Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

4-6.01.2020 Mój Bez-Kit! W Sądeckim najlepiej!

Autor Wiadomość
nes_ska 


Wiek: 31
Dołączyła: 09 Paź 2013
Posty: 2874
Skąd: Brzesko
Wysłany: 2020-01-08, 23:19   4-6.01.2020 Mój Bez-Kit! W Sądeckim najlepiej!

Po Sylwestrze nie było łatwo. Zawsze póki jestem z ludźmi to się trzymam i mogę prawie nie spać, a później w domu wszystko to się na mnie odbija. Dwa dni zajęło mi dochodzenie do siebie. Właściwie 1.5 dnia, gdyż po przeczytaniu książki w piątek już nie wytrzymałam i musiałam przejść się na zachód słońca z widokiem na Beskidy i Tatry, który mam w zasięgu swoich stóp.



A wróciwszy do domu po zachodzie spakowałam się w góry... Plan - Hala Łabowska z Piwnicznej-Zdrój. Co prawda spierałam się przez chwilę z A., że według mnie niebieski szlak na halę nie prowadzi z Piwnicznej lecz z Łomnicy, ale ostatecznie stanęło na tym, że w sobotę idziemy niebieskim.

Pogoda nie rozpieszczała. Dojechaliśmy do Piwnicznej, zaparkowaliśmy auto niedaleko parku zdrojowego i ruszyliśmy na szlak.




Po drodze spotkaliśmy lekko zmęczonego bałwana.



W zasadzie pierwsza część szlaku to było dojście przez górkę z Piwnicznej do Łomnicy :D - nazwałam to szlakiem dla koneserów - mogliśmy podjechać busem do Łomnicy, ale drapaliśmy się pod górę tylko po to, żeby zejść do niej na dół :D



Po drodze, przy jednej ze stodółek stała sobie taka oto rzeźba - w sumie mi się spodobała, ale pierwsze zdjęcie jest niezbyt ostre.




Domy na tej trasie wyglądały tak, jakby czas się zatrzymał, stare rozsypujące się chałupy, stojące obok stare rowery trzykołowce i inne cuda. No cóż, nie zatrzymywaliśmy się, tylko szliśmy dalej - ja prowadziłam :P :D





A szliśmy tym razem w czwórkę, także mała, kameralna wycieczka ;)



Samo zejście do Łomnicy było trochę śliskie, ale komu chciałoby się wyciągać raczki, które dźwiga w plecaku? ;)



W Łomnicy jeszcze czekało nas trochę asfaltowania, po czym przeszliśmy przez rzekę i zaczęliśmy już dreptać węższym szlakiem ku górze.



Szlak był dokładnie taki jak zapamiętałam - stromy :D Nie zatrzymywaliśmy się zbyt dużo, było szaro i ciemno, a w dodatku zbliżał się zachód słońca. Przez pierwszą halę właściwie przemknęliśmy.




Przez Skotarki właściwie też... I tak nie było specjalnie widoków, a dzień chylił się ku końcowi.




Jeszcze jakieś drobne przebitki po drodze ze Skotarek na Łabowską...



I wieczór upłynął nam na śpiewaniu. W końcu nie bez powodu R. dźwigał gitarę, a ja śpiewnik :)



Bardzo lubię klimat Hali Łabowskiej i to, że prąd jest tam tylko na chwilę...



Rano obudziła nas nietęga pogoda - cóż, prognozy się sprawdziły.




Dosyć długo się zbieraliśmy, więc ze schroniska wyszliśmy dopiero o 9.50. Plan był taki, żeby dotrzeć nad Wierchomlę, zjeść tam i wrócić z powrotem na Halę Łabowską. Cóż, próbowaliśmy go zrealizować. Już początki były trudne, ponieważ w nocy sypał śnieg i wiał mocny wiatr - wszystkie ślady były zawiane świeżym śniegiem.



W dodatku ciągle wiało i padało...




Tempo mieliśmy dość dobre, co wyzwalało trochę mojego marudzenia, że nawet nie mogę przystanąć, żeby zrobić jakieś zdjęcia ;P



Ale widoków nie było, więc jedyne, co fotografowałam to śnieg. I więcej śniegu :D






Już dochodząc do Runka zrezygnowałam z planu pójścia nad Wierchomlę. Uświadomiłam o tym ekipę, ale choć żądali demokracji, szłam w zaparte. Nie chciałam później wracać po zmroku na Halę, a tego można było się spodziewać, gdybyśmy zeszli na dół. W dodatku mimo wszystko chwilami szło się ciężko, więc powrót mógłby się znacznie wydłużyć. Ja spasowałam i zasugerowałam reszcie, że mogę sobie wrócić sama na miejsce, a oni zjedzą i przyjdą później. Ostatecznie stwierdzili, że mnie nie zostawią i wrócili ze mną.




Jakieś tam przebitki na niebie się pojawiały, ale wciąż było pochmurnie i wietrznie.





Szlak był już ciut lepiej przedeptany, bo oprócz nas przeszło nim jeszcze kilka osób, ale miejscami i tak było nawiane, ślady zasypane i zapadało się po kolana.




A ta zadymka była efektem wiatru właśnie:



Odcienie przebijającego się przez chmury słońca:



Na halę wróciliśmy spokojnie przed zmrokiem. O 15.00 byliśmy z powrotem w schronisku.




Zjedliśmy obiad na miejscu, odpoczęliśmy, a wieczorem znów pośpiewaliśmy.

W poniedziałek musieliśmy dotrzeć do Piwnicznej do samochodu. Poranek przywitał nas nieco lepszą pogodą niż poprzedni dzień, ale że w niedzielę dalej sypał śnieg, znów ślady były zasypane i zawiane.





Pożegnaliśmy Halę Łabowską i ruszyliśmy w kierunku Hali Pisanej.





No cóż. Cieszyłam się tymi widokami, które miałam, a na czerwonym szlaku pieszym jest ich zdecydowanie mniej niż na narciarskim, który prowadzi przez kilka hal, m.in. przepiękną Halę Krajnią i Martynową (Martyńską).






Po drodze pojawiały się jakieś przebitki...




Tutaj było pięknie i wystarczyło pobrnąć trochę w śniegu, żeby zobaczyć pięknie oświetlone Tatry, ale ze względu na to, że i tak się ociągałam, a reszta grupy musiała na mnie czekać, nie zdecydowałam się. Potem tego żałowałam, bo pogoda już się popsuła, ale trudno :(





Wynagrodziły to trochę piękne widoki z Hali Barnowieckiej.




Chwilami nawet nie zapadaliśmy się po tyłek:D



Ale widać już było, że pogoda się psuje i zachmurzenie jest coraz większe...



Na Pisanej już widać było, że słońca jest coraz mniej.



Ale po dotarciu na żółty szlak jeszcze mieliśmy jakieś widoki.




Co prawda nie było to to, co widziałam wcześniej przez krzaki, ale się zadowoliłam tym, co miałam :D






Niestety śniegu już było coraz mniej i drzewa nie były zabielone ;) Schodziliśmy coraz niżej. A Tatry znikały coraz bardziej za chmurami...



Na Jarzębakach zrobiliśmy jeszcze krótki postój.




Lubię się tutaj zatrzymywać i w ogóle lubię to miejsce. Przy dobrej pogodzie widoki są jeszcze bardziej urokliwe!






A z Jarzębaków już pędziliśmy do Piwnicznej...




Zachodzące słońce oglądaliśmy już z drogi do domu.



Teraz mam tydzień przerwy od gór, ponieważ jadę do Łodzi, ale już osiemnastego... ruszę znów :)
_________________
Jestem tu gdzie stoję, ale jeśli się ruszę, to mogę się zgubić.
 
 
Sebastian 


Wiek: 47
Dołączył: 09 Lis 2017
Posty: 1197
Skąd: Kraków
Wysłany: 2020-01-09, 19:43   

Fajny zimowy klimat. Widzę, że las na czerwonym szlaku na grzbiecie Beskidu Sądeckiego jest piękny o każdej porze roku.
Profil Facebook
 
 
buba 


Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 4499
Skąd: Oława
Wysłany: 2020-01-09, 21:37   

nes_ska napisał/a:
spierałam się przez chwilę z A.,


nes_ska napisał/a:
W końcu nie bez powodu R. dźwigał gitarę



Twoi znajomi utajniaja swoje imiona? Z jakis powodow nie chca, zeby ktos mogl podejrzewać ze byli z tobą w gorach? ;)
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Ostatnio zmieniony przez buba 2020-01-09, 21:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
sokół


Wiek: 39
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 9739
Skąd: Bytom
Wysłany: 2020-01-09, 23:01   

Bardzo klimatyczna zima, w ogóle ciekawe i malownicze okolice.

I udało Ci się wykonać kilka bardzo dobrych fotek!

Choćby ta fotka, świetny kontrast, uwielbiam takie zdjęcia!
_________________
Lepiej paść na stojąco, niż przetrwać bitwę na kolanach
Profil Facebook
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group