Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Góry Krucze i koncert w Rudawach Janowickich

Autor Wiadomość
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4857
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-11-16, 17:02   Góry Krucze i koncert w Rudawach Janowickich

Po kilkumiesięcznej przerwie nadszedł czas na mój kolejny kilkudniowy wyjazd w Sudety Środkowe. Tym razem zaczął się on w Gorcach. Boguszowie-Gorcach! Zastanawiam się kto wpadł na pomysł nazwania tak tej części miasta? Przecież dla Niemców był to Rothenbach. Czy miało to jakiś związek z Beskidami? Jak na razie nie umiałem znaleźć na to pytanie odpowiedzi...

W każdym razie razem z Bastkiem wysiadamy na przystanku kolejowym Boguszów-Gorce Zachód.


Nasz wzrok od razu się kieruje w stronę żółtej wieży. Przechodzimy przez krzaki, na których kiedyś znajdowała się koksownia i spoglądamy w kierunku dawnej kopalni "Victoria" (Heydt Schacht). Formalnie położona była ona w Wałbrzychu, natomiast tu znajdowały się dwa szyby, z których do dziś przetrwał "Witold" (wcześniej Gustav).


Kilka lat po zamknięciu kopalni został zrewitalizowany i obecnie służy jako "centrum kulturalno-kongresowe". Dobre i to. Otaczają go inne budynki zakładowe - m.in. maszynownia oraz hala generatorów (na drugim zdjęciu).



Namiastka gór - szczyt Mniszek (Hochberg), leżący w Górach Wałbrzyskich.


Ponieważ busik zwiał nam dosłownie sprzed nosa, więc przez kilkadziesiąt minut kręcimy się po głównej ulicy.


Bastek usiłował wymienić w lombardzie euro, ale ten wygląda raczej jak lokal-widmo. Z kolei mnie przyciągały klatki schodowe.



Następnym autobusem dojeżdżamy do Kamiennej Góry (Landeshut). Dzielnie opieram się propozycjom odwiedzenia spelunki i ruszamy na pobliski rynek. Zachowało się przy nim sporo zabytkowych kamienic, w tym z podcieniami, ale część jest zaniedbana.




Zaznaczony obraz starego ratusza, stojącego w tym miejscu do XIX wieku.


Wąskie uliczki starówki na których poszukuję baterii do czołówki.


W parku księcia Bolka II przetrwał pomnik wystawiony na XXV-lecie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Teraz jest bezimienny, lecz złowrogie symbole zostały i chyba nie może spać spokojnie przy rządach "dobrej zmiany". Specjalnie podszedłem go zobaczyć, bo nie wiadomo, czy przy następnej wizycie w mieście będzie to jeszcze możliwe.



Kolejny punkt spaceru z plecakami to wielka świątynia Matki Bożej Różańcowej. Wybudowali go w XVIII wieku ewangelicy jako jeden z sześciu kościołów łaski - był to efekt ugody z 1709 roku między królem szwedzkim a cesarzem rzymskim (niemieckim). Dopowiem tylko, że współcześnie istnieją cztery z nich, a tylko ten w Cieszynie nadal należy do wyznawców nauki Lutra.


W środku trwa jakiś remont, więc udaje się tam zajrzeć, lecz wnętrza jakoś nie powalają. Układ balkonów pozostał typowo ewangelicki.


Obok kościoła niegdyś rozciągał się cmentarz. Prawie nic z niego nie zostało, wyjątkiem jest ta kaplica grobowa. Nad wejściem umieszczono czaszkę małpy.



Zielona enklawa w tej części miasta to Góra Parkowa (Kościelna, niem. Kirchberg). Oprócz ewangelickiej nekropolii Niemcy stawiali na zboczach pomniki. Jakimś cudem nie zburzono tego poświęconego wojnie prusko-austriackiej z 1866 roku.


Na cmentarzu chowano rannych i potem zmarłych w Kamiennej Górze żołnierzy pruskich i austriackich - odpowiednio 42 i 57.


Drugi pomnik stoi wyżej: wysoki, kamienny słup. Pierwotnie Kriegerdenkmal ku czci ofiar Wielkiej Wojny, natomiast w polskich czasach nieco przebudowany aby upamiętnić więźniów Arbeitslager Landeshut, będącego filią Gross-Rosen.


Panorama miasta. Główny budynek to oczywiście Biedronka, natomiast mniej istotne wieże należą do kościoła Piotra i Pawła, ratusza i elektrowni.


Przez park wytyczono ścieżkę edukacyjną. Związana jest głównie z historią II wojny światowej, kiedy to do Landeshut przeniesiono fabryki łożysk (połowa produkcji III Rzeszy!) i działały biura konstruujące odrzutowe bombowce Arado Ar 234 oraz mityczne Arado Ar. E. 555. Te drugie miały być samolotem-skrzydłem i osiągać cele na terenie Stanów Zjednoczonych.


W tym czasie Niemcy rękami więźniów wykuli pod miastem szereg sztolni. Jakie było ich przeznaczenie? Opinie są różne. Dzisiaj wykorzystywane są do przyciągania naiwnia... turystów :P . Pod Górą Parkową działa coś w rodzaju muzeum - małe, drogie, z przypadkowymi eksponatami oraz z przewodnikami-wolontariuszami. Przynajmniej takie pojawiają się liczne opinie. Na powierzchni także poustawiano wystawę sprzętu - głównie radzieckiego i coś tam polskiego. Jak wiadomo ma to dużo wspólnego z hitlerowskimi podziemiami ;) .



Samotny schron wartowniczy.


Przy haubicy M-30 robimy sobie postój. Prognozy pogody na cały przedłużony weekend były bardzo kiepskie, więc cieszymy się z tych słabych promieni słonecznych, które przebijają spomiędzy chmur.


Coś tam nawet widać w kierunku zachodnim. Najwyższa góra wydaje mi się znajoma.
- Wygląda jak Śnieżka - mówię do Bastka.
- Eee, niemożliwe.
Fakt, niemożliwe. Jednak po dokładnym obejrzeniu zdjęcia stwierdzam, że to raczej na pewno Śnieżka. W końcu oddalona od nas była ledwie o 20 kilometrów. Zatem mieliśmy podczas tego wyjazdu widok na Karkonosze :). Poprawcie mnie, jeśli się mylę.


Góra Parkowa to z naszej perspektywy początek Gór Kruczych (niem. Rabengebirge, czes. Vraní hory), zachodniej części Gór Kamiennych. W tym fragmencie Sudetów jeszcze nie byłem, znowu można zobaczyć coś nowego.

Przecinamy szczyt o imponującej wysokości 513 metrów i schodzimy... na osiedle.


Mają tu odpowiednie nazwy ulic.


Między domami a ogrodem działkowym wytyczono linię kolejową 330, zwaną oryginalnie Zidertalbahn (Kolej Doliny Zadrny), służącą głównie do transportu towarowego z fabryk i kamieniołomów.
Jak to często bywało na Dolnym Śląsku - linia nie przetrwała upadku komuny. Pozostały po niej ślady w ziemi oraz wiadukty w stanie rozkładu.



Krótkie fragmenty szyn na dawnych przejazdach.


Po wyjściu zza zabudowań kończą się oznaczenia żółtego szlaku. Idziemy na czuja i raz musimy się wrócić, bo przejście przez pastwisko blokuje młody byczek.


Krzakami dochodzimy z powrotem do właściwej ścieżki. W lesie zaliczamy nieoznaczony szczyt Długosz (Langerberg) o wysokości około 612 metrów.


Niebieska kapliczka z 1870 roku przy drodze, która na mapach zdawała się asfaltową. Liczyłem, że może złapiemy tu jakiegoś stopa, lecz okazała się błotnistym klepiskiem.


Widok na Góry Krucze i Krzeszów. Jakże pięknie wyglądałoby to w promieniach słońca!



Po ponownym wejściu do lasu znajdujemy mikroskopijny przysiółek Betlejem (Bethlehem). Założył go opat krzeszowskiego klasztoru i wybudował m.in. letni pawilon na środku stawu.


Obok powstały kaplice kalwarii krzeszowskiej, "pustelnia", a w XIX wieku gospoda, która obecnie działa chyba jako pensjonat.




Kalwaria krzeszowska jest największa w Sudetach po wambierzyckiej i składa się z 32 stacji. Mają one formy małych albo całkiem wielkich kaplic.


Schodzimy do Krzeszowa (Grüssau). To jedna z ciekawszych miejscowości w tej części Dolnego Śląska.

Gdzieś nad nami uporczywie krąży śmigłowiec. Szuka czegoś czy szykuje się do bombardowania?


Żółty budynek, który wziąłem za spichlerz, ma mieścić w sobie stację II, III i IV kalwarii.


Stacja kolejowa. Ostatni pociąg przybył na nią w 2002 roku - był to przejazd specjalny, bowiem regularne przewozy pasażerskie zawieszono już w latach 50. XX wieku. Tory rozebrano, będzie na nich szeroka ścieżka rowerowo-turystyczno-rolkowa. Przyda się.



W centrum wzbudzamy spore zainteresowanie dzieciaków szalejących na placu zabaw; to nie jest okres pielgrzymkowy.


Główną atrakcją wioski jest opactwo benedyktyńskie. W powszechnej świadomości kojarzy się z cystersami, bowiem do tego zakonu należało od XIII do XIX wieku. Pierwsi jednak przybyli do Krzeszowa benedyktyni, ale dość szybko go opuścili z nieznanych powodów.


W powietrzu unosi się przyjemny zapach smogu. To chyba próby przed 11 listopada...


Kompleks klasztorny jest spory. Wstęp do większości obiektów oczywiście płatny.


Najważniejszy budynek to bazylika mniejsza Wniebowzięcia NMP. Może mniejsza, ale na pewno nie niska.



Już z zewnątrz widać, że wybudowano ją w okresie baroku, konkretnie w latach 1728-1735. Bocznymi drzwiami wchodzimy do środka.


Wnętrza kipią od ozdób. Złote, a skromne.

Ołtarz główny tak przeładowany, że wydaje się jakby zaraz miał runąć w dół.


Ogromne wrażenie robią organy (akurat stroi ich dwóch niemieckojęzycznych fachowców). Oddano je do użytku w 1736 roku. Na instrumentach kompletnie się nie znam, więc jedyne dane jakie do mnie przemawiają, to liczba 2606 piszczałek. Miały szczęście przetrwać zawirowania dziejowe - szacuje się, iż 90-95% elementów jest oryginalnych!


Szeroki plac przed bazyliką otacza kilka innych zabytków. Na prawo kościół pomocniczy św. Józefa, starszy od głównej świątyni. Po lewej "dom opata". Z przodu stacja XXIII.


Dokładnie naprzeciwko stoi współczesny klasztor. Po sekularyzacji cystersów przez władze pruskie przez ponad wiek aż do 1919 w Krzeszowie nie było mnichów. Po zakończeniu Wielkiej Wojny przenieśli się do niego benedyktyni z czeskiej Pragi. W 1940 zostali zmuszeni do opuszczenia miejscowości, a hitlerowcy gościli w progach klasztornych m.in. Niemców ze Słowacji i Węgier oraz Żydów przed deportacją do obozów. Tych ostatnich raczej "gościli".

Ostatecznie w 1946 zakotwiczyły tu benedyktynki ze Lwowa.


Rozległy plac za murami z kapliczką słupową w stylu latarni.


Było coś dla ducha, szukamy czegoś dla ciała. Przy parkingu działa jakiś bar. Okazuje się sympatyczny - smaczny Kozel (w Polsce to rzadkość) i całkiem niezłe burgery w niskiej cenie. Czas szybko leci na rozmowie z fajnym właścicielem (który lubi się chwalić co drogiego ostatnio kupił) i oglądaniu inteligentnych programów w TV.



Przyjemnie spędzony czas szybko mija, więc po wyjściu na dwór mamy już zmrok. Do przejścia została nam godzina-półtorej drogi, ale mam nadzieję na złapanie okazji.

Zgodnie z sugestią właściciela baru idziemy skrótem obok cmentarza.


Następnie kawałek po śladzie dawnej linii kolejowej. Gdzieś bardzo daleko kończył się słoneczny dzień.


Na polach stoją żółte kaplice kalwarii. O tej porze wyglądają klimatycznie i... niepokojąco. Zdjęcia robiłem z ręki, więc jakością nie powalają, lecz pozwalają wczuć się w tę chwilę, gdy zaraz wszystko ogarnie czerń.




Droga asfaltowa w kierunku Lubawki okazuje się wąska i pusta. Wygląda na to, że z podwózki nici...

Wiary jednak nie tracę. Na opłotkach Lipienicy (Lindenau) błyskają światła pierwszego samochodu. Mija nas beznamiętnie. Za chwilę pędzi drugi.
- #&!@%, prawie nas rozjechał - syczę wściekły.
Wóz po kilkunastu metrach zatrzymuje się. Czeka. Podbiegam. I zaraz potem przez nocne serpentyny prujemy do Lubawki :D . Kierowca z własnej inicjatywy podwozi nas aż pod schronisko, gdzie zaklepałem nocleg.

Za drzwiami wita nas Mirek. Mieszka tam i dogląda jednocześnie. Starszy facet, którego życie nie oszczędzało i dobry duch tego obiektu. O warunkach nocowania napiszę jeszcze w innym odcinku.

Szybko się kwaterujemy i bez plecaków ruszamy do centrum Lubawki (Liebau) oddalonego o jakieś dwa kilometry. O tej porze dnia i roku miasto wygląda jak miejsce, gdzie diabeł mówi dobranoc. Ciemno, pusto, wszyscy się pochowali. Trudno napisać, że coś zwiedzaliśmy, po prostu przemknęliśmy ulicami, z których niektóre kojarzyły się ze Sklepami cynamonowymi.



Jedyny otwarty lokal to pizzeria. W środku też prawie nikogo. Co prawda podawane produkty żywnościowe na kolana nie rzucają, ale właściciele sympatyczni, piwo w dobrej cenie i można było wspólnie szydzić z polityków pokazujących się na wielkim telewizorze :D .

W drodze powrotnej do schroniska towarzyszy nam mgła.


W schronisku jeszcze mała integracja w trójkę, w sam raz na zakończenie dnia.

Dzisiaj było bardziej krajoznawczo niż górsko, ale czułem się spełniony :) .
 
 
Mirek 


Wiek: 57
Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 2399
Skąd: wodzisław śląski
Wysłany: 2018-11-16, 17:14   

Boguszów-Gorce ,Kamienna Góra wróciły wspomnienia z młodości. :D
_________________
Jeśli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że postępujesz w życiu nieprofesjonalnie powiedz im , ze Arkę Noego zbudowali amatorzy, a Titanica profesjonaliści…
 
 
 
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6858
Wysłany: 2018-11-16, 17:24   

Ten kościół to robi wrażenie.
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
https://www.flickr.com/photos/138543993@N07/albums
Profil Facebook
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4857
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-11-16, 18:54   

ale który? bazylika?

Mirek napisał/a:
Boguszów-Gorce ,Kamienna Góra wróciły wspomnienia z młodości.

a w Lubawce był Mirek i też lubił piwo :lol
 
 
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6858
Wysłany: 2018-11-16, 19:02   

ten:
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
https://www.flickr.com/photos/138543993@N07/albums
Profil Facebook
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4857
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-11-16, 19:28   

fakt. Ciężko go było nawet objąć w całości, bez panoramy ani rusz.
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3792
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-11-16, 19:38   

Oj pizzeria w Lubawce! Placek nic nie przypominal pizzy ale za to jaki klimat spelunowato- zarabisty!

Spaliscie w PTSMie - tych domkach na obrzezach miasta?

O to w Kamiennej musze zobaczyc jeszcze pomnik, czolg i wiadukty! Na razie skupilismy sie tylko na sztolniach i klimatycznych zaułkach a to nam jakos umknelo!

Zmutowane wielblady i wypieta pupe w bazylice w Krzeszowie namierzyliscie? ;)
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2018-11-16, 19:40, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4857
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-11-16, 19:47   

buba napisał/a:
ale za to jaki klimat spelunowato- zarabisty!

to fakt, choć napisałbym, że raczej knajpiany, do spelunki trochę brakuje ;)

buba napisał/a:
Spaliscie w PTSMie - tych domkach na obrzezach miasta?

nie, w głównym budynku tego PTSM-u. Domki chyba są nieogrzewane.

buba napisał/a:
czolg

to jest transporter opancerzony ;) Musiałabyś skołować dużą lufę :D Co do mostów to żadna rewelacja, są raczej niewielkie. Na pierwszym widnieje zakaz wejścia, więc weszliśmy, a jakiś facet mówi, że on faktycznie możne rąbnąć w dół. Potem z boku widać było, że jeden ze słupów to się tak trzyma chyba na tynku.

buba napisał/a:
Zmutowane wielblady i wypieta pupe w bazylice w Krzeszowie namierzyliscie?

nawet nie wiedziałem, że takie cuda tam są :o-o
Ostatnio zmieniony przez Pudelek 2018-11-16, 19:49, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 3792
Skąd: Oława
Wysłany: 2018-11-16, 20:12   

Pudelek napisał/a:
to fakt, choć napisałbym, że raczej knajpiany, do spelunki trochę brakuje


To moze jednak mowimy o innym obiekcie? ;)

Pudelek napisał/a:
nie, w głównym budynku tego PTSM-u. Domki chyba są nieogrzewane.


A to nawet nie wiedzialam ze jest taka opcja! Domki oczywiscie sa ogrzewane - tzn dwa z nich, te najwieksze co sie idzie po schodach

Pudelek napisał/a:
Potem z boku widać było, że jeden ze słupów to się tak trzyma chyba na tynku.


brrrr... to ja juz nie chce...

Pudelek napisał/a:

to jest transporter opancerzony


oj tam oj tam!

Pudelek napisał/a:
nawet nie wiedziałem, że takie cuda tam są


Poszukam fotek!
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4857
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-11-17, 12:03   

buba napisał/a:
To moze jednak mowimy o innym obiekcie?

na pewno nie, bo innego lokalu w Lubawce nie ma :D

buba napisał/a:
A to nawet nie wiedzialam ze jest taka opcja! Domki oczywiscie sa ogrzewane - tzn dwa z nich, te najwieksze co sie idzie po schodach

Mirek mówił, że domki nie są ogrzewane, więc albo nie wiedział, albo się coś zmieniło :) O domkach nawet nie myślałem, nocleg znalazłem na bookingu i od razu w głównym budynku.
 
 
gar 

Dołączył: 06 Sty 2016
Posty: 333
Skąd: Orzegów
Wysłany: 2018-11-19, 17:48   

Wypięty tyłek w ołtarzu głównym na zdjęciu wykonanym przez Pudelka jest. Trzeba się tylko dobrze przypatrzyć. Zmutowanych wielbłądów nie ma, bo nie ma zdjęć z kościoła św. Józefa. Nie wchodziliście do Mauzoleum Piastów Śląskich ?
Opactwo benedyktyńskie najprawdopodobniej funkcjonowało w dzisiejszym Krzeszówku, więc opactwo w Krzeszowie jest pocysterskie.
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4857
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-11-19, 18:32   

gar napisał/a:
Nie wchodziliście do Mauzoleum Piastów Śląskich ?

wszystko było już pozamykane. Poza tym jak widzę kilka tabliczek z zakazem fotografowania pod rząd to jakoś mi się odechciewa...

gar napisał/a:
więc opactwo w Krzeszowie jest pocysterskie.

ale obecnie benedyktyńskie, więc nazwa jest prawidłowa ;)

tyłek znalazłem :lol
Ostatnio zmieniony przez Pudelek 2018-11-19, 18:36, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4857
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-11-19, 19:23   

W piątkowy poranek pogoda na obrzeżach Lubawki była dokładnie taka, jaką zapowiadali: szaro, buro, niskie chmury. Nie jest to odpowiednia zachęta do wyjścia z łóżka, zatem zbieramy się wyjątkowo wolno.


Śpimy w dawnej wiosce Ullersdorf, którą po wojnie nazwano Ulanowice, a dzisiaj Podlesie. Na szlak mamy spod drzwi kilkaset metrów.

Jeszcze bliżej wznosi się... skocznia narciarska. Wybudowano ją w 1924 roku wraz z całym kompleksem sportowym, w którym niemiecka reprezentacja przygotowywała się do igrzysk olimpijskich w Garmisch-Partenkirchen. Oficjalnie obiekt jest wyremontowany i można na nim rozgrywać zawody, choć z daleka przypomina ruderę (zwłaszcza rozbieg). Trzykrotnie skakał na niej Kamil Stoch.


Z asfaltu skręcamy w prawo, mijamy kościół polsko-katolicki i spotykamy dwa szlaki: zielony od razu pnie się do góry, ale nie spodziewamy się zobaczyć tam widoków, więc wybieramy niebieski omijający wszystko z boku.


Najbliższe wzniesienie to Krucza Skała (Rabenstein). Czy to od niej wzięło nazwę całe pasmo?


Na zboczach góry przylepiły się skałki chronione rezerwatem przyrody "Kruczy Kamień".


Chwilę będziemy szli Kruczą Doliną, gdzie w oddali dostrzegamy samotnego biegacza; jak się okaże, będzie to jedyna osoba o charakterze turysty, jaką dziś spotkamy.


Potem ścieżka zaczyna się piąć w górę, ale dość spokojnie. Dochodzimy do rozdroża Trzech Buków, gdzie dociera również szlak zielony.


Oznakowanie szlaków narciarskich. Wypasione, zapewne można za takie coś wziąć większą kasę, niż za zwykłe znaczki na drzewach.


Piękne kolory jesieni. Szkoda, że bez słońca.



Krzyżówka BHP - dość osobliwa nazwa dla leśnego skrzyżowania. Stoi tutaj niewielka wiata, w której od biedy można by przenocować.



Pomnik wystawiony przez myśliwych. Zadziwiająco często mordercy zwierząt usiłują przekupić Boga lub świętych. A wrzosy ładne i wyglądają jakby świeżo posadzone.


Na ostatnim kawałku po dolnośląskiej stronie korzystamy ze szlaku czerwonego. Po drodze mija nas... ciężarówka z przyczepą. Drwale jadą po drzewa.


Krótko po godzinie dwunastej osiągamy granicę na przełęczy Wiązowej.


Po czeskiej stronie pogoda bez zmian.


Schodzimy w dół, gdzie czescy drwale również nie próżnują.


Następnie ponownie nabieramy wysokości. Szczyty są w chmurach.



Najwyższym szczytem Gór Kamiennych jest Královecký Špičák (Königshaner Spitzberg) - 881 metrów. Można na niego wejść specjalnym łącznikiem ze szlaku trawersującego górę. Początek jest kompletnie rozjeżdżony przez ciężki sprzęt.


Wiedzieliśmy, że wejście na szczyt w tych warunkach jest raczej bezsensowne, ale jeszcze głupszą opcją byłoby jego pominięcie będąc tak blisko; w końcu można dołożyć kolejny punkt na liście Korony Gór Czech i Korony Sudetów Czeskich ;) . Warto dodać, że według czeskich podziałów jest to również najwyższa góra całej Broumovskej vrchoviny.


Po niecałym kilometrze nieustannego zakrętu szczytujemy. Widoki zapierają dech w piersiach!


Normalnie widać stąd Karkonosze, które zresztą zaczynają się w najbliższej wiosce. Dzisiaj musimy użyć wyobraźni...

Na szczycie znajduje się świeżej daty ławka, miejsce na ognisko i butwiejąca platforma startowa paralotniarzy. Jest też jakiś nadajnik, który cały czas wydaje spokojne buczenie.


Urządzamy mały popas: wyciągamy żytnie piwo i kabanosy :) .


Zejście przynosi takie same emocje jak wejście. Choć nie, coś się zmienia: w dole pojawiły się zabudowania i droga.


Z tych tablic wynika, że są w okolicy dwie identyczne odbočki.


Samotny krzyż.


Na sam koniec Czesi przygotowali nam niespodziankę. Na mapie mam zaznaczony kamieniołom i od jakiegoś czasu słychać pracę ciężkiego sprzętu.
- Zobaczysz, nie będzie przejścia - żartuję do Bastka.
- Eee, na pewno nie. Nie mogą tak zrobić.
A jednak zrobili! Tablica z zakazem wejścia i martw się człowieku co teraz! Oprócz szlaku pieszego kamieniołom zablokował także dwie ścieżki rowerowe!


Może jednak spróbować iść dalej? Może nie pogonią i nic nas nie rozjedzie?

Ostatecznie skręcamy w bok na przełaj i przeskakujemy dwa strumyki.


Na skraju drogi trzeba wdrapać się na wielkie kupy kamieni. Kilka razy prawie zsuwam się na sam dół.



Po drugiej stronie do zakładu prowadzi droga. Sterczą na niej wielkie tablice ostrzegające przed niebezpieczeństwem, zakazujące wejścia oraz... każące trzymać się wyznaczonego szlaku! Mają tupet!



Najśmieszniejsze, że spokojnie można przeprowadzić obejście kamieniołomu bokiem (jest tam dość wyraźna ścieżka), lecz nikt na to nie wpadł. Najwyraźniej turysta ma sam coś wykombinować. Oczywiście nigdzie wcześniej nie ma informacji, że przez lom nie przejdziemy.

Gdzieś tam daleko widać jaśniejsze niebo. Najwyraźniej nie całe Sudety są w chmurach.



Královecký Špičák w takiej samej pierzynie jak godzinę wcześniej.


Zbliżamy się do miejscowości. Mają tutaj specyficzne stajnie - w samochodzie Avia A21.


Wioska, do której doszliśmy, to Královec (Königshan). To od niej wziął swą nazwę Královecký Špičák.

Tędy biegnie główna droga prowadząca do przejścia granicznego na przełęczy Lubawka. Już tu są odpowiednie tablice, aby człowiek mógł się jeszcze rozmyślić i zawrócić.



Tak naprawdę do Polski są stąd dwa, a nie jeden kilometr.

Nie wszyscy byli zadowoleni z naszej wizyty.


Przy skrzyżowaniu znajduje się gospoda. W oknach świeci się światło, więc jesteśmy bardzo uradowani, że zaraz sobie w niej usiądziemy :) .


Mimo położenia przy przelotówce lokal jest sympatyczny. Czytałem w internecie opinie o długim czasie oczekiwania i niedobrym jedzeniu, ale niczego takiego nie moglibyśmy potwierdzić. Jesteśmy jedynymi gośćmi, zupa czosnkowo-warzywna była smaczna, a nakládaný hermelín przełożono... utopencem, więc miałem moje trzy ulubione czeskie potrawy :D . Bastek spałaszował gulasz z knedlikami, jeszcze dodatkowo smažáka i także nie narzekał (może tylko w gulaszu mogłoby być ciut więcej mięsa).



Wystrój knajpy umiejętnie łączył styl nieco spelunkowaty z czystością restauracji. Dość często przewijał się motyw kogutka. A z kranu lano delikatnego Lobkowicza - czegóż chcieć więcej?



Gospoda istnieje tutaj już co najmniej kilkadziesiąt lat, a podejrzewam, że dłużej. Porównując ze zdjęciem z okresu międzywojennego widać, że bryła budynku prawie się nie zmieniła.


W tak przyjemnych okolicznościach mija nam sporo czasu. Tymczasem na dworze celnicy zatrzymali jakiś samochód i przeszukiwali go chyba przez godzinę. Potem przyjechały kolejne dwa radiowozy - grubsza sprawa się szykowała.


Na dworze zrobiło się ciemno, więc zakładam kamizelkę odblaskową. Z włączoną czołówką wyglądam trochę kosmicznie ;) .

Przed wyjściem pytamy się właściciela o sklepy przed przejściem granicznym.
- Są cztery - odpowiada. - Ale do tego nie idźcie, bo może mieć trefny towar z przemytu.

Posłuchaliśmy tej rady i zatrzymaliśmy się przy innych. W rzeczywistości działa aż pięć. Jeden z nich prowadzą Polacy i był najsympatyczniejszy. Posiadał nawet zewnętrzną wiatę do biesiadowania oraz kota do obsługi. Jedynym zgrzytem była wizyta cygańskiej rodziny, która przez ponad kwadrans udawała, że chce coś kupić. Na szczęście sprzedawcy patrzyli im uważnie na ręce, więc niczego nie podwędzili, za to wyszli z imponującymi zakupami w postaci jednego piwa.

Pozostałe sklepy prowadzą Azjaci. Tam nie jest już tak fajnie, skośnoocy właściciele zupełnie nie kryli olewki i słabo maskowali irytację: za mało kupowaliśmy i płaciliśmy w drobnych. Dawno nie czułem się tak zlekceważony. Pies ich trącał! Nawet pszeniczne piwo miało dziwny smak!


Dawne przejście graniczne określane jako przełęcz Lubawka (Královecké sedlo, Liebauer Pass) - w rzeczywistości właściwa przełęcz znajduje się na południowy-zachód od Královca i 2,5 kilometra od granicy.


Drogą idzie się szybko. Zastanawiamy się czy skręcać na pola w kierunku naszego schroniska czy wybrać się jeszcze do Lubawki (Liebau)?


Ostatecznie wybieramy tę drugą opcję.

Lubawka nawet w piątkowy wieczór nie tętni życiem. Ulice znowu są wymarłe.


Ktoś ma łazienkę z widokiem na ulicę :P . Zaglądam przez okno, ale akurat nikt się nie kąpał ;) .


Dla odmiany w znanej nam z wczoraj pizzerii jest tłum, ale otwierają dla nas dużą salę na piętrze. Wzbudzamy małą sensację, gdy w telewizji puszczamy czeskie kanały muzyczne ;) .


Gdy opuszczamy lokal zaczepia nas jakiś facet.
- Zagrać wam coś z bluesa? - pyta. - Chodźcie na jedną piosenkę.
Z jednej piosenki zrobiła się godzina w ogródku przy pizzerii. Nasz grajek nazywał się Bartek i spotkamy się z nim jeszcze jutro podczas koncertu w rudawskim schronisku.

Do Podlesia wracamy podobną trasą co w czwartek, przechodzimy także obok niszczejącego dworca kolejowego.


No cóż, pogoda nam dzisiaj nie dopisała, ale i tak wycieczkę można uznać za udaną. W sumie przeszliśmy prawie 20 kilometrów.
 
 
Cisy2 

Wiek: 58
Dołączył: 21 Gru 2013
Posty: 380
Skąd: Świebodzice
Wysłany: 2018-11-23, 17:17   

Kolejna świetna relacja Twojego autorstwa. Dzięki! Fajnie, że podczas swoich wędrówek wypatrujesz nie tylko kolorowych pasków wymalowanych na drzewach, ale też dostrzegasz też to, co znajduje się w pobliżu tzw. stk (ten zapomniany już nieco skrót to ni mniej, ni więcej tylko "szlak turystyki kwalifikowanej"; brrr - co za okropny termin?).

W swoich relacjach często pokazujesz pamiątki po wojnie prusko-austriackiej w 1866 r. Nie inaczej jest i tym razem. O pomniku "wojny 1866" w Kamiennej Górze przed Tobą na naszym forum nikt wcześniej nie napisał.

Pudelek napisał/a:

Jakimś cudem nie zburzono tego poświęconego wojnie prusko-austriackiej z 1866 roku.


Na cmentarzu chowano rannych i potem zmarłych w Kamiennej Górze żołnierzy pruskich i austriackich - odpowiednio 42 i 57.




U nas jest to rzeczywiście temat mało popularny, natomiast Czesi mają na punkcie tej wojny i istniejących w terenie śladów po niej totalnego bzika. Publikacje, ścieżki dydaktyczne, imprezy rekonstrukcyjne itp., itd. Nie dziwi to - praktycznie wszystkie bitwy i potyczki wojny 1866 r. odbyły się po ówczesnej austriackiej stronie granicy (wyjątkiem jest mało znaczący epizod pod Oświęcimiem). Stąd zachowane liczne nekropolie, mauzolea, pomniki i tablice pamiątkowe. Ale jednocześnie Czesi zupełnie nie wiedzą, że po naszej, tj. śląskiej, stronie Sudetów też jest trochę obiektów nawiązujących do wydarzeń 1866 r. W swojej relacji z Karkonoszy pisałeś już wcześniej o grobie ofiar wojny 1866 r. w Kowarach:

Pudelek napisał/a:

Z kolei nagrobek z krzyżem kryje ofiary wojny prusko-austriackiej z 1866 roku: dwóch poddanych Hohenzollernów i jednego z państwa Habsburgów.




O kilku innych pomnikach tego typu można dowiedzieć się z wątku założonego na stronie-forum SKPS:

http://forum.skps.webserw...dd7a70b7d0e2c95

Nie ujęto tam wszystkich zabytków związanych z wojną 1866 r. ze śląskiej części Sudetów. Podczas swych wycieczek natknąłem się na jeszcze kilka. Nie będę ich bliżej opisywał oraz wymieniał liczby pochowanych żołnierzy obu walczących stron (napiszę tu tylko, że wśród żołnierzy pruskich i austriackich często pojawiają się polskie imiona i nazwiska). Może to będzie inspiracją dla niektórych do odwiedzin tych miejsc:

1. Wałbrzych - cmentarz komunalny przy ul. S. Moniuszki




2. Jawor - tzw. Stary cmentarz parafialny (ul. Kuziennicza)





3. Świebodzice, dzielnica Ciernie (cmentarz przy kościele MB Królowej Polski)




4. Rzeszówek koło Świerzawy (Pogórze Kaczawskie). Pomnik poświęcony mieszkańcom tej wsi poległym w wojnie prusko-austriackiej w 1866 r. i prusko-francuskiej w 1870-1871 r.



Jasne, że dla mnie "najważniejszym" spośród tych zabytków jest obelisk na cmentarzu komunalnym (ul. Wałbrzyska) w moich rodzinnych Świebodzicach. Pamiętam, że "dziecięciem będąc" zastanawiałem się, jak pod takim kamiennym szpikulcem może leżeć tak dużo osób - i już wtedy ekscytowały mnie te polskie nazwiska wśród Prusaków i Austriaków:







W swojej relacji pokazujesz też przydrożny krzyż przy skrzyżowaniu szlaków żółtego i czerwonego GSS:

Pudelek napisał/a:

Niebieska kapliczka z 1870 roku przy drodze, która na mapach zdawała się asfaltową. Liczyłem, że może złapiemy tu jakiegoś stopa, lecz okazała się błotnistym klepiskiem.



Jeszcze w 1990 r. ten krzyż wyglądał tak. Co się stało z kamiennymi figurami? Na pewno nie poszły do konserwacji, gdyż nie ma ich przynajmniej od 2012 r.



Trochę się zaniepokoiłem, że nie dajesz fotografii dwóch ciekawostek z Kralovca. Może z powodu zmierzchu? Mam nadzieję, że nie zniknęły z krajobrazu.

Pierwsza z nich to pomnik mieszkańców wioski poległych w I w.ś.



Druga to tablica upamiętniająca spotkanie takie oto:



Nie mam natomiast żadnych wątpliwości, że ten rozdarty przez jakiegoś kretyna orzeł, znajdujący się na przejściu granicznym po polskiej stronie, jest już w tym miejscu nieobecny (fotka z maja 2012 r.).



Jeszcze raz dziękuję za świetną relację :)
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4857
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-11-23, 18:13   

Dzięki za miłe słowa i garść zdjęć i informacji odnosnie pamiątek po 1866 :)

Fakt, u Czechów jest tego mnóstwo - w okolicach Hradca Kralove to można by kilka dni spędzić objeżdżając pomniki, groby i inne punkty związane z wojną. Kiedyś nawet trochę tu o tym pisałem przy okazji wyjazdu na jarmark adwentowy. Podobnie wspominałem o tej wojnie w ubiegłym roku, bo "zaliczyłem" kilka miejsc w pobliżu Tlumacova.

Co do Kralovca to faktycznie było już ciemno i chcieliśmy tylko w miarę szybko dojść do granicy, więc dlatego brak tych fotek z pomnikiem i tablicą. W ogóle ta tablica to gdzie wisi?

Cytat:
Fajnie, że podczas swoich wędrówek wypatrujesz nie tylko kolorowych pasków wymalowanych na drzewach, ale też dostrzegasz też to, co znajduje się w pobliżu tzw. stk

same chodzenie po sudeckich szlakach byłoby ciut nudne (zwłaszcza w tym rejonie), bo główną atrakcją są dla mnie właśnie zabytki, pomniki, rozwalające się domy i tym podobne :)
Ostatnio zmieniony przez Pudelek 2018-11-23, 18:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime