Forum FAQ Szukaj Użytkownicy Rejestracja Statystyki Profil Zaloguj Albumy Kontakt

Poprzedni temat «» Następny temat

21-22.04. Wreszcie sama! Weekendowe Pieniny

Autor Wiadomość
nes_ska 


Wiek: 30
Dołączyła: 09 Paź 2013
Posty: 2743
Skąd: Brzesko
Wysłany: 2018-04-24, 18:56   21-22.04. Wreszcie sama! Weekendowe Pieniny

W zeszły weekend wciąż miała utrzymywać się piękna, słoneczna pogoda, więc w piątek zapadła oficjalna decyzja, że w sobotę ruszam w Pieniny. Musiałam jednak swoje odczekać, ponieważ do południa byłam jeszcze na turnieju piłki nożnej z moimi zuchami, ale od razu po odebraniu medali uciekłam do domu iiii w drogę!

I co? ;) I spóźniłam się w Nowym Sączu o 2 minuty na autobus do Szczawnicy. Stwierdziłam, że spróbuję dojechać przynajmniej kawałek i zobaczę, jak będzie dalej szło. Wysiadłam w związku z tym w Łącku, a że miałam jakieś takie "antystopowe" nastawienie, a kierowcy jechali szalenie szybko, postanowiłam dotrzeć pieszo do Zabrzeży. Po drodze oczywiście raczyłam się widokami.




Wszędzie się zazieleniło, więc było bardzo przyjemnie mimo towarzyszącego skwaru!




W Zabrzeży chwilę musiałam poczekać, a gdy w końcu się doczekałam, zadzwoniłam do schroniska, ogłaszając, że chciałabym dotrzeć po zachodzie słońca. Pan jednak zasugerował, że oni będą tylko do 20.00 i później byłby problem z zakwaterowaniem, więc postanowiłam najpierw dotrzeć pod Durbaszkę, a później udać się na zachód.

I oczywiście zamiast odbić na drogę dojściową do schroniska, skręciłam sobie wcześniej...



Przywitały mnie pierwsze tego dnia pierwiosnki.



Szybko okazało się, że jestem w złym miejscu...

[/img]https://lh3.googleusercontent.com/YGpMjvafo8fn4bGfQp9o81z3G0iag1lwHvI2Q01ALAv_gTFN8o72bDocDZla8qFgteOKXLrbVxiepp-ltR_NN55nwVumYjmc_PDmTt7-mvbgYFsPiG3teHT5Hy5y1i8fxWqLiPoBS3I=w556-h835-no[/img]

Ale już mi się nie chciało wracać, więc zeszłam do koryta rzeki, po czym wydrapałam się z powrotem te parę metrów pod górę, by wyjść na łąkę pełną kwiatów.




Od szlaku jednak byłam dosyć daleko... Było jednak ładnie, więc nie stresowałam się tym faktem :P




Z tego miejsca musiałam z powrotem zejść do koryta rzeki, znów wyjść pod górę, wydrapać się na kolejną polanę...




Po tym swoim wysoce inteligentnym pomyśle zarządziłam krótką przerwę na odpoczynek :P



...a następnie wreszcie doszłam do szlaku ;)



W drodze na górę obmyłam sobie ręce, które były całe oprószone śmieciami z suchych drzew, przez które przechodziłam :P



I w drogę! W stronę przeciwną, bo do schroniska.




Po drodze minęłam jedną bacówkę, jeszcze nieczynną.



Trochę ludzi wracało już z góry, ale było już blisko 16.00, więc jeśli ktoś mógł zacząć wycieczkę rano, to już miał okazję odrobinę pochodzić.





Ja natomiast byłam już na prostej drodze do celu, a cały czas miałam widoki na okoliczne wzniesienia.



Przy samym schronisku pojawiły się kolejne połacie pierwiosnków.




Wpadłam do schroniska, zameldowałam się, wyrzuciłam wszystkie rzeczy z plecaka, zjadłam szybki obiad, po czym zgodnie z planem poszłam w kierunku Wysokiego Wierchu, gdzie miałam poleżeć!

Przy samym schronisku spokoju nie było - prawie pełne, a w dodatku w ten dzień odbywały się "Biegi w Szczawnicy" i jeden z punktów był właśnie tutaj.




Biegacze już bardziej szli niż biegli, ale to chyba zasługa kilometrów, które już mieli w nogach ;) (Można zatem powiedzieć, że biegłam ich tempem ;ppppp)



Światło już było wieczorne, żółte, przyjemne... A na górę raczej nie szło zbyt dużo osób.




Biegacze zmierzali prosto w kierunku Szafranówki, więc jeszcze przez chwilę szliśmy w tym samym kierunku.



Po drodze w kierunku szczytu pojawiły się pierwsze widoki na Tatry.




Jeden z biegaczy na chwilę się zatrzymał, żeby sobie troszeczkę "polatać".



Natomiast ja musiałam dojść, żeby poleżeć... :P




Oczywiście nie szło mi to zbyt sprawnie, bo było zbyt pięknie, więc zatrzymywałam się co pół minuty.




Minęły mnie jeszcze 4 osoby, które też zmierzały na Wysoki Wierch. A to jedno z moich ulubionych pienińskich drzewek!




Przy odbiciu powoli rozstawaliśmy się z biegaczami. Oni w dół (przynajmniej na chwilę), a my do góry.




...też mozolnie, bo tutaj co i rusz były widoki :P




Parę osób schodziło ze szczytu. Byli tam puszczać modele samolotów (szkoda, że się spóźniłam!)



Dotarłszy na szczyt początkowo to właśnie tam planowałam się zatrzymać.




Widoki w końcu były!




Ostatecznie jednak zeszłam w kierunku pierwszej ławki po stronie słowackiej...



Aaaaaaa! Testowałam moje nowe podejściówki :P



Później doszła do mnie jeszcze Julka i namówiłam ją, żebyśmy zeszły do drugiej ławeczki, bo samej mi się nie chce iść aż tam, ale z kimś bardzo chętnie! A że się zgodziła, to podreptałyśmy! ;)



I na polanie spędziłyśmy czas aż do zachodu słońca ;) ))




Wyprosiłam zdjęcie ławeczkowe.





A następnie cieszyłam się trawką ;D




Pamiętam to miejsce z jesieni, też było cudownie, ale inaczej! Chyba można je polecić w każdej porze roku i dnia ;D





Nie zapomniałam o selfie :D



Ale nad pierwiosneczkami też się znęcałam, tyle że bez filtrów to wychodzi później ten milion plam i plamek ;P




W końcu zbliżał się zachód - w bardzo ładnym miejscu!





Ostatnie chwile ze słońcem...




I trzeba było się zbierać na górę!




...a stamtąd zeszłyśmy już po 20.00 do schroniska!
_________________
Jestem tu gdzie stoję, ale jeśli się ruszę, to mogę się zgubić.
 
 
laynn 
deszczowy facet


Dołączył: 01 Sie 2013
Posty: 6370
Wysłany: 2018-04-24, 19:12   

W sobotę od Zabrzeża blokowałem drogę. 70 w porywach, jak była prosta :D
Strasznie mi się ta droga podoba. Kiedyś jechałem nią jesienią i było pięknie, ale że wiosną będzie równie pięknie to się nie spodziewałem :)
_________________
"Tam na dole zostało wszystko
Wszystko to co cię męczy...
Od złych rzeczy na dole Jesteś mgłą oddzielony..."
Profil Facebook
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4741
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-04-24, 22:51   



to zdjęcie podoba mi się chyba najbardziej :)
 
 
Wiolcia 


Dołączyła: 13 Lip 2013
Posty: 1432
Wysłany: 2018-04-24, 23:08   

Jak zwykle klimatycznie ujęte Pieniny. Wracasz ciągle w te same miejsca i ciągle przywozisz z nich ładne fotografie. Mam nadzieję, że kolejny dzień to Koziarz, bo jestem ciekawa, jak tam stan wiosny na szlaku.
 
 
sokół 
wujek falcon


Wiek: 38
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 7093
Skąd: Bytom
Wysłany: 2018-04-25, 09:13   

Najpiękniejsze miejsce w okolicach Szczawnicy, w dodatku w Twoim wykonaniu, czyli ciepłe, ładne zdjęcia. Aż żałuję, że nie mam w planach Pienin w tym roku.
Ale co tam, w sumie jadę w może równie fajne miejsce.
Profil Facebook
 
 
Adrian 17 


Wiek: 35
Dołączył: 13 Lis 2017
Posty: 181
Wysłany: 2018-04-25, 11:33   

Na twoich fotkach widać, jak różnie można przedstawić miejsca które się zna. Piękne zdjęcia ! :)
 
 
Iva 


Wiek: 36
Dołączyła: 04 Wrz 2013
Posty: 1467
Skąd: łódzkie
Wysłany: 2018-04-25, 12:49   

Piękne zdjęcia jak zawsze :)
_________________
"Kiedy świat się od ciebie odwraca, ty też musisz się od niego odwrócić."
 
 
nes_ska 


Wiek: 30
Dołączyła: 09 Paź 2013
Posty: 2743
Skąd: Brzesko
Wysłany: 2018-04-25, 14:34   

Cytat:
to zdjęcie podoba mi się chyba najbardziej :)


A nie jakieś z moim wizerunkiem?! :D Czuję się zawiedziona! ;>

Wiolcia napisał/a:
Jak zwykle klimatycznie ujęte Pieniny. Wracasz ciągle w te same miejsca i ciągle przywozisz z nich ładne fotografie. Mam nadzieję, że kolejny dzień to Koziarz, bo jestem ciekawa, jak tam stan wiosny na szlaku.


Też byłam ciekawa i pewnie wiosna tam już daje czadu, ale ja nie pojawię się na nim wcześniej niż w czerwcu, bo do tego czasu mam już plany :( Chciałam w ogóle nocować pod Bereśnikiem i wyjść w niedzielę na Koziarz, ale schronisko miało być przepełnione, a ja chciałam jechać w góry z małym plecakiem i odpuściłam tamte rejony. Poszłam następnego dnia na Słowację, trochę podreptałam Drogą Pienińską, sporo poleżałam na trawce, zrobiłam zapasy Kofoli i wróciłam do domu :d
_________________
Jestem tu gdzie stoję, ale jeśli się ruszę, to mogę się zgubić.
 
 
Sebastian Słota 


Wiek: 45
Dołączył: 09 Lis 2017
Posty: 119
Skąd: Kraków
Wysłany: 2018-04-25, 17:19   

Jak zwykle fajna relacja i świetne zdjęcia. A Małe Pieniny i rejon Jaworek to moje ulubione miejsce w górach, mógłbym tam chodzić i chodzić o każdej porze roku. Zawsze miło popatrzeć na widoki z Wysokiego Wierchu i okolic.
Profil Facebook
 
 
Pudelek


Dołączył: 08 Lip 2013
Posty: 4741
Skąd: Oberschlesien
Wysłany: 2018-04-25, 20:00   

nes_ska napisał/a:
A nie jakieś z moim wizerunkiem?! Czuję się zawiedziona! ;>

na to jest inna kategoria ;)
 
 
nes_ska 


Wiek: 30
Dołączyła: 09 Paź 2013
Posty: 2743
Skąd: Brzesko
Wysłany: 2018-04-26, 17:48   

W sobotę jeszcze prognozy pokazywały, że w niedzielę ma być piękna pogoda, a tu śniadanie było niestety pod chmurką.



Na wschód słońca mi się nie chciało wstawać, bo blisko do drugiej w nocy słuchałam jakichś "Elephant-ów" zza ściany. Była dosyć głośna impreza. Nie motywowało to do wczesnego zwleczenia się z łóżka. Godzinę siódmą uznałam za optymalną.

Zastanawiałam się, czy czekać na słońce, czy ruszać, ale ostatecznie postanowiłam się przejść. W końcu niedziela miała być dniem leżenia na polankach, więc pasowało do nich dotrzeć.



Słońce nawet próbowało się przebijać zza tych chmur i oświetlać trawę, chociaż miało dosyć solidną barierę.



Przejrzystość też nie była już tak wspaniała jak w ostatnich dniach, ale nie zamierzałam zmieniać jakoś szczególnie planów. Nikt przecież w zamian za mnie nie poleży 3:)




W zasadzie wyszłam ze schroniska na tyle wcześnie, że w drodze na Wysoki Wierch nie spotkałam zupełnie nikogo.



Dzień wcześniej, w przedzachodowym słońcu, trasa prezentowała się o wiele ładnie, ale i tak ten szlak ma swój urok ;)



Widok na Tatry przebijające się zza chmur - tylko na tyle mogłam liczyć.




Iiii znów moje ulubione drzewko, co oznaczało, że zaraz czeka mnie małe podejście ku Wysokiemu Wierchowi ;)



Po drodze już czerwieniejące borówki (tak, wiem, jagody ;p)!



Na Wysokim Wierchu zrobiłam dłuższy samotny popas. Leżałam tam blisko godzinę, czekając na więcej słońca, ale doczekałam się tylko ochłapów ;>



Trzy Korony było widać wyraźnie, ale to w końcu rzut beretem.



Tatry zdecydowanie wypadały blado :P



Tym razem uskuteczniłam milion pięćset zdjęć za pomocą pilocika.




I po godzinie leżakowania postanowiłam zejść na dół...Ale nie na stronę polską.



...lecz słowacką!






W niedzielę miałam pierwiosnki w pełnej zieloności, bez dominującego nad nimi słońca ;)



Na chwilę trzeba było znów wyjść pod górę, by później zejść na Przełęcz pod Tokarnią.



Lubię ten odcinek od Wysokiego Wierchu do przełęczy, bo cały czas idziesz ogromiastymi polanami :)





Na przełęczy byłam tylko chwilę. Buda zamknięta, nie było powodów, żeby siedzieć, zwłaszcza że co i rusz podjeżdżały jakieś samochody.



Teraz już szłam czerwonym szlakiem w kierunku rozwidlenia pod Płaśnią.



Tutaj aż do wieży RTV wciąż towarzyszą widoki i przestrzenie.




Jakby to mogło wyglądać przy dobrej przejrzystości! ;d Choć i tak troszeńkę się poprawiła albo ja się aż tak zbliżyłam ;d




Za wieżą weszłam już w las, którym szłam prawie cały czas do Leśnicy. Tylko czasem pojawiały się widoki.





Pierwszy taki widok był właśnie pod Płaśnią na odbiciu z czerwonego na zielony szlak.



Później znów szłam lasem...



...aż do punktu widokowego, przy którym była wiata (postawiona w drzewach, więc siedząc w niej nie miało się żadnych widoków ;d)




I ciut niżej...



Spotkałam moje ukochane kwiaty <3



I w końcu dotarłam na dół....




Zależało mi jednak na tym, żeby wrócić w miarę wcześnie do domu i trochę popracować, więc w Leśnicy odbiłam na Drogę Pienińską. Już w rejonie Chaty Pieniny zrobiło się jarmarcznie ;d




Bardzo przyjemnym spacerkiem podreptałam w kierunku Szczawnicy.





Tutaj jeszcze deptakiem wzdłuż brzegu poszłam w kierunku centrum. Najgorsze na deptaku jest to, że niektórzy rowerzyści nie widzą podziału na ścieżkę rowerową i pieszą, ale niektórzy piesi również... :O




I proszę. Jak widać Boga można znaleźć wszędzie... ;]




W końcu dotarłam pod kolej na Palenicę, a stamtąd już było bliziutko do przystanku autobusów.



Jechałam do Krakowa autobusem, który z pozoru wyglądał normalnie, ale był cyrkiem na kółkach ;P Nie dość, że drzwi co jakiś czas nie chciały się otwierać, to jeszcze zupa kierowcy, która była na półce u góry, wylała się na pasażerów - podobno był to rosołek ;D

Albumy:
W drodze na Durbaszkę
Z Durbaszki na zachód! Pienińskie Święto Ziemi, czyli niedziela
_________________
Jestem tu gdzie stoję, ale jeśli się ruszę, to mogę się zgubić.
Ostatnio zmieniony przez nes_ska 2018-04-26, 17:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Piotrek 


Wiek: 43
Dołączył: 06 Lip 2013
Posty: 6046
Skąd: Żywiec-Sienna
Wysłany: 2018-04-27, 16:29   

Cytat:
Po drodze już czerwieniejące borówki (tak, wiem, jagody ;p)!

Weź Neska nie wymiękaj :! - borówki to borówki, dobrze powiedziałaś :-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Copyright © 2013 by Góry bez granic | All rights reserved | Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - opowiadania