Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

"Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Autor Wiadomość
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3352
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-10, 21:48   

sokół napisał/a:
Kota we wiadrze pływającego po jeziorze jeszcze nie widziałem mogłaś jednak chwilkę poczekać może byłoby fajnie najwyżej Toperz by wlazł do wody trzeci raz.


Rozwazalam nawet przez chwile tą ewentualnosc... Ale wiaderko bylo stanowczo za male! 2/3 kota by wystawalo, wiec raczej plywanie byloby dosc krotkie i traumatyczne ;)
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3352
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-10, 21:49   

Przy zachowaniu odpowiedniej czujnosci udaje sie nam nie przegapic wjazdu do Estonii.



Pierwsze wrazenie to jeszcze wieksza przestrzen i spokoj niz na Łotwie. Wioski o drewnianym domkach utopione w zielonosci, nadmorskie osrodki domkow kempingowych w sosnowych lasach, tez jakies takie puste i przestronne. Lasy, lasy, pola czasami. Często sie zatrzymujemy przy drodze, na jakies zdjecie czy siku (efekty wypicia na plaży 2 litrow kwasu sa dotkliwe). I nikt nie trąbi, nikt nie wjezdza nam w zadek. Jakies takie poczucie oprężenia i odpoczynku. Moj ulubiony zapach igliwia wygrzanego słoncem lasu, wiatr szumiący w czubkach sosen i szybko płynące po niebie obłoki na tle błękitu. Czasem jest sie gdzies pare chwil a czuc jakas dobrą energie wyłażącą z kazdego zakątka. Tak… Estonia urzekła nas od pierwszego wejrzenia.

Dominującymi wszedzie kolorami jest niebieski, zielony, czarny i biały. Inne wystepuja niezmiernie rzadko. Ciekawie wyglada na tym tle ich flaga, z ktorej tylko zielen zabrali (moze to wersja zimowa?)

Mijamy zarośniety drewniany dworek. Wyglada na opuszczony. Gdy podchodze jednak blizej nie mam pewnosci. Niby schodki zawalone ale okienko… Okienko mi jakos wyglada podejrzanie.. Nie wchodze do srodka. Nie sprawdzilam jeszcze w rozmówkach jak jest “dzien dobry”. Jak wleze na kogos to bedzie glupio. Co powiem? “Yyyyyyy??”





Malutka cerkiewka gdzies po drodze.



Nie chce sie nam dzis jechac gdzies daleko. W koncu mamy wakacje. Pospiech zawsze to zło, a w wakacje w szczegolnosci. Zajezdzamy na jedno pierwszych od tej strony biwakowisk RMK. Połozone jest wsrod sosen i piachu wydm. Jest tu zakaz palenia ognisk, ale taki zakaz potrafie łyknąć i co najwazniejsze - grzecznie przestrzegac. Sa pobudowane metalowe kominki - i ogien nalezy palic tylko tam.









Kazdy kominek ma ruchomy ruszt, zachęcający do gotowania i pieczenia na ognisku.





Gdzieniegdzie w lesie czają sie tez wiaty.



Jest hydrant z wodą. Nie omieszkam wiec zrobic prania.







Jest kibelek, ktory jest jakims dziwnym mixem wychodka i tojtoja.







Wyglada jak klasyczna, wiejska, drewniana slawojka, ale jak zajrzec do dziury to wyglada nie jak szambo ale jakis zamkniety zbiornik. Ale bardzo głeboki wiec nie ma problemow jak w tojkach, ze grubsza potrzeba moze oznaczac ochlapanie całych pleców…

Do plazy mamy 5 metrow ;)





Morze jest tu płytkie i ciepłe jak zupa. Tak… Bałtyk mówili, zimne północne kraje, mówili… Wgłab morza mozna iść chyba z kilometr i woda jest w porywach do kupra. Zeby sie wykąpac trzeba sie polozyc na dnie. Toperz sie śmieje, zebym skoczyła do Finlandii po pocztowki. (mniej wiecej w srodku zdjecia widac bube stojącą w wodzie po kolana)



Dno jest całe pomarszczone, uformowane sa z piasku karbowane falki. Sa twarde jak diabli, łażąc dłużej mozna sobie odbic stopy, jakby chodzic po tarce z betonu!






O plazy mozna zdecydowanie powiedziec, ze nie jest monotonna. Wala sie sporo kamulców wielkosci wszelakiej.





Sa rozlewiska, półwyspy, zatoczki, malenkie wysepki.













Sa tez jeziorka, rozlewiska albo ślady po takowych, ktore juz wyschły.









Rozlewiska sa zarastane przez rozniste glony albo inne podobne żyjątka o barwie czarnej, zielonej lub rdzawej.







Sporo jest tez glonow czerwonych. Wtedy nawet woda nabiera czerwonego koloru. I w tych miejscach woda jest wręcz gorąca, jak z ciepłego źródła. Malownicze to jest bardzo, ale tez jakies nieziemskie wiec stamtad spierniczam i kolejne czerwone jeziorka staram sie omijać.







Wiele miejsc wyglada jak siatka maskująca! :D











Siatka maskująca na moment pierwszych opadów sniegu ;)



Co ciekawe muszelek i bursztynow brak. Do podziwiania sa za to inne rzeczy wyrzucone na brzeg.







Piaskowe desenie...











Odcisk czegos… jakiegos liscia?





To sie ruszało. Jakby oddychało albo pulsowało? Albo mi sie w oczach juz mieliło od tego patrzenia w fale pląsające na tle karbowanej tarki?



A w tym bylo cos naprawde przerażającego! Jakby zatopiona w piasku mumia, probujaca sie wydostac. A patrzac inaczej moze nora jakiegos pająka?



Takie trzy stopki tu byly!



Wieczor mija nam na napawaniu sie biwakowaniem i błogim lenistwie.













Wracamy jeszcze na plaze na zachod slonca. Jest dziwny. Słonce jakos rozlewa sie po niebie. Jego ksztalt jest jakis pląsający. Wyglada troche jak klepsydra. Chwile pozniej jak hantla. A moze tu sa dwa takowe? Kurde, mozna sobie wrozyc ze słonca jak z wosku na Andrzejki! :)











Porankiem ide do kibelka. I chyba trace okazje na interes zycia. Mijają mnie Holendrzy w kamperze przerobionym chyba z ziła albo innej brzuchatej, starej ciezarowki. Pytaja czy tu mozna biwakowac i komu trzeba zapłacic. No i powiedzialam prawde… Zamiast wołac za nimi “Mnie! Mnie sie placi! 100 euro!”. Holendrzy podziekowali, ale w bezpłatnosc biwaku nie uwierzyli. Albo uznali, ze nie zrozumialam o co pytali? Pojechali dalej i za chwile znowu o cos rozpytywali przy rozlozonych przy plazy namiotach….

cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4571
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-07-11, 08:20   

Właśnie sobie przypomniałem, że w Parnawie też było płytko. Ale już nie tak ciepło, może to z powodu sierpnia i ogólnie niższych temperatur? Czerwone jeziorka na plażach widziałem też na Łotwie, ale nie pamiętam czy miałem odwagę do nich wchodzić i sprawdzać ciepłość :P
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3352
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-11, 17:46   

Pudelek napisał/a:
Właśnie sobie przypomniałem, że w Parnawie też było płytko. Ale już nie tak ciepło, może to z powodu sierpnia i ogólnie niższych temperatur?


Takie jak zupa to morze bylo tylko tu. W innych miejscach bylo juz raczej chlodne, mimo ze plytkie to bylo wszedzie

Pudelek napisał/a:
Czerwone jeziorka na plażach widziałem też na Łotwie, ale nie pamiętam czy miałem odwagę do nich wchodzić i sprawdzać ciepłość :P


Poczatkowo myslalam ze one moze tak sie nagrzaly od slonca ale chyba cos bylo na rzeczy z tymi glonami bo jeziorka z glonami np. zielonymi nie mialy takich dziwnych temperatur
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3352
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-13, 21:43   

W Haademeeste mijamy kosciolek. Wykonany z podobnego budulca jak cerkiew z łotewskiej Ainasi - tez taki ceglano-kamienny. W srodku siedzi babeczka sprzedajaca pocztowki ale chowa sie na moj widok. Troche dziwne zachowanie…







Typowe dla okolicy zabudowania.



Na obrzezach Lihuli toperz mowi, ze chyba mamy problem.. Zjezdza na pobocze i jest grozba , ze dalej nie pojedziemy. Juz chwile wczesniej jakos dziwnie trzęsło ale zrzucilismy to na karb nierownej drogi. Wyglada na to, ze szlag trafil skrzynie biegow. Po chwili okazuje sie, ze jedynka i dwojka w miare działają. W takiej sytuacji wracamy do miasteczka, ktore wlasnie ominelismy. Rozważania “ciekawe kiedy poplynie prom na Saareme” schodzą na dalszy plan. W tej chwili bardziej nas interesuje “czy tu jest mechanik i czy sie z nim dogadamy”. Miasteczko jest nieduze, sporo drewnianych domów stoi rowniez przy glownych ulicach.







Przy wielkich rurach w stanie poćwiartowania pytamy o mechanika. Niestety to nie tu. Kawalek dalej faktycznie jest zaklad mechaniczny. Tzn warsztaty sa ukryte gdzies dalej, a klient ma do czynienia glownie z umalowaną pania na recepcjo-sekretariacie. Mechanik, ktory do nas wychodzi jest bardzo mily. Chyba z pol godziny rozmawiają z toperzem. Ale niewiele z tego wynika. Na samochod nawet nie chce popatrzec. Ponoc jest tak zawalony robotą, ze moze nas wcisnąc za 3 tygodnie. Teraz musi skonczyc robote i jedzie z dziewczyną na łikend. Bo w łikendy sie wyjezdza a nie pracuje. To akurat w pelni potrafie zrozumiec. Skadinad ciekawe, czemu samochody na wyjazdach ZAWSZE muszą sie zepsuc w wolne dni albo swieta? Jednak czekac do poniedzialku tez nie ma sensu - nie są tu po prostu zainteresowani. Nie jest to tez kwestia ceny. Raczej podejscie “hmmm.. Co by tu zrobic, zeby sie ich skutecznie pozbyc”. Mechanik poleca nam wrocic do Parnu, bo chyba tam bedzie najblizszy zaklad mechaniczny. Poza tym tam ma kumpla. Moze do niego zadzwonic to tamten w poniedzialek moze łaskawie rzucic okiem na samochod (jak cos ekstra zaplacimy) ale czy podejmie sie naprawy w skonczonym czasie to tez nie wiadomo. Tam tez pewnie mają kupe nagranej wczesniej roboty. No coz… Chyba nie mamy wyjscia. Bierzemy numer telefonu do goscia z Parnu, drugi numer do firmy holującej i mamy plan zabunkrowac sie gdzies na łikend nad morzem, na jakis dzikich plazach. O ile busio tam dojedzie..

Robimy jeszcze rundke po miescie - a nuz jest jeszcze inny mechanik w Lihuli? Jest. Calkiem niedaleko. Zaklad na pierwszy rzut oka duzo sympatyczniejszy. Wyglada jak warsztat a nie jakies przeszklone biura… Widac hale, podnosniki, kupe żelastwa.



Jak widac nie tylko auta tu naprawiają ;)



No i zapach jak nalezy - metalu, smaru, benzyny.. Mechanik ma miła gębe, ale w ząb nie mozna sie z nim porozumiec, gada wyłącznie po estońsku. Niby ludzie mówia “po co znajomosc języka w podrozy, mozna dogadac sie na migi”. No jasne - pokazujemy, ze chodzi o auto. Mechanik kiwa głową. Wiadomo chyba, ze nie przyszlismy z ochwaconą krową.. Na szczescie jeden z klientow pomaga robic za tłumacza. Nie idzie mu to tez najlepiej, ale do drobnego porozumienia wystarczy. Młody chłopaczek jest bardzo przejęty swoją rolą. Przyjechal wlasnie wymienic opony na letnie (w polowie czerwca!!!!!). Nie wiem czy chłopaczek jest nieogarniety, czy to moze raczej swiadczy o długosci zimy w tych okolicach ;)

Mechanik obiecuje obejrzec busia jak skonczy z autem wlasnie stojącym na podnosniku. Czekamy. Kabak biega od mostku na rowie do pokrywy studzienki, na ktorą gdy sie wskoczy to ona robi “dzyń”.



Ide tez na krotki spacer po okolicy. Zaraz obok sa ruiny sporego koscioła. Wykonany jest z wielkich kamieni i cegieł - tak samo jak cerkiew z Ainasi i kosciol z nieśmiałą babka z Haademeeste.







W cieniu ruin jest tez knajpa, gdzie miejscowi popijają popoludniowe browary.



W koncu przychodzi czas na busia, ktory wjezdza na warsztat… Jako ze nasz poprzedni tłumacz gdzies przepadł (najprawdopodobniej pojechal w swoja strone) podają nam telefon z jakims gosciem, ktory tłumaczy. Mamy spore podejrzenia czy to przypadkiem nie jest ten poprzedni mechanik, u ktorego juz bylismy ;) Naprawą skrzyn sie tu nie zajmują. Nowych skrzyn na wymiane nie mają i nie mają pomysłu skad wziać w tej niewielkiej miescinie. Postanawiają busiowi dolac oleju do skrzyni, licząc ze moze spowoduje to jakies pozytywne efekty. Nie wiem czemu ale ani w busiu ani w skodusi nie ma wskaznika poziomu oleju w skrzyni. Nie ma tez w miare dogodnego sposobu na sprawdzenie tego, zajrzenie czy samodzielne dolanie. Zadnej czerwonej lampki, żadnego bagnecika… Nie wiem czy w innych autach tez to jest taki niedorobiony element?

W scianach mają tu solidne piece.



W warsztacie mają podnosnik ale tylko dla aut osobowych. Busio jest nieco za tłusty na jego gabaryty i mozliwosci. W koncu przy wspomaganiu sie beleczką i lewarkiem (takim jak do wymiany kół) udaje sie podniesc przod busia i zawiesic go w powietrzu. Stan ten jest zdecydowanie nietrwały ;) Mechanik włazi pod busia z miną jakby sie własnie żegnal z zyciem. Przed oczy cisną mi sie kadry z pewnego, internetowego filmiku, gdzie podniesiona kabina tira spada na grzebiącego w silniku kierowce, a podrózujący z nim na stopa wędrowiec zostaje w nieco “niekomfortowej” sytuacji..Bo zostaje w srodku tajgi z trupem, plecakiem ukrytym w szoferce i dylematem “spierdalac czy tłumaczyc sie policji”. Probuje wszelkimi siłami odpędzic od siebie te obrazy z filmu, ale jakos wracają jak bumerang… Skadinad ciekawe, ze teraz wiekszosc zakladow ubrało sie w te podnosniki (w Oławie jest to samo) zamiast mieć kanał. Zwykły kanał. Albo wykopana dziura w podłodze, albo betonowe czy metalowe “górki”, na ktore mozna wjechac. Nie wiem. Widac niemodne, za mało nowoczesne, albo unijnych norm nie spełniają???

Okazalo sie, ze oleju zostało pół szklanki… Mechanik znika gdzies na pół godziny i wraca z dwoma butlami, ktorymi poi busia az do dna. Potem robi busiem rundke po miescie, co bardzo niepokoi kabaka. Malenstwo jest bardzo przestraszone gdy auto znika za zakrętem: “Busio jedzie, busio tam, busio nie ma!!!!” Mechanik wraca z miną nietęgą” “Karobka kaput!” Brzmi to bardzo zle… Chwile pozniej przyprowadza jakiegos goscia, zeby nam opisal sytuacje dokladniej. Na tym etapie okazuje sie, ze nie jest az tak bardzo zle. Czwórke szlag trafil i w ogole nie wchodzi. Trzeba ją omijac. Piątka zgrzyta przy prędkosciach powyzej 70-80 km/h. Inne biegi działają. Poki co… Olej jest dolany, wiec powinno byc lepiej. Na ile? Tego nie tylko estoński mechanik ale zapewne i sam Pan Bóg nie wie. Moze objedziemy Estonie i wrocimy do domu, a moze nie uda sie dotrzec do rogatek miasta. Co robic? Jechac do Parnu i szukac skrzyni? Czy kontynuowac wycieczke w strone wysp? W Parnu zmarnujemy kupe czasu, nawet jak sie uda znalezc skrzynie i ją wymienic to pewnie trzeba bedzie akurat zaczac wracac do domu. I gdzie bedziemy spac w czasie naprawy? Jestesmy durni jak but - namiot zostawilismy w domu. No i nikt nie da nam gwarancji, ze “nowa” skrzynia bedzie lepsza. Nowe skrzynie tez sa uzywane. Ale jak sie okaze, ze jestesmy na srodku drugiej wyspy i działa tylko wsteczny? A wokol tylko lasy i bagna? Czy na wstecznym uda sie dojechac gdziekolwiek? A jak i wstecznego nie bedzie?

Kumpel mechanika rozklada rece. “Kto nie ryzykuje szampana nie pije”. On by jechal dalej. "Działa, jedzie? Nie ruszac! Lepsze jest wrogiem dobrego. Po kiego diabła wam do szczescia czwórka? Ale wybór nalezy do was."

Poki co zrobil sie wieczor. Ruszamy wiec w strone plaż biwakowych koło Matsu. Przemykamy przez malenkie, utopione w zieleni wioski, ktorych w wiekszosci moja mapa nie wykazuje. Co chwile jakies skrzyzowanie. Kierujemy sie sloncem. Buś jedzie. Czasem zawyje na trojce, czasem zaświszcze na piątce. Ale grzecznie jedzie w dal...

We wioskach sa glownie drewniane domy, czasem trafi sie jakis stary blok z białej cegiełki.





Jest nawet wrak samolotu na lokalnym placu zabaw. Kabak kwiczy do hustawek, ja do samolotu.



Ale noc za pasem. Jeszcze sie nie nauczylismy, ze tu to slowo oznacza co innego niz u nas i pospiech zdążenia przed zmrokiem nie jest wcale taki wskazany.

Docieramy do nadbrzeznych wiat. Kolejne cudne miejsce!















Jest kibel strzezony przez niedzwiedzia. Ciekawe czy tu mają prawdziwe?





Wieczorem kabak domaga sie nocnika. Ale nie chce siadac tam gdzie toperz go postawil. Nocnik ma byc w sloncu i z widokiem na morze! :)

Wczesnym porankiem widzielismy ekipe, ktora myła kibel, zbierała smieci po biwakowisku. Zabrali rowniez nasz worek ze smieciami przywiązany pod okapem wiaty. Oprózniali smietniki i uzupelniali porąbane drewno na ognisko. Jak widac sa inne metody zapewniania czystosci w lasach jak usuwanie/zamykanie w klatkach smietnikow czy ciagle narzekanie na brak kultury w narodzie.

Dobrze, ze w nocy nie bylo jakiejs wichury ;) Dopiero dzis zauwazam, ze stanelismy sobie pod najwieksza iloscia zeschłych konarów chyba w promieniu 100 km ;)



Rano morza nie ma. Tzn. mamy podejrzenia, ze wciaz jest niedaleko bo wszedzie roznosi sie intensywny zapach ryby. Mozna isc tylko na węch. Bo wszystko spowija gęsta mgła.. Plaża w takich okolicznosciach ma kupe uroku!











No to dzis kierunek Virtsu, kierunek prom!

cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
laynn 


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 5589
Wysłany: 2018-07-13, 22:35   

Znam takie ujęcia:


To jest uśmiechnijcie się do zdjęcia. Dorosły posłusznie się uśmiecha, a dzieci...robią swoje. Moja się wygina, oczywiście to jest robienie ładnej miny.

Pocieszę Cię. Tak zwany dół silnika mamy ten sam. To znaczy ten sam model. Tylko ja mam inny osprzęt. U Was silnik czy inne rzeczy dają znać, że trzeba to naprawić. U mnie...wyskakuje check i potem jest telefon. I laweta. Na razie jeden raz...
Więc zaczynam myśleć o nowym aucie.

Co do mgły...też miałem właśnie parę lat z tymi znajomymi takie doświadczenie:


Było ciepło, tylko nic nie widać...
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
Profil Facebook
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4571
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-07-14, 09:47   

Cytat:
Jak widac sa inne metody zapewniania czystosci w lasach jak usuwanie/zamykanie w klatkach smietnikow

zamykane śmietniki to dobry patent na zwierzęta, które się do nich dobierają. Może w Estonii nie mają takiego problemu??
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3352
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-14, 11:20   

laynn napisał/a:
U mnie...wyskakuje check


U nas check pali sie na stale bo jest wsadzona inna pompa przez poprzedniego wlasciciela ;)

laynn napisał/a:

Co do mgły...też miałem właśnie parę lat z tymi znajomymi takie doświadczenie:


Acz mgle w gorach, nad jeziorem czy w miescie widzialam nie raz. Ale mgla nadmorska jakos zrobila na mnie wrazenie - slyszysz szum morza, wali rybą a nic nie widac! :D

Pudelek napisał/a:
zamykane śmietniki to dobry patent na zwierzęta, które się do nich dobierają. Może w Estonii nie mają takiego problemu??


Zalezy co rozumiec przez "zamykane". To wystarczy chyba porzadna klapa na smietniku? Czlowiek podniesie a szczur czy kot raczej nie.. W Estonii klapy tez sa. Nie widzialam jedynie klatek zamykanych na klucz wewnatrz ktorych sa kontenery. A u nas to sie szerzy jak zaraza...
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4571
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-07-14, 12:59   

Aaa, o to chodzi. To jest w ogóle ciekawe zagadnienie. Kiedyś zamykano kontenery, aby tam inni ludzie nie wrzucali swoich śmieci. Ja to rozumiem, bo zanim wprowadzono obowiązkowe opłaty za wywóz to była masa cwaniaczków, którzy nie płacili ani grosza, a obdarowywali nimi sąsiadów i las. Teraz z kolei kontenery są zamykane, aby... ludzie nie wybierali śmieci! :lol No bo przyjdzie taki bezdomny czy biedny, wybierze puszki i firma z odbioru mniej zarobi. Albo mieszkańcom podwyższy się opłatę, bo jak nie wytworzyli ileś śmieci to znaczy, że oszukują i wyrzucają je na lewo. Bo jak wiadomo, każdy musi wytworzyć śmieci danej ilości, inaczej jest nienormalny i złodziej ;)

Próbowałem tą drugą wersję ogarnąć i nie potrafię do tej pory takiego rozumienia :D Skoro jest mniej śmieci, to mniej do wywożenia, więc co najwyżej problem ma firma, która je przerabia, ale to raczej problem wydumany, bo i tak w Polsce jest nadprodukcja śmieci!

Co do nadmorskie mgły to miałem tak kiedyś w Szwecji - dodatkowo trzeba było uważać, aby nie spaść z urwiska ;)
Ostatnio zmieniony przez Pudelek 2018-07-14, 13:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3352
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-14, 22:21   

Pudelek napisał/a:
Ja to rozumiem, bo zanim wprowadzono obowiązkowe opłaty za wywóz to była masa cwaniaczków, którzy nie płacili ani grosza, a obdarowywali nimi sąsiadów i las.


Wedlug mnie to kazdy powinien placic za smieci identyczny ryczałt niezaleznie ile smieci wyrzuca (bo prawda jest taka ze kazdy smieci produkuje) , a w kazdym osiedlu czy wsi byc otwarty publiczny kontener na smieci. To by sie skonczyly opony, telewizory i inne smieci wywozone do lasow, bunkrow, ruin. Bo komu by sie chcialo jechac 10 km w las ze smieciami jakby mogl je legalnie wrzucic do kubla obok domu (swojego albo jakiegokolwiek innego)? Po lasach by zostaly tylko smieci po imprezach czy wyrzucona puszka z okna auta - ale to jest chyba 1% syfu w lasach. No ale latwe rozwiazania widac sa nie w modzie i poki sie bedzie placic od ilosci wyrzucanych smieci to lasy beda zasyfione.

A druga sprawa taka ze czesto wracajac z biwaku mamy wor cieknących smieci i musimy go nielegalnie "podrzucac" do kubłow na cmentarzach, pod sklep, na przystanek autobusowy itp. I kilka razy juz doszlo do awantur czy nawet grozenia policja. A jakie jest legalne rozwiazanie? Wozic 2 tygodnie smieci w aucie i wrzucic do kubła pod swoim domem? Juz nie wspomne o wycieczce z plecakiem czy na rowerze... A pewnie wiele ludzi w naszej sytuacji jebnie w las i tyle... Publiczny smietnik w kazdej wsi rozwiazalby problem. W Pribałtice czy w jakis innych krajach na wschodzie nigdzie tego problemu nie mielismy bo kubły sa...

Pudelek napisał/a:
Co do nadmorskie mgły to miałem tak kiedyś w Szwecji - dodatkowo trzeba było uważać, aby nie spaść z urwiska ;)


ciekawe czy owce spadaja? ;)
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2018-07-14, 22:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4571
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-07-15, 02:43   

buba napisał/a:
Wedlug mnie to kazdy powinien placic za smieci identyczny ryczałt niezaleznie ile smieci wyrzuca (bo prawda jest taka ze kazdy smieci produkuje) , a w kazdym osiedlu czy wsi byc otwarty publiczny kontener na smieci. To by sie skonczyly opony, telewizory i inne smieci wywozone do lasow, bunkrow, ruin. Bo komu by sie chcialo jechac 10 km w las ze smieciami jakby mogl je legalnie wrzucic do kubla obok domu (swojego albo jakiegokolwiek innego)? Po lasach by zostaly tylko smieci po imprezach czy wyrzucona puszka z okna auta - ale to jest chyba 1% syfu w lasach. No ale latwe rozwiazania widac sa nie w modzie i poki sie bedzie placic od ilosci wyrzucanych smieci to lasy beda zasyfione.


też tak uważam. I taka niby miała być reforma według pierwotnych planów, a skończyło się jak zwykle: jak masz za dużo śmieci, to nie odbiorą i ląduje to w lesie...

Cytat:
druga sprawa taka ze czesto wracajac z biwaku mamy wor cieknących smieci i musimy go nielegalnie "podrzucac" do kubłow na cmentarzach, pod sklep, na przystanek autobusowy itp. I kilka razy juz doszlo do awantur czy nawet grozenia policja. A jakie jest legalne rozwiazanie?

jeżeli jest to miejsce publiczne - przy chodnikach, drogach itp.) to jak najbardziej legalne. Przepisy przecież nie regulują, czy wrzucamy tam papierek czy worek :) Iza to chyba przerabiała, że najbardziej skutkuje hasło "to dzwońce po policję" :D
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3352
Skąd: Oława
Wysłany: Wczoraj 15:17   

Docieramy do Virtsu. Na brzegu morza rozsiadły sie jakies klimaty przemyslowe - hale, kominy, stare hangary. No i wiatraki, za ktorymi niezbyt przepadam, ale tu jakos w miare sie komponują...



Prom na Saareme plywa co chwile i jest strasznie nowy. Wjazd na niego jest jakis taki szeroki, przestrzenny.. Mimo dosc duzego ruchu samochodow, ciezarowek i kursowych autobusow wzrok gdzies błądzi w przestworzach horyzontu. Jest jakos tak płasko i rozlegle. I bardzo niebiesko.









Samochodziki stoją zarówno pod dachem jak i na dziobie. I na balkonikach tez. Pan z chorągiewką pokazuje gdzie kto ma stanąć. Mysmy chcieli na balkoniku ale nas tam nie chcieli ;)





Od razu lece pogapic sie na morze. Sporo ludzi jednak w ogole nie wysiada z aut. Zagłebiają sie w czelusciach swoich smartfonów, zabierają za degustacje przysmakow przewozonych w koszykach albo układaja do snu.



Zakamarki balkoników gdzie udaje mi sie zgubic ;)





Mamy mijanke z promem płynącym z wyspy. Nie wiem co oznaczają motywy na jego boku, ale wygladaja fajnie!





W Angla mijamy drewniane wiatraki. Jest to miejsce bardzo popularne turystycznie, włóczą sie tu tłumy. Jak na Estonie oczywiscie… tzn. jest moze z 50 osob. Nie, nie jest to tłum na miare łikendu majowego w Tatrach czy pogodnej pazdziernikowej niedzieli “na kolorki” w Bieszczadach. Ale i tak nie mamy ochoty w tym tłumie przebywac zbyt długo. Ogladamy wiec tylko zza płotu. Mają tu tez jakies minimuzeum sprzetu rolniczego czy cos w ten desen.









Najbardziej podoba mi sie wiatraczek gdzie koles zapycha na rowerku!



Gdzies kawałek dalej przez szose przechodzi dorodny łoś. Niestety ustrzeliłam do dopiero gdy czmychnał na polane.



Od razu suniemy do Triigi sprawdzic jak wyglada sprawa pływadeł na Hiume. Sa tylko (aż?) 3 dziennie. Najblizszy jest wieczorem wiec bylibysmy tam dosyc pozno. Wiec sobie odpuszczamy - pojedziemy jutro w poludnie. Port wyglada jak opuszczony, tylko wiatr wyje w linkach i słupach. Jest dzis prawie upalnie, ale w tym miejscu jest cos zimnego. Brzmi to irracjonalnie i nie umiem okreslic o co chodzi. Ale jakis chłód jest zaklęty w tym nabrzezu, domkach, krajobrazie. Jakby mimo panującego wokol lata widac bylo tchnienie mroznej zimy. Pierwszy raz chyba mam takie dziwne odczucie…







Nie wiem do czego to sluzy? Moze jak auto chlupnie do morza to sie tym wyciąga? :P



Tymczasem szukamy sobie jakiegos biwakowiska, ktore znajdujemy bardzo nieopodal. Mają tu tez niedaleko cudną chatynke, ktora stoi w sosnowym lesie i z jej okien widac morze. Ma dywan na poddaszu i fajny piec.







Ponizej jedyne zdjecie pieca, nawet na pierwszy rzut oka ładne ale cos dziwnego zrobilo z perspektywą. Wygląda jakbym jedną ręką pakowała sztangi a druga uschła… jakbym miala garba na plecach i mięsień piwny rozmiar XXXL … Calosci dopelnia kabaczę, ktore widząc aparat zawsze musi wyszczerzyc sie jak pirania. No ale piec jest, wyszedł korzystnie i ratuje sytuacje :) Jakos tu jest moda, aby piece obkładac wielkimi kamulcami. Moze lepiej temperature trzyma jak i głazy sie nagrzeją? Bardzo fajny patent!




Chatynki strzeze stworek z dzidami w rękach, ktore są tak samo zakrzywione jak jego nochal.






Z malowniczego kibelka tez nie omieszkam skorzystac. W drzwiach jest okrągła dziura. Jakby wejscie dla kota. Cos tam nawet napisali acz przypuszczam, ze kot z pisanego estonskiego kuma tyle co ja..



No ale do chatki nie ma dojazdu. Trzeba by gdzies kilometr przeniesc bambetle a nam sie jakos nie chce. Tak skrajny przejaw lenistwa, ze az glowa boli! ;) Gdzie indziej bysmy dymali do takiej chaty 3 dni i jeszcze sobie chwalili. A tu jest taki kołowrót pieknych miejsc na biwaki, ze mozna przebierac, marudzic i wybrzydzac. Wiec dzisiaj pozostajemy przy wiatach. Na chatkach jeszcze sobie uzyjemy w kolejnych dniach!

Pora jest wczesna wiec sobie łazimy troche po nabrzezu i tupiemy w falkach. Do kąpieli znow sie trzeba kłasc na dnie ;)

















Takie morza lubie - wiecej krów niz turystow!



Biwakowe klimaty - esencja tego wyjazdu!













A tu kibel przywiatowy. Przestronny i ze stolikiem. Nie wiem czy zeby sobie jednoczesnie kolacje przyrządzic? Ale biorąc pod uwage gabaryty to spokojnie moze sluzyc za chatke na nocleg :)





Specjalnie nastawiamy sobie budzik, zeby zdazyc na prom. Ale na miejscu sie okazuje, ze nam sie pokiełbasilo. Sprawdzalismy jak plywa z Hiumy na Saareme a nie na odwrot. No i mamy jeszcze poltorej godziny czekania…

Juz płynie!





Ten prom dla odmiany jest dosc malutki (w porownaniu do poprzedniego). Troche sie boimy czy sie zmiescimy. Pierwszenstwo w transporcie mają miejscowi mieszkajacy na wyspach (co jest w pelni zrozumiale) i jakos dzisiaj duzo z nich wlasnie postanawia sie przemiescic. Ale jakos udaje sie upchac i busia!

Morze miedzy wyspami jest rownie płytkie jak wszedzie. Prom płynie wykopanym kanałem oznaczonym bojami! Po bokach toru co chwile widac mielizny tworzace wrecz okresowe wysepki i piaszczyste łachy! Szkoda, ze nie ma jak wysiąść i po takowej pospacerowac :)





W promowym kiblu spotykam dziwna turystke. Probuje sie ze mna dogadac po angielsku, co przy mojej znajomosci tego jezyka ( a raczej jej braku) jest mocno utrudnione. Babka od kilku dni nie moze sie dogadac z Estonczykami wiec widok “innych blach” spowodowalo jej nagłą nadzieje i pobiegla za mna do kibla ;) Pyta czy tam gdzie płyniemy bedzie lotnisko. Bo na jej mapie jest. Bo ona musi juz wracac do domu. Widząc moje okragłe ze zdumienia oczy pyta: “Ale to jest ta duza wyspa?”. Mowie, ze ta poprzednia wyspa byla wieksza i ze mi sie wydaje, ze miedzynarodowe samoloty to tylko z Tallina. Dziewczyna prawie wpada w histerie. Ma jakas dziwną mape, gdzie nawet na najmniejszych wysepkach sa znaczki przedstawiajace samolocik. Nie wiem co to oznacza, ale mam spore podejrzenia, ze nie to czego ona oczekuje. Zrezygnowana siada pod scianą, wodzi palcem po mapie i po chwili sie zrywa i pokazuje mi wyspe Ruhnu. Maleńką wysepke, chyba najbardziej na srodku morza, jaką w estonskich okolicach mozna znalezc. Jezeli by szukac najwiekszego zadupia gdzie najtrudniej sie dostac - to chyba tam wlasnie. Ale na Runhu tez jest znaczek samolotu. Pyta z nadzieją czy ja wiem jak sie mozna dostac na Ruhnu. Sytuacja jak widze jest powazna. Ide wiec po toperza. On moze chociaz z nia pogada i jej jakos wytłumaczy, ze samoloty na dalekie trasy latają przewaznie z miast a nie z rybackich wiosek. Ale jak wracamy dziewczyny juz nie ma. Nie widzielismy jej tez przy wysiadaniu z promu. Nie wiem czy rzucila sie w nurty morskie z rozpaczy czy zaszyła w jakims zakamarku promu? ale cały czas nie umiem jakos ogarnąć tej sytuacji.

cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group