Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Jak to niegdyś po Tatrach chadzano

Autor Wiadomość
Sebastian 


Wiek: 47
Dołączył: 09 Lis 2017
Posty: 1550
Skąd: Kraków
Wysłany: 2020-10-11, 15:58   

Sokół jest tak stary, że nie pamięta jak mu robili zdjęcia w sepii.

Profil Facebook
 
 
Piotrek 


Wiek: 45
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 7781
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2020-10-11, 21:26   

... ponoć z Bradem Pittem spędził 7 lat w Tybecie

 
 
Dobromił 


Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 9417
Wysłany: 2020-10-13, 07:01   

Tomasz Sabała Sokół.
_________________
Decyzją administracji naganę otrzymał:

Dobromił - za obraźliwą formę wypowiedzi oraz ironizowanie na temat innych użytkowników forum.
 
 
Piotrek 


Wiek: 45
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 7781
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2020-10-13, 20:51   

Bądź precyzyjny: Tomasz Sabała Sokół-Bułecka
 
 
sokół
Apollo


Wiek: 39
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 10190
Skąd: Bytom
Wysłany: 2020-10-25, 19:27   

dawno, dawno temu...

Pojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej. Jeszcze ciemno było, jak zostawilismy autko na parkingu.
Skład był wyborowy. Do zardzewiałej hondy wlazły sokół z sokolicą, Mysia, a po drodze jeszcze taki koleś... co straszne bąki puszczał w aucie.

Pogoda oczywiście wyborowa, mżawka, mgiełka... Cud, miód, orzeszki.

Jakiś sympatyczny psiak nas przywitał, my też przywitaliśmy go i ruszylismy na szlak.
Według prognoz miało padać cały dzień,ale liczyliśmy na jakies okienko pogodowe.
Nic z tego z początku nie było. Co prawda nie padało, ale niskie chmury nie dawały za wielkiej nadziei.
Gdy wchodziliśmy na szlak na Iwaniacką Przełęcz - zaczęło lać.



Wtedy też spostrzeglismy, że parkingowy psiak idzie naszym śladem. Najpierw była z tego atrakcja, no ale...




W połowie podejścia zaczęliśmy go przeganiać, zeby się biedotka nie zgubiła. Wydawało się nam, że się udało. Niestety, psiak na przełęczy wyszedł zadowolony z kosodrzewiny. Myśmy byli chyba zbyt zasapani samym podejściem, żeby na niego reagować. Wiadomo - dwie kurzące pet za petem lokomotywy w sile wieku, chłopczyna wyrwany w środku nocy po imprezie w Brzeszczach, czy też w innym zadupiu (tego już nie pamiętam) - jedynie Mysia szła jak przecinak i chyba nawet miała radochę, że cała zmokła.



No i ruszył nasz wspaniały orszak w stronę Ornaku. Przestało padać, a chmurki zaczęły się dżwigać. To znaczy to my weszliśmy w okno w chmurach, które rozciągało się na wysokości między 1500 a 1900 metrów.
Zapowiadał się całkiem fajowy dzień. Pies oczywiście był głównym celem migawek.



No ale dziewczyny oglądały też coś innego.



Że niby to takie woooooow było?





Psiak towarzyszył nam caly czas. Zjadł połowę naszych kanapek. Postanowiliśmy schodzić Siwą Przełęczą, żeby go sprowadzić w dół ( w pierwotnej wersji mieliśmy iść aż do Wołowca - taaaaaaa...).
Po drodze pies spotkał kilku turystów, którym wkupił się w łaskę na tyle, że dostal pół konserwy.

My tymczasem zrobiliśmy sobie piknik na Suchym Wierchu Ornaczańskim. Zamokły mi fajki i byłem zły.



Jak to już Towarzysz Dziki zauważył, zawsze miałem słabość do jaskrawych kolorów na szlaku.



Mysia za to założyła kurtkę z kapturem dopiero, jak wyszło słońce, wampirzyca jakaś?





Ornak jaki jest, każdy wie... Nasz towarzysz momentami tracił się nam z oczu, to znaczy wyżerał innym turystom kanapki, ale zawsze do nas dobiegał inie tracił z nami kontaktu.







Na Siwych Skałach piesek radził sobie całkiem nieźle, niczym Tobi!





Żal mi się biedaka zrobiło, bo tyle żarł, a w sumie pił też sporo. Postanowiłem dać mu jakiś kurs gratis. Nie było to może jeszcze pod szyldem Klubu Chimalajowego, bo takowy jeszcze nie istniał, ale sam kurs był w miarę prosty i pies szybko zajarzył, jak należy sikać na szlaku.




I tak dochodziliśmy już do Siwej Przełęczy, nasza kudłata kula po wtrąbieniu mielonki którychś z kolei mijanych ludzi.szybko nas dogoniła. Przy okazji zauważyliśmy, że dochodzimy do ściany chmur.







Zejście z Siwej się nie udało, bo pies (ochrzczony został jako Ornak) uganiał się z zapalczywością po upłazach za malymi ptaszkami z takim skutkiem, że podążając za nim wyszliśmy na główny grzbiet Tatr. Pewnie nawet byśmy o tym nie wiedzieli, taka mgła była, no ale skoro pojawiły się słupki graniczne...

Od tego momentu Ornak trzymał się blisko nas. W totalnym mleku osiągnęliśmy Starorobociański, a potem zeszliśmy do Kończystego. Tu zaczęły się prześwity z chmur. Widoki zmieniały się co chwilkę.

Niestety, nasze aparaty nie dały sobie rady z ciężkimi warunkami oświetleniowymi...







Schodziliśmy do Trzydniowiańskiego, coraz częściej robiąc postoje, bo zwariowany psiak powoli odczuwał trudy przejścia. Chyba nie wiedział, na co się porywa dołączając do nas...




Po Kulawcu nawet zdrowemu czlowiekowi nogi odmawiają posłuszeństwa, co więc czuł pies?

Jakos zeszliśmy. Ostatnie zdjęcie z nim mam na wejściu w kosówki na Kulawcu...




Na asfalcie Ornak kilka razy zawahał się. Tu było więcej ludzi, chłonął więc ich zapachy. Im bliżej byliśmy wylotu doliny, tym bardziej psiak wydawał się poznawać swój teren.

Aż w końcu nadszedł czas pożegnania - na Polanie Huciska połozyl się zadowolony obok pani wypożyczającej rowery i tyle go widzieliśmy.

Jeszcze obracalismy się kilka razy, a w domu długo zastanawialiśmy się, co było dalej.
Faktem jest, ze gdzieś tam u góry padły pewne decyzje, że jesli pies poleci za autem, zabierzmy go ze sobą.

Psiak jednak wybrał wolność, co było najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich.

I właściwie to koniec opowieści...


_________________
Lepiej paść na stojąco, niż przetrwać bitwę na kolanach
Profil Facebook
 
 
Adrian 
Cieszynioki


Wiek: 36
Dołączył: 13 Lis 2017
Posty: 2861
Wysłany: 2020-10-25, 20:14   

Historia psa który lubił chodzić po górach ...
Mieliście fajny mix pogodowy, gdyby nie ten deszcz to było by super :)
 
 
sprocket73


Dołączył: 14 Lip 2013
Posty: 3092
Wysłany: 2020-10-25, 20:36   

Takie psy się spotyka od czasu do czasu. Upatrzą sobie kogoś i idą za nim. Zdarzyło mi się coś takiego parę razy w dawnych młodych latach. Z reguły kończyło się tak jak w przypadku Ornaka, że pies zostawał u siebie na końcu wycieczki. Aż spotkałem Psiura (ojca Juniora) na Jałowcu. Ten spał przy namiocie, a potem wszedł za mną do autobusu w Suchej Beskidzkiej i został adoptowany. Kolejny zawodnik to Strzępek w Bieszczadach. Tego odganiałem na dole w Ustrzykach, ale uparł się i poszedł z nami na Rawki, następnego dnia na Caryńską... i został adoptowany. Jak byliśmy w Albanii to też jeden miejscowy pies poszedł za nami i łaził cały dzień, a na koniec radośnie pobiegł do swojego domu. W Rumunii było podobnie - jednego dnia mieliśmy 2 psy na wycieczce - Tobiego i miejscowego.
_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231
 
 
Adrian 
Cieszynioki


Wiek: 36
Dołączył: 13 Lis 2017
Posty: 2861
Wysłany: 2020-10-25, 21:07   

Czyli psy was lubią, to jest pewne :P
Zdążają się też koty, coś mi się kojarzy z wycieczek, ale pamięć zawodna :-/
 
 
sprocket73


Dołączył: 14 Lip 2013
Posty: 3092
Wysłany: 2020-10-25, 21:35   

Adrian napisał/a:
Czyli psy was lubią
bo psy się znają na ludziach ;)
_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231
 
 
Sebastian 


Wiek: 47
Dołączył: 09 Lis 2017
Posty: 1550
Skąd: Kraków
Wysłany: 2020-10-26, 14:31   

sprocket73 napisał/a:
Adrian napisał/a:
Czyli psy was lubią
bo psy się znają na ludziach ;)

Mnie też się taki psiak przyplątał rok temu pod Potaczkową.
Profil Facebook
 
 
Piotrek 


Wiek: 45
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 7781
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2020-10-26, 20:07   

A może to był pies-duch :o-o
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group