Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Jak prawie zabiłem matkę

Autor Wiadomość
sokół 


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 8399
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-02-19, 16:42   Jak prawie zabiłem matkę

Relacja świeża, bo właśnie wróciłem i nie będę zwlekać z relacją jak co poniektórzy, od razu skrobnę.

Pojechałem z mamą. Bo zawsze łaziła. Czasem nawet lepiej ode mnie. Ostatnio troszkę się zasiedziała, lata już nie te, na antybiotykach jedzie, ale w sumie nic takiego wielkiego to miało nie być. Dała się namówić. Miała tego żałować.

O ósmej już jesteśmy w Bystrej. Pogoda jakoś nie pasuje na luty.



Nie spieszymy się. Powolutku ciśniemy do góry. Śniegu póki co nie ma. Na Równi wiata jest, po piwku pada, nieopodal mój kuzyn stukacz też ma imprezę, wyjada glizdy z drzewa.



Od Równi pojawia się śnieg. Ale malutko go, zmrożony jest.



Docieramy do Koziej Górki. Dużo się tu zmieniło. Ubyło wiele z drzew. Schronisko puste. Pewnie w weekend było tu bardzo tłoczno. Ale to plus jazdy w tygodniu. Nie ma tłoku. Zastanawiam się nad drugą puszką, ale jakieś mam przeczucie, że lepiej nie. Okazuje się, że dobre.

A widoczność nie powala. Zapomnijcie o Tatrach. Leeeeedwie gdzieś zarysy Żywieckiego widać. Trzeba się skupić na obiektach występujących w bliższym otoczeniu.





Zejście z Koziej Górki jest okropne. Zalodzone. Niemniej jakoś bez upadków docieramy do zółtego szlaku idącego z Cygańskiego Lasu, a tam, ku naszej radości, jest wiosennie.



Pod Kołowrotem zaczyna się znowu śnieżnie i lodowo. Tym razem na dobre. Matka zaczyna sapać jak parowóz, a nasze tempo mocno spada. Decydujemy się na wariant obejściowy szczytu i ścinamy trasą narciarską. Tam też lód, wyślizgane, ale przynajmniej niezbyt mocno w górę.



Po drodze ładne mamy widoki na Bielsko.



Oraz na kolejkę gondolową na Szyndzielnię.



Ostatni fragment przed Przełęczą Kołowrót jest troszkę mocniej do góry, więc dyszący parowóz wyciska z siebie naprawdę wiele potu, żeby się tam dostać.



Siedzimy na słońcu dobre dwadzieścia minut. Rzucam temat zejścia zielonym. Bo widzę, że nie jest za dobrze. Temat jeszcze się dobrze nie zaczął, a już od razu został odrzucony. Jak już tu wlazła to teraz się nie podda.
No dobra.
Pierwsze sto metrów od przełęczy, w lodowym wąwozie powoduje bardzo krzywą minę. Znajduje dwa kijki i mama jakoś ciśnie. Ale coraz wolniej, coraz mniej pewnie.



Ostatnie metry do schroniska na Szyndzielni to lodowa rynna. To chyba przelało czarę goryczy.



Siadamy na ławce i odpoczywamy. Widoków jak nie było, tak nie ma. Tu uważny, no, bardzo uważny obserwator moooooże dojrzy Babią Górę.



Na Beskid Mały nieco lepiej, ale i tak najlepiej wyszedł... hydrant.



Czasu mam dużo, to nawet Stalownik się załapał do kadru.



Ruszamy. Mama uparcie chce iść dalej. Kilka kroków, staje.
Nie, to nie ma sensu.
Szybka analiza... Kolejka! No tak. A auto w Bystrej. Nie ma wyjścia. Mama idzie na kolejkę. Ja popędzę co sił do auta i podjadę pod kolejkę. Jedyne sensowne rozwiązanie.
Tak postanowiliśmy. Ruszam, z kopyta, cykając w biegu fotki co jakiś czas.



Dzwonię po dwudziestu minutach. Mama już w wagoniku. Ja właśnie mijam schronisko pod Magurą. Goniłem jak dziki, nadrobiłem dziesięć minut, a szlakowskaz dalej pokazuje 1h40... Na szczęście tu nie ma już lodu i można naprawdę przyspieszyć.



Może dobrze, że specjalnie widoków nie było, bo pewnie bym stawał co chwilę. A tak... dwa razy kliknąłem na stronę Skrzycznego i to by było na tyle.



O przepraszam, robiłem też zdjęcia Babiej. Ale to jest wyższa szkoła fotografii. Przygarb w biegu. Wydaje Ci się, że robisz zdjęcie czegoś, a potem to coś jest tylko iluzją.



Za to po chwili zobaczyłem coś, co zmroziło mi krew w żyłach. Proszę państwa, śląsk...



Od tego momentu starałem się nie patrzeć w tamtą stronę... A grzbiet powoli się kończył i zaczął się szalony bieg w dół.





Po chwili jednak miałem pewne deja vu... No cholera, gdzieś już widziałem te drzewa! W listopadzie przecież wschód robiliśmy z nimi!



Minąłem zarastający basen, a właściwie jego ruiny i pomknąłem w strony Lanckorony. Licząc, że za chwilę powinien skończyć się śnieg.



Po drodze podczas biegu wpadła mi niespodziewanie noga do kolana w śnieg. Jeeeebudu! Aparat w górze, zęby w śniegu. Sprawdzam językiem - wszystkie są. Dobra, to lecę dalej.



I pechowo zapomniałem, że to stoki północne. Śnieg trzymał do samego dołu. Śnieg i lód. Aparat schowałem, bo musiałem hamować na drzewach, kilka razy cudem wyratowałem się jakimiś dziwacznymi piruetami przed bliskim oglądaniem tego lodu.
Ale koniec końców w zajebistym czasie niecałych 90 minut od Szyndzielni dostrzegłem parking z czekającą zemstą hitlera.



Ostatnie więc zdjęcie na Kołowrót i telefon do mamy, że zaraz będę.



I tak kończę wycieczkę, dziwną, bo miała być na lajcie, a niechcący zacząłem uprawiać biegi górskie. I powiem wam, że jeśli będzie trasa tylko w dół, to mogę w jakichś zawodach wystartować. Jakbym aparatu nie miał, to może bym jeszcze kilka minut urwał!
Profil Facebook
 
 
ceper 
Krul Alkowy


Dołączył: 02 Sty 2014
Posty: 7308
Skąd: Czarna dziura
Wysłany: 2019-02-19, 19:32   

Ty sokole to masz przygody, więc jest o czym pisać. Ceprowie byli w Kościeliskiej, zwłaszcza w górnej części lód i masa ludu, więc o czym tu pisać. Masa ciamajd starszych i młodszych wiekiem na szlaku, którzy się wywracali - mój śmiech pomagał im raźniej wstać. Żona bez strat, ja podczas zejścia od Smreczyńskiego Stawu zaliczyłem kontrolowaną podpórkę (byliśmy bez kijków, raczków czy raków), ale to się nie liczy, bo zadek nie miał styku z lodem/śniegiem/. :|

Kalwarię Zebrzydowską zaliczyli nawet bezbożni Bielszczanie, gdy na forum zabrakło mnie duchem. Wrzuciłem najciekawsze zdjęcia, inne pominę, bo boję się krytyki :o-o
_________________
Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. /Mt 13,12/
Enjoy your life - never look back = carpe diem.
 
 
vidraru 
Rosomak


Wiek: 39
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 1987
Skąd: Kęty
Wysłany: 2019-02-19, 21:14   

ceper napisał/a:
bezbożni Bielszczanie

Jak już konkrety to Podgórzanie (etnograficznie z pochodzenia należymy do nich właśnie)
 
 
sprocket73


Dołączył: 14 Lip 2013
Posty: 2200
Wysłany: 2019-02-19, 21:44   

Tytuł relacji brzmi bardzo groźnie. Na szczęście z opisu wynika, że wszyscy przeżyli ;)
Śniegu szybko ubywa, przynajmniej w dole. Niech będzie już wiosna!
_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231
 
 
laynn 


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 7842
Skąd: Zagłębie Dąbrowskie
Wysłany: 2019-02-19, 21:51   

sprocket73 napisał/a:
Niech będzie już wiosna!

Zgadzam się,
choć ja bym pooglądał zawody w wykonaniu sokoła! W zbieganiu w dół. :lol
_________________
Tam na dole zostało Wszystko to co cię męczy
Patrząc z góry wokoło Świat wydaje się lepszy
https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.com/
https://www.flickr.com/photos/138543993@N07/albums
Profil Facebook
 
 
Piotrek 


Wiek: 44
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 6856
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2019-02-19, 21:52   

Wszyscy cali ale wycieczka raczej pamiętna będzie, bo ubiegałeś się porządnie :)
Ale brawo dla mamy, że mimo wszystko miała w sobie zaparcie :ok
 
 
Gór Ski 

Dołączył: 08 Maj 2018
Posty: 180
Skąd: Katowice
Wysłany: 2019-02-20, 10:42   

W tych okolicach chyba idzie spotkać najwięcej biegaczy w Polsce. W tygodniu co drugi tam biega , jakiś czas temu spotkałem starszego Pana który wbiegł sobie na Klimczok z Dębowca w 50min. Ale śniegu sporo ubyło w ciągu tygodnia , Kozia prawie już bez śniegu ?
 
 
sokół 


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 8399
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-02-20, 10:45   

Na koziej pojedyncze płaty. Bardziej w zacienionych miejscach. Od strony bystrej bardzo mało tych płatów. A drzew ubyło więc i cienia mniej.
Profil Facebook
 
 
vidraru 
Rosomak


Wiek: 39
Dołączyła: 27 Sty 2017
Posty: 1987
Skąd: Kęty
Wysłany: 2019-02-20, 15:43   

laynn napisał/a:
W zbieganiu w dół.

Zawsze można zabrać dupolotka
 
 
Vision


Wiek: 35
Dołączył: 02 Lip 2013
Posty: 4643
Skąd: Tychy
Wysłany: 2019-02-25, 18:15   

Najważniejsze, że w końcu się wybrałeś, bo coś się ociągałeś z tym wyjazdem strasznie... Szkoda tylko, że jeszcze na tą niedzielę się nie skusiłeś. :)

No i nieźle mamę przeciorałeś po górach... Bierz ją częściej to się wyrobi. ;)
Profil Facebook
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group