Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

Wakacyjnie na Spiszu

Autor Wiadomość
sokół 


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 8221
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-07-11, 22:23   Wakacyjnie na Spiszu

Hej!

Na początek, dlaczego Spisz...
Dzięki Nessce i Pudelkowi. To Ich relacja zachęciła mnie do wybrania się w tamte rejony wakacyjnie. Normalnie pewnie bym pojechał w Tatry, no ale z psem, co dopiero miał się na tych wakacjach uczyć chodzić.... bez sensu.

Wielu miejsc nie odwiedziliśmy, z różnych powodów. Ale w sumie... nie mieliśmy planów, działaliśmy raczej spontanicznie i wiecie co? Chyba mi się to spodobało. I to wychodzenie na szlak o 12... Piękna sprawa.

Bazę założyliśmy w Kacwinie. Powiem tak. Dla mnie dziesięć na dziesięć. Bezproblemowi gospodarze, mieszkający 10 km dalej. Dwa domki, 6-stka i 10-tka. I za płotem las. I bajeczne widoki. I w zasadzie wszystko było idealnie.

Może za wyjątkiem dwóch rzeczy.
Codziennie o 6 rano za płotem zjawiała się krowa. I miała taki pierdolny dzwon na szyi. Resztę sobie dopowiedzcie sami.... chociaż po dwóch dniach przywykłem.

Druga rzecz to muchy. Natrętne, gryzące. Ale wieczorem bitwa była krwawa, zaopatrzeni w mokre szmaty wybijaliśmy wojsko nieprzyjaciela w try miga.





Przyjeżdzamy i nic nie robimy, bo na zewnątrz 40 stopni, można się usmażyć żywcem. Kręcę się więc po ogrodzie, pierwszy tydzień jesteśmy sami, dopiero potem dojedzie małżeństwo z ... Bełchatowa.

Widoki z bazy mamy... no, ujdą.



A za sąsiadów mamy stado danieli, które po dwóch dniach oswoiły się na tyle, że reagowały, jak pochodziliśmy do ogrodzenia i żarły z ręki.



Jako że nasz wspaniały pies po górach miał dopiero zacząć się uczyć chodzić, pierwsze kroki były ostrożne.

W upale ruszyliśmy na Majową Górę, aż 741 metrów. Po kwadransie nie było mi już do śmiechu, bo przecięliśmy ślady misia.



Ale po pół godzinie wspinaczki daliśmy radę i osiągnęliśmy szczyt.



Potem ruszyliśmy na południe, myślałem, że dojdziemy do Wielkiej Frankowej, takiego fest widokowego, bezszlakowego szczytu.
Po drodze okazało się, że Yoshi to jednak nie Tobi, myślałem, że padnę.



W lesie było ok, ale jak wyszliśmy na polany, uderzyło w nas takie gorąco, że w sumie zeszliśmy w dolinę, upieczeni.





Pies wychłeptał dwa litry wody i pół rzeki w Kacwinie, a potem spał w cieniu i nie reagował nawet na kiełbasę.
Wspaniałe wakacje będą - tak pomyślałem.

No a że byłem niewychodzony, to na ochotnika poleciałem do Wielkiej Frankowej po piwo i kofolę. Wróciłem po trzech godzinach, tak spalony, ze myślałem, ze umrę. A knajpki, co Pudel polecał w relacji, zamknięte.
Na dodatek w sklepie piwo było tylko ciepłe i tak sponiewierany wróciłem do bazy. Na szczęście i ja nie znalazłem mostku na szlaku i mogłem sobie przejść rzeką. A w miejscowym sklepie, pod parasolem, za 3 złote ochłodziłem się jeszcze Tyskim.

Jeszcze mi sił starczyło, żeby dziecko moje quadem własnej roboty pojeździło po bazie i padłem na ryj, pokonany przez siły natury.




Drugiego dnia się nieco ochłodziło (poniżej 30) tośmy poszli na drugą stronę, na bezleśny grzbiet.
Najpierw spotkaliśmy mojego kuzyna.



A potem zaczęła się sielanka. Spisz w prawdziwym wydaniu. Zauroczyłem się.





Poruszaliśmy się bezszlakowo. Wystarczyło odejść kilka minut i już pojawiały się rozległe widoki.




Troszkę jak Cieńków, ale jakby bardziej dziko, jakby ładniej... I brak ludzi!



Widać też było słynną ścieżkę w koronach drzew na Magurze Spiskiej. Normalnie to szłoby pojechać autem prosto na przejście w Kacwinie, 12 km i jesteśmy pod górą, ale ktoś postawił zakaz, bo droga rowerowa, no i trzeba walić 30 km, objazdem... A auta i tak jeżdzą...



Pniemy się do góry na Krzyżową Górę. Ponad 700 metrów, aż mi w głowie się przewraca!





Rzut okiem za siebie, na Pieniny Spiskie :)



Znów spotykamy jakieś moje kuzynostwo.



Udaje mi się podejść na jakieś 30 metrów, dopiero się wtedy zrywają, a pies je goni do upadłego.



A że wycieczka krótka, to reszta czasu w bazie, gdzie jesteśmy bacznie obserwowani.



Zawiązują się nowe przyjażnie.



Obserwujemy zachód słońca



A po zmroku pierwszy raz w życiu widzę świetliki. Są ich dziesiątki. Nie mam niestety zdjęcia, ale fajne przeżycie. Julka to myślała, że one są tylko w bajkach. Tak więc sielanka trwa, pogoda dopisuje, humory też.



Dopiero następnego dnia będziemy mieć przygodę, która mocno zaważy na celach turystycznych, jakie będziemy obierać.
Profil Facebook
 
 
sokół 


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 8221
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-07-11, 22:43   

Rano następnego dnia, tzn pewnie nie wcześniej, jak o 11, ruszyliśmy na dziko do Spiskiej Nowej Wsi.


Miałem tam upatrzoną drogę (googlemaps) i co prawda kawałek był bez drogi, ale stwierdziłem, że tyle, to tam dam radę, w sumie to małe górki.
No i z początku wszystko się zgadzało.



Dostaliśmy się ponad pola uprawne i zaczęliśmy podchodzić do grzbietu, chociaż szeroka droga zamieniła się w polną drogę, ale trudności żadnych nie było.



Wyszliśmy na ten grzbiet i pojawiły się widoczki. Droga na chwilę się straciła, ale zaraz coś tam znalazłem i wyszliśmy z opresji.



Co prawda Julka nie była zachwycona, bo trawy wysokie, muchy, bąki i nie wiadomo, co jeszcze, no ale nie miała wyjścia i szła.



Doszliśmy do wzniesienia z pięknym widokiem na Pieniny i zaczęliśmy się obniżać do granicy, tzn do czarnej dupy.





Zeszliśmy do dolinki, gdzie przebiega granica. Na wyciągnięcie ręki był grzbiet, za którym leży Spiska Stara Wieś. Kwadrans podejścia i bylibyśmy. No ale my byliśmy w czarnej dupie. Chaszcze gorsze, niż te, w które wyprowadziłem państwa Sprocketów w Cisownicy. Bagna jakieś. Zasieki. Przy akompaniamencie komplementów pod swoim adresem wyprowadziłem dziewczyny z powrotem w górę, jakąś inna drogą, przełykając jakoś tą porażkę.
I nikomu się już wycieczka nie podobała. I w sumie nie wiem, czemu, bo przecież ładnie było.

Na pierwszym planie siodełko trawiaste, na które trzeba wyjść, pod nim dolina z granicą,,, niewinnie wygląda, co?







Niestety, w drodze powrotnej mamy niemiłą przygodę. Zbiegają do nas psy pasterskie. Całe stado. Co najmniej sześć. Ja jestem z przodu, z psem na smyczy (zauważyłem psy wcześniej, ale i tak za późno) więc jakoś udaje mi się wycofać. Magda z Julką są jakieś 200 metrów za mną i je te psy otaczają. Głupia sytuacja. W sumie nie wiem, co robić, ale zakładam, że będą tylko odpędzać, a stanem zapalnym może być pies, więc jak się cofnę, to tylko pogorszę sytuację.

Dziewczyny wystrachane, ale schodzą do mnie. Psy odpuszczają. Ale dostaję wyraźny przykaz, szlaki tylko tam, gdzie nie ma psów pasterskich. I tym sposobem odpadło mi większość pomysłów na te wakacje i do samego końca musiałem mooooocno improwizować. No niestety, nie będzie Małych Pienin ani Wietrznego Wierchu.... :( Nie będzie. Ani Żaru, bo Jurgowskie Stajnie... A choooj z takimi wakacjami!

Pozostało jedynie cykać foty z bazy...
Ostatnio zmieniony przez sokół 2019-07-11, 22:45, w całości zmieniany 2 razy  
Profil Facebook
 
 
Adrian 17 


Wiek: 35
Dołączył: 13 Lis 2017
Posty: 733
Wysłany: 2019-07-11, 22:45   

Opalenizna zacna w barwy narodowe 😉
Bociany w tamtych stronach dziwne gniazda budują ... A pies może się jeszcze wyrobi :lol
 
 
ceper 


Dołączył: 02 Sty 2014
Posty: 7139
Skąd: Czarna dziura
Wysłany: 2019-07-11, 22:57   

sokół napisał/a:
Przyjeżdzamy i nic nie robimy, bo na zewnątrz 40 stopni, można się usmażyć żywcem.
Mam odwrotnie: na co dzień nic nie robię, zaś na urlopie jadę na maksa. Na upał dobra jest klima w aucie, w salonie i w alkowie. Wierzysz w globalne ocieplenie? :o-o
_________________
Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. /Mt 13,12/
Enjoy your life - never look back = carpe diem.
Ostatnio zmieniony przez ceper 2019-07-12, 04:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Piotrek 


Wiek: 44
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 6832
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2019-07-11, 23:03   

Mnie się podoba-luz i ładne krajobrazy :-) . Właśnie tak żeby totalnie się pobyczyć, pochodzić, coś tam obejrzeć i odpocząć.

Nie potrzebie się spinasz o te 700 m i mąci Ci to całą radochę. Czesto z małych górek ładniejsze są widoki niż z wysokich gór.
 
 
sokół 


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 8221
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-07-11, 23:12   

Piotrek napisał/a:
Nie potrzebie się spinasz o te 700 m i mąci Ci to całą radochę


Właśnie nie! Założenie było takie, że nigdzie wysoko nie będziemy wchodzić! I ja się nastawiłem na takie małe pyrtki! I w ciągu dwóch prawie tygodni tylko dwa razy wylazłem powyżej 1000m! I cholernie mi się to podobało.

A dziura zabita dechami (Kacwin) okazała się strzałem w dziesiątkę! jakby nie te psy, to wycieczki późniejsze miałem inne zaplanowane, a tak musiałem się mocno wysilać, żeby omijać pastwiska. I w ogóle to były lepsze wakacje niż te w Tatrach, jak to wytłumaczyć, nie wiem, ale podobały mi się bardziej!
Ostatnio zmieniony przez sokół 2019-07-11, 23:14, w całości zmieniany 1 raz  
Profil Facebook
 
 
Piotrek 


Wiek: 44
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 6832
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2019-07-11, 23:14   

Tak mi się jeszcze przypomniało, bo o Jurgowskich Stajniach napomknąłęś - jak z rodzinką byłem kilka dni w tych stronach (tyle że z bazą w Dursztynie) to podeszliśmy tam, ale szału nie ma. Miejsce ładne ale nie powala. Już zdecydowanie ciekawsze są Dursztyńskie Skałki.
Ostatnio zmieniony przez Piotrek 2019-07-11, 23:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Piotrek 


Wiek: 44
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 6832
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2019-07-11, 23:17   

sokół napisał/a:

Właśnie nie! ...


A to ok, źle zrozumiałem wydźwięk :-)
 
 
laynn 


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 7687
Skąd: Zagłębie Dąbrowskie
Wysłany: 2019-07-12, 07:06   

Przy porównaniu Tobiego z Twoim psem oplułem telefon ze śmiechu.
Porównam Twoją relacje do Pudlowej z maja...i Twoja jest ciekawsza. A już po stwierdzeniu, że Ci się bardziej podoba ten urlop, niż Tatrowy.
_________________
Tam na dole zostało Wszystko to co cię męczy
Patrząc z góry wokoło Świat wydaje się lepszy
https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.com/
https://www.flickr.com/photos/138543993@N07/albums
Ostatnio zmieniony przez laynn 2019-07-12, 07:06, w całości zmieniany 1 raz  
Profil Facebook
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 5124
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2019-07-12, 08:28   

ciekawe czemu te knajpy były zamknięte. Może za wcześnie?

Na drodze z Kacwina jakby postawić policjanta to by wyrobił normę mandatów na miesiąc w kilka godzin ;)

Psy pasterskie to w sumie mogą być wszędzie, więc w ogóle trzeba by nie wychodzić w góry :D

Pies wącha Ci tak często stopy? :-o
 
 
ceper 


Dołączył: 02 Sty 2014
Posty: 7139
Skąd: Czarna dziura
Wysłany: 2019-07-12, 08:48   

Tak to jest, jak odrzuci się ofertę kolegi. Może nie byłoby skałek i chaszczy, ale pozostałe uroki i atrakcje wyjazdu miałbyś za free, nie licząc po sąsiedzku teściowej. Co tam psy pasterskie? Dwa kundle, w tym jeden sięgający mi do brzucha, wystraszyłyby Was podobnie - one nie szczekają ani nie gryzą, lecz od razu łykają (kiedyś wrzuciłem foto z worami suchej karmy). Górki i pagórki są, zamiast Pienin byś się odrobinę wpienił, gdybym dołączył do teściowej i pospołu zaczęlibyśmy się wymądrzać. Taczki też są w liczbie dwóch, trzecie chyba kuzyn zabrał na złom. W ramach gimnastyki pobiegałbyś sobie po agro mając wybór kosiarki (z napędem, bez napędu, akumulatorowa), bo jak babie z pewnością wysokość trawy by Ci/Wam/ nie pasowała. Są też 2 rowery trekingowe /z bagażnikami/, gdybyście chcieli wybrać się na dłuższą trasę, np. 15 km do słynnego Kapliczkowa, gdzie owych kapliczek i krzyży jest ze dwieście. Za pstrągami raczej nie przepadacie (Grobla 5km), to teściowa by mogła Wam robić jajecznicę z jaj od kur szczęśliwych tudzież inne regionalne dania. Za stodołą las, na podwórzu teściowej i w stodole/szopach/ drewna pod dostatkiem, więc i kiełbaski na ognisku można upiec (wolę z piekarnika niż przenośnego grilla) z cebulą i ziemniakami (młode nie są najlepsze z ogniska).
Po co gdzieś wyjeżdżać? Taki urlop to mam na wyciągnięcie ręki, chyba że zostanę zaskoczony innowacyjnymi pomysłami sokoła w dalszej części relacji.
_________________
Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. /Mt 13,12/
Enjoy your life - never look back = carpe diem.
 
 
sprocket73


Dołączył: 14 Lip 2013
Posty: 2091
Wysłany: 2019-07-12, 09:03   

Podoba mi się!
Fajne miejsce, ładnie tam jest i wygląda na spokojną okolicę. Terenów do chodzenia mnóstwo i w zasadzie same nieznane. Bardzo mi się tam podoba! :)
Co do chodzenia bez szlaku, teraz jest najgorszy okres. Zwykła łąka, niewykoszona, z trawami po szyję, jest wyzwaniem. Poza tym granica również może być problemem. Przeważnie jest mało dróg, które przez nią prowadzą, bo rolnicy z jednego kraju, nie maja pól w drugim.
Tobi jak pokonywał pierwszy przewrócony pień, też kiepsko sobie radził. Trzeba ćwiczyć ;)
A co do psów pasterskich, uważam, że nie są aż tak bardzo groźne. Z tymi polskimi w zasadzie nie mieliśmy nigdy większych problemów. Bardziej zdesperowane bywały rumuńskie. Trzeba je w miarę możliwości ignorować. Jak mimo wszystko zaczynają napierać, trzeba zdecydowanie kazać im się oddalić. Nie okazywać strachu. Na razie zawsze działało.

_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231
 
 
sokół 


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 8221
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-07-12, 09:38   

Pudelek napisał/a:
ciekawe czemu te knajpy były zamknięte. Może za wcześnie


W zasadzie było koło 16 - 17, więc teoretycznie pora odpowiednia. Niemniej wydało mi się, że większej dziury od tej Wielkiej Frankowej to nie ma. Potem jednak znalazłem większą...

Pudelek napisał/a:
Pies wącha Ci tak często stopy?


A wiesz, nie zwróciłem uwagi.

ceper napisał/a:
Tak to jest, jak odrzuci się ofertę kolegi


Wczasy w Bełchatowie, marzenie mojego życia.

sprocket73 napisał/a:
Tobi jak pokonywał pierwszy przewrócony pień, też kiepsko sobie radził. Trzeba ćwiczyć


To prawda, potem nie było już żadnych problemów, chociaż raz zdarzyła się akcja, że szlak szedł chaszczami, to pies się obraził i poszedł drogą wygodną w inną stronę. I wrócić nie zamierzał.
Profil Facebook
 
 
ceper 


Dołączył: 02 Sty 2014
Posty: 7139
Skąd: Czarna dziura
Wysłany: 2019-07-12, 09:58   

sprocket73 napisał/a:
trzeba zdecydowanie kazać im się oddalić. Nie okazywać strachu
Chętnie bym zobaczył mistrza w akcji i nauczył się opanować stres. Przyjedź na agro (10km od metropolii). ;)
Swego czasu nie miałem nawet sekundy czasu na głupie psie ważące z 10 kg, więc z półobrotu i... :zol

sprocket73 napisał/a:
Terenów do chodzenia mnóstwo i w zasadzie same nieznane
Znaczy się na 2-3 dni, bo przez 2 tygodnie to wiedziałbym, gdzie i pod którą miedzą zimują zajączki.

sokole, realizuj swe marzenia. Bierz przykład z miejscowych i 500+: liczy się zawsze tu i teraz. :rol
_________________
Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. /Mt 13,12/
Enjoy your life - never look back = carpe diem.
 
 
sokół 


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 8221
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-07-12, 10:17   

Przyszedł też czas na poważniejszą próbę, biorąc pod uwagę dotychczasowe dokonania.
Autko zostało pod opieką tegoż parkingowego...



A my ruszyliśmy sobie z Przełęczy Snozka na Lubań, to znaczy w jego stronę. Pogoda taka sobie była, widoczności też nie było znakomitej, chmurzyło się mocno, ale temperatura spadła, więc szło się fajnie.



Szlak moim zdaniem ciekawy i zróżnicowany. Chociaż długo ciągnie się w lesie i troszkę brakuje widoków.



Minęliśmy ruiny bacówki, szlak zawinął w lewo i począł ostro piąć się w górę, ciężko było, ciężko.. Po drodze znaleźliśmy w trawach stary kaloryfer, a pies znalazł ujęcie wody.



Po chwili byliśmy już przy bazie na Lubaniu, gdzie psiaka mi połowa bazy wytarmosiła.



Wieża też obowiązkowa, wrażenia jak najbardziej pozytywne, chociaż zaczęło grzmieć, to za długo na niej nie pobyliśmy. Widoki też mogły być lepsze, tzn warunki, chociaż latem to ciężko o "żyletę".







Rozpadało się troszkę, jak schodziliśmy z hali, ale i tak zaraz weszliśmy w las, więc nie zmokliśmy za wiele.



Wracając postanowiliśmy jeszcze zahaczyć o Wdżar. Tak też zrobiliśmy. Dobre pierogi tam mają.




No i wróciliśmy. Pies co prawda miał wyraźnie dość, ale był to duży postęp i uznałem to za spory wyczyn. A sam bardzo chciałem iść na Lubań, bo wcześniej nie było mi z tą górą po drodze. Tak więc, zadowolony, mogłem popijać browary i patrzeć, co za płotem się dzieje...




Profil Facebook
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime