka spory staw.





Dalej w strone parku prowadzi malowniczy mostek zrobiony z betonowych plyt mocno nadwatlonych przez czas. Kazda z nich jest mocno nadpęknieta posrodku. Płyty ruszaja sie w roznych, trudnych do odgadniecia płaszczyznach. Ide samym brzeżkiem. Uffff, udalo sie nie wleciec w wode :) Fajny mosteczek!



Mostkiem dostajemy sie w okolice opuszczonej kaplicy. Na progu ktos postawil telewizor...











W centrum Pomianowa Dolnego jest tez ciekawy budynek chyba starego młyna





Ze zdobionym daszkiem



I przedwojennym sprzetem z napisami



Jakos urzekly mnie te malownicze drzwi



Ostatni palacyk odwiedzamy w Lubiatowie, oswietlony cieplymi promieniami zachodzacego slonca. Ciekawe ma to wzmocnienie naroznika- jakby sie komus ciut za duzo betonu wylalo ;)









Opuszczone bocianie gniazdo zeskłotowala jakas podejrzana grupa ;)



Miły sklepik, gdyby bylo lato zapewne bysmy przysiedli na ławeczce..



Na koniec cukrownia w Ziębicach zachecajaca do budowania lepszej przyszlosci!

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4784
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2017-02-16, 12:14   

Kurczę, nie umiem patrzeć jak to się wszystko rozpada :(

To jednak wolę zdecydowanie przejechać do Czech, gdzie 90% tych obiektów byłoby nadal użytkowanych. Do środka nie wejdę, lecz przynajmniej mam świadomość, że za 10 lat ciągle będzie stało...
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-20, 17:11   

Pudelek napisał/a:

To jednak wolę zdecydowanie przejechać do Czech, gdzie 90% tych obiektów byłoby nadal użytkowanych. Do środka nie wejdę, lecz przynajmniej mam świadomość, że za 10 lat ciągle będzie stało...


Na Dolnym Slasku tez bys sporo takich znalazl, trzeba by tylko poszukac , tak jak my szukamy ruin. Sporo mijamy palacow prywatnych, zamknietych, przerobionych na hotele itp

Chyba taki region ze kazdy znajdzie cos dla siebie!
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-20, 17:11   

Tym razem jedziemy w okolice Strzegomia. Po drodze zahaczamy o Stoszów, jako ze mamy namiary, ze da rade dostac sie do srodka pałacu. Do budynku idzie sie przez mostek, calosc jest otoczona starymi fosami czy innym zespolem stawow, obecnie w stanie wyschnietym.





Portal nad drzwiami



Wnetrza mocno wypatroszone, stropy zaczynaja przesiąkac i trocic sie..









Okienko ze ślimakiem



Świat pałacowych lamp, pordzewialych, świszczacych na wietrze. W calym palacu jest straszny przeciąg...







Nietypowe zabezpieczenie okna? Czesto okna "zabija sie dechami" ale tu...hmmmm... Albo ktos przyniósł tu ze soba i po prostu odlozyl? Dziwne...



Znajduje tez narte, niekompletna ale zawsze ;)



Od strony dziedzinca





Przypadkiem trafiamy do Śmiałowic. Tutejszy palac jest w dosc dobrym stanie, tak sie prezentuje przez szare zimowe pola..



Przy kosciele zwraca uwage krzyz pokutny, kolejny do naszej kolekcji :) Obok krzyza smukła kapliczka.



Skoro juz sie zatrzymalismy to idziemy obejrzec kosciol. Jest spory, z czerwonej cegly, wyglada troche jak zamek krzyzacki ;P



Pomysl spaceru naokolo okazuje sie calkiem dobry! Na scianach sa epitafia i inne rzezbione tablice!











Tu dosc ciekawe zestawienie- krzyz, gwiazdki, kotwica...i gorejacy wazon? ;)



Zajezdzamy do Siedlimowic. Skrecamy w boczne gruntowe drogi, ktore dzis sa pokryte gruba wartswa lodu. Skodusia tanczy na wszystkie strony. Dalej idziemy z buta. Jakos but lepiej trzyma sie tej nawierzchni niz nawet zimowa opona..







W parku znalezlismy smutna zabe.. Nawet chcielismy ją zabrac ale byla mokra, cieknaca i troche wypatroszona tzn wnetrznosci wypadaly, glownie przez glowe i nie pachnialy zachecajaco.. Wiec zostala...





Palac jest w ruinie, ale widac ze kiedys byl ogromniasty! Ruiny leza w sympatycznym zdziczalym parku









Zachowalo sie troche zdobien np. gębule na wiezy





Czy rzezbiona brama



Koniuszek wiezy



Wieza jest jeszcze zadaszona, mozna sie tu schronic przed deszczem, widac, ze niejedna fajna impreza sie tu odbyla! Przy scianach stoja prowizoryczne ławeczki, stolik, o dziwo jest czysto.



Okno ma dziwny ksztalt... jakby jakas skulona postac...



Gdzies dalej odwiedzmy Pyszczyn. Palac jest ogromny i obecnie prywatny, sa przeprowadzane jakies remonty. Obiektu pilnuje jakas niezrownowazona osoba, ktorej nie podoba sie robienie zdjec nawet z daleka. Gdy stalam sobie po drugiej stronie ulicy padaly w moja strone wypowiedzi i okreslenia, ktorych przez grzecznosc i kulture nie zacytuje. Szkoda ze tak czesto palace trafiaja w rece osob chamskich, wulgarnych i bezinteresownie niesympatycznych... :(







Gosc zza plotu probuje rzucac we mnie kamieniami, ale chyba tylko na postrach. Widac, ze ma za maly zasieg rzutu, nie dolatuja nawet do plotu. Ale na wszelki wypadek trzymam sie drugiej strony drogi a ciekawe zdobienia sciagam sobie na zoomie. Stojąc na publicznej drodze mam prawo sfotografowac zabytek, cokolwiek sobie udumal w glupim łbie jakis cieć...







Troche sie gubiąc w polach dojezdzamy do wsi Zastuże. Ruiny palacu sa "przyklejone" do budynku kosciola/kaplicy, chyba dzialajacego, a napewno odnowionego.



Zachowało sie zdobienie odrzwi a poza tym to tylko kupa cegieł..





Niektore z pobliskich domow sa czesciowo pozawalane, ale nadal mieszkaja w nich ludzie



W jednej ze stodol znalezlismy bardzo ciekawa rzecz- zgromadzone ławki z jakiegos starego kina czy klubokawiarni! I ten zapach zaklęty w starych siedziskach- ni to drewna, ni to materialu, ni to zakurzonej poduchy, ni to wiórow.. po prostu zapach przeszlosci :)





Jadac w strone Strzegomia trafiamy do Krukowa. Tu tez jest cos pałacopodobnego a przed nim stoi wiata. A w niej kanapy, fotele. Mozna zapodac komfortowy odpoczynek na swiezym powietrzu :)







Nocujemy w Strzegomiu w miejscu zwanym "kwatery robotnicze". Jest to maly budyneczek w ogrodzie jednorodzinnego domu. Dzis jestesmy tu sami, innych robotnikow brak.

Wieczorem idziemy na miasto. Trafiamy do pizzerii "Pod Kasztanem" w rynku. Niby teraz wyglada to jak zwykla pizzeria acz towarzystwo zgromadzone w knajpce sugeruje, ze kiedys chyba byla tu jakas miła spelunka :) Wystroj sie zmienil ale klientela zostala? Kilku facetow w srednim wieku spiewa na glosy piosenki Maryli Rodowicz :) Inny tancuje. Płyną ciekawe rozmowy o regionie, o sporcie.. Potem schodzi na polityke ale my juz na szczescie wychodzimy. Widzac rozne rozbieznosci w pogladach biesiadujacych czuc, ze moze byc goraco :P

Tu tez po raz pierwszy w zyciu sie dowiaduje, ze strefy czasowe maja połówki!



Wracajac zagladamy jeszcze pod katedre.







Nascienne epitafia chowaja sie przed sniegiem i wiatrem



Niektore rzezbienia sa dziwne, jakby male ludziki probujace sie schowac za kolumna.



Miecie drobnym sniegiem, na ulicach zywego ducha. Miasto chyba juz spi, albo ukrylo sie gdzies w pieleszach. Okna pobliskich kamienic sa ciemne, jedynie błyskaja sine poswiaty ekranow..

Zaraz przy kosciele stoja baraczki ze scenkami bożonarodzeniowej szopki. Postacie sa naturalnych rozmiarow, a do niektorych scenek rodzajowych mozna sie dosiąść i pouczestniczyc w biesiadzie. Milo sie siedzi, pod daszkiem jakby zaciszniej i podmuchy lodowatego wiatru nie wgryzaja sie tak pod kurtke. Tylko wspolbiesiadnicy jacys tacy malo rozmowni... ;)





Obok stoi kilka pustych budek. Poczatkowo nie zwracamy na nie uwagi. Bierzemy je za kramy minionego jarmarku swiatecznego. Przez chwile mi sie jednak wydaje, ze w jednej z nich cos sie rusza... Eeee, to chyba wiatr... albo mi sie zdawalo? Jeden z manekinow wbija we mnie wzrok i dziwnie sie usmiecha.. To w lampie cos nie stykało i zamrugała.. Blade swiatlo oswietla pusty przykoscielny plac gdzie tylko drobiny sniegu tancza jak wsciekłe na wszystkie strony. Zacisznie tu ale jakos tak dziwnie.. Czuc, ze nie jestesmy tu sami! Z budki rozlega sie beczenie. Ewidentne! Tam sa zwierzaki! Prawdziwe!!!!! Siedza zamkniete a wnetrze maja wylozone siankiem. Robia wrazenie calkiem zadowolone! Nie wiem czy juz spaly a mysmy je obudzili?







Zegnamy to nietypowe miejsce biesiadne, gdzie z ludzmi napic sie nie da a ze zwierzakami chyba nie wypada... Oblodzonymi, ciemnymi uliczkami suniemy ku naszej kwaterze, gdzies tam na obrzezach miasta...
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-25, 18:42   

Kolejny dzien mija nam na włóczędze po podstrzegomskich wioskach. I znow palacyki. W Goczałkowie Gornym wlazimy na teren dzialajacego gospodarstwa. Pod nogami skrzypi zmarzle na kamien bloto delikatnie przysypane igiełkami szadzi. Wieje. Zzzzimno. Coraz czesciej mysle o nalewce ukrytej w bagazniku. Bez rozgrzewacza z kwiatow dzikiego bzu chyba nie da sie dzis przezyc... Nic dziwnego, ze zaden desperat nie wloczy sie po terenie wokol palacu. Pusto. Stoja tylko jakies zmarzniete maszyny rolnicze. Sam budynek palacu jest opuszczony, najnowszym jego framentem jest jakas chwiejaca sie na dwoch gwozdziach tabliczka z unijnymi gwiazdkami.. Okna i drzwi dokladnie pozamykane, pokratowane. Ciezko nawet zajrzec do srodka.







Gdzieniegdzie zachowal sie jakis gzymsik, herb albo inne zawijasy





Kraty tez maja tu dosc ozdobne



Hmmm.. jedna z tych flag chyba kiedys byla inna? ;) chyba przemalowali ;) Napisy tez zatarte...



W Targoszynie za wiatrem, na sloneczku mozna przysiasc na zasypanych szeleszczacymi liscmi starych lezankach i troche sie powygrzewac, marząc o rychłym nadejsciu wiosny.. Choc zaraz mozna poczuc, ze to jednak wciaz styczen- zimno szybko przegryza sie z lodowatego podloza nawet przez grube warstwy ubrania..



Palacyk wygladajacy na nieuzywany polozony jest w parku. Przy nim jakies zagrody jakby dla koni. We wnetrzach porozrzucane meble i jakby zaczety i porzucony remont. Tabliczka na palacu mowi ze to "Dom Slaski", centrum kultury, edukacji i promocji a placowka jest "w organizacji". Co promuja i kogo edukuja nadal pozostaje dla mnie tajemnica..













W parku rosna obulwione stare drzewa przypominajace swieczniki


Nieopodal urzekło mnie jedno z gospodarstw, a zwlaszcza wanna- poidlo i miejsce kapieli dla gęsi.


hydrant z wiszącymi soplami



W Mściwojowie tez sa ruiny palacu. Raczej z nich malo zostalo.





Mozna jednak zajrzec do piwnic, o roznych strukturach i ksztaltach stropow. Trzeba jednak mocno uwazac pod nogi aby nie wdepnac w aromatyczna mine ;)







Do palacu przytyka park z nowiutkimi ławeczkami i koszami na smieci. Jakos do ruin w tle pasuje to jak kwiatek do kożucha.



W parku jest tez stawek z resztami kaplicy na wyspie.



I baszta



Drugi stawek a raczej niewielkie oczko wodne jest po drugiej stronie palacu, wsrod uzywanych zabudowan gospodarczych.



Wsrod falistych linii tutejszych dachow i okapow przechadza sie gdaczaco- gulgający inwentarz. W tle dzwonia jakies dzwoneczki. Kilkakrotnie ide w ich strone, ale dzwiek znika i pojawia sie w innym miejscu. Nie udaje mi sie zlokalizowac zrodla dzwonienia, ale brzmialo jak krowy lub owce zywcem przeniesione ze wschodniokarpackich polonin!



Maja tu tez sklepik z miejscem biesiadnym, gdzie milo byc przysiasc celem spozycia jadla i napoju.. o ile temperatura by sprzyjala i tyłek nie przymarzal do dech... czyli dzis odpada..





Na wzgorzach na wsia spotykamy kolejne ruiny kaplicy.



Dalej na gorce nad jeziorkiem stoi nowa wieza widokowa. Idzie sie do niej swiezo wyłozonym deptakiem- chodniczkiem, bo straszne by bylo jakby turysta ubłocil buciki. Co jednak trzeba przyznac na plus- chodnik jest z granitowej kostki a nie z tego baumowatego obrzydlistwa, ktorym zachłysnal sie caly nasz kraj.
Jak nakazuje obecna moda chyba wiecej budulca poszlo na ogrodzenie wiezy niz na sama konstrukcje. Wszedzie tez wylewaja sie regulaminy i zakazy normujace jak na wieze nalezy wchodzic, co tam spozywac i w jaki sposob oddychac. Nie mozna tez zapomniec o oczach kamer śledzacych kazdy nasz ruch abysmy mogli sie czuc bezpiecznie i nowoczesnie. W ogrodzeniu jest bramka. W tej chwili otwarta. Jest jednak napisane, ze wieza jest otwarta tylko od 8 do 20. Czy w takim razie komus chce sie przylazic u wieczorem aby przekrecic kluczyk? Czy moze zamek zatrzaskuje sie automatycznie? A jak ktos nie zdazy zejsc na czas to zostaje uwieziony wewnatrz?



Ponoc widac stad Karkonosze. Ponoc to popularne miejsce wypoczynku. Dzis w oddali zalegaja geste chmury a na świszczącej na wietrze kontrukcji jestesmy sami. Towarzyszy nam tylko zadymka sniezna, ktora tworzy smieszne leje z wirujacych płatkow.





W ktorys z kolejnych dni, wracajac do domu, zahaczamy o Pielaszkowice. Sa tu ruiny sporego palacu, a wokol niego rozne fajne budki, garaze, skladziki i komorki. Chetnie bysmy obeszli palac tez od drugiej strony ale biegajace luzem psy giganty troche nas zniechecaja...





Do palacu idzie sie groblą , przez brame pod czesciowo zamieszkanym budynkiem



Wsrod zrytych koleinami placykow mozna wypatrzec rozne ciekawe rzezy np. przesuwną brame z drewnianych klepek!





W wiosce odnajdujemy tez krzyz pokutny, akurat trafilismy na niego zupelnie przypadkiem! Siedzi sobie pod murem okalajacym kaplice! Fajnie- bedzie kolejny do kolekcji! Za to lubie Dolny Slask! czlowiek sobie jedzie czesto calkiem na ślepo i bez celu a ciekawe rzeczy same sie rzucaja w oczy!



A w Mieczkowie niespodzianka. Nie szukamy pałacu :P Dla odmiany opuszczony kosciol! Stoi w centrum wsi, nieopodal drugiej dzialajacej swiatyni. Obecnie pelni role jakiegos magazynu. Zsypy, rury, rampy do wyładunku. I saletra amonowa w czesciowo zamurowanym oknie.











Niewielka przybudowka kosciola jest imprezownią (o czym swiadczy szklo po roznistych trunkach). Mozna sie dowiedziec w czym gustuja miejscowi. Na topie wisnia i czarna porzeczka. W czasie degustacji smakosze zasiadaja na starych koscielnych ławach.





_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3682
Skąd: Oława
Wysłany: 2017-02-27, 10:29   

Wiele razy na naszych wycieczkach po Wzgorzach Strzelinskich przechodzilismy lub przejezdzalismy kolo palacyku w wiosce Stanica (na starszych mapach znaczonej rowniez jako Halinów). Zawsze miejsce nam sie podobalo- widac, ze palacyk byl zamieszkany, zadbany, ale jednoczesnie nie ociekał i nie smierdzial swieza farba jak to zwykle jest modne ostatnimi czasy- ze remont musi oznaczac obrzydliwą laboratoryjną sterylnosc. Ten palacyk byl wlasnie taki jak trzeba- sympatyczny, lekko przykryty patyną, a co najwazniejsze obrosly bluszczem czy innym dzikim winem i utopiony w starym cienistym parku.







Wtedy tez zauwazylismy, ze w jego obejsciu stoi zasypana liscmi tabliczka “tanie noclegi” z numerem telefonu. Czy dotyczy tego budynku? Jakos nigdy nie bylo nam po drodze tu spac, w koncu niecala godzine mamy do domu.


Ktoregos styczniowego dnia postanowilismy jednak to zmienic. Noclegi okazaly sie dotyczyc wlasciwego budynku. Zwiedzamy juz od lat te rozne palacyki Dolnego Slaska, fajnie, ze w koncu w ktoryms z nich mozna legalnie zanocowac, bez obaw, ze w nocy ktos przyjdzie i cie wywali. I nie jest to zaraz jakis wypasiony hotel, ktorego wnetrza wygladaja jak nowy salon meblowy a o atmosferze tchnącej przeszłoscia mozna tylko pomarzyc.

Zjawiamy sie wiec mroznym wieczorem w Stanicy. Ciagne za klamke. Zamkniete. Ide dookola, moze maja tu jakies inne drzwi? Splątane galezie bluszczu pozbawione sa lisci i szeleszcza na wietrze. Na balkoniku sadowia sie trzy koty i marszczac pyszczki staraja ukryc przed dokuczliwym wiatrem wsrod starych mebli.







Dalej nie ide bo biega tam i ujada wielkie psisko. Uczepione wprawdzie do linki, ale szlag wie jaka ona jest dluga. Na gornych pietrach widac swiatlo. Dzwonie w koncu telefonem. Otwiera nam bardzo sympatyczna i rozmowna babka i prowadzi do wnetrza. Zarowno wieczorem jak i rano dlugo gadamy na tysiac tematow. Widzimy sie od 5 minut a wrazenie jakbysmy przyjechali do starych, dobrych znajomych!

Gospodarze mieszkaja tu od lat 80tych kiedy nabyli ten budynek. Przed wojna spelnial role palacyku mysliwskiego i nalezal do tej samej rodziny co pobliski wypasny palac w Konarach. Ponoc wszystkie klamki, wieszaki i rozne sprzety byly tu zrobione ze zwierzecych kopytek. Po wojnie mieszkali tu ludzie, ktorzy palili wewnatrz ogniska a parter wogole zajmowala domowa chudoba. Mysliwskie wyposazenie zaginelo gdzies w odmętach powojennych dziejow. Aby doprowadzic miejsce do stanu nadajacego sie do zamieszkania ponoc bylo sporo roboty a glownie wywoz gnojowiska po inwentarzu dal sie we znaki. Szkoda, ze nie zachowaly sie zdjecia (albo raczej wogole nigdy nie powstaly) z czasow gdy w palacu mieszkaly kury, kaczki i swinie a w tle byly klamki z kopytek i jakies malowidla z mysliwskimi scenkami. Takie obrazy zachowaly sie tylko w pamieci starszych mieszkancow okolicznych wsi.

Obecnie w palacu mieszkaja gospodarze oraz jest kilka pokojow do wynajecia. Na gorne pietro wchodzimy skrzypiacymi schodami, ktore tak przypadaja do gustu kabaczkowi, ze domaga sie aby chodzic po nich w gore i w dol chyba ze 20 razy!









Dzieki temu jestem w stanie bardzo dokladnie sie im przyjrzec, ze maja ciekawe sloje drewna, ze niektore stopnie sa powygryzane przez korniki w ciekawe desenie i ze poszczegolne schodki skrzypia w zupelnie inny sposob! Przemierzajac je po raz n-ty mam skojarzenia jakbysmy chodzily po cymbałkach- rozne skrzypniecia, rozne odglosy krokow. Kabaczek ma swoje ulubione stopnie, na ktorych glosno tupie, podskakuje i rechocze.





W piwnicach jest sala imprezowa z kominkiem, barkiem i kolumnami ozdobiona roznymi fajnymi starociami.









Wpada w oczy tez jeden piekielny obraz



W pokojach jest cieplo- sa ogrzewane sympatycznymi piecykami.







W nocy chyba co dwie godziny dokladam szufle węgla. Oprocz skwierczenia palonych wegielkow towarzyszy nam w nocy jeszcze jeden dzwiek- jakby skrzypienie hustawki. Dobiega gdzies ze strychow. Ciekawe kto lub co sie tam husta po nocach ;)

Mozna tez korzystac z kuchni w ktorej stoi sympatyczny piec, kredensy, gliniane dzbanuszki :)





Ten piecowy znaczek kojarzy mi sie jakos z pieczatkami ze schronisk! :) Teraz to rzadko jaka firma ma ładne logo...



Wokol wszedzie zapach drewna, dymu, chlodu starych wnetrz i zabytkowych mebli.

A tu palacyk z zewnatrz zimowa, bezlistna pora...





_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
ceper 

Dołączył: 02 Sty 2014
Posty: 6317
Skąd: Ziemia
Wysłany: 2017-02-27, 11:52   

buba napisał/a:
stoi sympatyczny piec, kredensy, gliniane dzbanuszki
Po śmierci babci robiliśmy remont: podobny (może ten sam model) pieca poszedł 2 lata temu na złom, zaś identyczny kredens na opał rok temu (nawet nie wynosiłem z piwnicy, bo tuż obok był piec CO).
_________________
Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. /Mt 13,12/
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime